Ubiegłej nocy minęła 101 rocznica zamordowania przez
bolszewików ostatniego cara Rosji wraz z jego rodziną. Rok temu napisałem tekst
w dwóch odcinkach o niepokojącej wizji angielskiej XX-wiecznej mistyczki Caryll
Houselander. Wizji, która szczególnie u Polaków musi budzić mieszane uczucia,
gdyż idzie niejako pod prąd naszym stereotypom i niechęci do rosyjskiego
caratu. Chciałbym dzisiaj przypomnieć ten tekst, gdyż wydaje mi się, że zarówno
sama wizja, jak i postać Caryll Houselander są w Polsce praktycznie nieznane.
Pierwszą część tego tekstu można przeczytać tutaj, a drugą tutaj.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mistyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mistyka. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 lipca 2019
piątek, 10 maja 2019
Nienasycenie
„(...) Tylko wola zadaje mękę człowiekowi. Ponieważ słudzy
moi wyzbyli się swojej woli, by przyoblec się moją, nie czują męki naprawdę
przygnębiającej i są nasyceni, gdyż czują mą obecność w swej duszy przez łaskę.
Lecz ci, którzy Mnie nie posiadają, nie mogą być nasyceni, choćby posiedli cały
świat, gdyż rzeczy stworzone są mniejsze niż człowiek; są bowiem stworzone dla
człowieka, nie człowiek dla nich. Nie mogą więc być przez nie nasyceni. Tylko
Ja mogę ich nasycić. Przeto ci biedacy, tkwiąc w takiej ślepocie, zawsze są
głodni; nigdy się nie mogą nasycić, ciągle pożądają tego, czego nie mogą
posiąść, bo nie proszą o to Mnie, który mogę im to dać.
Chcesz wiedzieć, czemu cierpią? Wiesz, jakie miłość zawsze
zadaje cierpienie, gdy człowiek traci coś, z czym się utożsamił. Tamci
utożsamili się przez miłość z ziemią w różny sposób; stali się ziemią”.
(...)
Teraz widzisz, jak mylą się i z jaką męką idą do piekła,
stając się męczennikiem diabła. I cóż ich oślepia? Chmura miłości własnej,
leżąca na źrenicy światła wiary. Widziałaś, jak udręczenia i prześladowania
świata, skądkolwiek przychodzą, dotykają sługi moje na ciele, nie mącąc ich
ducha, gdyż są pojednani z wolą moją; przeto chętnie cierpią dla Mnie.
Słudzy świata trapieni są jednak wewnątrz i zewnątrz, a
zwłaszcza wewnątrz, przez strach, aby nie stracić tego, co posiadają, i przez
miłość, która każe im pożądać tego, czego nie mogą mieć. Z tych dwóch cierpień
wypływają wszystkie inne, których język nie byłby zdolny opowiedzieć. Widzisz
więc, że nawet w tym życiu lepszą cząstkę mają sprawiedliwi niż grzesznicy”.
Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Opatrzności Bożej,
tłum. Leopold Staff
czwartek, 18 kwietnia 2019
Kto został zwyciężony?
Przez miłosierdzie Twoje zostaliśmy stworzeni i przez
miłosierdzie Twoje na nowo stworzeni w krwi Syna Twojego. Miłosierdzie Twoje
zachowuje nas. Miłosierdzie kazało Synowi rozstrzygnąć bój na drzewie krzyża, w
tej walce śmierci z życiem, a życia ze śmiercią. Wtedy życie pokonało śmierć
grzechu, a śmierć grzechu odebrała życie cielesne nieskalanemu Barankowi. Kto
został zwyciężony? Śmierć. Co było tego przyczyną? Miłosierdzie Twoje.
piątek, 5 kwietnia 2019
Drzewo miłości
Wyobraź sobie koło umieszczone na ziemi, a w środku tego
koła wyrastałoby drzewo, który wypuściło z boku złączoną z nim latorośl. Drzewo
ciągnie soki z ziemi, zamkniętej obwodem koła, bo gdyby znajdowało się poza
ziemią, zginęłoby i nie rodziłoby owoców, dopóki nie będzie zasadzone w ziemi.
