piątek, 27 lipca 2018

Z życia mikrobów XXVIII: Lempart, a może lampart?


Przeglądając wiadomości z wczorajszych protestów przeciwko zmianom w sądownictwie odczuwałem na przemian rozbawienie i zdumienie. Rozbawienie – gdyż widziałem ludzi sfrustrowanych, którym brak argumentów i jedyne, na co ich stać, to wulgaryzmy i chamstwo. Zdumienie – gdyż gdyby to ktoś wymyślił i umieścił na przykład w filmie, uznałbym to za bardzo dalekie od rzeczywistości, a autora potraktowałbym jak wariata.


Oto młodzieńcy skaczą, skandują wulgarne hasła i krzyczą do potulnych jak baranki policjantów: „ZOMO!”. Domyślam się, że Gestapo z kolei kojarzy się im z eleganckimi mundurami i pejczami używanymi do sesji sado-maso.


Oto wulgarny stwór wrzeszczy na policjanta, który po prostu próbuje obok niego przejść w tłumie, że on (stwór) ma prawo tam stać.


Oto ktoś maluje wulgaryzmy na ulicy, a potem się dziwi, że policja próbuje go powstrzymać. Lepiej! Takiego wandala bronią posłowie opozycji!


Oto polityk oskarżony o korupcję bredzi coś o „antyeuropejskim” rządzie, który sądzi bohaterów z czasów komuny. Tak jakby bohaterstwo z dawnych czasów dawało już odwieczny immunitet i stawiało bohatera poza wszelkim prawem – być może mówca chciałby taki immunitet dla siebie samego.


No cóż, gdzie rozum śpi, tam ponoć rodzą się demony. Być może dlatego targają one ciałem córki znanej aktorki, co można zobaczyć tutaj (tylko trzymajcie się mocno krzeseł, by nie spaść). Egzorcysta faktycznie potrzebny od zaraz.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza