wtorek, 2 stycznia 2018

Wątły intelekt, czyli czy alkoholik wie, że jest alkoholikiem?


Wspomniałem w swoim ostatnim wpisie w zeszłym roku, że bluzg jest czymś, co nieodłącznie kojarzy się od jakiegoś czasu z tzw. „inteligencją”. Nie trzeba było czekać długo i taki „inteligentny” inaczej dał tego znakomity przykład.

Ciekawe, że tego typu ludzie zazwyczaj używają określeń pod adresem swoich przeciwników, które znakomicie pasują do nich samych. Z czymże bowiem mamy tutaj do czynienia, jak nie z „rynsztokiem”?

Taki popis cienkiego, a nawet dość „wątłego” intelektu przywodzi na myśl jako żywo alkoholików, którzy kpią z... alkoholizmu, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, że sami mają problem z piciem wyskokowych trunków. Różnica może jest tylko taka, że w tym przypadku to problem ma głównie sam rzucający bluzgiem.


środa, 27 grudnia 2017

Kolejny koniec komunizmu w Polsce


Minister Błaszczak obwieścił, że wraz z podpisaniem ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym skończył się w Polsce komunizm. Przypomina to oczywiście scenę, kiedy drżącym głosem dawno temu pewna znana aktorka obwieściła światu z telewizji koniec komunizmu.

Choć minister Błaszczak ma większe prawo do użycia tych słów niż owa aktorka (wówczas chyba niewiele osób potraktowało jej wypowiedź całkiem serio), to pozwolę sobie zachować daleko posunięty sceptycyzm. Nie dlatego, bym chciał się wpisywać w nakręcaną ewidentnie z Zachodu i ze Wschodu, ale też przez „użytecznych idiotów” w Polsce, histerię, jakoby nadciągała jakaś dyktatura czy że rządy PiS to rządy bolszewickie (jeśli już, to dużo więcej z bolszewią mieli wspólnego towarzysze z PO, a także ci, którzy pod Sejmem dziś protestują). Mam po prostu wątpliwości, czy ta reforma położy ostateczny kres złogom komunizmu. Raczej usunie kolejny potężny relikt tamtej epoki. Ale tych reliktów jest po prostu jeszcze sporo. A dość potężna ich dawka tkwi w mentalności żyjącej w Polsce tzw. „inteligencji” wychowanej na strawie serwowanej im przez post-komunistyczne media, a zwłaszcza pewien dziennik postępowej, „europejskiej”, wykształconej na uniwersytetach „inteligencji” z dużych miast.

Jeśli już o reliktach mowa, to wspomniana aktorka dała właśnie przykład takiej mentalności sypiąc bluzgiem pod adresem ministra Błaszczaka. Zadziwiające, że w dzisiejszej Polsce bluzg nieodmiennie kojarzy się z tzw. „inteligencją”. Im naprawdę ciężko odnaleźć się w nowej rzeczywistości, stąd ogólna nerwowość, wściekłość i wrzask. Chyba trzeba odczekać te czterdzieści lat, by wreszcie wejść do Ziemi Obiecanej. Pewnie już nie dożyję.

środa, 25 października 2017

O Lutrze bez retuszu


Już wkrótce okrągła, bo pięćsetna, rocznica tragicznego w skutkach wystąpienia Marcina Lutra. Grzegorz Braun właśnie kończy swój najnowszy film dokumentalny poświęcony twórcy reformacji. Wszelkie obchody tej tragedii z udziałem dostojników Kościoła katolickiego, to moim zdaniem głębokie nieporozumienie. Tym bardziej należy szerzyć wiedzę i wspierać inicjatywy takie, jak film reżysera „Marszu wyzwolicieli”.
Premiera już 12 listopada. Z pewnością warto będzie zobaczyć.

sobota, 21 października 2017

Od islamu wybaw nas, Panie!


Niektóre media ekscytują się odpowiedzią, jakiej udzielił Cezary Pazura (atakowany przez postępowych celebrytów za udział w Różańcu do granic) prof. Jerzemu Stuhrowi. Oczywiście Cezary Pazura ma prawo prostować błędne i przekłamane informacje na swój temat (tym bardziej, jeśli przypisanych mu słów nie wypowiedział) i po swojemu rozumieć modlitwę. 

Mam jednak pytanie: Czy modlitwa przeciwko islamizacji, przeciwko temu, „żeby islamu w Polsce nie było”, faktycznie jest „bluźnierstwem”, jak chce znany aktor i reżyser? 

Modlimy się: „od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas, Panie”. Islam to religia wojny, wbrew temu, co głoszą sami jego wyznawcy. Czy zatem, jeśli będziemy modlić się np.: „Od islamu wybaw nas, Panie”, to popełniamy grzech bluźnierstwa? Wolne żarty!

środa, 18 października 2017

Srogość prymasa


Chciałbym, aby prymas Polski, tak jak w swojej wypowiedzi o problemie imigracji, był równie stanowczy w swoich wystąpieniach na temat polityków, którzy określają się jako katolicy, przystępują do Komunii św., a jednocześnie sieją zgorszenie i zamęt popierając aborcję, in vitro czy tzw. „małżeństwa” homoseksualne. 

Chciałbym, aby nasz prymas surowo potępił hipokryzję takich polityków – a także księży! –  by zawołał: „Nie udzielę Komunii świętej politykom, którzy popierają zbrodnicze ustawodawstwo! Nie pozwolę na świętokradztwo!” 

Jakoś nie przypominam sobie takiej reakcji arcybiskupa Wojciecha Polaka. Ale może media po prostu nie nagłośniły? Może za mało czytam? A może łatwiej przytulić emigranta?

poniedziałek, 2 października 2017

Jutro obrończynie wyjdą na ulice


Będą bronić prawa do mordowania. Tych najbardziej niewinnych z niewinnych, bo jeszcze nienarodzonych.

Czarne anioły, szwadrony śmierci w spódnicach. Z parasolkami.

Już słychać chichot diabła.

sobota, 30 września 2017

Prawicowi dziennikarze wiedzą lepiej od Pana Boga


Zadziwiają mnie tzw. „prawicowi” dziennikarze, którzy przeciwstawiają się zakazowi handlu w niedzielę, czerniąc papier, dwojąc się i trojąc w obronie otwartych supermarketów, jakby nie było lepszych spraw.

Oczywiście mogą krytykować niespójności w proponowanym projekcie, a nawet zarzucać pomysłodawcom hipokryzję i tuczenie się na związkowych składkach. Albo rozczulać się nad tym, że otwarte supermarkety umożliwiają rodzinom wyjście z domu na lody i ciastko, inaczej spędzałyby je w przed komputerem i telewizorem (albo - o zgrozo! - może nawet niektórzy sięgnęliby po książkę lub co gorsza Biblię!).

Pytanie moje jednak jest proste: A co z trzecim przykazaniem Dekalogu? Pan Bóg też nie wiedział, co jest dla ludzi dobre? Czy może dla tych „prawicowych” dziennikarzy Dekalog to tylko taka legenda, coś w rodzaju mitów greckich – istotny składnik kultury europejskiej, ale traktować go serio nie trzeba? Nikt przecież nie będzie trzymał się jakichś „nieżyciowych” praw danych jakiemuś Żydowi przed paroma tysiącami lat na kamiennych tablicach, prawda?


niedziela, 23 lipca 2017

piątek, 9 czerwca 2017

Kolczyk w uchu Ezry Pounda i „dziarana” Europa


W swojej biografii Hilairego Belloca „Old Thunder” Joseph Pearce opisuje w pewnym momencie pojedynek poetycki, w jakim autor „Wielkich herezji” wziął udział. Ów pojedynek rozegrał się w Londynie na początku XX wieku, jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. Hilaire Belloc zajął w nim drugie miejsce. Wśród uczestników tego konkursu znalazł się także Ezra Pound. Ów poeta „właśnie pojawił się w literackim Londynie, nosząc jeden kolczyk, który pewne panie uważały za bardzo skandaliczny”. 

Kiedy doszedłem do tego fragmentu parsknąłem śmiechem. Książkę Pearce’a czytałem na wakacjach. Spędzaliśmy je z żoną na Krecie w hotelu sprzedanym nam przez znane biuro podróży na zasadzie: „zmienimy twoje wakacyjne marzenia na nasze”, tzn. „my wiemy lepiej, czego wam trzeba i w ostatniej chwili przed wyjazdem poinformujemy was, że zarezerwowany pół roku temu hotel jest niedostępny”. 

Otóż hotel, podsunięty nam w zastępstwie, był bardzo rodzinny. Nie mam nic przeciwko hotelom dla rodzin. Wprost przeciwnie – popieram takie inicjatywy całym sercem. Problem w tym, że planowaliśmy z żoną coś kameralnego i spokojnego. Tymczasem znaleźliśmy się w otoczeniu głównie skandynawskich par i rodzin z dziećmi. Nie mam nic przeciwko Skandynawom. Problem w tym, że owi potomkowie wikingów byli... no cóż... specyficzni. Jakieś 10-20 lat temu pewnie uciekłbym z tego hotelu w popłochu obawiając się o życie i cześć mojej żony, domagając się asysty greckiej policji oraz odszkodowania od biura podróży. 

„Pewne panie” z początków XX wieku kolczyk w uchu Ezry Pounda uznałyby z pewnością za niewinny wybryk, gdyby trafiły do naszego hotelu. Bez dwóch zdań salwowałyby się również z niego ucieczką, jeśli wcześniej nie straciłyby przytomności z wrażenia. Ujrzałyby bowiem wokół istny pokaz sztuki tatuażu. Na żywo. Na obnażonych mniej lub bardziej ciałach potomków słynnych morskich barbarzyńców. 

Jeśli od czasu do czasu odruchowo chwytałem się za portfel i sprawdzałem, czy mam jeszcze komórkę, to nie było w tym nic dziwnego. Miałem uczucie, jakbym był na obozie duńskiej, szwedzkiej, a może norweskiej resocjalizacji (w oczach miałem komfortowe warunki, w jakich wyrok więzienia odsiaduje Breivik). 

Kilka obrazów utkwiło mi żywo w pamięci. Oto pewien brodaty jegomość siedzi w basenie – na głowie granatowa przeciwsłoneczna czapeczka. Jego wystający z wody, „dziarany” tułów wyglądał, jakby ktoś oblał go atramentem. Dwie „puszyste” Walkirie rozkładają się przy basenie, wylewając się ze swoich strojów kąpielowych – niemal jak wyjęte z karykatur przedstawiających żony wikingów – brakowało tylko charakterystycznych hełmów z potężnymi rogami. Jedna z nich przynajmniej wykazała się zmysłem „estetycznym” – jej tatuaż był kolorowy: po potężnej łydce wiły się jakieś ryby czy inne morskie stwory. W sali przy napojach stoi młoda, ładna blondynka. Obraca się bokiem i widzę, że po jej nodze pną się granatowo-czarne bazgroły, które kończą się gdzieś na szyi. I jeszcze jeden, bynajmniej nie ostatni, przypadek: obok stolika, przy którym spożywamy posiłek, przechodzi pewien młodzieniec ze zwieszonymi jak goryl ramionami i swoją posturą mocno to zwierzę przypominając. Oba ramiona, a także tułów pobazgrane granatowymi esami-floresami. Tutaj na serio zastanawiałem się, czy to aby nie jakiś bandzior na wakacjach. 

„Pewne panie” z literackiego Londynu początków XX wieku na pewno nie chciałyby spędzać wakacji w takim towarzystwie. My także czuliśmy się nieswojo. A to przecież po prostu współczesna Europa. Coś, co niegdyś kojarzyło się z marynarzami i światkiem kryminalnym, teraz stało się normą. Smutne wydało mi się, że dla dzieci, które w tym rodzinnym hotelu spędzały wakacje, to normalność. Wokół siebie oglądały przecież na co dzień oszpecone ciała (doprawdy trudno nazwać to „sztuką” – choć pewnie „wyrafinowani” naziści zrobiliby sobie z tego niejeden ciekawy abażur – aż ciarki przechodzą po plecach na samą myśl). 

Przez dwa tygodnie postanowiłem wyłączyć się i odpocząć, trzymając z daleka od masmediów. Kiedy wróciliśmy do Polski, zwróciłem w szczególności uwagę na jedną z informacji z Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy ustawiali się do salonów tatuażu, by dać „wydziarać” sobie pszczółkę. Taki gest solidarności z Manchesterem. Pomyślałem sobie, że strasznie to głupie. Choć ci biedni ludzie pewnie mieli dobre intencje – chcieli jakoś wyrazić swoją solidarność i łączność z ofiarami. 

