środa, 28 października 2009

Gdy się lata za forsą,

 nie starcza czasu na myślenie (czytanie, chodzenie do teatru i parę innych rzeczy). Strasznie wyjaławiające doświadczenie.

wtorek, 27 października 2009

Polscy politycy chrześcijańscy to cieniasy

Nie wszyscy, ale część z nich na pewno. Jeden z przykładów mamy obecnie na portalu „Frondy”.

Może po prostu owym politykom brakuje odwagi, by stanowczo i jednoznacznie publicznie głosić i w praktyce realizować to, w co ponoć wierzą? Nie wiem. Nie rozumiem jednak, jak można zawieszać przed wejściem do urzędu państwowego lub Sejmu swoje sumienie na haczyku w szatni, by potem wskazać np. klinikę wykonującą aborcję lub migać się przed jednoznacznym odrzuceniem ustawy, która jest niezgodna z nauką Kościoła i nie poprzeć tej, która w każdym punkcie się z tą nauką zgadza.

Gdy trzeba zdobyć głosy w wyborach do Sejmu i Senatu, większość polityków przyznaje się nie tylko do chrześcijaństwa, ale do tego, że są wiernymi synami i córkami Kościoła katolickiego. Potem okazuje się, że w polskim parlamencie zdominowanym przez partie, które wręcz określają się jako chrześcijańsko-demokratyczne, kwestia przeforsowania ustawy zakazującej in-vitro jest problemem. Albo więc owi szanowni posłowie i posłanki robią nas w konia albo po prostu są na bakier z nauką moralną Kościoła.

Myśląc o tym wszystkim coraz bardziej przekonuję się do jednomandatowych okręgów wyborczych. Miałbym wówczas możliwość zagłosowania z czystym sumieniem nie na partię, ale na osobę, która faktycznie broni i realizuje wartości, jakie wypisuje na swoich sztandarach wyborczych.

piątek, 23 października 2009

Z życia mikrobów XII – Chiński sprzedawca jaj i zadyma

Z górami, za lasami doszło w pewnym dużym mieście w niewielkim państwie, które już dawno straciło ambicje bycia wielkim, do rozruchów czyli tak zwanej „zadymy”. Zadyma ruszyła historyczną trasą, jaką szła pewna demonstracja przed wielu, wielu laty, kiedy ową krainą rządził jeszcze smok. Smoka zabito, a może zdechł, smród natomiast do tej pory jeszcze unosi się nad łąkami, lasami i górami owej krainy, choć niektórzy twierdzą, że go nie czuć. A czuć, czuć.

Krótką relację z zadymy oglądałem przez przypadek w telewizji, której z reguły nie oglądam, bo nie mam, więc nie wykluczone, że wszystko to jest tylko wytworem mojej chorej wyobraźni. Pośród kłębów dymu i płomieni pojawił się przedstawiciel uciskanej klasy robotniczej i powiedział coś o tym, że rząd powinien dać im pracę. Rząd przemieszczający Rysie-Pysie i inne Zbysie na z góry upatrzone pozycje pewnie roztkliwił się tą opinią, wykrztuszoną pośród gryzącego dymu, równie mocno jak ja sam. Wzruszyłem się zaś niepomiernie, gdyż wyobraziłem sobie, jak rząd zastanawia się i obraduje, czy dać temu panu pracę przy obsłudze jednorękich bandytów czy może wysłać go na zagraniczną placówkę. Ja sam, gdybym mieszkał w owej krainie (a nie mieszkam, a przynajmniej nic nie pamiętam i nic na ten temat wiedzieć nie chcę, i nic nie widziałem, bo tu tylko sprzątam) chciałbym, aby ów rząd dał mi święty spokój i trzymał się ode mnie, mojej rodziny, forsy i paru innych rzeczy (których teraz nie pomnę, bo mam dobrą, ale krótką pamięć) z daleka.

środa, 21 października 2009

Kto świnia, a kto człowiek?

„Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim”.
(G. Orwel, Folwark zwierzęcy, tłum. Bartłomiej Zborski)

Ten cytat nieustannie mi się przypomina, ilekroć oglądam zdjęcia naszej „elytki”. Może on też posłużyć za komentarz do artykułu popełnionego przez skądinąd inteligentnego dziennikarza, Piotra Skwiecińskiego.

Od siebie jednak dodam jeszcze jedno: Jeśli zdecydujecie się na taki „historyczny kompromis”, to wiecie co? Pocałujcie mnie w dupę! Ja na tego komucha głosować nie będę na pewno.

wtorek, 20 października 2009

No i masz ci los! A gdzie Nobel?

Człowiek sobie myślał, że XX-wieczna hierarchia poetycka została już mniej więcej ustalona, a tu Mistrz z Matarni powiada: T.S. Eliot, Cz. Miłosz, J. Brodski? – Tak! Z. Herbert? – jak najbardziej. Ale największy z nich wszystkich jest Bohuslav Reynek! Ot co!

No i masz ci zagwodzkę! To ja teraz proszę o więcej informacji i wiersze tegoż wybitnego zapewne (piszę bez ironii) poety i artysty.

W bardzo ciekawej antologii czeskiej poezji metafizycznej „Na ostrzu płomienia”, wydanej swego czasu przez „W drodze”, w opracowaniu i tłumaczeniu Andrzeja Babuchowskiego, można znaleźć tylko trzy krótkie prozy poetyckie Reyneka (Reynka?) i to wszystko. Te trzy kawałki są piękne i owszem, ale to tylko fragmencik twórczości tego, jak zdaje się interesującego twórcy, który represjonowany przez komunistów zmarł w biedzie. Można jeszcze znaleźć ładny krótki „Wiersz dla kukułki” w tłumaczeniu już wspomnianego Andrzeja Babuchowskiego i to chyba wszystko, co się da po polsku wyłowić z sieci. Brak nawet notki w naszym języku w Wkipedii. Nieco więcej po angielsku. Można również obejrzeć w Interncie reprodukcje grafiki Reyneka.

Czy pojawi się teraz jakiś wybór poezji tego autora, z posłowiem Wencla? A może Mistrz sam się pokusi i przetłumaczy na polski garść wierszy?

Ciekawe też, czy książka „Podzimni motyli”, ostatni tom poetycki Reyneka, był inspiracją dla najnowszego zbiorku autora „Imago mundi”? Tak, tak, już się dowiedziałem – „podzimni” znaczy „jesienne”, ale poza tym brzmi podobnie. No i te motyle!

Hm, pytania mnożą się jak króliki.

niedziela, 18 października 2009

Z życia mikrobów XI – Lark, a nie Larkin. Też zresztą poeta

W pewnym kraju za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, gdzie liberalne czy też libertyńskie gazety troszczą się o Kościół bardziej niż sam papież, pewien emerytowany ksiądz, jeśli dobrze pomnę o nazwisku Joseph Lark, postanowił pokazać, że jeszcze nadąża za demonem, tzn. duchem czasu i zaczął pleść duby smalone o równouprawnieniu kobiet w Kościele. Księdzu Josephowi zamarzyło się widocznie, że będzie odprawiać Mszę św. z księżniczką, tzn. z księżczyką czy jakoś tak.

Ksiądz Lark zapomniał tylko o jednym drobnym fakcie, że Chrystus mówił o „królestwie Bożym”, a nie o „republice Bożej”. A w królestwie... no cóż... równouprawnienia nie ma, choć wszyscy są równi w oczach Boga.

