sobota, 24 sierpnia 2019

Nie dowieźli autobusami i wyszła klapa, a nie tęczowy cyrk

Widać objazdowy tęczowy cyrk dostał zadyszki albo nie zatankowano na czas i w Zabrzu Parada Równości poniosła klapę. Pojawiła się tylko jedna osoba (sic!). Reszta to ok. 200 przeciwników marszu. Brak doniesień, by te „krwiożercze, ksenofobiczne i nietolerancyjne bestie” rozerwały biednego, bezbronnego tęczowego demonstranta na strzępy. Może otoczył go bohaterski kordon policji albo kontrdemonstrantów zdjęła litość?

Ciekawe, czy teraz tęczowi, zasileni kolejnym zastrzykiem gotówki, będą próbować udowadniać, że Zabrze to miasto super-hiper-LGBT? Na razie ponoć odcinają się od tego demonstranta, który jest tak ograniczony, że nawet skrótu ich nazwy nie pamięta.

piątek, 23 sierpnia 2019

Może być jeszcze durniej, a z tego wszystkiego osądzą nas... świnie i komary

Celebryci się angażują i myślą, że mają ważną rolę do spełnienia. Prężą dumnie piersi, recytują wiersze i bronią nas przed„nietolerancją”. Mieszają przy tym rzeczy, które do siebie nie przystają, na jednej płaszczyźnie umieszczają zboczenie i przynależność etniczną. W tym wzmożeniu, w tym intelektualnym oburzeniu, w tym wytężeniu plączą się im homoseksualiści, sędziowie, nauczyciele, inwalidzi i Żydzi... Nie wiem, czy coś wciągają przez zwinięty w rulonik banknot, czy po prostu oni już tak mają i nic na to nie pomoże, nawet, gdyby sami trzepnęli się mocno w łeb. Najlepiej podsumował ten imbecylizm Dawid Mysior (o którym pewnie będzie jeszcze głośniej).

Nie trzeba było czekać długo, a oto niegdysiejszy autor skandalizującej książki o kapciowym i znanym elektryku teraz popisał się publicznie zdjęciem ze swojej... sypialni. Nie, nie była to tylko fotka pokoju. Nie powiem, zrobiło mi się niedobrze i musiałem popędzić do łazienki. Kiedyś tacy panowie twierdzili, że nikt nie powinien zaglądać im do łóżka. Teraz nie tylko epatują nas swoją wypaczoną seksualnością na ulicach, ale jeszcze raczą nas zdjęciami w stylu „Big Brothera” ze swojej sypialni. Pewnie niedługo doczekamy się jeszcze bardziej pikantnych fotografii – po prostu strach się bać.

Jeśli komuś jeszcze mało, to niech posłucha sobie fragmentu wypowiedzi znanego katolickiego celebryty i prezentera o zwierzętach i owadach oraz sądzie ostatecznym. Jakiś duszpasterz może zareaguje na te idiotyzmy? Mówię o katolickim celebrycie, bo w przypadku tych dwóch pierwszych zdarzeń to już chyba tylko trzeba liczyć na interwencję prosto z nieba.


czwartek, 22 sierpnia 2019

Azbestowe gacie na ławce w Sandomierzu

Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, spędziliśmy parę dni wśród lasów i gór, gdzie dostęp do Internetu był kiepski. Była za to telewizja i kilkadziesiąt programów do wyboru. Ponieważ nie mamy telewizji w domu, więc z ciekawością zacząłem przeglądać dostępny repertuar. Moja małżonka oczywiście domagała się jakiegoś dobrego filmu. Cóż z tego. Wśród tych wszystkich kanałów znalezienie jakiegoś dobrego filmu i to w „długi łykend” graniczyło z cudem.

Jednego wieczora z braku laku zdecydowaliśmy się obejrzeć odcinek polskiego serialu, w którym polski ks. Brown rozwiązywał kryminalną zagadkę. Autorom tego serialu chyba brakowało już pomysłów na wiarygodną fabułę, bo wszystko było tak kiepsko pozszywane, że ciężko było w to uwierzyć, a niezaradnym policjantom pomagał nie tylko polski ks. Brown, ale też szczęśliwe zbiegi okoliczności. Zresztą może taka to uroda tej produkcji od samego początku – nie wiem, bo jeśli coś z tego oglądałem, to już bardzo dawno temu. Żeby unaocznić poziom tego badziewia, przytoczę jedną scenkę. Otóż pada deszcz. Ojciec z synem rozmawiają pod parasolem. W pewnym momencie, jakby nigdy nic, siadają na odsłoniętej ławce i dalej kontynuują rozmowę. Pod tym parasolem i w tym deszczu. Spodnie widać mają z azbestu.