Teraz wyobraź sobie, że dusza jest drzewem stworzonym dla miłości i mogącym żyć
tylko miłością.
Jeśli dusza ta nie ma prawdziwie boskiej doskonałej miłości,
nie rodzi owoców życia, lecz śmierci. Trzeba więc, aby korzeń tego drzewa, to
jest poryw duszy, tkwił i żywił się w kole prawdziwego poznania siebie. To
poznanie siebie jest zjednoczone ze Mną, który nie mam początku ani końca, jak
koło, które jest okrągłe i w którym będziesz próżno krążyć tam i z powrotem, a
nie znajdziesz, gdzie ono się zaczyna i kończy, a jednak znajdujesz się w nim.
To poznanie siebie, i Mnie w sobie, jest i znajduje się na ziemi prawdziwej
pokory, która jest tak wielka jak szerokość koła, to jest jak poznanie siebie,
a o ile, powtarzam, jest ono w łączności ze Mną. Bez tej łączności ze Mną to
poznanie nie byłoby kołem bez początku i końca; miałoby początek, którym jest
poznanie siebie, i koniec, którym jest zawstydzenie.
Drzewo miłości żywi się więc pokorą; drzewo to puszcza z
boku latorośl prawdziwego rozeznania. Rdzeniem tego drzewa miłości jest
cierpliwość, która jest pewnym znakiem mej obecności w duszy i zjednoczenia tej
duszy ze Mną.
To drzewo, tak słodko zasadzone, wydaje wonne kwiaty cnoty,
o licznych i rozmaitych zapachach. Rodzi owoc łaski w duszy oraz owoc pożytku
dla bliźniego według gorliwości, z jaką ten przyjmuje owoce sług moich. Do Mnie
wznosi woń chwały i sławy imienia mego, bo Ja jest stworzyłem. Tak osiąga swój
cel, a więc Mnie, który jestem życiem wiecznym i nie mogę być odebrany duszy,
jeśli ona nie chce.
Wszystkie owoce, które wydaje to drzewo, są zaprawione
roztropnością, gdyż są zjednoczone ze sobą, jak ci rzekłem.
Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności,
tłum. Leopold Staff.
wtorek, 21 sierpnia 2018
Nie Rottenberg, ale Kowalska
Po wczorajszym wpisie o głupiej wypowiedzi Andy Rottenberg
zastanawiam się ciągle, skąd się wzięło to przeświadczenie o wyższości
człowieka czytającego, skąd ta pycha, że jeśli się przeczytało setki woluminów,
to jest się kimś lepszym niż cała reszta społeczeństwa?
Myślę, że jednym ze źródeł tego (o)błędnego przekonania jest
filozofia. A ściślej – przekonanie Sokratesa, że niewiedza jest źródłem zła
moralnego. Stąd zapewne cała masa intelektualistów wyobraża sobie, że jeśli
studiowało się na uniwersytecie, czytało się dziesiątki podręczników i
obowiązkowych lektur, to jest się w jakiś sposób lepszym od tej szarej masy,
która nawet nie wie, że nic nie wie. A im większa ilość lektur, tym większa
moralna wyższość nad całą resztą – tą niedouczoną ludzkością.
Z tym podejściem rozprawiał się w swoich publikacjach
arcybiskup Fulton J. Sheen, który podkreślał, że niewiedza może być wręcz
zbawienna, a wiedza, zwłaszcza wiedza oparta na doświadczeniu, może być
przyczyną zła moralnego, wyrządzając niepowetowane, trudne do naprawienia
szkody. Pomyślmy o tak drastycznym przykładzie, jak dziecko dowiadujące się
doświadczalnie, na własnej skórze, czym naprawdę jest pedofilia.
Wydaje mi się, że w przypadku polskich (i nie tylko)
intelektualistów źródłem tego przeświadczenia może być także eseistyka
wybitnego poety rosyjskiego, Josifa Brodskiego. Tacy intelektualiści, jak
Rottenberg, z pewnością czytali jeszcze w latach osiemdziesiątych podziemne lub
emigracyjne wydania eseistyki Brodskiego.
