poniedziałek, 22 lipca 2019

Początek faszyzmu, czyli odwracanie kota LGBT ogonem

„To początek faszyzmu”, „Z Białegostoku niedaleko do Jedwabnego” – to część komentarzy na temat zajść w Białymstoku, jakie pojawiły się ostatnio w mediach. Zacznijmy od tego, że takich wydarzeń i takich komentarzy należało się wcześniej czy później spodziewać. O to przecież chodzi. Stąd prowokacje homobolszewickie w Gnieźnie, gdzie w tym roku odbył się pierwszy przemarsz „kochających inaczej”, stąd ponowienie prowokacji homoseksualnych w Częstochowie, stąd wzmożenie tzw. „parad równości” w wielu miastach Polski.

Dlaczego mówię o „prowokacji”? Bo niezależnie od intencji tych biednych ludzi, którzy czynnie w nich uczestniczą, są to właśnie działania mające na celu wywołanie jakiegoś nieszczęścia. Po pierwsze uznano, że w Irlandii zrobiono już z grubsza porządek (reszta potoczy się jak kula śniegowa) i że przyszedł czas na Polskę, która jeszcze się broni jako kraj katolicki. Po drugie homoseksualny „męczennik” w Gnieźnie czy w Częstochowie byłby podarunkiem dla ruchu „LGBT-coś-tam”. Jeden celny kamień rzucony przez jakiegoś krewkiego narodowca czy nierozważnego nastolatka i nieszczęście gotowe, a potem Częstochowa czy Gniezno w światowych mediach łączone byłby już nie z chrześcijaństwem, ale z homoseksualizmem i czyjąś bezsensowną śmiercią.

Tymczasem w rzeczywistości działacze „LGBT-coś-tam” nie są żadnymi ofiarami, to oni, mając wsparcie wielkich światowych koncernów, a także różnych wpływowych polityków i państw, próbują doprowadzić do sytuacji, stworzyć rzeczywistość, w której normalny człowiek stanie się ich ofiarą. W tym ich „nowym wspaniałym świecie” nie będzie już wolności słowa ani demonstrowania swoich poglądów, a takie wpisy, jak ten, będą usuwane z sieci, zaś ich autorzy będą narażeni nie tylko na spore nieprzyjemności, ale nawet na karę więzienia za tzw. „mowę nienawiści”. Ideologia „LGBT” to ideologia totalitarna i jako taka powinna być zakazana. Szerzenie tej ideologii powinno być zakazane, tak jak szerzenia komunizmu czy nazizmu.

Stąd dziwią niektóre komentarze, jakie pojawiły się po prawej stronie, w związku z akcją „Gazety Polskiej” z naklejkami „Strefa wolna od LGBT”. Mogę jeszcze zrozumieć od biedy wpis narodowca Krzysztofa Boska, który – jeśli dobrze rozumiem jego intencje – zdaje się wskazywać na to, że akcja ta może być po prostu wykorzystana przez lobby homoseksualne, by jeszcze zaognić całą sytuację na swoją korzyść.

Totalnie nie zgadzam się natomiast z komentarzem TomaszaTerlikowskiego. Pyta się on retorycznie: „Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby jakieś liberalne medium wypuściło naklejki dla usługodawców z napisem: Strefa wolna od katolików/katolicyzmu”. Otóż po pierwsze takie naklejki już są, nie dosłownie, nie jako przedmiot do wykorzystania, ale jako swego rodzaju bicz na katolików. Co spotkało panią Klepacką, kiedy ośmieliła się skrytykować prohomoseksualne działania w Warszawie? Co może spotkać tych, którzy ośmielą się przeciwstawić homolobby np. w świecie artystycznym? Co spotkało pracownika IKEI, który przeciwstawił się promocji ruchu LGBT cytując Biblię? Po drugie naklejka mówi: „Strefa wolna od LGBT”, a nie od osób, które mają skłonności homoseksualne, czy wyobrażają sobie jednego dnia, że są panią, a drugiego, że istotą dwupłciową. Po trzecie, ja akurat byłbym wdzięczny za takie naklejki, jakie sugeruje Tomasz Terlikowski, bo wiedziałbym, gdzie unikać robienia zakupów, tak jak unikam robienia zakupów w pewnej sieci handlowej, która wymazywała krzyże ze zdjęć reklamowych swojej firmy. Z pewną ciekawością obserwowałbym też, jak długo taki biznes utrzyma się na rynku (co swoją drogą wiele powiedziałoby mi też o katolicyzmie w Polsce).

Terlikowskiego nie przekonuje też „argument, że chodzi o strefę wolną od ideologii, bo tak się składa, że ona nie przemieszcza się po mieście, nie chodzi do lokali. Jednym słowem walczmy z ideologią (groźną i niebezpieczną), szanujmy ludzi i głośmy miłość Jezusa Chrystusa”. Jakoś nie zauważyłem, by Tomasz Terlikowski protestował przeciwko znakowi „Strefa zdekomunizowana”, który umieścił niegdyś na swojej posiadłości pewien polityk i autor jednego z przytoczonych na początku komentarzy. Czy stawał wówczas w obronie komunistów, których taki znak obrażał? Czy w ogóle ten znak budził takie kontrowersje wówczas, jakie budzi inicjatywa Sakiewicza? Czy gdyby „Gazeta Polska” wówczas wypuściła naklejki „Strefa zdekomunizowana”, to podniosłyby się głosy krytyki także po prawej stronie? Absurd! Terlikowski chociaż dostrzega, że ideologia LGBT jest „groźna i niebezpieczna”, dziwne jednak, że nie dostrzega, iż wlepki „Gazety Polskiej” są po prostu elementem walki z tą totalniacką ideologią, tak jak dawniej było nią malowanie po murach.

Niewykluczone, że jeszcze trochę, a trzeba będzie wrócić do tych metod, skoro monopolista na rynku prasy i książki blokuje sprzedaż „Gazety Polskiej”. Stąd, choć straciłem sympatię do działań i propagandy „Gazety Polskiej”, popieram ich akcję.


piątek, 19 lipca 2019

Daniel i złoty posąg, przed którym pokłony bije współczesna polityka

Przeczytałem sobie ostatnio fragment z Księgi Daniela, w którym mowa o wrzuceniu Daniela i jego towarzyszy do pieca ognistego za odmowę oddania czci złotemu posągowi. Daniel mówi tam tak:

„Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś”.

Daniel więc liczy się z tym, że plany Boże mogą być inne i że mówiąc po ludzku może przegrać. Jednak przykazania Boże i Boża prawda są ważniejsze, nawet jeśli po ludzku dla Daniela miałoby to oznaczać klęskę. Jak wiemy, mimo wrzucenia do pieca ognistego, którego żar pochłonął tych, którzy ich tam wrzucali lub się doń zbliżyli, Daniel i jego towarzysze ocaleli. Wciąż jednak należy pamiętać, że Daniel chciał być wierny zasadom Bożym nawet, gdyby miało to oznaczać, że poniesie śmierć, że po ludzku przegra starcie z satrapą.

Współcześni politycy, którzy określają się mianem „chrześcijańskich” czy „katolickich”, idą na kompromisy z prawem Bożym dla słupków popularności. Wystarczyło, że parę ubranych na czarno bab (jeśli to w ogóle były baby) wyszło na ulice, a PiS przestraszył się, że może mieć to konsekwencje wyborcze i przestał stanowczo bronić dzieci nienarodzonych (jeśli w ogóle kiedykolwiek stanowczo je bronił). Sondaże, popularność ludu, naciski jakiejś komisji zlokalizowanej w Brukseli i tym podobne nakazują politykom korygowanie tego, co jest niezmiennym prawem Bożym, albo granie tym, co nie powinno być przedmiotem żadnej gry politycznej.

Demokratyczni politycy boją się, że obrona praw Bożych może kosztować ich kilka krzyżyków mniej na karcie wyborczej. Daniel nie bał się śmierci w piecu ognistym, wolał umrzeć, niż pokłonić się przed złotym posągiem. Miał nadzieję w Bogu, ale liczył się z tym, że z jakiegoś powodu Pan Bóg może dopuścić do jego śmierci. Nie tłumaczył sobie: „Co mi szkodzi, pokłonię się, przecież i tak wiem, że to jedynie kupa złota, a nie żaden bóg! Dzięki temu będę miał władzę i pomogę swojemu ludowi”. Nie, był gotów ponieść śmierć w płomieniach. Nie poniósł.

Współczesnym politykom „chrześcijańskim” i „katolickim” wydaje się, że nie poniosą śmierci w płomieniach, jeśli pokłonią się złotemu posągowi wyborów i władzy. Zapominają, że ten płomień fizyczny czy nawet metaforyczny, to nie jedyny płomień, który ich może czekać. A różnica jest taka, że ten, który ich czeka, płonie wiecznie, obojętnie czy w to wierzą, czy nie.


czwartek, 18 lipca 2019

Batalia o kolejne dziecko w Wielkiej Brytanii

Polskie media chyba nie poświęciły zbytnio uwagi tej sprawie, a tymczasem wygląda na to, że toczy się batalia o życie kolejnego dziecka w Wielkiej Brytanii. Był Charlie, był Alfie, a teraz jest Tadifa, której terapię lekarze chcą przerwać wbrew rodzicom, którzy pragną dziecko ratować. Co gorsza scenariusz jest podobny, jak w przypadku Afliego i Charliego, to znaczy szpital nie chce dziecka wydać rodzicom, by mogli je przewieźć na leczenie do innego szpitala we Włoszech.

Smutne, by było, gdybyśmy się przyzwyczaili do takich sytuacji i przestali reagować, tak jak wielu z nas przyzwyczaiło się do mordowania nienarodzonych dzieci do tego stopnia, że przestajemy tym problemem się zajmować, a politycy (i to „nasi”!) traktują ten problem jako element rozgrywki politycznej, zamiast odważnie stanąć po stronie prawdy i bronić niewinnych dzieci wbrew wszelkim kalkulacjom wyborczym.

Więcej o sprawie małej Tadify można przeczytać tutaj.


środa, 17 lipca 2019

Car jak umierający na krzyżu Chrystus

Ubiegłej nocy minęła 101 rocznica zamordowania przez bolszewików ostatniego cara Rosji wraz z jego rodziną. Rok temu napisałem tekst w dwóch odcinkach o niepokojącej wizji angielskiej XX-wiecznej mistyczki Caryll Houselander. Wizji, która szczególnie u Polaków musi budzić mieszane uczucia, gdyż idzie niejako pod prąd naszym stereotypom i niechęci do rosyjskiego caratu. Chciałbym dzisiaj przypomnieć ten tekst, gdyż wydaje mi się, że zarówno sama wizja, jak i postać Caryll Houselander są w Polsce praktycznie nieznane. Pierwszą część tego tekstu można przeczytać tutaj, a drugą tutaj.


wtorek, 16 lipca 2019

Nacjonalizm i mowa nienawiści nie przejdą!

Pisałem już chyba dwa razy na tym blogu o szkockim uczniu, który został wyrzucony z klasy, a potem też ze szkoły za stwierdzenie prostego, zdroworozsądkowego i naukowego przecież faktu, że istnieją dwie płcie. Coraz częściej niestety zdarza się, że w szkole uczniowie mają problemy za to, że mówią prawdę wbrew nauczycielom, którzy z kolei uczą dzieci i młodzież bzdur (nie mówiąc już o uczeniu ich zwykłego konformizmu). Chodzi o szkoły na zachodzie Europy, gdzie barbarzyństwo zajmuje coraz większe obszary niegdyś opanowane przez cywilizację zachodnią. I chodzi tutaj zarówno o barbarię w instytucjach europejskich, która nie szanuje wielkiego dziedzictwa europejskiego, jak i napływ barbarii z krajów muzułmańskich (która akurat barbarii europejskiej się przeciwstawia tam, gdzie koliduje ona z ich kulturą).