Mizeria oferty programowej przy tak bogatym wyborze była też niestety widoczna wówczas, gdy zdecydowaliśmy się obejrzeć film fabularny na podstawie powieści kryminalnej pewnego popularnego skandynawskiego pisarza. Autorzy tego filmu mieli z pewnością dużo większy budżet niż twórcy polskiego ks. Browna, a jednak nie potrafili znaleźć autora, który napisałby im wiarygodny scenariusz (a może po prostu bał się poprawić znanego pisarza?). Pomijam już ten interesujący szczegół, że chyba nikt w tym filmie nie miał normalnej rodziny. To, co ów zagraniczny obraz jako tako ratowało, to skandynawskie klimaty i krajobrazy. To jednak za mało, by ograny motyw seryjnego zabójcy uczynić naprawdę wciągającym. Trudno też było uwierzyć w co bardziej absurdalne pomysły, jak np. ten, że morderca potrafił przetransportować niezauważony przez nikogo z hotelowego pokoju ciało swojej ofiary, którą najpierw w tymże hotelu zamordował, by potem w malowniczej pozie umieścić je w aucie na ulicy. Chyba miał czapkę niewidkę (w którą ubrał też zwłoki), o czym jakoś w filmie nie wspomniano ani razu. W każdym razie ów film skutecznie wybił mi z głowy pomysł (gdyby taki mi strzelił), żeby którąś z książek owego skandynawskiego pisarza dla rozrywki przeczytać. Wolałbym już raczej Muminki.

Skoro już narzekam, to ponarzekam sobie też i na współczesne monitory. Z jednej strony fajnie jest mieć w pokoju olbrzymi ekran, bo wrażenie jest takie, jakby siedziało się w kinie. Jednak z tymi nowoczesnymi ekranami wyraźnie coś jest nie tak. Zetknąłem się z tym już kiedyś i tłumaczono mi, że to tylko pierwsze wrażenie, które potem mija. Nam przez te kilka dni „prób, błędów i wypaczeń” nie minęło. W czym rzecz? Cokolwiek byśmy oglądali, nieustannie towarzyszyło nam wrażenie sztuczności. Jakby były to inscenizacje Wołoszańskiego albo tzw. teatr telewizji. Światło było po prostu płaskie, sztuczne – jakby cały czas wszystkie oglądane filmy były kręcone w studio, bez odrobiny światła dziennego. To wrażenie towarzyszyło nam zarówno w przypadku filmów, które już znaliśmy, jak i przy oglądaniu filmów nowych. To dodatkowo nieustannie irytowało i psuło (oprócz faktu, że i tak nic nie było do wyboru) przyjemność oglądania. Po prostu obojętnie, czy w filmie był słoneczny letni dzień, czy zimowe pochmurne popołudnie – różnica była prawie żadna.

Oprócz faktu, że mogliśmy się odprężyć i zrelaksować w otoczeniu pięknej przyrody, nasz wyjazd miał zatem jeszcze i tę korzyść, iż skutecznie utwierdził nas w przeświadczeniu, że brak telewizji nie jest dla nas żadną stratą.


poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Rodzynek w zupie pełnej muchomorów albo smutek celebrytów

Wróciłem z parodniowego wyjazdu. Wyjechaliśmy sobie na parę dni w spokojne miejsce, gdzie wokół były las i góry, a w nocy cisza, jeśli tylko nie zakłócali jej hotelowi goście. Wróciłem i zacząłem przeglądać portale, bo również dostęp do Internetu był w ciągu tych kilku dni laby kiepski. W oczy rzuciły mi się dwa teksty o wypowiedziach dwóch celebrytek. W gruncie rzeczy nie przestaje mnie dziwić, po co poważne portale poświęcają im tyle uwagi.

Pierwsza gwiazdka to smutny przypadek utalentowanej piosenkarki ateistki, która to poprzednich głupot, jakie zdążyła wypowiedzieć, dodaje kolejne. Jej wizja świata jest smutna i najciemniejsza z ciemnych, a „filozoficzne” dywagacje o „prawdzie” mogą co najwyżej skłonić do modlitwy o światło dla niej, by już nie bredziła. I piszę poważnie – za nią należy się po prostu modlić, bo chyba próba jakiejś głębszej dyskusji niewiele tu pomoże. Aczkolwiek przyjmuję, że może się mylę.

