Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 sierpnia 2019

Byle tylko dopiec, czyli jak zostać najgłupszym głupcem

Było już pomysł „świętowania” rocznicy wybuchu II wojnyświatowej radosnym marszem i tańcem. Ale okazuje się, że głupota wydaje się być bardziej bezdenna, niż się to filozofom wyśniło. To już istny konkurs, który można by zatytułować „Głupi, głupszy” albo „Najgłupszy głupiec Twittera”.

Otóż, proszę Państwa, okazuje się, że powinniśmy użalić się nad Niemcami, którzy rozpoczęli II wojnę światową atakiem na Polskę! Tak, tak! Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, to nasi okupanci „mieli wyższe straty” i z tego powodu najwidoczniej to im należy się „godne upamiętnienie”. Nie, nie Polakom – tak uważa przecież „łamacz konstytucji” Andrzej Duda i ten cały ciemnogród PiS-owsko-endecko-katolicki. A to nie może być ani słuszne, ani prawdziwe!

Myślicie, że to bajki? Nie wierzycie, że mógł się pojawić taki „geniusz”, to poczytajcie tutaj.


piątek, 25 stycznia 2019

Meduza i Zygmuś, czyli gwiazda donosi na Polskę

Kiedy czyta się wypowiedzi niektórych naszych pisarzy i artystów, człowiekowi nasuwa się w gruncie rzeczy jedno pytanie: Kto im za to płaci? Odpowiedź chyba nie jest trudna, jeśli się zważy na fakt, że te ich „złote myśli” padają nie tylko w wywiadach z polskimi mediami, ale bywają publikowane w prasie zachodniej, a zwłaszcza niemieckiej.

Ostatnio popis dała autorka-celebrytka z fantazyjną fryzurą na głowie, która to fryzura przypomina ni to zwoje kłębiących się sznurków do snopowiązałki, ni to wężową ozdobę głowy mitologicznej Meduzy. Nasza „złotousta” gwiazda odstawiła „szoł” właśnie na łamach prasy niemieckiej, gdzie rzecz jasna donosiła na własny naród. Czego tam nie ma! Wprawdzie nasze media przytaczają fragmenty jedynie i można by jeszcze próbować bronić autorki, że to wyrwane z kontekstu, ale aż strach pomyśleć, jaka jest całość.

Oto okazuje się, że tragicznie zmarły prezydent Gdańska, od którego jeszcze niedawno co bardziej zapobiegliwi się odsuwali, był „tradycjonalistą” o „otwartym sercu i umyśle”. A zabójcę ukształtowała telewizja państwowa, której w celi się naoglądał i potem uznał „konieczność radykalnych rozwiązań”. Nie ważne, że – jak donoszą niektóre portale informacyjne – kolega z celi zabójcy akurat wskazał na inne media, które razem oglądali i czytali. I chyba były to akurat te bardziej miłe sercu naszej Meduzy. Prasy niemieckiej chyba niestety nie mieli pod ręką.

Autorka powieści o fantazyjnych tytułach (coś tam o kościach, które przez pług... czy o pługu, który przez kości...) oczywiście narzeka na naród, wśród którego przyszło jej żyć. To ludek „dość ponury”. Na szczęście są pozytywni bohaterzy, z których można by stworzyć dobry i wesoły naród, którego pisarka „chętnie” zostałaby obywatelką. Oprócz WOŚP, są to „zwariowani lewicowcy, aktywiści queer, Niemcy, Żydzi, tzw. marionetki Unii Europejskiej, feministki, liberałowie i każdy, kto wspiera imigrantów”. Doprawdy przecudny koktajl! Myślę, że zwłaszcza ortodoksyjni Żydzi bardzo by się ucieszyli, że stali się jego komponentem. Ale nie... To chyba nie o nich jednak chodzi. Bardziej pewnie o takich Żydów typu „queer” albo o Żydówki feministki.

Nasza „oryginalna” bardzo gwiazda nie jest jednak tak naprawdę oryginalna. Jakoś tak, gdy czytałem te cytaty z jej wspaniałego „eseju”, przypomniał mi się Zygmuś, który całkowicie odwykł od „tutejszej szarości i pospolitości” i który chciał wynurzyć się „co najprędzej (...) z tego morza pospolitości, nudy i powszechnych złych humorów”. Bo czyż „nieprawdaż (...), że tu panuje powszechny zły humor? Wszyscy po kimś albo po czymś płaczą, zbiedzeni, skłopotani, przelęknieni... Stąd płynie melancholia, qu me monte a la gorge i dławi” biednego Zygmusia, „jak globus histericus”.

No tak, ale Zygmuś nie miał takiej wspaniałej alternatywy chyba, jaką ma dzisiaj wybitna pisarka. On chciał się wyrwać z „tego kraju”, a Meduza przynajmniej ma możliwość pisania „esejów” do prasy zagranicznej i bratania się z tymi wszystkimi „queerami” i „zwariowanymi lewicowcami” w niedoli i w nadziei, że jeszcze przyjdą lepsze czasy i z „tego kraju” uda się zrobić taki sam raj na ziemi, jaki panuje w reszcie cywilizowanego świata.


wtorek, 10 kwietnia 2018

Komu i dlaczego wadzi degradacja Jaruzelskiego i Kiszczaka, czyli „poeta pamięta”


Jeśli ktoś chce zrozumieć istotę problemu, jaki ponownie się pojawił czy też uwidocznił ze zwielokrotnioną siłą, gdy prezydent Duda odmówił podpisania ustawy umożliwiającej degradację PRL-owskich oficerów, to powinien koniecznie przeczytać tekst Jana Polkowskiego „Druga niemiecka wina” i polscy naśladowcy. I nie chodzi mi nawet o dywagacje, czy z punktu widzenia prawnego Duda miał rację, czy nie. Sęk w tym, że cały ten system, w którym wciąż się babramy i z którego próbujemy się wywikłać (nie mówię oczywiście o „totalnej opozycji”) jest od samego początku zainfekowany. I o to właśnie chodziło.


Ten napisany przed paru laty szkic, opublikowany w zbiorze Polska moja miłość, jest tak „gęsty”, że w zasadzie można by cytować go linijka po linijce. Nic też nie stracił na swej aktualności. Zadaje przy tym kłam poglądowi, że poeci to dusze bujające w obłokach, oderwane od ziemi. Przynajmniej autor Drzew zdaje się twardo po ziemi stąpać. Na tyle twardo, że z przeraźliwą jasnością widzi to, co być może zbliża się do nas z nieubłaganą konsekwencją, a czego nie dostrzegają ci, którzy zajmują się bardziej przyziemnymi i „konkretnymi” pracami niż pisanie poezji.


Jak autor pisze już na samym początku: „Każdego dnia ciąży mi żrący osad obłudy pierwszych lat wychodzenia z komunizmu. Truje mnie zarówno pokraczna spuścizna niedawnej przeszłości, jak i świadomość, że to mętne krętactwo trwa. Trwa i zatruwa pamięć obleśna czułość, z jaką liderzy strony solidarnościowej obłapiali owinięte w odległy cień Moskwy sflaczałe odwłoki zbankrutowanych władców PRL”.


W swoim szkicu Polkowski zadaje kłam wielu mitom związanym z tak zwaną „transformacją ustrojową”. Na przykład, że była ona bezkrwawa. Jakże łatwo się zapomina o tym, że „bezkrwawy charakter miało wyłącznie zlizywanie z ust Jaruzelskiego okrągłych kłamstw, bo niepokornych księży mordowano niemal równolegle z kumoterskimi pijatykami w Magdalence”.


Oczywiście poeta, tak wyczulony na manipulacje językowe, dostrzega ten nieszczęsny zwrot „transformacja ustrojowa” i przy okazji zauważa, że „zamazuje [on] marionetkowy charakter PRL”.


To, co mnie uderzyło w tym tekście, to analogie do „transformacji” w Niemczech po II wojnie światowej, gdzie tzw. „denazyfikacja” okazała się fikcją. Na poparcie tego stwierdzenia autor przytacza liczby i dane. Mogą one szokować co bardziej naiwnych. Zasadnicze pytanie jednak, które się nasuwa, to: jakie będą konsekwencje budowania potęgi niemieckiej na braku prawdziwego rozliczenia z przeszłością. I drugie: Dlaczego to Niemcy stały się wzorem dla Polski?


A że stały się, autor nie ma co do tego żadnych wątpliwości, bo „podobieństw jest długi szereg”. Przyznam się, że osobiście nie wiedziałem na przykład, że „filozofia rządów Tadeusza Mazowieckiego i ilustrujące ją sztandarowe hasło o odkreśleniu grubą kreską przeszłości – to cytat z niemieckiego kanclerza” – Adenauera. Jak zauważa Polkowski z ironią: „To niemiecki kanclerz pioniersko potępił i wyrzucił do czyśćca ideę narodowego socjalizmu i jednocześnie przychylił nieba demokracji ludziom przez lata realizującym w przekonaniem plany Hitlera”. I to on stwierdził: „uważam, że powinniśmy skończyć z węszeniem za nazistami”.


W tym konkretnym przypadku, o którym mowa na samym początku mojego tekstu, analogia oczywiście dotyczy nierozliczonych ze swej hitlerowskiej przeszłości oficerów niemieckich, którzy tworzyli podstawy nowej armii. A przecież „w III RP żołnierzy, którzy w PRL strzelali do współobywateli, nikt nawet nie próbował rozliczać. Honor oddany Jaruzelskiemu i pozostałym dowódcom, wyprał z krwi wszystkie mundury, do szeregowca włącznie”.


Jak już napisałem na samym wstępie – tekst jest gęsty i mógłbym go cytować obficie, ale lepiej jeśli czytelnik sam go po prostu przeczyta. Książka Polska moja miłość, w której można ten szkic znaleźć, jest wciąż dostępna, choć powinna już dawno być wyprzedana – tak jest znakomita. Być może zresztą napiszę o niej jeszcze parę słów.


Zwróćmy może tylko uwagę na konkluzję autora, gdyż jak stwierdza: „nie chodzi (...) o przywołanie historycznych analogii. Ani o bezrefleksyjną krytykę wykorzystywania przez III RP doświadczeń zdobytych podczas posthitlerowskiej odbudowy Niemiec. (...) Istotne jest jednak, jaką interpretację i sens niemieckiej lekcji postanowiono w Polsce spożytkować”.


Zauważając, że oparcie odbudowy Niemiec na zwolennikach III Rzeszy i uczestnikach jej zbrodniczych praktyk „zaowocowało potęgą dzisiejszych Niemiec”, autor konkluduje m.in.: „ Polsce ochrona interesów zdrajców przyniosła demobilizację narodu, konflikty i zniechęcenie. Kraj zainfekowany strategiczną słabością w tym miejscu Europy nie przetrwa. I nie wypada pytać, dlaczego ten stan tak bardzo podoba się naszym sąsiadom”.


Przechodzą ciarki po plecach?