Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TV Republika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TV Republika. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 września 2018

Suczka zmarła, czyli TV Republika w awangardzie postępu


Wyjdzie na to, że się uwziąłem na „naszą” telewizję, tak jak uwziąłem się na „konserwatywnego” kandydata (byle)Jakiego, ale nic na to nie poradzę, sama się podstawia. Okazuje się oto, że po zaniżaniu standardów językowych, o czym pisałem tutaj, Telewizja Republika zniża się też intelektualnie do poziomu walczących o prawa zwierząt do równego traktowania z ludźmi. Nie wierzycie, to przeczytajcie sobie tutaj tę jakże wzruszającą informację o śmierci... suczki znanej piosenkarki muzyki pop! Tak, tak! „Nie żyje”! „Zmarła ukochana suczka”! Nie wiemy tylko, na jakim cmentarzu zostanie pochowana i jaki ksiądz wygłosi kazanie nad jej trumną (urną z prochami?). I czy będą wyrazy współczucia przesłane przez głowę państwa i hierarchów kościelnych.


Mogę zrozumieć, że ktoś podchodzi emocjonalnie do zwierząt, zwłaszcza, jeśli sam je hoduje. Jednak traktowanie informacji o tym, że zdechł piesek jakiejś pani, na równi ze śmiercią człowieka, stosowanie określeń, które powiązane są ze zgonem istoty ludzkiej, to już chyba więcej niż „lekka przesada”. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy ta pani sama niedawno zmarła na raka. Że już nie wspomnę o tytule tego tekściku, który mógłby się znaleźć w brukowcu dla jakichś nastoletnich półgłówków.


Niniejszym usuwam zatem link do Telewizji Republika z działu Prawe media. Notabene niektóre inne linki powinny również stamtąd zniknąć, a to ze względu na uprawianie bezmózgiej propagandy przez niektóre z tych mediów i uważanie swoich czytelników i widzów za debili, którzy nie potrafią myśleć i kojarzyć faktów. Mam jednak nieco jeszcze cierpliwości. W przypadku TV Republika moja cierpliwość się wyczerpała.

Kiedy ta „nasza” telewizja zacznie dbać o korektę, poprawność językową i piękno polszczyzny, przestanie traktować swoich widzów i czytelników jak niedorozwiniętych tępaków, a zwierzęta będą w jej wiadomościach ZDYCHAĆ, a nie „umierać”, wówczas może umieszczę link do niej na swojej stronie ponownie. Dzisiaj nie widzę sensu reklamowania medium, które jest zaprzeczeniem wartości, jakie wyznaję. Jak powiadają Anglicy: Enough is enough!


wtorek, 4 września 2018

„Upierdliwe tłumaczenia” Telewizji Republika, czyli komu walnąć z liścia?


Przepraszam za tytuł, ale takim językiem posługuje się „nasza” telewizja, czyli Telewizja Republika. Nie wierzycie? Przeczytajcie początek wiadomości o austriackim (tak, to nie błąd) kangurze. Jeśli to nie jest powszechne zdziczenie obyczajów, to ja już nie wiem, co to!

Nie lubię wulgaryzmów i nie widzę dla nich uzasadnienia w przestrzeni publicznej, poza sytuacjami, kiedy ich zastosowanie usprawiedliwiają względy artystyczne czy literackie. Niestety słowa wulgarne są w dość częstym użyciu, a przyczyniają się do tego także ci, którzy powinni mieć właśnie wyższą świadomość celowości ich zastosowania, czyli ogólnie rzecz biorąc ludzie pióra. A więc np. również tacy reżyserzy, u których nawet bohaterzy w sutannach co chwilę rzucają bluzgami, jakby święcenia kapłańskie przyjęli wchodząc w stan duchowny prosto z najgorszego rynsztoka.

Przyzwyczaiłem się już, że z powodu pośpiechu, aby puścić „njusa” nagminne są na portalach informacyjnych literówki, błędy stylistyczne czy nawet skandaliczne błędy ortograficzne. „Przyzwyczaiłem” – to nie znaczy, że pogodziłem. Ale kiedy zacząłem czytać ten artykuł na stronie Telewizji Republika, po prostu mowę mi odjęło z wrażenia. Czekam na kolejne wykwintne słowa. Rozumiem, że „nasza” telewizja zniża się teraz do poziomu idioty.

Może to tylko niepotwierdzona legenda, ale ponoć spikerzy BBC dawno, dawno temu, gdy zasiadali przed mikrofonem radiowym, byli elegancko ubrani (garnitur, krawat itd.), aby przypominało im to o powinności używania pięknej angielszczyzny. No cóż...! Czasy te już dawno minęły. Niestety także i u nas!

I czy w takiej sytuacji i przy takim języku może dziwić, że właśnie na stronach TV Republika broni się (zasłużonej skądinąd) kobiety, która dała drugiej, jak to się pięknie mówi, „z liścia”? Nie jestem za samosądami, ale może chociaż mamusia tego dziennikarza, który napisał ten idiotyczny tekst o kangurze, mogłaby mu dać z liścia? Jestem jak najbardziej za!

Na wszelki wypadek zrobiłem jeszcze na komórce tzw. screenshot fragmentu, o którym mowa (wymazałem jedynie nazwę operatora), gdyby jednak ktoś w „naszej” telewizji się zreflektował, że tak nie wypada.

sobota, 28 lipca 2018

Czy policja stała się nagle dobra?


W przypadku niedawnych demonstracji, tragikomicznych zachowań opozycji (komicznych – bo tak absurdalnych, że Bareja by tego nie wymyślił, tragicznych w dwojakim sensie: bo mogących doprowadzić do ofiar śmiertelnych, ale też tragicznych poziomem) oraz oskarżeń pod adresem policji, nie sposób nie zadać sobie pytania: Czyżby policja nagle się stała dobra?