Druga celebrytka (przyznam szczerze, że nie wiem tak naprawdę, czy jest ona słynna z tego, że jest żoną pewnego znanego faceta, czy z jakiegoś innego powodu) uraczyła nas swymi dywagacjami o in vitro. Poza argumentami uczuciowymi nie ma ona tak naprawdę nic sensownego do powiedzenia. To, że niektórzy członkowie PiS-u są na bakier z nauką Kościoła i traktują kwestię in vitro jako element gry politycznej również nie jest żadnym odkryciem. Niestety było to szczególnie widoczne w zeszłorocznych wyborach lokalnych. Śmieszne i żałosne natomiast jest to, że jakaś żona znanego faceta uważa, iż miałbym z większą uwagą słuchać jej emocjonalnych wypowiedzi niż nauki Kościoła, który istnieje na tej ziemi już 2000 lat.


wtorek, 13 sierpnia 2019

Episkopaty Czech, Węgier i Słowacji popierają Polskę

Słowa poparcia dla arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, jakie wyrazili hierarchowie Czech, Słowacji i Węgier, to ważne wydarzenie, bo pokazuje jedność nie tylko Kościoła, ale i Europy w tym rejonie. Jest też czytelnym stanowiskiem Kościoła katolickiego wobec „tęczowej zarazy”, która grozi nam kolejnym totalitarnym „rajem”.

Dobrze również, że i inni polscy dostojnicy Kościoła wyrazili swoje poparcie dla krakowskiego arcybiskupa – być może ośmieleni dużym wsparciem modlitewnym, jakie zorganizowali świeccy wierni w zeszłą sobotę pod oknem papieskim pałacu biskupów.

Hm... A gdzie jest w tym wszystkim prymas Polski? Pojechał na wakacje?


poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Tęczowy cyrk objazdowy

Krótkie wideo z (odblokowanej – na jak długo?) telewizji wRealu24 mówi więcej niż wszystkie komentarze, o co chodzi w tęczowej propagandzie. To po prostu tęczowy cyrk objazdowy. Ci, którzy widzieli poprzednie zdjęcia czy relacje, bez trudu rozpoznają znajome twarze lub maski (makijaże?). Oczywiście też bez trudu dostrzegą bardzo „tolerancyjne” bluźniercze wizerunki i symbole.

Może to wydawać się śmieszne i żałosne z jednej strony, ale z drugiej – jeśli Polacy się nie przebudzą i nie powiedzą stanowcze „Nie” – możemy ponownie wylądować w totalitarnym, tym razem tęczowym, „raju”, w którym będzie się zionąć „miłością” i „tolerancją”.

Na szczęście część polskich biskupów, z arcybiskupem Markiem Jędraszewskim na czele (a gdzie jest prymas?), stanowczo i zdecydowanie określiła, z czym mamy do czynienia. Dobrze, że są jeszcze tacy duchowni, którzy bez wahania nazywają rzeczy po imieniu.


sobota, 10 sierpnia 2019

Jak Kukiz uratował albo zatopił PSL

Kukiz startujący z list PSL? Gdyby ktoś coś takiego powiedział cztery lata temu, pewnie wszyscy, łącznie z samym liderem partii/ugrupowania swojego imienia, popukaliby się w czoło. A jednak!

Jaką wiarygodność może mieć zatem ów muzyk, który wszedł w politykę (jak w masło), by rozbić kształtujący się dwupartyjny układ? Chyba zerową. Domyślam się, że jacyś zagorzali fani lidera zespołu Piersi pewnie pójdą za nim w ciemno i byle gdzie, ale ci, którzy serio traktowali go jako działacza antysystemowego, chyba już nie bardzo.

To już nie chichot historii, to wręcz rechot i to diabelski. Bo gdybyż, gdybyż Kukiz dogadał się z Konfederacją, to choć nie wszyscy naiwni, którzy za nim szli, poparliby ten wybór, to jednak w dalszym ciągu byłby uznawany za antysystemowca, który stara się rozbić istniejący układ. Ale Kukiz wspierający PSL, które tkwi korzeniami tak naprawdę w komuszym ZSL?

Dlaczego wspierający? Bo istniała szansa, że PSL już do Sejmu nie wejdzie. A teraz, uwzględniwszy ślepotę zagorzałych fanów muzyka, może się okazać, iż Kukiz wyciągnął farbowanym zielonym pomocną dłoń, nawet jeśli sam do PSL nie wstąpił, a tylko korzysta z ich list.