Coraz częściej więc współczesne szkoły nie są placówkami edukacyjnymi, ale forpocztami nowej barbarzyńskiej inwazji, pralniami mózgów, w których wiedzę zastępuje się myśleniem magicznym, zaklinaniem rzeczywistości. Jeśli w końcu w placówkach szkolnych zacznie się uczyć wróżbiarstwa, guseł i tym podobnych, nie powinno to już chyba nikogo specjalnie dziwić. Przecież jeśli można uczyć, że istnieje więcej niż dwie płcie, że homoseksualiści mogą wstępować w związki małżeńskie i tym podobne idiotyzmy, to czas na lekcje wróżenia z kryształowej kuli i rzucania czarów jest już bliski.

W Polsce szkoły jeszcze się opierają i bronią przed ofensywą prymitywizmu zamaskowanego pod postacią nowoczesności, ale homobolszewia i „postępowi” edukatorzy robią wszystko, by to zmienić. Wprawdzie jeszcze chyba w żadnej szkole polskiej nie wyrzucono ucznia z lekcji biologii za stwierdzenie faktu naukowego, okazuje się jednak, że można mieć poważne kłopoty za stwierdzenie faktu historycznego. Oto nazwanie Bandery bandytą może w polskiej szkole skończyć się sprawą w sądzie, a rodzice ucznia, który to powiedział, mogą być pozbawieni praw rodzicielskich! Mówienie prawdy o przeszłości nazywa się teraz „nacjonalizmem”!

Domyślam się też, że gdyby wprowadzono do polskiego prawa zapisy o tzw. „mowie nienawiści”, to rodzice tego ucznia zostaliby rozstrzelani, a ich dziecko zamknięto by w specjalnym obozie korekcyjnym dla trudnej młodzieży, gdzie od świtu do zmierzchu bombardowany byłby „miłością” i filmami Sekielskiego oraz Patryka Vegi.


poniedziałek, 15 lipca 2019

Homo viator i homo superbus

„W wielkich dziełach literatury odkrywamy głębokie zrozumienie bytu człowieka i jego celu. Odkrywamy, że osoba ludzka to homo viator, pielgrzym, czyli wędrowiec, który podróżuje przez śmiertelne życie, pamiętając zawsze o życiu wiecznym. To zrozumienie, kim jesteśmy, zostało utracone. „Człowiek nowożytny – pisał Chesterton – bardziej przypomina podróżnika, który zapomniał nazwy miejsca swojego przeznaczenia i musi wrócić tam, skąd przyszedł, by odkryć, dokąd zmierza”. W rzeczywistości rzeczy przedstawiają się nawet gorzej, niż wyobraził sobie to Chesterton, ponieważ współczesny człowiek nie tylko zapomniał nazwy miejsca swojego przeznaczenia, ale nawet zapomniał, że ma jakieś miejsce przeznaczenia. Nie wie, że jest podróżnikiem. Nie ma świadomości, że podróżuje ani że ma dokąd pójść. Nie jest on homo viator, ale homo superbus – człowiek pyszny, żałosna istota złapana w pułapkę pomiędzy ograniczeniami konstruowanego przez siebie „ja”, więzień swojej własnej dumy i uprzedzenia”.

Joseph Pearce, Literature: What Every Catholic Should Know (tłum. własne)

sobota, 13 lipca 2019

O zawiązanych oczach i życiu w fikcji, które krzywdzi nas samych i bliźnich

Arcybiskup Fulton J. Sheen napisał:

Pary małżeńskie często mówią: „Nie możemy sobie pozwolić na więcej dzieci”.
Ci, którzy wyrażają takie zdanie, prawdopodobnie nigdy nie pomyśleli o straszliwej zasadzie, jaką zwiastują, a mianowicie: prymacie tego, co ekonomiczne nad tym, co ludzkie. Wprowadźcie to w życie we wszystkich innych dziedzinach. Przypuśćmy, że mąż mówi, iż nie będzie już wspierał swojej żony. Czy powinien mieć prawo ją zastrzelić?

(...)

Ci, którzy przyznają prymat temu, co ekonomiczne, nie są tak naprawdę zainteresowani oszczędzaniem czy zarabianiem; są zainteresowani wydawaniem, które dyktuje udaremnianie życia. Próżniackie namiętności i pragnienie więcej kredytu, ubrań, oraz egoizm określają ich filozofię. Wierzą, że wolno im manipulować życiem poza prawami Bożymi, ponieważ prawa płodnego małżeństwa wiążą jedynie katolików.

Powiadają oni, że katolicy są przeciwni wszelkiemu udaremnianiu ludzkiego życia w małżeństwie, ale należy pamiętać, że ci, którzy nie są katolikami, nie mają więcej wolności naruszania naturalnych praw Bożych niż ktokolwiek inny. Tak się składa, że Kościół katolicki broni prawa naturalnego. Są tacy, którzy wierzą, że sprzeciw wobec udaremniania miłości, zasada, że przeznaczeniem małżeństwa jest być płodnym, to jedynie i wyłącznie nauka katolicka. Przypuśćmy, że spora większość ludzi chodziłaby wokół z zawiązanymi oczami i zatkanymi uszami. Wkrótce mielibyśmy encyklikę papieską sprzeciwiającą się temu, a Kościół mówiłby: „Nie jest rzeczą właściwą, by zawiązywać oczy i zatykać uszy. Rozum mówi, że oczy zostały stworzone do widzenia, a uszy do słuchania. Musicie pozwolić tym organom pełnić funkcję, do której stworzył je Bóg”.

Wielu powiedziałoby: „Och, Kościół katolicki sprzeciwia się kontroli oczu”.
„Kościół katolicki sprzeciwia się kontroli uszu”.

Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że jest mądrzejszy od Boga, wyrządza krzywdę sobie i bliźnim. Zamiast przemyśleć prawa Boże, dostrzec ich sens, zauważyć, że nie wszystko to, co dobre, jest łatwe, a te prawa stoją na straży miłości, buntuje się przeciwko nim. Bardzo często wspomniany wyżej przez arcybiskupa Sheena prymat ekonomiczny odgrywa tutaj ogromną rolę, tak ogromną rolę, że przestaje się liczyć człowiek, osoba, brat, mąż, żona czy siostra. Zwłaszcza ten cierpiący, który wydaje się być bezużyteczny.

Vincent Lambert był pod względem ekonomicznym bezużyteczny, wymagał stałej opieki lekarskiej, był więc nikomu niepotrzebny. I nie mówię tutaj o jego bliskich, którzy do końca walczyli o to, by utrzymać go przy życiu (niestety nie wszyscy, jego żona na przykład chciała jego śmierci). Prymat ekonomiczny zwyciężył nad człowiekiem. Ludzki bunt przeciwko planom Bożym zwyciężył nad miłością bliźniego. Wygoda na brakiem egoizmu.

Niedawno pewna polska celebrytka powiedziała: „Dziwi mnie ten podział świata na płcie. Oczywiście jest to kluczowe, ale nie zawszy wyznacza wszystko. Zakochujemy się w człowieku, a nie w płci”. Z pozoru jest to wszystko sensowne, ale tylko z pozoru. Jest w tym niechęć do akceptacji rzeczywistości. Nie chodzi tutaj tak naprawdę o miłość bliźniego, ale wspomniany przez Sheena egoizm, o nieakceptację naturalnych praw Bożych. Miłość zostaje tutaj sprowadzona do seksu tak naprawdę, bo przecież nie do czego innego. Ta celebrytka woli chodzić w opasce na oczach i z zatyczkami w uszach, nie widzieć dwóch płci, które ją „ograniczają”, a jeśli Kościół powie jej, że to jest złe, będzie mówić, że to Kościół ją ogranicza...


piątek, 12 lipca 2019

Z cyklu: Myszkując po Internecie, czyli kto nam nasłał Uranian?

Tak, wiem, miało o tym już nie być, przynajmniej przez jakiś czas, ale artykuł jest na tyle interesujący i wyjaśnia, skąd się wzięły pewne panujące do dziś (a zwłaszcza dziś!) mity na temat „kochających inaczej”, że warto go polecić na łykend (choć sama lektura zabierze niewiele czasu).

Tekst Jakuba Maciejewskiego sięga nieco dalej w głąb historii niż tylko rewolucja lat sześćdziesiątych XX wieku i pokazuje źródła i prekursorów ruchu określanego jako „LGBT”. Warto wiedzieć, że przed LGBT-coś-tam byli na przykład „Uranianie”. A skąd się oni wzięli, kto ich wprowadził na scenę i po co, tego można dowiedzieć się tutaj.


czwartek, 11 lipca 2019

Vincent Lambert – ofiara nowej barbarii

Dzisiaj przyszła niestety smutna wiadomość. Tak się składa, że Vincenta Lamberta zagłodzono na śmierć w 76 rocznicę wołyńskiej rzezi. To dość symboliczne, choć z pozoru nie ma związku.

Na Wołyniu mordowano Polaków w brutalny i okrutny sposób. Kobiety, dzieci, starców, mężczyzn. Nie oszczędzano matek ciężarnych. Bestialstwo, do którego tam doszło, jest wciąż niezaleczoną raną, która waży na stosunkach polsko-ukraińskich. To ludobójstwo było zaprzeczeniem cywilizacji europejskiej, która niegdyś sięgała daleko na wschód – tam, gdzie biegły granice I Rzeczpospolitej. W imię nacjonalizmu rzeźnicy z UPA rozpętali piekło.

Vincent Lambert nie zginął w tak drastycznie brutalny i makabrycznie „widowiskowy” sposób, choć trudno znaleźć odpowiednie słowa na to, co z nim zrobiono w majestacie „prawa” – zagładzając go na śmierć. Wciąż niezmiennie przychodzi mi na myśl św. o. Maksymilian Kolbe, który został zagłodzony obozie koncentracyjnym.

Różnica pomiędzy rzezią wołyńską i śmiercią o. M. Kolbego a śmiercią Vincenta Lamberta jest taka, że Lamberta zamęczono (a jak inaczej to określić?) w szpitalu, który powinien ratować ludzi, w rzekomo cywilizowanym kraju! We wszystkich tych przypadkach zanegowano cywilizację europejską, którą budował Kościół katolicki. We wszystkich tych przypadkach odrzucono Dekalog, odrzucono naukę Chrystusa. Vincent Lambert nie umierał na brudnej podłodze celi obozu koncentracyjnego, umierał w szpitalu, który dysponował nowoczesną aparaturą mogącą podtrzymać go przy życiu.

Niestety postęp techniczny nie oznacza postępu moralnego. Współcześni barbarzyńcy i poganie posługują się najnowocześniejszą aparaturą, już nie roztrzaskują czaszek siekierą.


środa, 10 lipca 2019

Parę refleksji o „homofobii” (nie moich)



Ponieważ chłopak dobrze mówi i wydaje się to wszystko sensowne, jeszcze jeden jego klip, aby też zareklamować nowe sensowne inicjatywy w necie. I mam nadzieję, że tym filmikiem zamknę choć na chwilę temat homoseksualizmu na swojej stronie. Oni naprawdę nie stanowią pępka świata, choć im się tak wydaje i choć wielkie koncerny, media i sponsorzy tego bagna próbują nam to wmówić.

Prawdziwi cierpiący i poszkodowani, to m.in. chrześcijanie prześladowani w krajach muzułmańskich i nie tylko. To tacy ludzie, jak ten zakonnik, o którym pisałem niedawno, a który uciekłszy z niewoli sam zajął się pomocą ofiarom współczesnego niewolnictwa. No ale ponieważ homoseksualiści absorbują naszą uwagę i starają się wcisnąć nam wszędzie w życie – nawet do łazienki i kuchni! – to jeszcze jeden post na ich temat. Notabene niegdyś mówiło się coś o niezaglądaniu nikomu do łóżka, a teraz oni swoją seksualnością epatują nas od świtu do nocy, uczyniwszy z niej podstawę swojej tożsamości. Wyobrażacie sobie człowieka z nadwagą, oświadczającego z dumą, że lubi się opychać golonką i nie będzie ulegał dyktatowi chudych i który za to zbiera oklaski?


wtorek, 9 lipca 2019

Czy Polska będzie azylem homoseksualistów?

