Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 stycznia 2020

O pisarzu, który wiedział, gdzie są konfitury

Przeglądając anglojęzyczne strony z wiadomościami, wszedłem też na angielską wersję portalu Polskiego Radia. A tam informacja o polskich książkach polecanych przez „New York Times”. Okazuje się, że niegdyś recenzowany na tym blogu Szczepan Twardoch doczekał się swojej pierwszej książki przełożonej na język angielski.

Nie byłoby w tym wszystkim może nic sensacyjnego ani godnego uwagi, gdyby nie fakt, o czym jest ta książka. Otóż opisuje losy... żydowskiego boksera. Przedwojennego – dodam. Mowa oczywiście o powieści „Król”.

Widzą, już Państwo, o co chodzi? Jeśli ta książka jest faktycznie taka, jak jej opisy, które przejrzałem w Internecie, to można stwierdzić, że Twardoch wie, gdzie są konfitury. Nim sprawdziłem, co w sieci piszczy, pomyślałem sobie, że strategia jest mniej więcej taka, by z tego powstał film. Obojętnie, czy zrobiony przez Hollywood, czy np. przez polskiego reżysera, który jak autor Zimnej wojny będzie windowany do Oscara. Sprawdziłem i proszę! Miałem rację – dowiedziałem się, że powstaje, a w zasadzie już powstał serial na podstawie „Króla”!

Twardoch szybko odrobił lekcje. Zabrało mu to parę lat, ale w końcu „zmądrzał”. Gdyby taki Gabriel Maciejewski (przytaczam go przy takich okazjach nie bez kozery), również „zmądrzał”, to jego książki widniałby na wszystkich wystawach księgarskich, dostawałby propozycje napisania wywiadu z jakimś bokserem, żużlowcem albo innym asem sportu, a o prawa do ekranizacji jego powieści o przedwojennym żydowskim piłkarzu biłyby się główne stacje telewizyjne. No cóż... Maciejewski nie „zmądrzał”. Twardoch tak. Kogo zatem czytam?


czwartek, 19 grudnia 2019

Jak Grzegorz Braun zaorał i posłów, i Tokarczuk

Polecam wszystkim znakomitą wypowiedź Grzegorza Brauna z posiedzenia komisji kultury na temat noblistki i projektów uhonorowania jej przez Sejm. Wypowiedź fachowa, merytoryczna i pokazująca, że krytyka ubóstwiania Tokarczuk nie jest podyktowana zwykłą niechęcią do lewackiej pisarki. Przy okazji pani Scheuring Wielgus nie straciła szansy do samozaorania się. A mogła przecież milczeć lub wygłosić jedynie uwagi techniczne. Naprawdę warto obejrzeć i posłuchać do samego końca.


środa, 11 grudnia 2019

Dlaczego Tokarczuk dostała Nobla, czyli: „How dare you?!”

Najpierw próbowałem wysłuchać odczytu naszej noblistki, ale ponieważ szybko się znudziłem, postanowiłem przeczytać. To również wymagało ode mnie dużego samozaparcia. Wykład, jaki wygłosiła pani Olga Tokarczuk przekonał mnie tylko o tym, że skoro nie mam czasu na wiele książek, które chciałbym przeczytać, to szkoda mojego czasu na pisarstwo naszej sławy.

Od samego początku tej lektury towarzyszyło mi poczucie ogromnego banału i świadomość, że skądś to już wszystko znamy. Odczyt Tokarczuk brzmi po prostu jak dobrze napisane wypracowanie zdolnej uczennicy szkoły średniej („mundurek” Tokarczuk i to wężowisko na głowie bardzo kojarzy ją z nastolatką, która jest zbuntowana, ale i grzeczna zarazem). Nie ma w tym wypracowaniu żadnej odkrywczej myśli, za to sporo z myśli cudzych, które autorka doprowadziła do banału. Jak na przykład: „Coś, co się wydarza, a nie zostaje opowiedziane, przestaje istnieć i umiera”. Albo jakże „odkrywcze”: „Fikcja jest zawsze jakimś rodzajem prawdy” (na dodatek w tekście to zdanie jest wyróżnione).

Różnica między wypracowaniem nastolatki a Tokarczuk jest może przede wszystkim taka, że prymusi szkolni zaznaczają w swoich pracach cytaty. Olga Tokarczuk wchłonęła te cytaty jak gąbka i stały się one częścią jej osobowości. Co gorsza te cytaty trywializuje tak, że tracą one swą oryginalność. Te powyższe myśli czytaliśmy przecież już gdzie indziej, ale wówczas brzmiały one odkrywczo i kontrowersyjnie, tutaj jedynie banalnie. Nawet opowiedziana na samym początku historyjka o radiu z „zielonym okiem” wydaje się brzmieć bardzo znajomo.