Cóż... oni już nie znają czegoś takiego, jak świętych obcowanie, modlitwa jest dla nich pewnie czymś obcym i niezrozumiałym, Msza Święta wydaje im się zapewne czymś nudnym. Tak samo zresztą chyba obcy jest im duch walki. Zamiast więc modlitwy, tatuują się. Zamiast przeciwstawić się przemocy, broniąc swoje rodziny, rysują kolorowe obrazki na chodnikach... 

W Księdze Kapłańskiej czytamy: „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym. Nie będziecie się tatuować” (Kpł 19,28). Kiedyś wydawało mi się, że to stary zakaz mający znaczenie i sens jedynie w czasach starożytnego Izraela. Okazuje się, że brzmi jakoś dziwnie aktualnie.

piątek, 2 czerwca 2017

Nasze małe greckie wakacje IV


Hańba!


To, co się dzieje wokół ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, jest porażające. Ale chyba bardziej porażające od tej makabrycznej i bolesnej dla rodzin ofiar sytuacji jest zachowanie członków PO. W zasadzie nic mnie już nie zdziwi. Ci ludzie wydają się być pozbawieni elementarnego, zwykłego, ludzkiego poczucia wstydu, empatii, odpowiedzialności.

Co gorsza, okazuje się, że kręci nawet duchowny, który co innego opowiadał w tamtych dniach, a co innego parę lat później. Ludzka pamięć jest aż tak zawodna? 

Ci ludzie powinni po prostu zniknąć z polskiej polityki. Może powinni znaleźć się w polityce rosyjskiej, niemieckiej, może francuskiej, ale z pewnością nie polskiej. Hańba! 


Na dzisiejszej konferencji prasowej prokuratury, prokurator Marek Pasionek odczytał w jakim stopniu i czego dotyczyły nieprawidłowości związane z sekcjami zwłok z tragedii pod Smoleńskiem:
- w 2 przypadkach doszło do zamiany ciał -  Piotra Nurowskiego i Mariusza Handzlika
- w 9 przypadkach doszło do pomieszania ciał
- w grobie p. Natalii Januszko ujawniono ciała 5 innych osób
- w grobie p. Natalli - Świat znaleziono szczątki 1 innej osoby
- w grobie gen. Kwiatkowskiego wykryto 14 części ciała należących do  7 innych osób
- w grobie gen. Potasińskiego było 6 części ciała 4 innych osób
- w grobie duchownego Chodakowskiego połowę ciała od pasa w górę jest jego, od pasa w dół ciało należy do gen. Płoskiego, w którego trumnie stwierdzono tylko pół ciała
- w trumnie Lecha Kaczyńskiego fragmenty ciał 2 innych osób.
Dane, które podał prokurator Marek Pasionek, nie są liczbami ostatecznymi.

poniedziałek, 1 maja 2017

Zmarł Tomasz Burek


To bardzo smutna wiadomość w ten chłodny majowy „długi łykend”.

Pierwszy raz zetknąłem się z twórczością krytyczną Tomasza Burka w ponurych latach osiemdziesiątych – była to wydana w podziemiu książka pod charakterystycznym tytułem „Żadnych marzeń”. Ostatnią zaś książką, jaką czytałem tego autora, był chyba „Dziennik kwarantanny”, a więc rzecz wydana grubo ponad 10 lat temu. Czekałem zresztą na coś nowszego, ale autor raczej nie publikował książek zbyt często. A „Niewybaczalne sentymenty” niestety nie trafiły w moje ręce.

Od czasu do czasu napotykałem jego teksty w Internecie lub czasopismach. Pamiętam na przykład ten poświęcony „Afazji polskiej”. A choć nie śledziłem na bieżąco dokonań wybitnego krytyka i choć nie podzielałem wszystkich jego fascynacji literackich, to jednak zawsze jego wypowiedzi czytałem z zainteresowaniem. Należał bowiem do autorów osobnych, nie kojarzących się z głównym nurtem. W czasach PRL-u od lat siedemdziesiątych angażował się w działalność opozycyjną. W ostatnich czasach należał do tych pisarzy, którzy w swoich wyborach politycznych zdecydowanie nie zaliczali się do typowego literackiego establishmentu reagującego histerycznie na najnowsze zmiany na politycznej scenie. Nie zawsze musi to być powód do chwały, ale jednak...

Wieczne odpoczywanie, racz mu dać Panie...