Dzisiaj dla odmiany rekomendacja – wideo bloggera, który w bardzo ciekawy sposób mówi o problemie homoseksualizmu. Naprawdę warto posłuchać. Przy okazji można zobaczyć tutaj wspomniany przeze mnie w poprzednim wpisie fragment z tęczową opaską, którą homoseksualista założył sobie na wzór chyba „gwiazdy Dawida”, i posłuchać głupot, które mówi, a którym pani dziennikarka przyklaskuje.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Mrok zapada nad Europą, a oni się bawią tęczą

Jak pisałem już w jednym ze swoim poprzednich wpisów, właściwie każdego dnia jest taka masa „njusów”, że nawet najbardziej wytrwały komentator nie byłby w stanie tego wszystkiego ogarnąć. A wszystkie one świadczą o jednym – o staczaniu się Europy (i reszty świata, który reprezentuje zachodnią cywilizację) w prawdziwe wieki ciemne. Niestety orędowników tego staczania się po równi pochyłej mamy również w Polsce, w kraju, który doświadczył dwóch lewicowych totalitaryzmów – komunizmu i nazizmu.

Dwa najnowsze przykłady to sprawa Vincenta Lamberta z Francji (o którym już pisałem wcześniej) i sprawa 17-letniego ucznia ze Szkocji, któremu postanowiono spieprzyć (przepraszam za słowo, ale cisną się na usta same wulgaryzmy, których nie lubię, a ten jest najłagodniejszy) życie. Oba przypadki mają oczywiście inny kaliber, choć w obu chodzi o życie właśnie.

W pierwszym w majestacie prawa – czy raczej bezprawia albo też „w majestacie lewa” – morduje się człowieka w szpitalu (sic!), odmawiając utrzymywania go przy życiu. Robi się to nie w jakiejś jawnej, zamordystycznej dyktaturze, ale w państwie rzekomo demokratycznym i cywilizowanym i dysponującym rozwiniętą medycyną i technologią.

W drugim uczy się w szkole (sic!) bzdur i wyrzuca z klasy ucznia za to, że mówi prawdę. Teraz okazuje się, że nie tylko został on wyrzucony z lekcji (na której uczy się uczniów oportunizmu i niewystawiania głowy ponad szary tłum), ale także wyrzucony ze szkoły. Co gorsza zablokowano mu konto, na którym próbowano zebrać pieniądze na pokrycie wydatków nastolatka w czasie szukania nowej szkoły, która by go przyjęła. Wprawdzie nie poddano go jeszcze eutanazji za podważanie jedynie słusznej wizji rzeczywistości, ale próbuje się go zamordować w sposób symboliczny – pozbawiając go możliwości kształcenia i rozwijania umiejętności i talentów, jakie otrzymał od Boga.

To jedynie dwa najnowsze przykłady barbarzyństwa i totalitaryzmu, w jakie stacza się świat cywilizowany. W Polsce mamy jeszcze wolność, ale siły ciemności robią wszystko, by wprowadzić i u nas dyktaturę homobolszewicką (jeśli ktoś woli, może używać określenia: „homofaszystowską”). Homobolszewicy posługują się przy tym różnego rodzaju manipulacjami. Rzekomo broniąc „tolerancji”, chcą tak naprawdę wprowadzić dyskryminację katolików. Rzekomo broniąc „wolności słowa”, chcą tak naprawdę wprowadzić znowu cenzurę. Rzekomo walcząc z „mową nienawiści”, szerzą nienawiść do Kościoła katolickiego. Rzekomo broniąc dzieci przed pedofilią, chcą te dzieci deprawować, by uczynić z nich materiał do zaspakajania swoich zdeprawowanych chuci. Rzekomo broniąc praw człowieka, chcą tak naprawdę doprowadzić do łamania tych praw.

Jednym z bezczelniejszych socjotechnicznych chwytów homobolszewików jest porównywanie się do ofiar hitlerowskiego totalitaryzmu. Dzisiaj nawet widziałem wideo z internetowego programu, w którym homoseksualista obnosił się z tęczową opaską, sugerując, że być może wkrótce homoseksualiści będą musieli nosić takie opaski na wzór Żydów, by „prawdziwi Polacy wiedzieli, komu spuścić łomot”.

Ta manipulacja jest o tyle bezczelna, że miesza pojęcia i posługuje się kłamstwem, które opisał nie tylko Orwell. Po pierwsze homoseksualizm to po prostu zboczony pociąg do osobników tej samej płci i nie można tego stawiać na równi z rasą ani narodowością. Po drugie to homobolszewicy chcą wprowadzić właśnie dyskryminację i zamknąć usta tym, którzy ich krytykują. Po trzecie o łomot proszą się sami, robiąc wszystko, by sprowokować Polaków do gwałtownych reakcji, obrażając ich wierzenia, szydząc ze świętych sakramentów, kpiąc z Matki Bożej, nie szanując miejsc świętych. I w gruncie rzeczy o to im albo ich mocodawcom chodzi: by doszło do jakichś aktów przemocy wobec nich, bo wówczas będą mogli chodzić w glorii męczenników za sprawę i zamykać usta krytykom, prezentując swoich „poległych”.

Europa stacza się w mrok. Nadzieja jest jeszcze w Polsce, że oprze się tej nawale, tak jak oparła się w roku 1920. Pozostaje się modlić i działać, by zbliżająca się okrągła setna rocznica Bitwy Warszawskiej była jednocześnie nowym ocaleniem Europy przed tą barbarią.


sobota, 6 lipca 2019

Już wkrótce beatyfikacja arcybiskupa Fultona J. Sheena!

Kiedy wczoraj zamieszczałem kolejny odcinek z cyklu „Corner Shop”, nie przypuszczałem, że następnego dnia dotrze do nas dobra nowina: O uznaniu przez papieża cudu za wstawiennictwem arcybiskupa Fultona J. Sheena. Oznacza to, że wreszcie arcybiskup zostanie ogłoszony błogosławionym.

Proces beatyfikacyjny był wstrzymany trwającym trzy lata procesem z archidiecezją Nowego Jorku o wydanie doczesnych szczątków arcybiskupa Fultona J. Sheena. Mimo, że według wcześniejszych ustaleń trumna z arcybiskupem miała być przewieziona do Peorii, gdzie Sheen miał spocząć w grobowcu, kardynał Dolan nie chciał jej wydać. Bratanica Sheena, starsza już pani, musiała chcąc nie chcąc wdać się w proces sądowy, który archidiecezja Nowego Jorku przegrywała kilka razy i ponownie się odwoływała. Wreszcie ciało arcybiskupa zostało decyzją sądu wydane i przewiezione do diecezji w Peorii. Tym samym został wznowiony proces beatyfikacyjny i właśnie dzisiaj dotarła wspaniała wiadomość o uznaniu cudu, który jest podstawą do beatyfikacji arcybiskupa Sheena.

Zachęcam tym samym czytelników mojego bloga także do oglądania poprzedniego odcinka mojego wideobloga na temat książki Warto żyć. Miejmy nadzieję, że niewiele czasu upłynie, a Sheen zostanie również ogłoszony świętym, o co należy się modlić. Także prosząc go o wstawiennictwo w naszych potrzebach lub potrzebach bliskich nam osób.


czwartek, 4 lipca 2019

Dzień Niepodległości i sztuka patosu

Dzisiaj amerykańskie Święto Niepodległości. Więc trochę o Amerykanach, a właściwie o ich filmach. Nie jestem jakimś szczególnym kinomanem, ale od czasu do czasu zwracam uwagę na jedną szczególną i wyróżniającą rzecz w amerykańskich filmach. Czy będą to filmy o rodzinie, o sporcie, o policji czy o wojnie. Robione przez tzw. „establishment” Hollywood czy też przez takich „konserwatystów” jak Clint Eastwood. Tą cech charakterystyczną jest patos. Jest to ten typ patosu, który w polskim filmie chyba by nie przeszedł. Patos, który u nas się wyśmiewa, z którego się kipi, którym się poniewiera. Jest to patos, który wyraża się zarówno wypowiadanymi przez aktorów słowami, jak i muzyką, i obrazem.


Przypomnijcie sobie patos, jaki widzimy w takim filmie science-fiction, jak „Dzień Niepodległości”. Wyobrażacie sobie coś takiego w polskiej produkcji tego typu (pomijam już możliwości techniczne)? Sala ryknęłaby ze śmiechu. A kto miałby te słowa niby wypowiadać? Bogusław Linda? Zbigniew Zamachowski? Daniel Olbrychski? (OK, ten niezły aktor, choć żałosny człowieczek, może jeszcze by to udźwignął.)

I kto poza tym miałby niby taki film zrobić? Patryk Vega („Kurwa, chuj, kurwa”)? Wojtek Smarzowski („Chuj, kurwa, chuj”)? Władysław Pasikowski („Spierdalaj, kurwa, spierdalaj”)? Dajcie spokój! Oni są jak ten wietnamski chłopak, którego Walt Kowalski z filmu Clinta Eastwooda próbuje nauczyć, jak być prawdziwym mężczyzną. Pamiętacie scenę u fryzjera? Macie odpowiedź, co nasi reżyserzy zrozumieli z tego, jak wygląda „męskie” kino.

No cóż... Pozostaje zapytać: Jaki będzie wpływ na młode pokolenie takiej „sztuki” filmowej w Polsce, a jaki w Stanach Zjednoczonych (przy wszelkich możliwych zastrzeżeniach i najnowszych skandalicznych posunięciach przemysłu filmowego w tym wielkim kraju)?


środa, 3 lipca 2019

Jak Dawid i Jakub ukryli się pod podłogą w nazistowskiej Polsce

Jest ponuro, a więc może, żeby nie było aż tak ponuro, coś śmiesznego. Otóż rozbawiła mnie ostatnio akcja dwóch homoseksualistów z wybrzeża, którzy postanowili zaanonsować, że w swoich apartamentach nad morzem nie będą przyjmować „m.in. sympatyków PiS, słuchaczy Radia Maryja czy wiernych widzów TVP”.

Ich akcja jest o tyle zabawna, że dzięki takiemu ogłoszeniu wiem, że powinienem uważnie sprawdzić, gdybym wybierał się nad polskie morze, czy przypadkiem nie trafiłem na ich ofertę. Traktuję ją jako swego rodzaju ostrzeżenie: „Uwaga! Złe psy!” Nie chciałbym bowiem trafić na panów, którzy mogliby się do mnie umizgać. Sama myśl o tym powoduje u mnie drgawki i odruch wymiotny. Dziękuję więc za klarowną informację, z kim mam do czynienia. To się dopiero nazywa uczciwość w biznesie!

Nieco bardziej serio: Pisałem już, że uważam, iż prowadzący biznes ma prawo odmówić wykonania usługi, jeśli ma poczucie, że współuczestniczyłby w czymś niemoralnym, że promowałby swoją usługą na przykład grzech ciężki. Stwierdziłem też, że według mnie są takie sytuacje, kiedy nawet w biznesie „neutralnym” można odmówić wykonania usługi, bo w końcu to biznes prywatny i jeśli ktoś jasno stwierdza, że na przykład w lokalu tym nie obsługuje się wysokich blondynów o niebieskich oczach, to jego sprawa. Może mu po prostu wyszło z kalkulacji biznesowych, że taka restauracja przyciągnie całą masę niskich brunetów, których akurat w okolicy jest sporo i firma będzie kwitnąć. Trochę inna jest kwestia wówczas, kiedy dany usługodawca monopolizuje rynek usług, twierdząc, że jest neutralny, a w rzeczywistości szykanuje określoną grupę – jak dzieje się to wśród gigantów mediów społeczenościowych. Ale to temat na inny, dłuższy artykuł.

Akcja dwóch homoseksualistów z wybrzeża jest o tyle śmieszna, że jest typowym przykładem pomieszania pojęć i życia w świecie wirtualnym. Oni oczywiście nie biorą pod uwagę czegoś takiego, że istnieje grzech i to grzech ciężki, któremu z całą namiętnością się oddają. Ale przede wszystkim mylą pojęcia. Jak czytamy, jeden z nich stwierdził, że „Polska przypomina Niemcy pod koniec lat 30-tych”. Panom się rzecz jasna wszystko pokiełbasiło w główkach i miesza im się film „Kabaret” z rzeczywistością, rasa ze zboczeniem, Żyd z homoseksualistą.