Niestety nie mam tomu szkiców Brodskiego pod ręką, by
przytoczyć dokładny passus. Pamiętam jednak, że to właśnie Brodski napisał coś
takiego, że jeśli ktoś przeczytał książkę Dostojewskiego, to nie może popełnić
zbrodni. Być może napisał to bardziej generalnie – że lektura literatury, poezji
chroni przed uczestnictwem w zorganizowanym złu (jeśli uda mi się znaleźć ten
fragment, napiszę o tym więcej).
W tym przekonaniu Brodskiego zawierała się myśl, że sztuka,
literatura pełni rolę wręcz religijną, wyzwalającą lub oczyszczającą od zła.
Polemizował z nim albo Milan Kundera, albo Gustaw Herling-Grudziński. Ten
pierwszy z pewnością starł się z rosyjskim poetą w sporze o Dostojewskiego. W
każdym razie gdzieś padł przykład esesmanów, którzy delektowali się muzyką
klasyczną w obozach koncentracyjnych, w których byli panami życia i śmierci.
Nie trzeba zresztą ani Brodskiego, ani Sokratesa, by podać
dziesiątki, a może setki nazwisk wybitnych intelektualistów, którzy zaprzedali
się złu, choć przeczytali wiele trudnych i znakomitych książek. W Polsce znalazłoby
się ich całkiem sporo. Ani lektura tomów św. Tomasza z Akwinu, ani poezji
Brodskiego, ani eseistyki Hanny Arendt nie chroni zarówno przed głupotą, jak i
nie daje jakiegokolwiek prawa do moralnej wyższości nad resztą bliźnich.
W końcu to nie Anda Rottenberg ze swoją intelektualną
biblioteką, ale prosta zakonnica, siostra Faustyna Kowalska, której lista
lektur z pewnością wzbudziłaby pogardę naszej krytyczki sztuki, wydała
książeczkę, która ma wpływ na miliony ludzi na całym świecie.
wtorek, 17 lipca 2018
Corner Shop: Car jak Chrystus i dwie inne wizje Caryll Houselander, cz. I
Dzisiejszej nocy minęła dokładnie setna rocznica
zamordowania ostatniego cara Rosji i jego rodziny przez bolszewików. Dla nas,
Polaków, słowo „car” nie ma najlepszych konotacji. Toteż z pewnością z jednej
strony odczuwamy zgrozę z powodu tamtego brutalnego mordu, a z drugiej strony
nie budzi to wydarzenie prawdopodobnie większego współczucia. Być może nawet
jest to uczucie, jakie wielu żywiło oglądając zdjęcia z egzekucji Ceausescu i
jego żony – świadomość, że dokonano tak naprawdę mordu przy pozorach
praworządności, ale że i tak mu (im) się to „należało”, a proces z prawdziwego
zdarzenia jedynie by przeciągał nieuniknione.
Tymczasem mamy w literaturze zapis, który przedstawia całą
rzecz w zupełnie innym świetle. Jest to dość kontrowersyjne przedstawienie
mordu dokonanego na carze Mikołaju II. Być może niektórzy nawet powiedzieliby,
że bluźniercze. A już z pewnością trudne do przełknięcia dla przeciętnego
Polaka.
Caryll Houselander prawdopodobnie jest autorką raczej słabo
znaną polskiemu czytelnikowi. Z jej dorobku, jeśli dobrze się orientuję, wydano
po polsku jedynie „Trzcinę Boga” i chyba ze dwie książki dla dzieci. Tymczasem
ta XX-wieczna angielska mistyczka była inspiracją np. dla tak ważnego
XX-wiecznego autora i duchownego, jak Fulton J. Sheen. Ślady tej inspiracji
można odnaleźć w „Life of Christ”.