Może się jednak okazać, że ten „ożenek” z rozsądku doprowadzi do wyeliminowania obu formacji, bo tyleż zyskają, co więcej stracą. I to chyba byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć osobiście wolałbym raczej oglądać Kukiza w Sejmie niż tęczową Wiosnę Biedronia.


piątek, 9 sierpnia 2019

Kto jest ofiarą, a kto agresorem – czyli kolejny homoseksualista stracił pracę

Przeglądając anglojęzyczne portale czasami napotykam na artykuły o Polsce, w których nasz kraj jest przedstawiany jako kraj „homofobiczny”, w którym panuje głęboka nietolerancja wobec homoseksualistów i tak dalej. To oczywista manipulacja. Pomijam już to, że nie dość, iż sam homoseksualizm jako taki nie był w Polsce penalizowany, to jeszcze to właśnie lobby homoseksualne i LGBT-coś-tam jest tym, które nakręca spiralę nienawiści i nietolerancji.

Z ostatnich tygodni i miesięcy można czerpać pełnymi garściami przykłady tego, jak lobby LGBT wyobraża sobie tę „tolerancję” oraz „wolność i równość”. Ale weźmy tylko jeden – dwóch polskich aktorów, którzy są ofiarami homobolszewickiej „tolerancji”. Chodzi o Redbada Klynstrę-Komarnickiego i Jarosława Jakimowicza.

Ile jest przypadków, że zadeklarowany homoseksualista stracił w Polsce pracę z powodu obnoszenia się ze swoim homoseksualizmem? Dodam, że osobiście uważam, iż są przypadki, kiedy byłoby to jak najbardziej uzasadnione (np. w przypadku szkoły katolickiej czy generalnie pracy z dziećmi, gdzie zachodziłaby obawa deprawacji nieletnich). Osobiście nie znam takich przykładów (choć przypuszczam, że kiedy homobolszewia się zorientuje, że tak jest, to zrobią wszystko, by któryś z ich grona z roboty wyleciał). Głośna była już sprawa natomiast zwolnionego z pracy za „homofobię” pracownika firmy IKEA. A teraz na przykładzie dwóch polskich aktorów mamy ilustrację tego, jak wygląda „wolność słowa” według wspierających lobby LGBT-coś-tam.

Jarosław Jakimowicz stracił możliwość gry w serialu, gdyż odważył się bronić Zofii Klepackiej przed atakami za jej krytykę „Karty LGBT+”. Z tego, co miałem okazję zobaczyć i usłyszeć, to sam Jakimowicz nie wydaje się być jakimś „zatwardziałym” konserwatystą. A jednak obrona znanej sportsmenki wystarczyła, by spotkała go „zasłużona” kara ze strony postępowego środowiska aktorskiego.

Przykład Redbada Klynstry jest jeszcze ciekawszy i dobitniejszy. Jest on bowiem, jak się okazuje, podwójną ofiarą. Najpierw się dowiedzieliśmy, że podobnie jak Jakimowicz stracił pracę w serialu, a jeszcze dodatkowo współpracę zerwała z nim agencja aktorska. A wszystko to dlatego, że ośmielił się na Twitterze zadać następujące pytanie: „czy w PL pedofile są częścią LGBT+, czy nie? Kto czuje się odpowiedzieć?” Bardzo „nierozważne” i „nieodpowiedzialne” pytanie!

Dzisiaj natomiast dowiedziałem się, że sam Klynstra był „ofiarą molestowania seksualnego przez pedofila-homoseksualistę”! Tak więc okazuje się, że człowiek, który został skrzywdzony w młodości przez homoseksualistę, teraz jest ponownie krzywdzony przez tych, którzy wspierają lobby LGBT-coś-tam. I tak jak w przypadku Jakimowicza sam Klynstra, któremu bliskie zdają się być wartości reprezentowane przez prawicę, nie jest jakimś ziejącym nienawiścią do homoseksualistów człowiekiem. A przecież gdyby tak było, to moglibyśmy go nawet usprawiedliwiać, a przynajmniej znaleźć uzasadnienie w traumie, jaką wyniósł z dzieciństwa.

I kto tu zatem jest ofiarą, a kto agresorem?


czwartek, 8 sierpnia 2019

Cenzor z nożyczkami biega po Internecie i tnie dalej

Tym razem na Facebooku, który już nie pierwszy raz popisał się takimi praktykami. „Troskliwy” cenzor usunął z facebookowej strony „PCh24TV wpis reklamujący wywiad, jaki portalowi PCh24.pl udzielił prof. Marek Jan Chodakiewicz”. A ponieważ rozmowa dotyczyła LGBT, które to dziwo jest pod specjalną ochroną, więc – ciach, ciach! I wpis zniknął.

Jeśli ktoś wierzy propagandzie LGBT, że ludzie oddający się niezgodnym z prawem Bożym praktykom są w jakiś sposób dyskryminowani czy szykanowani, to w ostatnich miesiącach otrzymał w tym roku całą masę materiału dowodowego, która temu przeczy i pokazuje, że jest odwrotnie – to ruch LGBT dąży do naruszania podstawowych swobód i praw obywatelskich: cenzorskie praktyki wspierających ruch LGBT, bluźnierstwa, szydzenie z wiary, bezpardonowe i chamskie ataki werbalne na hierarchów Kościoła katolickiego, ataki fizyczne na księży, obrzydliwe profanacje miejsc świętych, zwalnianie z pracy za wyrażenie własnej opinii, pozbawianie pracy za postawienie pytania o LGBT czy za obronę osób, które ośmieliły się wyrazić sprzeciw wobec praktyk LGBT, szykanowanie osób, które odważnie zabrały głos publicznie w sprawie nadużyć LGBT, indoktrynacja LGBT w miejscu pracy, próba ingerowanie w prawo rodziców do wychowywania własnych dzieci... Wystarczy włączyć Internet, trochę poszperać, by znaleźć tego całe stosy.

Tymczasem na zachodnich portalach zamieszcza się artykuły o rzekomo nietolerancyjnej Polsce. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. To praktyki znane jeszcze z czasów, kiedy o Internecie nawet nie śniono, a prasa nie była jeszcze w użyciu. Przychodzą więc monopoliści, przychodzą ambasadorowie obcych państw i dyktują nam i pouczają nas, jak mamy myśleć w naszym własnym domu.


środa, 7 sierpnia 2019

Problem cenzury w sieci – gdzie są przedstawiciele rządu?

W Sejmie w tej chwili w ramach specjalnej komisji toczy się debata na temat cenzury w Internecie. Są przedstawiciele różnych mediów, nie ma natomiast żadnego przedstawiciela rządu ani przedstawiciela firmy Google, która to firma jest m.in. odpowiedzialna za cenzorskie praktyki w sieci.

Warto zauważyć coś, na co też zwracają uwagę debatujący – że cenzura gigantów medialnych dotyka głównie, a może wyłącznie mediów prawicowych, katolickich, konserwatywnych. Jest więc jawną dyskryminacją ze względów ideologicznych. Co więcej, jak podkreślają poszczególni mówcy, takie praktyki są przez polskie prawo zabronione. Co więc robi rząd i dlaczego nikt z rządu nie stawił się na debatę – ani przedstawiciel Ministerstwa Cyfryzacji, ani przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości? Czyżby dlatego, że cenzura dotyka głównie mediów, które bywają mocno krytyczne wobec obecnego rządu?


wtorek, 6 sierpnia 2019

Tęczowy cenzor szaleje po sieci i tnie nożycami

Jeszcze trochę, a w sieci będzie można poczytać i pooglądać jedynie lewomyślne treści, bo innych już nie będzie. Tęczowy cenzor szaleje po polskim Internecie i wycina kolejne materiały. Tym razem naraził się mu Abp Marek Jędraszewski, którego kazanie wycięto ze strony Radia Maryja. Ktoś może lubić lub nie lubić Radia Maryja, ale musi przyznać, że jest to łamanie podstawowych wolności, w tym przypadku wolności słowa.

Tęczowi cenzorzy i macherzy coraz ostrzej biorą się za Polskę. Tęczowe piątki, tęczowa partia, tęczowe marsze, tęczowe straszenie więzieniem za tzw. „mowę nienawiści”, tęczowa cenzura... Jeszcze trochę, a udział w tzw. „paradach równości” będzie równie obowiązkowy, jak był w pochodach pierwszo-majowych za czasów PRL-u. Nie pójdziesz – stracisz autko służbowe i pracę, a potem mieszkanie kupione na kredyt. Już się oni dobiorą Polakom do ... I to dosłownie i w przenośni.


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Tęczowy PRL-bis

Pewien znany publicysta zamieścił na Twitterze grafikę, która sugerowała powiązanie pomiędzy koloratką a hitlerowskim wąsikiem. Niektórzy wyrażali swoje rozczarowanie tym chamskim „memem”, uważając widać wcześniej owego pana za człowieka większej kultury (szczerze powiedziawszy nie wiem, dlaczego). Jednak w pamięci utkwiła mi przede wszystkim jego odpowiedź na pytanie jednej z osób komentujących: „co to wnosi dobrego?” Otóż ów pan stwierdził, że to „osłabia agresora”!