Są tutaj też myśli mocno wątpliwe, słyszane już setki razy („Piszę fikcję, ale nigdy nie jest to coś wyssanego z palca. Kiedy piszę, muszę wszystko czuć wewnątrz mnie samej...”!) lub po prostu nieprawdziwe. Oto na przykład autorka stwierdza: „Coś jest ze światem nie tak. To poczucie zarezerwowane kiedyś tylko dla neurotycznych poetów, dziś staje się epidemią nieokreśloności, sączącym się zewsząd niepokojem”. Trudno chyba o większą bzdurę (ponownie pierwsze zdanie tego cytatu jest w oryginale wyróżnione). Domyślam się tylko, że kiedy Chesterton na początku wieku pisał swoje What’s Wrong with the World, to ten trzeźwo myślący człowiek był takim „neurotycznym poetą”!

Innym przykładem nonsensów w tym tekście, wytkniętym zresztą Tokarczuk w prześmiewczym streszczeniu przez jednego z blogerów, są jej dywagacje o gatunkach literackich. Tego by nie napisał już chyba żaden średnio rozgarnięty polonista, choć może mogłoby się to przydarzyć mało oczytanej uczennicy szkoły średniej.

Dołóżmy jeszcze głupstwa autorki o tym, jak to wyprawa Kolumba doprowadziła do zmian klimatycznych, a tym samym do brzemiennych w skutki wydarzeń historycznych, oraz o tym, jak to jesteśmy częścią jednej, połączonej ze sobą całości i mamy w zasadzie kompletny obraz – autorka to taka nasza nieco bardziej „wyrafinowana” wersja Grety Thunberg. Dlatego stwierdziłem, że możemy spokojnie odrzucić teorie spiskowe, jakoby to jury nagrody Nobla postanowiło dokopać Polsce, a zwłaszcza PiS-owi. Im się po prostu spodobało to, co ona pisze, bo ona mówi to samo, co Greta. A i ojcowie synodu amazońskiego, gdyby zorganizowali go po przyznaniu nagrody Nobla, być może cytowaliby w swoim dokumencie roboczym albo końcowym Olgę Tokarczuk.

To wszystko świadczy o jednym: Tokarczuk idzie z Duchem Czasu i dlatego, gdy minie nasza żałosna epoka, nikt jej czytać nie będzie. Smutne jest jedynie to, że nagroda Nobla nada jej głosowi na jakiś czas wagi autorytetu i każda bzdura wypowiedziana o Polsce (o jej antysemityzmie i kolonializmie) będzie słuchana przez świat z nabożnym namaszczeniem. Dlatego też nie będę skakać z radości – jak niektórzy skądinąd trzeźwo oceniający tę twórczość prawicowi krytycy – z powodu Nobla dla Tokarczuk. To raczej nieszczęście. Krótkotrwałe, ale jednak. No i żal tych dzieci, które będą musiały ją obowiązkowo w szkole czytać.


wtorek, 10 grudnia 2019

Ban od Tokarczuk jako wyróżnienie

Na „tłiterze” ogromna ekscytacja. Kolejni użytkownicy tego medium chwalą się banem od Tokarczuk. Zabawne jest to, że wielu z nich twierdzi, że nawet nie zamieścili ani jednego komentarza pod wpisem pisarki.

Takie byłoby to z jej strony (lub administratora jej konta) znajdowanie „punktów widzenia, które nie są ani widoczne, ani oczywiste”. Lepiej niemiłe sercu głosy zagłuszyć, zablokować.

Hm... A może ona potem chce je „znaleźć”, gdy już nie będą „ani widoczne, ani oczywiste”?



poniedziałek, 11 listopada 2019

W Święto Niepodległości twardy pisarz twardo wali w pysk

Znany pisarz, który niegdyś napisał wzruszające alegoryczne opowiadanko o Polsce, znowu stoi okrakiem, waląc „ostro” w święto niepodległości, ale tak by go jednak kochano. Cały czas się tylko zastanawiam: po co w ogóle pisze po polsku? I cały czas sobie przypominam: najważniejsza jest przecież literatura. No tak, a ile dochodu przyniesie literatura pisana tylko w gwarze śląskiej? To też przecież część tej strategii stawania okrakiem. Jego „odważne” wypowiedzi stają się wobec tego nudne, kiedy się tylko uświadomi tę metodę (a uświadomić ją sobie można dość szybko).