Aha, nie pomyślałem. Może przecież być i tak, że Chrystusowi marzyła się republika Boża, ale tak się przeraźliwie wystraszył ówczesnej monarchicznej mentalności, że przebąkiwał o tej republice co nieco tylko w gronie najbliższych i najbardziej zaufanych. Bodaj św. Janowi coś ostrożnie wspomniał, ale ten, nie w ciemię bity, roztropnie to w swojej Ewangelii pominął.

piątek, 16 października 2009

Chwile radości w deszczu,

gdy kompozycja Pawła Szymańskiego „Compartment 2, Car 7” otworzyła nagle przede mną jakiś wymiar rzeczywistości, którego w codziennym zaganianiu się nie dostrzega. Jadąc samochodem słuchałem, jak często mi się zdarza, Dwójki. I oto korek, codzienne zmartwienia, ciągłe przeliczanie forsy w tę i we w tę, kombinowanie, co dalej, przestały znaczyć. Po prawej stronie Park Południowy otwierał się, a w zasadzie prześwitywał pomiędzy, przesuwał się powoli za szybą auta, jak zaczarowany ogród skąpany w kroplach deszczu. Pochmurne niebo i te cudowne barwy jesieni (wśród nich jeszcze sporo zieleni), bez których nie mógłbym chyba żyć w żadnych tropikach, nabrały intensywności. Plamy żółci, złota, delikatnych brązów ujrzane na tle szarych chmur nad ulicą w kontraście z ciemną, niemal czarną zielenią, krople deszczu cieknące po szybach, kapiące z liści, porażały wręcz swym niesamowitym pięknem, zdawały się uchylać rąbka jakiejś oszałamiającej tajemnicy.

poniedziałek, 12 października 2009

niedziela, 11 października 2009

"Co za syf..."

- śpiewał Kazik w piosence "Polska płonie". Wystarczy tylko zmienić wideo, dodać parę buziek kochających nas polityków obywatelskich i wszystko będzie pasować. Może sam Kazik pokusiłby się o nową wersję?

A nim Kazik lub inny Kukiz skomentuje rzeczywistość w piosence. Polecam felieton Ziemkiewicza z "Rzeczpospolitej": "«Drukarka WSI» moralizuje i poucza".

Pytanie, czy teraz po wykopaniu Kamińskiego ktoś weźmie się za "Rzeczpospolitą" i wreszcie zapanuje "porządek" nad Wisłą?

Aha, byłbym zapomniał, trzeba jeszcze rozwalić IPN. A wówczas: koniec zgromadzenia, wracajcie do pracy, a politykę, biznes i historię zostawcie "prawdziwym specom".

sobota, 10 października 2009

Za całokształt

- Kłapousiu, Kłapousiu! Dostałeś nagrodę!

- Jaką znowu nagrodę? – Kłapouchy popatrzył z niepokojem na Prosiaczka, który się zasapał pędząc przez Stumilowy Las. Ten tym razem jednak nie miał żadnych mokrych szmatek ani baloników, które się pękły. – Nic nie dostałem, chyba ci się coś pomyliło.

- Krzyś ci wszystko wyjaśni! Już tu idzie!

Faktycznie, ze ścieżki było słychać ożywione głosy i oto pojawił się Krzyś na czele pochodu. Przed sobą niósł dumnie jakiś patyk. Za nim toczył się Kubuś Puchatek i reszta zwierzątek, a na samym końcu szli wszyscy krewni i znajomi Królika.

Krzyś zatrzymał się przed Kłapouchym dając znak ręką, by się uciszono. Tygrysek się zagapił i wpadł na Kubusia Puchatka, który z trudem utrzymał równowagę. A miał powody, by ją utrzymywać. W łapkach trzymał właśnie co otwartą baryłeczkę miodu.

- Drogi Kłapouchy! Niniejszym chciałbym uroczyście ogłosić, że w dniu dzisiejszym przyznajemy ci nagrodę! – Krzyś z powagą wbił trzymany patyk w ziemię tuż przed osiołkiem.

- Ale za co? – Kłapouchy nieufnie popatrzył na całe zgromadzenie.

- Przyznajemy ci nagrodę za... za... – wszystkie zwierzątka z napięciem spojrzały na Krzysia. – za... za...

Napięcie narastało. Nawet rozgadane tyły umilkły.