To pytanie, to nie zarzut pod adresem policji, ale bardziej pytanie o to, kto za tym wszystkim stoi?

Jak to bowiem możliwe, że za czasów rządów PO-PSL policjant kopał w głowę człowieka w czasie Marszu Niepodległości (który notabene po wygraniu wyborów przez PiS nagle odbywa się bez burd i starć z policją właśnie), do demonstrantów strzelano gumowymi kulami, aresztowano kibiców i przypadkowych przechodniów w ramach akcji „Widelec” (753 zatrzymanych kibiców,ponad 600 osób z zarzutami nielegalnego zbiegowiska), a dzisiaj to policjanci dostają gazem po oczach, są wyzywani od ZOMO, nie reagując na wulgarne zaczepki demonstrantów, a ich nazwiska są ujawniane (co może się skończyć tragicznie) i to przez posła RP (sic!)?

Czy to jest aby na pewno ta sama policja? Bo opozycja z pewnością nie.

sobota, 14 lipca 2018

Gdzie ci dżentelmeni z dawnych lat?


Pamiętam z Irlandii trzy scenki z lat dziewięćdziesiątych, które pokazywały wówczas (bo chyba teraz niestety już nie) dobitnie różnicę między mentalnością przeciętnego Polaka a Irlandczyka. Wszystkie dotyczą komunikacji miejskiej – moich podróży autobusem, gdyż w latach dziewięćdziesiątych tramwajów w Dublinie nie było. Można było je obejrzeć jedynie na zdjęciach z początku XX wieku, dopiero parę lat po moim wyjeździe przywrócono w stolicy Irlandii komunikację tramwajową.


Pierwsza scenka rozegrała się gdzieś chyba na samym początku mojego pobytu w Dublinie, bo kojarzę, że jechałem dość długo do centrum, a przez krótki czas mieszkałem na obrzeżach miasta. Wsiadłem w każdym razie do pustawego autobusu, który stopniowo się zapełniał. Czytałem książkę i nie zwracałem uwagi na pasażerów. W pewnym momencie oderwałem się od lektury i spojrzałem wokół siebie. Było dość tłoczno. Niedaleko mnie stała kobieta w zaawansowanej ciąży. Nie wiem, kiedy wsiadła. Wszystkie miejsca były zajęte. Nikt nie kwapił się, by ustąpić jej miejsca. Szybko się podniosłem zażenowany i pokazałem jej, by usiadła. Podziękowała mi z wyraźną ulgą. Jechałem dalej w lekkim szoku.


Druga scenka była dość zabawna, ale mi zrobiło się nieco smutno. Dojeżdżałem już do centrum miasta. Musiał to być przystanek gdzieś chyba koło Christ Church. Autobus był wcześniej mocno zatłoczony, ale wyraźnie się poluźniło. Większość pasażerów wysiadła. Zwolniło się też parę miejsc. Obok mnie było jedno miejsce siedzące wolne. Nie siadałem, bo i tak za chwilę miałem wysiąść. W pewnym momencie podeszła do mnie kobieta i spytała się mnie, czy będę miał coś przeciwko, że usiądzie na tym wolnym miejscu. Otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia. Nie wyobrażałem sobie, by jakaś kobieta mogła mnie pytać w Polsce, czy może zająć wolne miejsce. Skonsternowany przytaknąłem. Nie wiem, czy kobieta zwróciła uwagę na wyraz osłupienia malujący się na mojej twarzy.


Trzecia scenka rozegrała się niedaleko ulicy, na której wówczas mieszkałem. Czekałem na autobus. Oprócz mnie na przystanku stała jeszcze jakaś kobieta. Gdy autobus przyjechał, ustąpiłem jej i gestem ręki pokazałem, by wsiadła pierwsza. Kobieta zareagowała oburzeniem. Nie pamiętam już, co powiedziała. Ale wyraźnie rozłoszczona wskazała mi, bym wsiadał. Wzruszyłem ramionami i wszedłem do autobusu. Zapewne chciało mi się śmiać. Było to chyba pierwsze w moim życiu zetknięcie z feministką.


Pamiętam też, że jedną z rzeczy, na które uwagę zwracały polskie dziewczyny w Irlandii i w Wielkiej Brytanii, był stosunek mężczyzn do płci pięknej. Takie proste rzeczy, jak np. ustępowanie miejsca czy otwieranie drzwi kobiecie. Jeśli miałem wówczas jakieś kompleksy wobec ludzi szeroko rozumianego Zachodu, to w Wielkiej Brytanii i Irlandii dość szybko się z nich wyleczyłem.


Wygląda na to, że niestety coś się zmieniło, coś się popsuło. Kiedy to się stało? Jak do tego doszło? Otóż, przeglądam sobie dzisiaj wiadomości na różnych portalach i oto trafiam na coś takiego: „Niewzruszenisiedzieli w towarzystwie kobiety w ciąży. Interweniowała motornicza”. Nie, to nie jest wiadomość z Dublina, Londynu czy Paryża. Ten artykuł opisuje sytuację w... Krakowie. I pomyśleć, że Kraków kojarzy się zazwyczaj z konserwatyzmem. Hmm... A może po prostu portal Republika nie ma ciekawszych wiadomości i zapełnia stronę, czym się tylko da? Chciałbym w to wierzyć. Wolałbym myśleć, że to jedynie incydent i że tak się przypadkiem niezwykle zdarzyło, że do tego tramwaju wsiadły po prostu jakieś gbury z Irlandii lub Wielkiej Brytanii.