Wykreowane przez środowiska homoseksualne takie pojęcia jak „orientacja seksualna” i „mniejszość seksualna” mają zaczarować rzeczywistość. Nie ma czegoś takiego jak „orientacja seksualna” i „mniejszość seksualna” (choć oczywiście zboczeńcy są w mniejszości, wbrew temu, co starają się nam przedstawić media – niejeden chory na ciężką chorobę chciałby mieć tyle atencji środków masowego przekazu!), to terminy zapożyczone z polityki na wzór „orientacji politycznej” i „mniejszości etnicznej” lub „,mniejszości narodowościowej”.

Ponieważ ta zafałszowana terminologia weszła w życie i jest popularnie stosowana przez media, także niestety prawicowe, dwaj panowie „inaczej kochający” mogą brnąć dalej w ten świat fikcji i porównywać się do Żydów w hitlerowskich Niemczech. A nawet majaczyć, jak niektórzy to już robią, o obozach koncentracyjnych. Tymczasem w tej „hitlerowskiej” czy też „kaczystowskiej” Polsce jedyni, którzy grożą ludziom wyrzuceniem z pracy lub więzieniem, to właśnie... homoseksualiści.

A swoją drogą, to może ja po prostu coś źle zrozumiałem, wziąwszy pod uwagę fakt, że LGBT to ideologia totalitarna, a homoseksualiści starają się urządzić marsze w jak największej ilości polskich miast i miasteczek... Hm... może tym panom z wybrzeża się wszystko dobrze skojarzyło. W każdym razie jeszcze nie wybijają szyb sklepików katolickich drukarzy.


wtorek, 2 lipca 2019

O czarnoskórym niewolniku, Benedykcie XVI i „wesołkach” ze szwedzkiej korporacji

Zeszłej niedzieli gościliśmy w naszym kościele czarnoskórego zakonnika z Afryki. W oszczędnych, męskich słowach opowiedział swoją historię: Został wraz z kolegami złapany i uprowadzony z seminarium przez rebeliantów, którzy zrobili z niego niewolnika. Wraz z innymi towarzyszami niewoli musiał pracować dla swoich oprawców. Kilku jego kolegów spróbowało uciec. Niestety ucieczka się nie powiodła. Rebelianci zatłukli ich na śmierć na oczach pozostałych uwięzionych. Oczywiście pastwiono się nad nimi. W nocy, po ciężkim dniu pracy, kazano im na przykład stać w zimnej wodzie, zamiast pozwolić spać. Wydzielano im głodowe racje. Pewnego dnia rebelianci spalili wioskę, by zdobyć żywność dla siebie. Jednak nie przynieśli nic dla swoich niewolników. Powiedzieli więc im, że mogą sobie czegoś poszukać w zgliszczach i wziąć do jedzenia. W tym momencie nasz gość zrozumiał („poczuł w sercu”), że nadarza się sposobność ucieczki. Powiodło się. Teraz zajmuje się w Kenii pomocą ofiarom współczesnego niewolnictwa.

Ta wstrząsająca historia była tym bardziej wstrząsająca przez prostotę słów tego, który opowiadał. Patrzyłem na niego i jednocześnie trudno było mi sobie uzmysłowić, jak to możliwe, że ten szczupły mężczyzna przeszedł takie piekło, a teraz pomaga osobom, które przeszły równie tragiczne, a może nawet tragiczniejsze historie od niego. Jeśli ludzi w kościele ściskało za gardło ze wzruszenia, wcale bym się nie zdziwił.

Jeden z naszych znajomych księży, kiedy moja żona podesłała mu link do głośnego tekstu Benedykta XVI o przyczynach kryzysu w Kościele, skomentował to mniej więcej w ten sposób:

„Nie będę tego komentować. Nic, tylko: seks, seks i seks. A tymczasem chrześcijanie giną na świecie”.

W pierwszym odruchu żachnąłem się na jego reakcję. Skwitowałem to stwierdzeniem, że po prostu najwidoczniej nie zdaje sobie sprawy ze skali nadużyć seksualnych w takich krajach jak np. Stany Zjednoczone. Potem, po chwili refleksji, doszedłem do wniosku, że przecież to wszystko się ze sobą łączy: molestowanie seksualne przez księży i te cierpienia chrześcijan na całym świecie, cierpienia takich ludzi, jak ten czarnoskóry szczupły zakonnik, który był u nas w niedzielę, by w męskich, oszczędnych zdaniach opowiedzieć o swoim cierpieniu i pomocy, jaką świadczy jego organizacja mu podobnym.

Ostatnio ponownie przeczytałem informację o konflikcie, jaki zaistniał między kardynałem Spellmanem a arcybiskupem Fultonem J. Sheenem. Spellman chciał przejąć pieniądze, które Fulton J. Sheen dostawał (także za swoją pracę) z przeznaczeniem na misje. Arcybiskup Sheen stanowczo odmówił, stwierdzając, że są one przeznaczone na konkretny cel i po prostu nie może ich oddać. Od tamtej pory miał na pieńku z kardynałem. Także po tym, gdy Watykan przyznał rację abp. Sheenowi. Tak się przypadkiem składa, że sprawa prohomoseksualnego kardynała Spellmana jest powiązana z McCarrickiem, który molestował seksualnie kleryków.

Duchowni, którzy zajmują się już nie nawet swoim własnym pępkiem, ale własnym..., no cóż!... kroczem, nie mogą jednocześnie przecież troszczyć się o dobro pokrzywdzonych na całym świecie, nie mówiąc już o nawracanie dusz pogrążonych w pogaństwie. Będą gromadzić pieniądze, by zaspokoić swoje żądze, a potem by płacić odszkodowania (także po cichu) swoim ofiarom. U nas na szczęście – wbrew temu, co usiłuje się sugerować – nie przybrało to takich rozmiarów, jak w innych częściach świata. Ale problem istnieje.

Dotyczy to nie tylko duchownych. Świat, który pogrążył się w obłędzie totalitarnej ideologii LGBT-coś-tam, nie będzie się przecież przejmował takimi przypadkami, jak czarnoskóry zakonnik, o którym wspomniałem wyżej. Czy też nastolatka, o której krótko opowiedział, a która była ofiarą handlu kobietami w celach prostytucji. Co najwyżej wyśle im paczkę prezerwatyw albo pigułki „dzień po”. I broszury o „tolerancji” i poszanowaniu „orientacji” seksualnych. Oraz o sposobach zapobiegania AIDS, które niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek moralnością seksualną.

Przesadzam? Spójrzcie na to, co przetacza się po naszych ulicach. To na tych „wesołków” z piekła rodem międzynarodowe koncerny wydają pieniądze. To ich wspierają, także finansowo, obce rządy. To im budują hostele, im udzielają grantów, dla nich puszczają na miasta „wesołe” tramwaje, im robią propagandę w filmach i przedstawieniach. Idzie na to kupa szmalu. A idzie ona po to, aby ludzie w naszym kraju zajęli się – mówiąc brutalnie i wprost – własnymi genitaliami. By odrzucili Kościół, czyli Chrystusa. By skupili się na sobie i nie myśleli o bliźnich. By stali się konsumentami najnowszych trendów i erotycznych zabawek. Takim motłochem w końcu łatwiej manipulować. Taki motłoch nie jest już podmiotem, ale przedmiotem – „targetem” różnych marketingowych strategii. Dla takiego motłochu bliźni nie istnieje, co najwyżej jest również przedmiotem zaspokojenia własnej chuci tu i teraz.


poniedziałek, 1 lipca 2019

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę

Wraz z ofensywą harcowników Sodomy i Gomory nad Wisłą wychodzi coraz więcej szczegółów na temat tego, kto za nimi tak naprawdę stoi i jakie są ich prawdziwe cele. Rosji Niemcy wysłali w zaplombowanym pociągu Lenina, by zrobił im rewolucję, czyli jak to kolokwialnie się mówi: „rozpierduchę”. Dzisiaj współczesnych homobolszewików wspierają nie tylko Niemcy, ale i wielkie koncerny, które totalitarną ideologię LGBT-coś-tam próbują narzucić polskim pracownikom. Tym koncernom, jak widać, też zależy na tym, by zrobić „rozpierduchę” w Polsce, czyli przerobić Polaków na cioty zainteresowane tylko dogadzaniem sobie. Polak-katolik widać jest zbyt niezależny.

Tak się jakoś dziwnie składa, że zbiega się to z setną rocznicą wojny polsko-bolszewickiej. Wrażenie chyba jest podobne do ówczesnego – że oto jeszcze trochę, a tęczowa bolszewia pochłonie całą Europę. Trudno nie marzyć w tej sytuacji, by również w dokładnie setną rocznicę bitwy warszawskiej dokonał się podobny cud i by homobolszewików wyparto z Polski. 15 sierpnia 2020 roku to byłaby dobra data na kolejny cud nad Wisłą. Pamiętać jednak należy też i o tym, że wówczas Polska obroniła swą niepodległość niestety na krótki czas. Dobrze by było, aby ówczesnych błędów nie powtórzyła.

O paraleli pomiędzy „wolnością” bolszewicką, którą sto lat temu nieśli nam czerwonoarmiści, a dzisiejszą „wolnością” homobolszewicką pisałem jeszcze w roku 2013. Chyba wówczas nie przypuszczałem, że tak szybko międzynarodówka homobolszewicka uzna, że Polska jest już gotowa do podboju. Okazuje się, że po Irlandii współcześni komisarze postanowili zaprowadzić porządek nad Wisłą. Marzy im się tęczowa Polska i urabianie dzieci na wzorowych członków homobolszewickiej ojczyzny.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, o co tak naprawdę im chodzi, jeśli ma złudzenia i łudzi się, niech spojrzy na to, co działo się przedwczoraj w Paryżu. Tam swoje cele współcześni wyznawcy totalitarnej ideologii, jaką jest LGBT-coś-tam wyrazili wystarczająco jasno.

W Polsce potrzebne jest stanowcze działanie rządu, stosowne ustawy zabraniające propagowania tej totalitarnej ideologii przez koncerny i media. Potrzebne jest też przebudzenie się Polaków. W IKEI jeden z nich się przebudził i zrozumiał, że nie można kolegi zostawić samego, zwolnił się w geście solidarności. A co robi reszta? Będzie trząść tyłkami (do których wkrótce dobiorą się „tolerancyjni” inaczej), czy przypomni sobie o sierpniu 1980 i innych zrywach Polaków?

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę!


sobota, 29 czerwca 2019

Oblężenie Jasnej Góry – zaraza infekuje kolejne rejony

Ofensywa cywilizacji śmierci tak się nasiliła w ostatnich miesiącach w Polsce, że w zasadzie każdego dnia coraz trudniej wybrać tylko jedną rzecz do skomentowania. Można czerpać niemal pełnymi garściami z codziennych wiadomości. Nasilił się zwłaszcza atak homoseksualistów na Polskę i trudno uznać to jedynie za przypadek. Mamy do czynienia z prawdziwą inwazją sodomickich wojsk, z czymś, co można by wręcz porównać do potopu szwedzkiego (łącznie z oblężeniem Jasnej Góry). Albo zarazy, którą próbuje się zainfekować kolejne miasta, miasteczka i regiony.

Trudno bowiem uznać za przypadek, że w tym roku – po założeniu homoseksualnej partii o wdzięcznej nazwie „Wiosna” i Karcie LGBT+ tzw. – „parady równości” próbuje się przeprowadzić w wielu miastach tydzień za tygodniem. Bojówki Sodomy i Gomory postanowiły zademonstrować swoją siłę, a przynajmniej być wszechobecne. A do tego dochodzą takie wydarzenia, jak homoseksualna propaganda w Volvo we Wrocławiu czy wyrzucenie pracownika IKEI, który przeciwstawiał się uczestnictwu w propagowaniu czegoś, o czym Kościół uczy, że jest grzechem ciężkim. A i jeszcze mamy mieszanie się w nasze sprawy ambasadorów obcych państw, którzy popierają marsze homoseksualistów.