To typowe. Prawdziwy agresor nazywa ofiarę agresorem, złodziej krzyczy: „Łapać złodzieja!” W końcu prowokacja gliwicka też była wymyślona po to, aby prawdziwy agresor mógł się przedstawiać jako ofiara, która nie miała innego wyjścia. Homobolszewicy nie wymyślili nic nowego, ale stosują tę technikę przy potężnym wsparciu mediów wypaczających rzeczywistość (właśnie miałem okazję przeczytać dzisiaj artykuł w pewnym irlandzkim medium, które obnosi się ze sloganem „Truth matters” – prawda może w tym artykule i była, ale potężnie zmaltretowana i wytarzana w błocie).

Homobolszewikom nie zależy wcale na żadnej tolerancji ani wolności, nie obchodzi ich też prawda. Chcą zamykać usta tym, którzy myślą inaczej niż oni. Zmuszanie ludzi do uczestnictwa w paradach homoseksualnych, tak jak kiedyś w pochodach 1-majowych, to już w niektórych miejscach Europy, np. w Holandii, rzecz normalna. Ta zaraza, „tęczowa zaraza”, jak ją słusznie nazwał abp. Jędraszewski, nawiązując do wiersza Józefa Szczepańskiego „Ziutka”, wkroczyła już do Polski i panoszy się coraz butniej.

Niektórzy może nawet jeszcze nie zdają sobie sprawy ze skali tego, co się dzieje. Ekscytując się wyczynami Kamila D. czy lotami marszałka Kuchcińskiego, być może nie zauważają, że oto znikają kolejne niezależne produkcje i kanały z sieci, bo właśnie do Polski wkroczyła homobolszewicka cenzura, za którą stoi kasa wielkich korporacji. Nie widzę też jakiejś zdecydowanej reakcji rządu, który powinien przecież bronić podstawowych praw i wolności obywatelskich. Czyżby dlatego, że cenzura ta dotyka media, które nie zawsze są tej władzy przychylne?

Homobolszewicy poczynają sobie coraz śmielej i jeśli nie będzie jakiejś zdecydowanej reakcji zarówno rządu, jak i zwykłych obywateli, już za chwilę obudzimy się w PRL-u bis. Jedyna różnica będzie może taka, że półki będą pełne (jak długo?), a zamiast czerwonej flagi, będzie powiewać flaga tęczowa.

Atak na arcybiskupa Jędraszewskiego jest doskonałym przykładem tego, jak działa homobolszewicka propaganda i jak wraca nowe. Mamy już nawet tęczowych księży-patriotów, którzy zgodnie z mądrością nowego etapu wzywają do dymisji krakowskiego hierarchy. Czy po objęciu rządów przez lewicę arcybiskup zostałby internowany? – takie pytanie jeszcze niedawno wydawałoby się absurdalne, dzisiaj okazuje się, że należy je potraktować jak najbardziej poważnie.


sobota, 3 sierpnia 2019

YouTube cenzuruje i usuwa konto niezależnej telewizji!

Kolejne działania cenzorskie medialnego giganta, który właśnie usunął kanał niezależnej telewizji wRealu24.pl. O sprawie można przeczytać tutaj. Natomiast tutaj można się przekonać, że kanał wRealu24.pl przestał istnieć. Wygląda na to, że po wzmożeniu aktywności ruchu homobolszewików przyszedł czas na cenzurowanie prze wyborami niezależnych mediów i portali.

Byle tylko dopiec, czyli jak zostać najgłupszym głupcem

Było już pomysł „świętowania” rocznicy wybuchu II wojnyświatowej radosnym marszem i tańcem. Ale okazuje się, że głupota wydaje się być bardziej bezdenna, niż się to filozofom wyśniło. To już istny konkurs, który można by zatytułować „Głupi, głupszy” albo „Najgłupszy głupiec Twittera”.

Otóż, proszę Państwa, okazuje się, że powinniśmy użalić się nad Niemcami, którzy rozpoczęli II wojnę światową atakiem na Polskę! Tak, tak! Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, to nasi okupanci „mieli wyższe straty” i z tego powodu najwidoczniej to im należy się „godne upamiętnienie”. Nie, nie Polakom – tak uważa przecież „łamacz konstytucji” Andrzej Duda i ten cały ciemnogród PiS-owsko-endecko-katolicki. A to nie może być ani słuszne, ani prawdziwe!

Myślicie, że to bajki? Nie wierzycie, że mógł się pojawić taki „geniusz”, to poczytajcie tutaj.


piątek, 2 sierpnia 2019

O cenzorskich zapędach YouTube w Polsce głośno już w Stanach Zjednoczonych

A kto chce sobie poczytać, może zerknąć na stronę Church Militant, gdzie znajdzie artykuł na temat ostatnich cenzorskich praktyk medialnych gigantów. Tekst można przeczytać tutaj. Proszę zwrócić uwagę na ciekawą grafikę, jaką zamieszczono pod tytułem artykułu. Miejmy nadzieję, że Ordo Iuris nie odpuści, ale wskóra swoje. Moim zdaniem medialni giganci powinni zapłacić za takie praktyki karę.