- za... CAŁOKSZTAŁT! – z triumfem obwieścił wreszcie Krzyś. – Rozległy się oklaski i okrzyki radości.

- Nagroda za cało-kształt, za cało-kształt – entuzjazmował się Prosiaczek wesoło podskakując wokół Kłapouchego.

- Za cało - what?! – Tygrysek wydawał się zdezorientowany, ale wśród powszechnego rozgwaru nikt się nim nie przejmował. Jedynie jakiś niewielki krewny lub może raczej znajomy Królika, chcąc wszystko lepiej zobaczyć i zapamiętać, próbował się dopchać do przodu i właśnie przez nieuwagę nadepnął Tygryskowi na ogonek.

Kłapouchy ze spuszczoną głową przyglądał się wbitemu w ziemię kijkowi.

- Nie powiem, jestem wzruszony – wykrztusił po chwili ponuro.

środa, 7 października 2009

Z życia mikrobów X – muchołapek lepki czar

Pewien premier pewnego kraju (nie pomnę – z Afryki czy Ameryki Środkowej) postanowił porzucić politykę miłowania nieprzyjaciół i zabezpieczyć swój kraj „przed działaniami mającymi charakter politycznych pułapek na zlecenie opozycji”. „Polityczne pułapki” polegały na tym, że wykryto aferę, w której ponoć chodziło o wspólne kręcenie lodów przez polityków i biznesmenów. Jednocześnie ów dżentelmen, przesunąwszy część swoich oddziałów na z góry upatrzone pozycje, postanowił ściąć głowę przynoszącego złe nowiny (w końcu nikt nie lubi złych nowin, więc nie ma mu się co dziwić).

Mało mnie obchodzi jakiś kraik z Trzeciego Świata. Pomyślało mi się jednak przy tej okazji, że gdybym tam żył, znacznie bardziej martwiłbym się sytuacją, w której nikt nie zastawia owych „politycznych pułapek na zlecenie opozycji”, a biznesmeni i politycy spokojnie kręcą sobie lody, pogrywają jednorękimi bandytami i nie czują nawet potrzeby, by to ukrywać chodząc na spacery cmentarną aleją. W końcu, jeśli ktoś ma zdrowe zasady moralne i potrafi oprzeć się pokusom, takich „politycznych pułapek” nie ma się co obawiać. A ci, którzy dają się w nie wciągnąć przez rozmowy z wątpliwymi typami, nie powinni być urzędnikami państwowymi opłacanymi z pieniędzy podatników.

Na szczęście nie żyję w jakimś kraiku Trzeciego Świata.

Znaki czasów

Słupki sondażowe zastępują kręgosłup moralny.

niedziela, 4 października 2009

Po prostu świetna...

inscenizacja "Króla Leara" w Teatrze Współczesnym. Obecnie nr 1 na mojej liście przedstawień teatralnych tego roku. To po prostu trzeba zobaczyć.

Więcej na ten temat pewnie skrobnę wkrótce.

piątek, 2 października 2009

Jan Sebastian na jesienne słoty

Moje małe wielkie odkrycie to „Koncerty brandenburskie” Jana Sebastiana Bacha. Doskonale mi pasują do jesiennej aury. Szare, zachmurzone niskie niebo przy tej muzyce jest po prostu piękne.

czwartek, 1 października 2009

Z życia mikrobów IX – Rysie pysie

„Nawet jeśli są to niefortunne rozmowy, to nie może być tak, że prywatna rozmowa jest podstawą do formułowania zarzutów” – powiedział pewien zamieszany, tzn. zmieszany członek znalazłszy się nagle (wbrew swojej woli) w centrum uwagi.

Oczywiście, że nie może tak być. „Podstawą do formułowania zarzutów” powinna być tylko rozmowa oficjalna, a stosowne służby winny wystąpić na piśmie o zgodę na jej nagrywanie u obu (lub kilku, jeśli na kręcenie lodów jest więcej chętnych) zainteresowanych stron.

Jesień, dobry czas na jazz


Posted by Picasa