Tak więc ci „biedni” homoseksualiści mają za sobą nie tylko media, tzw. „elity intelektualne”, czyli celebrytów z prasy kolorowej, wielkie międzynarodowe korporacje (które tak ochoczo wspierają uciskany tęczowy „proletariat”), ale także przedstawicieli obcych państw, które najwidoczniej chcą nauczyć „ciemny ludek” na Wisłą, czym jest tolerancja i wolność wyrażania własnych poglądów.

Widać, że uznano już najwidoczniej, iż w Irlandii zapanowała wreszcie nowoczesność i postęp, a teraz przyszedł czas na Polskę, która postępowej ludzkości ością w gardle stoi. Czas więc na to, aby i u nas przyszedł tęczowy walec i wszystko wyrównał...


piątek, 28 czerwca 2019

Klientów bez krawata nie obsługujemy!

Oburzenie niektórych środowisk po werdykcie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie łódzkiego drukarza jest nie tylko zabawne, co po prostu idiotyczne. Pomijam już oburzenie samych homoseksualistów, którzy porównują się do ofiar hitlerowskiej okupacji i Żydów. Cóż mają w końcu zrobić? Skoro żyją w świecie fantazji, to już brną w tę opowieść. Niestety nawet prawicowi dziennikarze wrabiają się w ich narrację, gdy stosują upowszechniany przez homoseksualistów zwrot „mniejszości seksualne”. Nie ma czegoś takiego jak „mniejszości seksualne”. Jest to termin ukuty po to, aby zmienić rzeczywistość. Są po prostu ludzie zboczeni, którzy mają poważny problem ze swoją seksualnością i powinni udać się na odpowiednią terapię, która notabene w krajach wchodzących coraz bardziej w tęczowy totalitaryzm jest już zabroniona.

Wracając do oburzenia środowisk sprzyjających homoseksualistom i promujących tzw. „tolerancję”. Jak można nie rozumieć zdroworozsądkowego werdyktu Trybunału? Jak można nie dostrzegać, że broni on podstawowych praw jednostki, w tym prawa do wolności gospodarczej?

Wydaje mi się, że można generalnie wyróżnić trzy typy usług.

Pierwszym typem będą usługi neutralne. To znaczy, że jeśli np. do sklepu z pieczywem przyjdzie homoseksualista kupić bułeczki, to odmówienie mu usługi jest bezsensowne, chyba że zachowywałby się obscenicznie, siejąc zgorszenie wobec np. obecnych tam dzieci. Tak samo, jeśli ktoś prowadzi sklep z obuwiem, to jeśli homoseksualista czy lesbijka będzie kupować sobie sandałki, to ich sprzedaż nie naraża sprzedawcę na żadne dylematy moralne, nawet jeśli lesbijka zachowuje się w sposób, który ostentacyjnie daje do zrozumienia, jakie ma kłopoty ze swoją seksualnością. Oczywiście pod warunkiem, że nie naraża innych klientów na nieprzyjemności czy obrazę moralności publicznej.

Drugi typ usług to usługi, w przypadku których odmówienie ich świadczenia byłoby po prostu przestępstwem i rzeczą niemoralną. Do takich należy na przykład praca lekarza. Jeśli na pogotowiu lekarz odmówiłby ratowania pacjenta czy wykonania np. zastrzyku, bo pacjent jest homoseksualistą, to słusznie powinien być za to ukarany, włącznie z utratą pracy. I to nie podlega dyskusji.

Wreszcie ostatni typ usług, to usługi w przypadku których je świadczący jest narażony na dylematy moralne i w niektórych przypadkach może mieć poczucie, że uczestnicy w szerzeniu zła. Można wymienić tu szereg takich zawodów czy form działalności. Drukarz z Łodzi jest jednym z takich przykładów. Dlaczego miałby niby uczestniczyć w promocji homoseksualizmu, skoro uważa to za zło? Albo inny przykład: ktoś prowadzi sklep z książkami i hurtownia chce, by sprzedawał publikacje pornograficzne. Czyż księgarz nie ma prawa odmówić ich dystrybucji? Albo aptekarz, który nie chce sprzedawać środków antykoncepcyjnych, czyż nie ma prawa odmowy ich upowszechniania?

Kwestionowanie tego jest po prostu dążeniem do naruszenia jednej z podstawowych wolności człowieka, jaką jest wolność sumienia. To zmuszanie kogoś do robienia czegoś, co jest sprzeczne z wyznawanym systemem wartości i to często systemem, który ma wielowiekową tradycję. Trzeba naprawdę mieć pokiełbaszone w głowie, by podważać takie prawo do odmowy współuczestnictwa w czymś, co uważa się za głęboko złe i niemoralne.

Zresztą nawet w przypadku pierwszego typu, czyli usług neutralnych, sprawa nie jest taka oczywista. To znaczy nawet w tym przypadku istnieje możliwość odmówienia usługi, choć jej wyświadczenie nie naraża usługodawcy na dylematy moralne. Są na przykład lokale gastronomiczne, gdzie obowiązuje zasada, że mężczyzna powinien mieć krawat albo np. nosić długie spodnie. Czy gdyby wyrzucono z takiego lokalu człowieka, który przyszedłby w „tiszercie”, to sprawa powinna zakończyć się procesem sądowym? Albo są lokale, do których nie wpuszcza się dzieci. Czy jeśli rodzic chciałby w takim miejscu napić się piwa lub wódki w towarzystwie swoich nieletnich pociech, a odmówiono mu wstępu, to należy ukarać usługodawcę? W końcu jeśli jest to firma prywatna, to jej sprawa, komu świadczy usługi.


środa, 26 czerwca 2019

Manuela, Manuela, kiedyś bym powiedział: „Bella!”

Nasze prawicowe media co jakiś czas przytaczają „skandaliczne” lub „haniebne” słowa różnych artystów, celebrytów, pisarek i pisarzy, poetek i poetów, gitarzystek i gitarzystów, piosenkarek i piosenkarzy. Wśród gwiazd kolorowej prasy dla pań wyzwolonych zdaje się szczególnym blaskiem błyszczeć, w tym „lepszym” i „nowocześniejszym” świecie, gwiazdka Manueli Gretkowskiej. Wpisałem w wyszukiwarkę „Do Rzeczy” jej nazwisko, szukając ostatniego artykułu na jej temat, i ku swojemu zaskoczeniu otrzymałem w wyniku całą serię tekstów jej właśnie poświęconych.

Rzut oka na tytuły uświadamia, że pani ta ma niewiele mądrego do powiedzenia. I aż dziwne, że prawicowe pismo poświęca jej tyle uwagi. Albo redakcja musi wypełnić miejsce czymś w miarę sensacyjnym, a przy tym durnym, by przyciągnąć mniej wyrobionego czytelnika. Albo poświęca tej pani aż tyle uwagi, bo kiedyś Czesław Miłosz powiedział o jej debiutanckiej książce parę ciepłych słów i siłą rzeczy ta sława się za nią ciągnie. Albo po prostu jest gorąco i redakcja nie panuje już nad tym, co zamieszcza, bo się jej twarde dyski przegrzały. Ale aż tyle razy? Trzeba by chyba sprawdzić, jaka była temperatura w pozostałych przypadkach.

Dlaczego więc sam poświęcam tej pani tyle miejsca (i to już po raz drugi)? A to dlatego, że jest ta pani swoistym pars pro toto. Istnieje u nas pewna grupa celebrytów, która jest znana po prostu z tego, że jest głośna. Albo inaczej i ściślej: że jest wulgarna. I dotyczy to nie tylko takich bluzgaczy jak Zbigniew Hołdys. Tutaj można by machnąć ręką, że to zwykły szarpidrut. Ale do tego grona zaliczają się „subtelni” intelektualiści, pisarze, filozofowie, prawnicy i członkowie (oraz członkinie) grona profesorskiego. Nie mają oni nic mądrego do powiedzenia, potrafią jedynie obrażać. A właściwie: usiłują obrażać.

Wypowiedzi pani Gretkowskiej dotykają mnie bowiem mniej więcej tyle, ile wypowiedzi jakiejś głupiutkiej, niedojrzałej nastolatki, która zrobiła sobie dredy, wpakowała pod pachę tom Sartre’a i myśli, że jest wielką buntowniczką (albo Zbigniewa Hołdysa), czyli tyle co nic. Różnica jest może taka, że w przypadku nastolatki zawsze jest jeszcze szansa, że z tego wyrośnie i zmądrzeje. W przypadku Manueli Gretkowskiej i wielu innych ta szansa wydaje się niestety być równa zeru. Pozostaje jedynie się za nią modlić. Ale po co przy tym zwracać na jej wulgaryzmy uwagę i komentować to na łamach poważnych konserwatywnych mediów?


wtorek, 25 czerwca 2019

W absurdalnych oparach piekła

Patrząc na obłęd, w jaki stacza się świat, nietrudno uwierzyć w diabła i aż dziw, że są tacy, którzy w jego istnienie nie wierzą. Jak to bowiem wytłumaczyć, że w wieku rozwoju nauki i techniki, w wieku, który zdaje się być nowym otwarciem w podboju kosmosu, ludzie wierzą w takie bzdury, jak ideologia gender, że kwestionują istnienie jedynie dwóch płci, że wyrzucają za to ze szkoły, jeśli uczeń upiera się przy faktach, że domagają się tzw. „małżeństw” homoseksualnych, że sądzą, iż mała istota ludzka w łonie matki nie jest człowiekiem, że można z pomocą operacji plastycznej i hormonów zrobić z dziewczynki chłopca, a z chłopca dziewczynkę, że islam jest równie dobrą religią, jak chrześcijaństwo, że pierwotne wspólnoty dysponują mądrością, która jest nie gorsza od tej, którą oferowała jeszcze do niedawna rozwinięta cywilizacja Zachodu itp., itd.? Przecież trudno uwierzyć w to, że człowiek rozumny może te wszystkie idiotyzmy przyjmować bez mrugnięcia okiem, że może w tę fikcję wierzyć bez zaczadzenia rozumu piekielnymi wyziewami!

Jeśli spojrzy się trzeźwym okiem dookoła, ma się wrażenie, iż znalazło się w jednym wielkim domu wariatów. Aż dziw, że ten świat jest jeszcze w stanie stworzyć coś takiego jak Falcon Heavy czy dokonać odkryć w dziedzinie medycyny! Dziw, że w ogóle jest w stanie funkcjonować, że po drogach jeżdżą jeszcze auta, że samoloty nie spadają jak grad z nieba, a w sklepach można jeszcze kupić w miarę normalne masło i chleb. Zapaść jest ogromna i jeśli cierpliwość Pana Boga się nie wyczerpie, to będzie to świadczyć, że kryje się za tym jakiś plan Opatrzności. Trudno bowiem uwierzyć w to, by Bóg pozwolił z siebie tak dłużej szydzić, jak stwierdził nas znajomy ksiądz.

Obłęd zresztą dotyka także Kościoła. Niepokojące są doniesienia na temat tzw. Instrumentum laboris, czyli dokumentu roboczego, synodu amazońskiego. Niepokojące są sygnały, że oto katoliccy księża domagają się święcenia kobiet. Niepokojące są informacje o tym, że katoliccy biskupi wycofują się ze zdrowej nauki Kościoła na temat płciowości człowieka. Niepokojące są wieści o tym, że szaleństwo zdaje się ogarniać także część duchownych w Kościele, który ceni przecież fides et ratio.

Arcybiskup Fulton J. Sheen napisał w jednej ze swoich książek, że Kościół kocha rozum. Podkreślał też, że posłaniec od Boga nie mógłby głosić nic, co byłoby sprzeczne z rozumem, nie poddawałoby się weryfikacji rozumowej. Tymczasem nawet niektórzy duchowni katoliccy, zarówno zwykli księża, jak i wysoko postawieni hierarchowie, wydają się dotknięci oparami absurdu, wierzą w to, co nielogiczne, nierozumne, magiczne, idiotyczne, kwestionując jednocześnie wieki nauczania Kościoła. Czyżby ich rozum zaczadziły trujące wyziewy piekła?


poniedziałek, 24 czerwca 2019

Feministki ostrzą noże albo rzeźnia ludzka w kadrze

Trudno sobie wyobrazić chyba większy przykład nikczemności i zła we współczesnym „cywilizowanym” świecie niż kobieta, która chełpi się aborcją, czyli zabiciem swojego dziecka. Teraz mamy jeszcze konkurs fotograficzny. Jak informuje portal „wPolityce.pl”, feministki ogłosiły konkurs fotograficzny na temat aborcji w Polsce w XXI wieku.