Widać, że wielkie koncerny nasiliły inicjatywę przed jesiennymi wyborami.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Kolejne przykłady współczesnej cenzury - Apple usuwa katolicki kanał

Wiem, dzisiaj ważne święto – rocznica wybuchu jednego z najbardziej tragicznych powstań w dziejach Polski – Powstania Warszawskiego i warto o tym pamiętać, a także pomodlić się za tych, którzy wówczas zginęli walcząc o wolną Polskę, do czego zachęca portal PCh24.pl. Jednak nie sposób milczeć, kiedy pojawiają się kolejny przykłady cenzurowania prawicowych czy katolickich mediów, spychania ich do getta i eliminowania ze sfery publicznej. Ci, którzy głoszą rzekomo „tolerancję”, nie mają tolerancji dla wrogów „tolerancji”.

Pisałem już o cenzorskich zapędach YouTube’a i blokadzie filmów i produkcji naszych rodzimych niezależnych telewizji i redakcji. Tym razem przyszła wiadomość z Ameryki, gdzie Apple zablokował publikację wiadomości na swojej platformie katolickiemu portalowi LifeSite. Jak podaje LifeSiteNews, Apple najpierw zaaprobował publikację wiadomości, a potem nagle usunął ze swojej platformy, pod pretekstem „nietolerancji wobec określonej grupy”, kanał tej katolickiej redakcji. Oczywiście nie podał, kim ta „określona grupa” w ogóle jest.

O sprawie z polskich mediów pisze portal PCh24.pl.

To nie pierwszy przykład cenzurowania konserwatywnych i katolickich mediów. Przykładów manipulacji i blokowania treści „nielewomyślnych” jest już tak dużo, że można by na ten temat napisać sporą książkę albo nawet kilka książek. Myślę, że czas, aby media katolickie i konserwatywne zorganizowały się na skalę międzynarodową i podjęły działania w celu stworzenia własnej i niezależnej platformy medialnej, na której będzie można publikować filmy i wiadomości bez cenzury i ingerencji wielkich koncernów, które wspierają lewicę i homobolszewików.


środa, 31 lipca 2019

Wraca cenzura, tym razem w wydaniu homobolszewickim

Już kiedyś pisałem na tym blogu, że nie spodziewałem się, iż dożyję czasów powrotu cenzury. A jednak. Znikają kolejne filmy i programy ze strony monopolisty, jakim jest YouTube.

Informowałem niedawno o problemach niezależnej internetowej telewizji wRealu24 TV, której zablokowano audycje poświęcone LGBT-coś-tam. Teraz okazało się, że zablokowano program z udziałem Pawła Lisickiego i MarkaMiśko na temat tej totalitarnej ideologii. Miałem nawet zarekomendować ów bardzo ciekawy odcinek z cyklu „Wierzę”. Za późno, program już zniknął z YouTube, nauka Kościoła o homoseksualizmie to bowiem tzw. mowa nienawiści.

Jestem ciekaw, czy rząd coś zrobi w sprawie panoszenia się tej ideologii, czy podejmie skuteczne działania w celu powstrzymania monopolistycznych praktyk YouTube i innych gigantów medialnych? Czas reagować. Najwyższy czas. Tym bardziej, że działania te nie przypadkowo zbiegają się z kampanią wyborczą.

Przykłady referendum w Irlandii i niszczenia europejskiej cywilizacji na Zielonej Wyspie są tutaj przykładem, w jaki sposób manipuluje się opinią publiczną. Tam też monopoliści blokowali dostęp do mediów katolickim i konserwatywnym organizacjom, utrudniając im kontakt z Irlandczykami.


wtorek, 30 lipca 2019

Jak premier Morawiecki mnie zasmucił

Słowo „Europa” i jego odmiany pojawiają się w naszych czasach na ustach wielu osób i w nazwach wielu instytucji, organizacji, a nawet produktów. Jednak, kiedy się wsłuchać uważnie, z łatwością można odkryć, że nie wszyscy mają to samo na myśli. Można też odnieść wrażenie, że sama „Unia Europejska” ma coraz mniej wspólnego z wartościami, które niegdyś uosabiało słowo „Europa”. Przede wszystkim odcinając się od chrześcijaństwa, odcina to, co do tej pory stanowiło podstawę cywilizacji europejskiej.