Notabene odnoszę wrażenie, że on tego środowiska, w które wszedł parę lat temu, tak naprawdę nienawidzi i gardzi nim, tak jak gardzi (ale z inych powodów) teraz tym, z którego wyszedł. No cóż... najważniejsza jest literatura.

Może zamiast słuchać jego wypowiedzi, obejrzyjmy sobie nieco baśniową opowiastkę na 101 rocznicę niepodległości:


czwartek, 10 października 2019

Ciągle czekam, aż przyznają literacką nagrodę Nobla

Chyba się nie doczekam.

O tej autorce, która nie rozumie słowa „naród” i która bredzi o „matczyźnie”, pisałem dwa lata temu tutaj.

Dwie opinie: Mój przyjaciel z dawnych lat, obecnie profesor, o wytworach pani laureatki: „Próbowałem to czytać, nie przebrnąłem”. Moja znajoma, wykształcenie wyższe, dumna, że Polska znowu coś znaczy, że o nas mówią, że coś osiągnęliśmy jako naród, bo kolejna laureatka (ale przecież ona nie rozumie słowa „naród”!): „Moje koleżanki dały mi jej książki w prezencie. Nie byłam w stanie przez nie przebrnąć. No, ale to kwestia gustu przecież. Mi jej styl po prostu nie odpowiada”. Chyba nie tylko jej, jak widać...


sobota, 31 sierpnia 2019

Moja zachcianka nie jest twoją zachcianką. A powinna?

W jednym ze swoich wpisów napisałem, że w przypadku różnych lewicowych i liberalnych establishmentów trudno mówić o hipokryzji, kiedy ich postępowanie nie jest konsekwentne. Trudno bowiem mówić – jak mi się wydaje – o hipokryzji tam, gdzie nie ma stałych punktów orientacyjnych, a tak jest w tym przypadku. Stąd trafniejsze jest określenie zaczerpnięte z „W pustyni i puszczy” Sienkiewicza – „moralność Kalego”.

Najnowszym przykładem takiego postępowania jest warszawska afera z szambem (by nie użyć grubszego słowa). Konia z rzędem temu, kto przedstawi choć jednego „zielonego”, który zaprotestował przeciwko decyzji wypuszczenia tych ścieków do Wisły. A przecież ci sami ludzie użalają się na kornikiem drukarzem i każdym drzewkiem, które ktoś zetnie na swojej działce. Czegoś nie zauważyli? Byli w tym czasie na wakacjach?

Ponieważ lewacy wydają się nie mieć stałych punktów orientacyjnych, jakichś stałych punktów odniesienia w swojej „płynnej postnowoczesności”, być może w dyskusji z nimi trzeba zastosować trochę inny język, by zapędzić ich w kozi róg i następnie wyjaśnić im to, co dla nich nie jest takie oczywiste.

Weźmy taki przykład. Kiedyś – spory czas temu – naszło mnie, by przejrzeć „fejsbukowe” profile dawnych moich znajomych ze szkoły średniej. Po poczytaniu sobie i oglądnięciu tego, co na nich zamieszczają, doszedłem do wniosku, że chyba niespecjalnie mam ochotę do nawiązania kontaktu z większością z nich. Mniejsza jednak o to. Na jednej ze stron natknąłem się na wyrazy oburzenia z powodu klauzuli sumienia (był to wtedy głośny temat) i faktu, że ktoś autorce tego wpisu mógłby nie sprzedać środków antykoncepcyjnych, które ona ma ochotę nabyć.

I słusznie! Słusznie pod warunkiem, że przyjmie się założenie, iż mam niezbywalne prawo do realizacji moich zachcianek i jeśli chcę sobie kupić np. środek dzieciobójczy, to mam do tego prawo i już! Ok. A teraz spójrzmy na to z drugiej strony. Jestem aptekarzem i mam taki kaprys, taką zachciankę, żeby nie sprzedawać środków antykoncepcyjnych, nawet jeśli ktoś bardzo je chce kupić i wręcz twierdzi, że jest to dla niego sprawa życia i śmierci. Otóż dla mnie jest to również sprawa życia i śmierci (nienarodzonego dziecka) i w związku z tym oburza mnie, że ktoś próbuje mnie przymusić do sprzedaży tychże środków. Prowadzę sobie aptekę i oto ktoś przychodzi do mnie i mówi mi, że mam sprzedawać to, co tej osobie akurat zachciało się kupić! A ja nie mam na to najmniejszej ochoty!