Z drugiej strony myślę, że organizacje broniące życia mogłyby dostarczyć paniom z piekła rodem odpowiednią dokumentację. Zarówno zdjęcia zabitych nienarodzonych dzieci, jak i zdjęcia pokazujące niszczenie antyaborcyjnych wystaw, jakiego dopuszczają się zwolennicy „tolerancji” i bezkarnego mordowania niewinnych istot ludzkich.

Dożyliśmy wstrząsających czasów. Z jednej strony Rzecznik Praw Niektórych wstawia się za bandytą, który w bestialski sposób zamordował dziecko, i broni tego zwyrodnialca godności. Z drugiej kobiety – te, które powinny chronić kruche i bezbronne życie – domagają się bezkarnego mordowania dzieci w swoich łonach, czyli pozbawienia tych dzieci wszelkiej godności i ochrony. Tutaj Rzeczenik Praw Niektórych nie protestuje.

sobota, 22 czerwca 2019

Déjà vu

Współczesna Europa coraz bardziej przypomina coś, co moje pokolenie zna doskonale z czasów komunizmu. Najwidoczniej ta Europa nie odrobiła lekcji z historii. Tak jak nie odrobili lekcji z historii ci, którzy u nas, w Polsce, powinni znać ją z własnego doświadczenia lub przynajmniej z podręczników.


Oto w Szwecji mamy współczesną Zoję komunistkę albo raczej Zoję ekologistkę. Nazywa się tak naprawdę Greta Thunberg i ponoć postępowy świat za nią szaleje. Nawet wygląda z tym warkoczem jak dziewczynka z komunistycznych plakatów propagandowych. Oby więcej takich Zoj czy Gret ekologistek, a będziemy jeździć zaprzęgami konnymi, jak amisze. Nie wiem tylko, co na to konie.

Oto w Szkocji nauczyciel wyrzuca z klasy ucznia, który stwierdza fakt niezaprzeczalny dla każdej istoty rozumnej, a mianowicie, że istnieją tylko dwie płcie. Radzi mu też, aby zachował swoje poglądy dla siebie, bo szkoła jest inkluzywna. Niektórzy mało rozgarnięci mówią: „średniowiecze”, kiedy uważają coś za ciemne, nieoświecone i niepostępowe. Z pewnością kiedyś będzie się mówić „początek XXI wieku” (czy jak tam też określą naszą głupią epokę) na określenie ciemnogrodu i zabobonu i z pewnością nie będzie to wymysł propagandzistów oświecenia, którzy epoce rozwiniętej filozofii, teologii i logiki, jaką było średniowiecze, przypisali coś, z czym ono nie miało żadnego związku. Myślę, że nawet Łysenko przewraca się w grobie.


Na wakacjach, odcinając się od wiadomości i przebywając w kraju, w którym posługują się językiem dla mnie niezrozumiałym, mogłem odpocząć od tych idiotyzmów. Teraz codziennie zalewany jestem kolejnymi niewyobrażalnymi bzdurami. Ja to już skądś znam. I wiem dobrze skąd, a przecież nie należę do jakoś szczególnie inteligentnych. Cywilizacja Zachodu niestety oblewa egzamin z historii. Wystawiona ocena będzie bardzo bolesna. Nie wiem, czy będzie szansa na poprawkę.

piątek, 21 czerwca 2019

Ekskomunika w polityka

Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego nasi biskupi nie zastosują kary ekskomuniki albo przynajmniej jej groźby wobec katolickich polityków, którzy wprowadzają prawa sprzeczne z nauką moralną Kościoła. Jeśli w niektórych sprawach głos naszych hierarchów jest dobitny i stanowczy, w innych – przecież nie mniej istotnych – zachowują oni daleko posuniętą powściągliwość, a wręcz milczenie, gdy chodzi o polityków przyznających się do wiary katolickiej.

Trudno powiedzieć, czy katoliccy politycy przejęliby się groźbą ekskomuniki, skoro i tak nie przejmują się tym, że ich czyny są sprzeczne z wyznawaną wiarą. Ale nie dajmy się zwariować – to, że przestępca nie przejmuje się groźbą kary więzienia, nie oznacza, iż nie należy jej stosować. Z drugiej strony byłby to też czytelny sygnał dla mniej rozgarniętych lub wprowadzonych w błąd katolików, że nie wolno sobie kpić z praw Bożych. Groźba ekskomuniki byłaby po prostu jasnym potwierdzeniem tego, że istnieją niezmienne prawa moralne, których naruszać nie wolno.

Dlaczego więc nasi biskupi milczą, gdy katolicki polityk mówi (być może przyjmując potem Komunię św.), że in vitro nie jest niczym złym albo, że należy dopuszczać aborcję? Dlaczego nie wymienią tych polityków po imieniu, nie dadzą czytelnego sygnału wiernym, że na nich głosować nie należy? Jaka mądrość za tym stoi?

Okazuje się jednak, że ekskomunika nie jest traktowana przez naszych hierarchów jako relikt średniowiecza. A zacząłem podejrzewać, że tak ją właśnie traktują. Dlatego z pewnym zaskoczeniem przeczytałem na stronie „Do Rzeczy” o ekskomunice dla księdza Michała Misiaka. Portal nie podał dokładnych przyczyn zastosowania tak drastycznej kary, ale więcej informacji na ten temat dostarcza portal PCh24.pl.

Oczywiście nie jest to powód do radości i redaktor PCh24.pl słusznie zachęca do modlitwy za ekskomunikowanego księdza. Skoro więc nasi księża biskupi traktują ekskomunikę serio, może najwyższy czas, by bezceremonialnie zwrócili uwagę paru polskim politykom o możliwości jej zaciągnięcia przez forsowanie praw sprzecznych z nauką Kościoła? W końcu obowiązkiem naszych duszpasterzy jest nastawanie w porę i nie w porę, prawda? A i parę zbłąkanych dusz można by ocalić przy okazji od zguby.


wtorek, 28 maja 2019

Pogarda i goła prawda

Pogarda naszych nieszczęsnych „elit” wobec przeciętnych ludzi w Polsce jest zatrważająca. Mentalnie ci ludzie tkwią chyba w czasach głębokiej komuny. Albo po prostu w rzeczywistości wirtualnej, którą tworzą pewne główne media opiniotwórcze. Mogę zrozumieć jeszcze ich rozgoryczenie, że do europarlamentu nie dostali się ci, na których głosowali. Ale wyrażać je w taki sposób, w jaki wyrażają to ci aktorzy, celebryci, „dziennikarze”, „intelektualiści”, „autorytety moralne”!?! Oni po prostu gardzą Polakami, brzydzą się nimi, czują do nich wstręt. Aż dziwne, że w ogóle tutaj jeszcze mieszkają. No cóż, może po prostu nie znają języków, a w tej ich cudownej „Europie” pewnie nie mieliby takich warunków, jakie mają żyjąc tutaj i plując.

Żeby nie było tak różowo po „naszej” stronie: zadziwia mnie również buńczuczność niektórych reprezentantów władzy i sprzyjających im dziennikarzy („dziennikarzy”?), którzy z niemniejszą pogardą i chełpliwą butą odnoszą się do przegranej Konfederacji.

Panowie i Panie, Wy również gardzicie wyborcami, którzy na nich zagłosowali. Chciałbym zauważyć, że wśród nich znajdują się także ci, którzy wcześniej głosowali na Was, ale rozczarowali się Waszym stosunkiem do tak ważnych (wręcz ważniejszych od pomnażania dobrobytu) kwestii jak ochrona życia ludzkiego czy wystawieniem do wiatru frankowiczów. Potraficie w jeden dzień zmienić ustawę, by uspokoić lobby żydowskie, nie potraficie od wielu miesięcy zrobić nic, by uchronić niewinne dzieci przed śmiercią! Kiedyś przyjdzie Wam za to zapłacić. Utrata głosów nie będzie jeszcze największą karą. Każdy z nas wcześniej czy później musi spotkać się ze swoim Stwórcą. Wtedy nie będzie już żadnych wykrętów, tylko goła prawda.


poniedziałek, 27 maja 2019

Idą po nas sodomici albo kto zamienił leśniczówkę na apartament w Brukseli?

Wyniki wyborów w gruncie rzeczy nie są dużym zaskoczeniem. Osobiście nie wierzyłem w możliwość zwycięstwa Koalicji Europejskiej. Chyba trzeba było być pozbawionym jakiegokolwiek rozeznania politycznego albo być zacietrzewionym, ślepym anty-PiSowcem, by na nią głosować. Co ciekawe, to postsolidarnościowa partia, jaką jest PO, przyczyniła się do reanimacji PZPR. Jeśli się nie mylę, Grzegorz Schetyna swego czasu nie głosował w kontraktowych wyborach 4 czerwca. Teraz osobiście doprowadził do tego, że dinozaury z PZPR będą wciąż brylować na salonach i bezczelnie pouczać naród i polityków wywodzących się z Solidarności. No i trzepać kasę, bo posadka eruodeputowanego to okazja do napchania sobie kabzy. Zwłaszcza, gdy się dobrze pokombinuje. Niektórzy będą sobie mogli zrekompensować z nawiązką utraconą leśniczówkę.

Rozczarowuje wynik Konfederacji, która była o włos od zdobycia przynajmniej trzech miejsc w europarlamencie. Ale to też może być bodziec do przemyślenia strategii. Wydaje mi się, że Konfederaci powinni jednak trochę popracować nad retoryką, bo niebezpiecznie staczali się momentami w leperiadę, a przecież nie brak wśród nich ludzi inteligentnych, którzy wiedzą, jak właściwie posługiwać się językiem.

Na słabszy wynik (choć i tak lepszy od wielu sondaży) Konfederacji zaważyła też pewnie decyzja prawicowych wyborców, być może nawet w ostatnim momencie przed wrzuceniem kartki wyborczej do urny, że oddając na nią głos, daje się szansę na wygraną lewakom. I to pewnie będzie czynnik, który zadecyduje również o ostatecznym wyniku wyborów do Sejmu i Senatu jesienią. Wizja powrotu PO do władzy i to jeszcze w towarzystwie towarzyszy z PZPR będzie dla wielu wystarczającym argumentem do oddania głosu na PiS. Zwłaszcza w kontekście deklaracji Prezesa wykluczającej wszelką koalicję z Konfederatami.

Smuci przekroczenie progu wyborczego przez homoseksualną Wiosnę. Partia homoseksualna reprezentująca katolicką Polskę w europarlamencie to dość przykra sprawa. Nawet jeśli to tylko 3 eurodeputowanych, którzy sobie w ten sposób zapewnią bezkarne głoszenie antykatolickiej (a tym samym antyeuropejskiej) propagandy. Widać jest spora grupa antyklerykalnych wyborców, być może wychowanków urbanowego „Nie” i innych antykatolickich pism. To – wbrew niektórym komentarzom bagatelizującym wygraną Wiosny – duży sukces środowisk homoseksualnych, które ewidentnie nasiliły ofensywę w Polsce, robiąc wszystko, by o nich było głośno. Nie łudźmy się – ich celem jest zniszczenie Kościoła katolickiego, a tym samym cywilizacji europejskiej w Polsce. Mimo tarć, mają one też sojusznika w PO, a generalnie w Koalicji Europejskiej.

  

sobota, 25 maja 2019

Komsomolska czujność, czyli wróg ludu i postępowego ruchu LGBT-coś-tam nie śpi!

Okazuje się, że największa gazeta postępowej inteligencji z dużych miast powinna dostać oznakę Pawki Morozowa. W najbliższą niedzielę komsomolskie piątki będą sprawdzać, czy wrogowie ludu nie brużdżą w kościołach i z notatnikami w ręku będą pilnie słuchać, czy aby księża nie wyłamują się z obowiązku i odczytają list Episkopatu Polski. Donosy pewnie wylądują na biurku redaktora naczelnego, gdzie zostaną podane wnikliwej analizie, a postępowi informatorzy dostaną odznakę wzorowego komsomolca i bezpłatny egzemplarz gazety.