Nie przypuszczałbym jednak, że premier obecnego rządu (cokolwiek bym sobie myślał o nim czy o jego decyzjach), który sam mówił nie tak dawno jeszcze temu o rechrystianizacji Europy, sprowadzi słowo „Europa” do tak niskiego poziomu. Oto na spotkaniu mieszkańcami Stężycy miał powiedzieć: „Dla nas europejskość to jest zasobność polskich portfeli, a nie eksperymenty kulturowe, czy obyczajowe. (...) To jest właśnie nasz program”.

Wyobraźcie sobie, Państwo! Oto z jednej strony „eksperymenty” LGBT i tym podobne, a z drugiej – „zasobny portfel”. Z jednej chłop z chłopem, baba z babą, a z drugiej syty Polak na kanapie z pilotem w ręce. Z jednej strony 52 płcie, a z drugiej rozbijający się najnowszym elektrycznym cudeńkiem Kowalski!

Tylko czekać, aż temu zadowolonemu ze zwitka banknotów w portfelu Kowalskiemu czy Nowakowi palma odbije i zacznie eksperymentować z własną płcią, aż przyjdzie mu do głowy pomysł seksualizacji dzieci czy tym podobne rzeczy. Bo niby dlaczego nie? Co go przed tym uchroni? W końcu orędownicy homoseksualnej rewolucji i nowej „miłości” mają i tak już strumyk pieniędzy, który płynie do nich z różnych organizacji, mniej lub bardziej jawnych i tajnych, włączając w to potężne międzynarodowe koncerny. Może więc wystarczy Kowalskiemu pomachać tym plikiem banknotów przed nosem?

„Europejskość” zaproponowana przez premiera Morawieckiego sytuuje się więc dokładnie po tej samej stronie, po której sytuują się odrzucane przez niego „eksperymenty kulturowe i obyczajowe”. I żeby mnie mylnie nie zrozumiano: nie neguję potrzeby zasobnego portfela i zapewnienia własnej rodzinie godnego bytu. Tyle tylko, że ten „zasobny portfel” premiera Morawieckiego wraz z tymi „eksperymentami” wydają się być podszyte pustką. Naprzeciw nich stoją średniowieczne katedry, brzmi śpiew gregoriański, słychać recytację „Boskiej komedii” i muzykę sfer niebieskich...

Brzmi patetycznie? Zbyt patetycznie w tym kontekście? No cóż! Nic na to nie poradzę. Ja idę sobie w tamtą stronę, bo tam jest ta prawdziwa Europa, Europa budowana na chwałę Pana, a nie atrapa zżarta przez korniki i szeleszcząca papierem, którą byle wiatr przewróci.


poniedziałek, 29 lipca 2019

Homobolszewicka „wolność słowa” – blokada wRealu24 TV

Pisałem już parokrotnie na tym blogu, że homobolszewicy, którzy teraz określają się jako LGBT przyniosą nam mniej więcej taką „wolność” i „tolerancję”, jaką nieśli nam bolszewicy począwszy od roku 1917. Oni chcą po prostu wszelkich swobód dla siebie, łącznie ze swobodą szydzenia ze świętości zarówno religijnych, jak i narodowych, bluźnienia, profanowania i obrażania innych, którzy myślą inaczej od nich. Mieliśmy w ciągu ostatnich miesięcy dosyć takich przykładów, by stworzyć jakąś „Czarną Księgę LGBT”, która by dokumentowała, jak naprawdę wygląda ich pojmowanie „wolności” i „tolerancji”.

YouTube, jeden z monopolistów na rynku medialnym, zablokował właśnie kanał wRealu24 TV. Tak właśnie wygląda „wolność LGBT”. Gołym okiem widać, że tak jak tzw. „demokracja ludowa” nie miała nic wspólnego z demokracją, tak „wolność i tolerancja LGBT” nie mają nic wspólnego z prawdziwą wolnością i tolerancją.

Kiedy jakiś drukarz czy cukiernik, którzy nie są monopolistami na rynku, odmówią wykonania usługi dla homoseksualistów, podnosi się wrzask i skowyt lobby LGBT, padają porównania do hitlerowskich Niemiec, a rzekomo „uciśnionych” homoseksualistów do Żydów itp., itd.

Tymczasem nie zdziwmy się, jeśli w sklepikach i zakładach usługowych drobnych przedsiębiorców zacznie się wybijanie szyb, bo na przykład nalepili sobie naklejkę „Strafa wolna od ideologii LGBT” albo po prostu otwarcie głoszą przywiązanie do nauki Kościoła katolickiego.

To homobolszewicy są prawdziwymi agresorami, to im zależy na tłumieniu wolności słowa, to oni głoszą prawdziwe zabobony, to oni są rzeczywistym zagrożeniem dla podstawowych praw człowieka.