Jasne? Obawiam się, że chyba nie. W końcu mamy do czynienia z moralnością Kalego.


poniedziałek, 15 lipca 2019

Homo viator i homo superbus

„W wielkich dziełach literatury odkrywamy głębokie zrozumienie bytu człowieka i jego celu. Odkrywamy, że osoba ludzka to homo viator, pielgrzym, czyli wędrowiec, który podróżuje przez śmiertelne życie, pamiętając zawsze o życiu wiecznym. To zrozumienie, kim jesteśmy, zostało utracone. „Człowiek nowożytny – pisał Chesterton – bardziej przypomina podróżnika, który zapomniał nazwy miejsca swojego przeznaczenia i musi wrócić tam, skąd przyszedł, by odkryć, dokąd zmierza”. W rzeczywistości rzeczy przedstawiają się nawet gorzej, niż wyobraził sobie to Chesterton, ponieważ współczesny człowiek nie tylko zapomniał nazwy miejsca swojego przeznaczenia, ale nawet zapomniał, że ma jakieś miejsce przeznaczenia. Nie wie, że jest podróżnikiem. Nie ma świadomości, że podróżuje ani że ma dokąd pójść. Nie jest on homo viator, ale homo superbus – człowiek pyszny, żałosna istota złapana w pułapkę pomiędzy ograniczeniami konstruowanego przez siebie „ja”, więzień swojej własnej dumy i uprzedzenia”.

Joseph Pearce, Literature: What Every Catholic Should Know (tłum. własne)

sobota, 6 lipca 2019

Już wkrótce beatyfikacja arcybiskupa Fultona J. Sheena!

Kiedy wczoraj zamieszczałem kolejny odcinek z cyklu „Corner Shop”, nie przypuszczałem, że następnego dnia dotrze do nas dobra nowina: O uznaniu przez papieża cudu za wstawiennictwem arcybiskupa Fultona J. Sheena. Oznacza to, że wreszcie arcybiskup zostanie ogłoszony błogosławionym.

Proces beatyfikacyjny był wstrzymany trwającym trzy lata procesem z archidiecezją Nowego Jorku o wydanie doczesnych szczątków arcybiskupa Fultona J. Sheena. Mimo, że według wcześniejszych ustaleń trumna z arcybiskupem miała być przewieziona do Peorii, gdzie Sheen miał spocząć w grobowcu, kardynał Dolan nie chciał jej wydać. Bratanica Sheena, starsza już pani, musiała chcąc nie chcąc wdać się w proces sądowy, który archidiecezja Nowego Jorku przegrywała kilka razy i ponownie się odwoływała. Wreszcie ciało arcybiskupa zostało decyzją sądu wydane i przewiezione do diecezji w Peorii. Tym samym został wznowiony proces beatyfikacyjny i właśnie dzisiaj dotarła wspaniała wiadomość o uznaniu cudu, który jest podstawą do beatyfikacji arcybiskupa Sheena.

Zachęcam tym samym czytelników mojego bloga także do oglądania poprzedniego odcinka mojego wideobloga na temat książki Warto żyć. Miejmy nadzieję, że niewiele czasu upłynie, a Sheen zostanie również ogłoszony świętym, o co należy się modlić. Także prosząc go o wstawiennictwo w naszych potrzebach lub potrzebach bliskich nam osób.


środa, 26 czerwca 2019

Manuela, Manuela, kiedyś bym powiedział: „Bella!”

Nasze prawicowe media co jakiś czas przytaczają „skandaliczne” lub „haniebne” słowa różnych artystów, celebrytów, pisarek i pisarzy, poetek i poetów, gitarzystek i gitarzystów, piosenkarek i piosenkarzy. Wśród gwiazd kolorowej prasy dla pań wyzwolonych zdaje się szczególnym blaskiem błyszczeć, w tym „lepszym” i „nowocześniejszym” świecie, gwiazdka Manueli Gretkowskiej. Wpisałem w wyszukiwarkę „Do Rzeczy” jej nazwisko, szukając ostatniego artykułu na jej temat, i ku swojemu zaskoczeniu otrzymałem w wyniku całą serię tekstów jej właśnie poświęconych.

Rzut oka na tytuły uświadamia, że pani ta ma niewiele mądrego do powiedzenia. I aż dziwne, że prawicowe pismo poświęca jej tyle uwagi. Albo redakcja musi wypełnić miejsce czymś w miarę sensacyjnym, a przy tym durnym, by przyciągnąć mniej wyrobionego czytelnika. Albo poświęca tej pani aż tyle uwagi, bo kiedyś Czesław Miłosz powiedział o jej debiutanckiej książce parę ciepłych słów i siłą rzeczy ta sława się za nią ciągnie. Albo po prostu jest gorąco i redakcja nie panuje już nad tym, co zamieszcza, bo się jej twarde dyski przegrzały. Ale aż tyle razy? Trzeba by chyba sprawdzić, jaka była temperatura w pozostałych przypadkach.