Walka z „czarnymi” przeszła do kolejnego etapu. A mądrość etapu jest taka, że każdy klecha to potencjalny pedofil o konserwatywnych poglądach, który będzie szedł pod prąd postępu postępów. Komsomolskim piątkom z pewnością ochoczo pomogą towarzysze z postępowego ruchu LGBT-coś-tam. Ruch LGBT-coś-tam jest szczególnie oburzony pedofilią wśród kleru, a swoje oburzenie wyraża wyświetlaniem filmów na murach domów, w czym przeszkadza faszystowska policja, która rekwiruje projektory.


piątek, 24 maja 2019

Vyvyan traci głowę, czyli nadchodzi „Nowy Wspaniały Świat”

W latach dziewięćdziesiątych miałem okazję oglądać w Anglii od czasu do czasu serial komediowy „The Young Ones”, który zrealizowano jeszcze w latach osiemdziesiątych. Głupawa ta komedia przedstawiała czwórkę młodych ludzi wynajmujących razem mieszkanie. Każdy z nich reprezentował inną subkulturę młodzieżową. W jednym z odcinków młodzieńcy jechali dokądś pociągiem. Punk Vyvyan idąc przez wagon zwrócił uwagę na tabliczkę przy oknie, na której było napisane: Nie wychylać się! Oczywiście natychmiast wystawił głowę przez okno – bo dlaczego niby nie? – i stracił ją. W następnej scence zobaczyliśmy tułów Vyvyana, który po zatrzymaniu pociągu wyszedł w poszukiwaniu swojej głowy. Znalazłszy ją, zamiast nałożyć z powrotem na kark, zaczął ją kopać jak piłkę.

Współczesna cywilizacja zaczyna coraz bardziej przypominać Vyvyana. Ludziom cywilizacji europejskiej zaczęło się nagle wydawać, że umieszczone tu i ówdzie tabliczki: „Nie wychylaj się”, „Nie wchodź”, „Nie dotykaj” są bezsensowne, a nawet jeśli może w nich być jakiś sens, trzeba to sprawdzić robiąc właśnie to, przed czym te tabliczki ostrzegają. To nic, że za tymi zakazami, ostrzeżeniami i przestrogami stoi mądrość wieków i cywilizacja, jaką na ich przestrzeganiu zbudowano. Lepiej wystawić głowę!

Prawdopodobnie jesteśmy już na etapie (albo jesteśmy go blisko) oderwanej głowy, gdy tułów kręcąc się, próbuje ją po omacku znaleźć. Potem pewnie zacznie ją kopać. A w końcu ją odpowiednio zmumifikuje i umieści w muzeum ciekawostek.

Także w Polsce, będącej do tej pory jeszcze w miarę normalnym miejscem, liczba Vyvyanów zdaje się przyrastać w tempie astronomicznym i o jakim się nawet autorom science-fiction nie śniło.


czwartek, 23 maja 2019

W nadchodzących wyborach oddam głos na Konfederację

Mimo swoich wątpliwości co do niektórych ludzi w Konfederacji, na których prawdopodobnie normalnie bym nie zagłosował, postanowiłem oddać swój głos w wyborach do parlamentu UE właśnie na tę nową siłę na prawicy. To już drugi raz, kiedy nie oddam głosu na PiS. Jakoś nie przerażają mnie ataki na Konfederatów i brednie o „ruskich agentach”. PiS-owi należy się czerwona kartka i postanowiłem w tym roku nie ulegać szantażowi, że jeśli nie zagłosuję na PiS, to wygra lewica.

Pisałem już na tym blogu, że wygrana Zjednoczonej Prawicy w wyborach prawie cztery lata temu mnie cieszyła. W dalszym ciągu uważam, że był to ważny przełom, a kolejne lata tylko potwierdziły, że dobrze się stało. Śmieszą mnie też próby zwracania się przez liderów PO do wyborców PiS-u. Nie miejmy złudzeń – normalny wyborca PiS-u nigdy na PO nie zagłosuje. Prędzej już chyba oddałby głos na skrajnych nacjonalistów, gdyby tacy mieli jakąkolwiek szansę. PO skompromitowała się do cna, a fasada, jaką tworzyła ta partia, już dawno się pokruszyła i rozpadła. Jeśli ktoś tego nie widzi, to jest po prostu bardzo naiwny. Wzięcie na pokład postkomuchów, coraz wyraźniejsze deklaracje o wprowadzaniu związków partnerskich, ukłony w stronę lobby homoseksualnego – to wszystko wyraźnie świadczy o tym, że nie mamy tutaj żadnej „chrześcijańskiej demokracji”, żadnego „Kościoła łagiewnickiego”, ale po prostu coraz radykalniejszą lewicę.

Ale moje sympatie do PiS-u, które żywiłem przez długie lata, nie mogą przesłonić faktu nie wywiązania się z pewnych istotnych obietnic wyborczych i robienia prawicowych wyborców w konia. Uważam zatem, że np. ochrona życia nienarodzonych jest wręcz ważniejsza niż wszelkie projekty poprawiający dobrobyt i zamożność społeczeństwa. Podważanie podstaw cywilizacji europejskiej, a tym jest brak pełnej ochrony nienarodzonych, skończy się wcześniej czy później totalitaryzmem i nie ukryją tego najpiękniejsze słowa o tolerancji i braterstwie. Tchórzostwo PiS-u w tej sprawie jest czymś, co szczególnie mnie bulwersuje. Nie jest to też jedyna kwestia.

Konfederacja nie jest dla mnie ideałem. Gdyby odniosła nawet sukces umożliwiający w przyszłości rządzenie, z pewnością doszłoby do spięć i konfliktów w paru sprawach. Jednak jest tam paru ludzi, na których spokojnie mogę oddać głos. Jest jakaś szansa, że pojawią się tam wcześniej czy później jacyś młodzi, którzy mają poukładane w głowach i może w jakiejś przyszłości, jeśli ta formacja przetrwa, poprowadzą ją do zwycięstwa, broniąc prawdziwej cywilizacji europejskiej i Kościoła katolickiego.
Tymczasem PiS-owi należy się czerwona kartka. Zamiast wstrzymać się od głosu albo głosować z zaciśniętymi zębami na PiS (bo wygra lewica), moim zdaniem lepiej oddać ten głos na Konfederację. Po tych wyborach pomyślimy, co dalej. Może też liderzy Zjednoczonej Prawicy przemyślą sprawę.


środa, 22 maja 2019

Jak blednie gwiazda Polańskiego, czyli Manuela Gretkowska żyje swobodnie

Pisałem już na tym blogu, że zachowania lewaków nie są moim zdaniem „hipokryzją”, tylko mentalnością, którą znakomicie opisał Sienkiewicz w „Pustyni i puszczy”, a którą określa się zatem „moralnością Kalego”. Hipokryzja, to jak podaje słownik PWN: „obłuda, dwulicowość, nieszczerość”, a ci nieszczęśnicy naprawdę, szczerze wierzą w to, co głoszą.

Weźmy taką Manuelę Gretkowską, która wygaduje te swoje bzdury i nie dostrzega, że ma ideologicznie wyprany mózg, w którym podzieliła sobie wygodnie świat według określonych schematów i nie potrafi dostrzec, że coś tu nie styka. Wygaduje jakieś totalne nonsensy, których nasz – obecnie słynny – grubcio-celebryta (wiem – miało już o nim nie być) słucha, niemal spijając jej z ust, i ten dziennikarzyna nawet nie parsknie śmiechem. Gdyby serio przejmował się losem ofiar pedofilów, to od razu wytknąłby jej, że w takim razie pedofile powinni mieć prawo postępować tak, jak dyktuje im natura nieograniczona patriarchalnym zniewoleniem, czy co tam sobie jeszcze pani Gretkowska wyobraziła.

Ale wydaje się, że pani Gretkowska „żyjąc swobodnie”, nie dostrzega, że wygaduje bzdury. Ona to wszystko mówi szczerze i z przekonaniem. Ona pewnie boi się wyjść z domu i z tego auta, w którym udziela wywiadu, bo może jakiś patriarchalnie zniewolony katolik ją dopadnie i będzie grzebał jej w majtkach albo coś.

Hipokrytą może natomiast być właśnie katolik, który głosząc jedno, robi coś innego. Jak ktoś jednak zauważył: „hipokryzja to hołd, jaki cnocie składa występek”. Jeśli ktoś nazwie mnie, katolika, hipokrytą, to nawet się z nim zgodzę, bo bardzo często nie dorastam do tego, co głoszę. Wstyd mi z tego powodu i dlatego się nie obnoszę z moimi przewinami, co z kolei może wiązać się z posądzeniem mnie o hipokryzję. Nigdy jednak nie czuję się tak swobodnie i tak wolny, gdy zmyję to plugastwo z siebie w spowiedzi (mimo że spowiedzi jako takiej nie cierpię). Pani Gretkowska pewnie dorobiłaby do tego zaraz jakąś ideologię i stwierdziła, że w rzeczywistości łudzę się, bo zniewolił mnie opresyjny Kościół.

Pani Manuela Gretkowska natomiast i jej podobni „żyją swobodnie”, więc pewnie nie mają dylematów, że nie dorastają do jakiegoś ideału. Znając historię niektórych takich ludzi, domyślam się, że nienawiść do Kościoła wynika u nich często z chęci zagłuszenia własnego sumienia, które mimo wszystko, mimo całej tej „swobody” pewnie się u nich odzywa.

Ta wyimaginowana „swoboda” pozwala im na ocenienie tego samego zachowania inaczej, w zależności od tego, kogo oceniają. I to jest właśnie ta moralność Kalego, a nie hipokryzja, bo oni przecież nie mają żadnego stałego punktu odniesienia. Nie wiem, jak pani Gretkowska oceniała czy ocenia np. Romana Polańskiego, ale pamiętam innych lewicowych i liberalnych krytyków, reżyserów, aktorów, dziennikarzy, intelektualistów i tym podobnych „autorytetów”, którzy bronili twórcę „Dziecka Rosemary” przed zarzutami o pedofilię. Jeśliby się okazało, że 100% tych obrońców Polańskiego jednocześnie potępia księży pokazanych w głośnym ostatnio filmie, to wcale bym się nie zdziwił.

„Swobodnie” jednak nie żyje najwidoczniej anonimowy komentator rzeczywistości, który dopisał Polańskiemu tytuł „pedofil” w warszawskiej „Alei gwiazd”. Z pewnością jest on „zniewolony” patriarchalnym Kościołem. Być może mózg przytłoczył mu polski patriotyzm.

Gretkowska i jej podobni „intelektualiści” mają swobodne, wolne mózgi i odgrzewają stare kotlety, jakim jest złudzenie o powrocie do swobody i szczęśliwości człowieka pierwotnego sprzed wieków, i nawet tego nie dostrzegają, jak bardzo są anachroniczni. No cóż, ale w końcu moralność Kalego to moralność człowieka pierwotnego...


wtorek, 21 maja 2019

„Progresywnie” do mroków barbarzyństwa

Vincent Lambert uratowany. Przynajmniej na jakiś czas… Ale nie wiadomo, jak długo niestety. To dobra wiadomość, bo choć na chwilę cywilizacja śmierci przegrała.

Niedawno pisałem, że Jerzy Buzek chyba chlapnął coś, co media prawicowe przeoczyły, a mianowicie, jaki jest plan PO dla Polski: wprowadzanie „oświecenia” stopniowo. „To trzeba robić stopniowo” powinno być na czołówkach wszystkich portali prawicowych, bo wygląda na to, że Buzek zdradził strategię tych lepszych – z miast, z wyższym wykształceniem, rozumnych, którzy teraz zbratali się z postkomuchami, wciągając ich na pokład, zamiast dać zatonąć.

Dlaczego o tym piszę, bo pewien szum wywołała w ostatni łykend wypowiedź Rafała Grupińskiego o tym, że największa partia opozycyjna „nie może wszystkich swoich zamiarów zdradzać Polakom, bo ich pogonią” – jak pisze portal wPolityce. Dotyczy to także tzw. „związków partnerskich”. Oni chcą działać „progresywnie”. Taka to „chrześcijańska demokracja”, taki to „Kościół Łagiewnicki”.