Caryll Houselander miała w swoim życiu trzy odmienne wizje
Chrystusa. W tych trzech osobnych przypadkach zobaczyła Chrystusa w różnych
ludziach, których napotkała na swojej drodze. Pierwszy taka wizja dotyczyła
niemieckiej zakonnicy z Bawarii. Działo się to podczas I wojny światowej, kiedy
Niemcy raczej nie cieszyli się, mówiąc delikatnie, najlepszą reputacją, a młode
dziewczyny wychowywane przez zakonnice, wśród nich i sama autorka, były, jak to
określiła Houselander, indoktrynowane „w zapiekłej nienawiści do Niemców”.
Wśród tych zakonnic znajdowała się właśnie ta jedna z
Bawarii, która w tej atmosferze wojennych złych emocji czuła się dość samotna,
co pogłębiała dodatkowo słaba znajomość zarówno francuskiego, jak i
angielskiego i brak atutów zjednujących sympatię młodych dziewcząt. Któregoś
dnia młoda Caryll, idąc korytarzem, zauważyła, że owa zakonnica czyściły buty
uczennic. Tak to relacjonuje dalej w swojej autobiografii „A Rocking Horse
Catholic”:
Zatrzymałam się i weszłam do środka, zamierzając pomóc jej w
czyszczeniu. Dopiero gdy się wystarczająco zbliżyłam, zauważyłam, że szlocha;
łzy ściekały jej po różanych policzkach i kapały na błękitny fartuch i
dziecięce buciki. Zmieszana spuściłam oczy i stałam przed nią, niema z
zażenowania, nie mogąc zupełnie wykrztusić słowa. Widziałam, jak jej duże,
spracowane dłonie opuszczają się na podołek i obejmują te buciki. I nawet owe
dłonie, czerwone i spękane, o stępionych paznokciach, były złożone w sposób,
który wyrażał nieukojoną żałość.
Obie byłyśmy pogrążone w całkowitym milczeniu: ja – patrząc
na jej piękne dłonie, bojąc się podnieść wzrok, nie wiedząc, co powiedzieć, ona
– bezdźwięcznie szlochając.
W końcu z wysiłkiem uniosłam głowę i wtem – ujrzałam to –
zakonnica miała na głowie cierniową koronę.
Nie będę próbować tego wyjaśniać. Po prostu mówię, jak to
wyglądało.
Ta pochylona głowa była przytłoczona koroną cierniową.
Stałam tak – jak przypuszczam – kilka sekund, wprawiona w
osłupienie i wtedy, odnajdując język, powiedziałam do niej:
– Ja bym nie płakała, gdybym nosiła koronę cierniową
jak ty.
Spojrzała na mnie, jakby przestraszona i spytała:
– Co masz na myśli?
– Nie wiem – odparłam. I wówczas nie wiedziałam.
Usiadłam obok niej i razem polerowałyśmy buty.
Nim przejdziemy do drugiej wizji, tej, która dzisiaj jest
najważniejsza, zmieńmy kolejność i krótko powiedzmy jeszcze o wizji trzeciej i
ostatniej – Caryll Houselander jadąc metrem któregoś dnia zobaczyła nagle
Chrystusa w pasażerach. Jak pisze:
„Dość nagle ujrzałam swoim umysłem, ale tak żywo, jak cudowny obraz, Chrystusa
w nich wszystkich [pasażerach metra]. Ale ujrzałam więcej niż to; nie tylko
Chrystus był w każdym z nich, żyjąc w nich, umierając w nich, radując się w
nich, smucąc się w nich – ale ponieważ On był w nich i ponieważ oni byli tutaj,
cały świat był tutaj także, tutaj, w tym podziemnym pociągu; nie tylko świat
taki, jaki był w tej chwili, nie tylko wszyscy ludzie we wszystkich krajach
świata, ale wszyscy ci ludzie, którzy żyli w przeszłości i ci wszyscy, którzy
mieli dopiero nadejść”.
CDN
Etykiety:
car,
chrześcijaństwo,
Corner Shop,
Fulton J. Sheen,
historia,
Houselander Caryll,
ikona,
komunizm,
Kościół,
literatura anglojęzyczna,
Mikołaj II,
mistyka,
religia,
Rosja,
wizje
Subskrybuj:
Posty (Atom)