Buzek więc mówi o działaniu „stopniowym”, a Grupiński o „progresywnym”. A to nie oznacza nic innego, jak tylko stopniowe, progresywne oswajanie Polaków z Sodomą i Gomorą, a także z przypadkami podobnymi do przypadku Vincenta Lamberta, czyli z wprowadzaniem do Polski barbarzyństwa i likwidacji tego, czego zlikwidować się nie udało ich partnerom w wyborach – komuchom, a mianowicie: cywilizacji chrześcijańskiej, która oznacza prawdziwą cywilizację europejską, a nie tę atrapę i imitację, jaką różnej maści lewicowcy i liberałowie usiłują budować.


poniedziałek, 20 maja 2019

Hitler patronem współczesnej Europy?

Wygląda na to, że tak. Europa, która odrzuca odwołanie do chrześcijaństwa i Boga, stacza się w coraz większe barbarzyństwo, negując cały swój dorobek, przecząc swemu dziedzictwu, tradycji, kulturze. Coraz bliżej jej do hitlerowskich Niemiec niż do średniowiecznej Civitas Christiana.

Oto w majestacie prawa skazuje się kolejnego człowieka na śmierć, odmawiając podawania mu pożywienia, czyli po prostu zagładzając go na śmierć. Naziści nie mieli litości dla słabych, upośledzonych, reprezentujących inną rasę. Współczesna Europa też nie ma litości dla słabych, starych, schorowanych. Vincent Lambert zostanie zagłodzony tak, jak zagłodzony został np. ojciec Maksymilian Kolbe.

Nie chcę przez to powiedzieć, że Vincent Lambert jest świętym. Być może jest i nawet o tym nie wiemy. Ale skojarzenia nasuwają się same. Ojciec Maksymilian Kolbe został zagłodzony w celi w obozie koncentracyjnym. Vincent Lambert zostanie zagłodzony w szpitalu. Nie wiem, czy wstrzykną mu fenol, jeśli będzie żył za długo czy po prostu spokojnie poczekają, aż umrze. Współczesna barbaria zajmuje coraz większe połacie Europy. Najpierw świat obserwował, jak mordowano dwóch chłopców w Wielkiej Brytanii, teraz będzie obserwować, jak mordują dorosłego człowieka we Francji.


sobota, 18 maja 2019

„Jak pokazać kilku zbirów...”

Czyli ks. Oko o filmie Sekielskich. I chyba wystarczy tego festiwalu „niezależnego” dziennikarza. Jeśli będę coś jeszcze pisał o tej sprawie, to postaram się już nie robić reklamy panu redaktorowi. A czytelników zachęcam do sięgania po niezależne media. Jest jeszcze inny świat poza telewizją publiczną, poza tefałenami i „Gazetą Polską”, poza „złonetem” i „Niezależną”. Radio „Wnet” to jedno z takich mediów.


czwartek, 16 maja 2019

Homobolszewia w natarciu

To, że w Polsce, kraju, który przeszedł gehennę dwóch totalitaryzmów, mogą rodzić się w głowach takie pomysły, wciąż jednak nie może mi pomieścić się w głowie. Czy już wymarło pokolenie, które tamte czasy pamięta, czy po prostu głupota jest wiecznie żywa i niepodatna na wszelkie racjonalne argumenty? Historia magistra vitae non est. Zdecydowanie nie. A o jakie pomysły chodzi? Poczytajcie sobie, Państwo, tutaj.


Po co komu Sekielski?

I ponownie: nie będę wypowiadał się o samym filmie Tomasza Sekielskiego, bo mając na głowie ostatnio inne sprawy, nie miałem czasu, aby oglądać ponad dwugodzinny program. Zerkam jednak od czasu do czasu do Internetu i widzę, co się dzieje. Powtórzę: trudno mi uznać czystość intencji autora. Musiałby być totalnym głupcem, by nie rozumieć tego, że jego film wpisuje się w kampanię wyborczą. Gdyby więc miał na celu dobro ofiar, wybrałby inny termin premiery.

Druga sprawa: coraz więcej spływa informacji o skali manipulacji i przemilczeń autora. A to okazuje się, że przedstawieni złoczyńcy byli TW, o czym twórca w filmie się ponoć nie zająknął. A to znowuż czytam, że przemilczał fakt, iż przełożonym jakiegoś zwyrodnialca był liberalny ksiądz, ulubieniec salonu. A teraz okazuje się, że filmował w jednej parafii pedofila w duchownych szatkach, ale nie poinformował o tym proboszcza, który zaprosił tegoż zboczeńca bez wiedzy o jego mrocznej przeszłości. Taka to „rzetelność” dziennikarska.

Trzecia kwestia to wykorzystanie tegoż filmu przez tych, którzy raczej powinni milczeć, a zachowują się jak złodziej, który najgłośniej krzyczy: „Łapać złodzieja!”, by odwrócić od siebie uwagę. Trudno mi bowiem uznać, by promotorzy degrengolady moralnej i wprowadzania deprawacji do szkół byli akurat najodpowiedniejszymi promotorami produkcji o pedofilii.

Swoją drogą czekam na takiego bohaterskiego redaktora, filmowca, reportera, który zainteresuje się właśnie tym środowiskiem. Kapusta murowana, bo nie wierzę, by ludziska nie chcieli obejrzeć filmu o plugastwie i zepsuciu światka homoseksualnego. Proponuję na przykład zbadanie sprawy, jak to się stało, że niegdysiejszy współautor skandalizującej książki o słynnym Elektryku, jest teraz jego obrońcą i okazuje się mieć „męża” (a może „żonę”?). Albo: co zrobił pierwszy jawny homoseksualny prezydent miasta w Polsce z aferą pedofilską w urzędzie? A może z ukrytą kamerą pośledzić poczynania słynnego niegdyś pisarza, który przyozdobił się na imprezkę symbolem SS?

Nim taki film powstanie, nie negując zaniedbań w Kościele w walce z pedofilią, zastanówmy się tymczasem: Po co komu Sekielski?


poniedziałek, 13 maja 2019

O filmie Sekielskiego...

się nie wypowiem. Dziwnie mi się to jednak zbiega z kampanią wyborczą, nową homoseksualną partią, ewidentnym nasileniem kampanii homobolszewickiej i bluźnierczymi atakami na Kościół. Nie mam do Sekielskiego zaufania i nie wierzę w jego czyste intencje, ale przede wszystkim nie oglądałem jego najnowszej produkcji. Jeśli/kiedy obejrzę, może parę słów napiszę.


sobota, 11 maja 2019

Co mogą biskupi i księża?

Czyli budzący optymizm film z małej Łotwy, który pokazuje, że jeśli tylko duchowni chcą wykazać się inicjatywą, mogą wiele zdziałać w obronie cywilizacji europejskiej i wpłynąć na polityków. U nas niestety często w kluczowych sprawach hierarchia zdaje się milczeć, zamiast dać do zrozumienia „konserwatywnym” politykom, że narażają się na ekskomunikę. W moim rodzinnym Wrocławiu w dalszym ciągu nie widać zdecydowanej reakcji arcybiskupa na dofinansowywanie in vitro z kieszeni podatnika.

Materiał jest również budujący pod tym względem, że daje świadectwo silnej wiary. Aż chciałoby się prosić o więcej. Wideo „Siła biskupów, siła Kościoła. Jak na Łotwie gender zatrzymano” można obejrzeć na stronie PChTV.


piątek, 10 maja 2019

Nienasycenie

„(...) Tylko wola zadaje mękę człowiekowi. Ponieważ słudzy moi wyzbyli się swojej woli, by przyoblec się moją, nie czują męki naprawdę przygnębiającej i są nasyceni, gdyż czują mą obecność w swej duszy przez łaskę. Lecz ci, którzy Mnie nie posiadają, nie mogą być nasyceni, choćby posiedli cały świat, gdyż rzeczy stworzone są mniejsze niż człowiek; są bowiem stworzone dla człowieka, nie człowiek dla nich. Nie mogą więc być przez nie nasyceni. Tylko Ja mogę ich nasycić. Przeto ci biedacy, tkwiąc w takiej ślepocie, zawsze są głodni; nigdy się nie mogą nasycić, ciągle pożądają tego, czego nie mogą posiąść, bo nie proszą o to Mnie, który mogę im to dać.

Chcesz wiedzieć, czemu cierpią? Wiesz, jakie miłość zawsze zadaje cierpienie, gdy człowiek traci coś, z czym się utożsamił. Tamci utożsamili się przez miłość z ziemią w różny sposób; stali się ziemią”.

(...)

Teraz widzisz, jak mylą się i z jaką męką idą do piekła, stając się męczennikiem diabła. I cóż ich oślepia? Chmura miłości własnej, leżąca na źrenicy światła wiary. Widziałaś, jak udręczenia i prześladowania świata, skądkolwiek przychodzą, dotykają sługi moje na ciele, nie mącąc ich ducha, gdyż są pojednani z wolą moją; przeto chętnie cierpią dla Mnie.
Słudzy świata trapieni są jednak wewnątrz i zewnątrz, a zwłaszcza wewnątrz, przez strach, aby nie stracić tego, co posiadają, i przez miłość, która każe im pożądać tego, czego nie mogą mieć. Z tych dwóch cierpień wypływają wszystkie inne, których język nie byłby zdolny opowiedzieć. Widzisz więc, że nawet w tym życiu lepszą cząstkę mają sprawiedliwi niż grzesznicy”.


Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Opatrzności Bożej, tłum. Leopold Staff

czwartek, 9 maja 2019

Lewica i mentalność Kalego

O hipokryzji lewicy można by napisać tomy. Niemal każdy dzień przynosi tego przykłady. Jedne większej, inne mniejszej skali. Zresztą trudno tak naprawdę chyba mówić tu o hipokryzji. Przecież oni nie mają żadnych trwałych punktów odniesienia albo te punkty odniesienia zostają przestawione, jeśli okazuje się, że wadzą w „postępie” lub „Duch Czasu” uzna je za anachroniczne. Jest to raczej mentalność Kalego tak znakomicie opisana przez Henryka Sienkiewicza. Tych ludzi trzeba po prostu albo nawrócić, albo modlić się o ich nawrócenie, jeśli stawiają opór.

Ta mentalność Kalego jest w istocie mentalnością ludzi niedojrzałych, ludzi, którym wszystko się należy, których interesuje jedynie własne „ja”, którzy może mają jakieś instynktowne przejawy dobra lub pozory dobra. Oni może nawet w swej niedojrzałości sądzą, że postępują dobrze, nawet wówczas, kiedy szydzą z tego, co święte dla innych. Może nawet szczerze wierzą w to, co głoszą. Może szczerze sądzą, że ich pomysły przyniosą innym również dobro. Ale w swej dziecinnej naiwności lub głupocie nie widzą, że realizacja ich idiotyzmów może jedynie przynieść zarówno innym, jak i im samym krzywdę. Jak głupiutkie dzieci, dla których raj to stół zastawiony lodami i słodyczami.

Przykład tej mentalności Kalego z dnia dzisiejszego: oto Amnesty International broni bluźnierczej prowokatorki. Amnesty International walczy o „prawa człowieka”. A jakże! Tyle tylko, że walczy o te prawa dość wybiórczo. Nie wszyscy zasługują na to, by załapać się na wsparcie tej organizacji. Wątpię, by na przykład członkowie tej organizacji wstawili się kiedykolwiek za jakimś pro-liferem. Nie sądzę też, by obchodził ich los nienarodzonych dzieci szlachtowanych w sterylnych rzeźniach, które dofinansowywane są z budżetu państwa, czyli z kieszeni podatnika. Ale – żeby podać konkretny przypadek – wystarczy przypomnieć tragiczny los Alfiego Evansa. I reakcję Amnesty International wówczas. Mieli „za mało danych”, by podjąć działanie. Łamano prawo dziecka do życia. Łamano prawo rodziców do opieki nad własnym dzieckiem. A oni mieli „za mało danych”!