Dlaczego więc sam poświęcam tej pani tyle miejsca (i to już po raz drugi)? A to dlatego, że jest ta pani swoistym pars pro toto. Istnieje u nas pewna grupa celebrytów, która jest znana po prostu z tego, że jest głośna. Albo inaczej i ściślej: że jest wulgarna. I dotyczy to nie tylko takich bluzgaczy jak Zbigniew Hołdys. Tutaj można by machnąć ręką, że to zwykły szarpidrut. Ale do tego grona zaliczają się „subtelni” intelektualiści, pisarze, filozofowie, prawnicy i członkowie (oraz członkinie) grona profesorskiego. Nie mają oni nic mądrego do powiedzenia, potrafią jedynie obrażać. A właściwie: usiłują obrażać.

Wypowiedzi pani Gretkowskiej dotykają mnie bowiem mniej więcej tyle, ile wypowiedzi jakiejś głupiutkiej, niedojrzałej nastolatki, która zrobiła sobie dredy, wpakowała pod pachę tom Sartre’a i myśli, że jest wielką buntowniczką (albo Zbigniewa Hołdysa), czyli tyle co nic. Różnica jest może taka, że w przypadku nastolatki zawsze jest jeszcze szansa, że z tego wyrośnie i zmądrzeje. W przypadku Manueli Gretkowskiej i wielu innych ta szansa wydaje się niestety być równa zeru. Pozostaje jedynie się za nią modlić. Ale po co przy tym zwracać na jej wulgaryzmy uwagę i komentować to na łamach poważnych konserwatywnych mediów?


piątek, 10 maja 2019

Nienasycenie

„(...) Tylko wola zadaje mękę człowiekowi. Ponieważ słudzy moi wyzbyli się swojej woli, by przyoblec się moją, nie czują męki naprawdę przygnębiającej i są nasyceni, gdyż czują mą obecność w swej duszy przez łaskę. Lecz ci, którzy Mnie nie posiadają, nie mogą być nasyceni, choćby posiedli cały świat, gdyż rzeczy stworzone są mniejsze niż człowiek; są bowiem stworzone dla człowieka, nie człowiek dla nich. Nie mogą więc być przez nie nasyceni. Tylko Ja mogę ich nasycić. Przeto ci biedacy, tkwiąc w takiej ślepocie, zawsze są głodni; nigdy się nie mogą nasycić, ciągle pożądają tego, czego nie mogą posiąść, bo nie proszą o to Mnie, który mogę im to dać.

Chcesz wiedzieć, czemu cierpią? Wiesz, jakie miłość zawsze zadaje cierpienie, gdy człowiek traci coś, z czym się utożsamił. Tamci utożsamili się przez miłość z ziemią w różny sposób; stali się ziemią”.

(...)

Teraz widzisz, jak mylą się i z jaką męką idą do piekła, stając się męczennikiem diabła. I cóż ich oślepia? Chmura miłości własnej, leżąca na źrenicy światła wiary. Widziałaś, jak udręczenia i prześladowania świata, skądkolwiek przychodzą, dotykają sługi moje na ciele, nie mącąc ich ducha, gdyż są pojednani z wolą moją; przeto chętnie cierpią dla Mnie.
Słudzy świata trapieni są jednak wewnątrz i zewnątrz, a zwłaszcza wewnątrz, przez strach, aby nie stracić tego, co posiadają, i przez miłość, która każe im pożądać tego, czego nie mogą mieć. Z tych dwóch cierpień wypływają wszystkie inne, których język nie byłby zdolny opowiedzieć. Widzisz więc, że nawet w tym życiu lepszą cząstkę mają sprawiedliwi niż grzesznicy”.


Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Opatrzności Bożej, tłum. Leopold Staff

czwartek, 9 maja 2019

Lewica i mentalność Kalego

O hipokryzji lewicy można by napisać tomy. Niemal każdy dzień przynosi tego przykłady. Jedne większej, inne mniejszej skali. Zresztą trudno tak naprawdę chyba mówić tu o hipokryzji. Przecież oni nie mają żadnych trwałych punktów odniesienia albo te punkty odniesienia zostają przestawione, jeśli okazuje się, że wadzą w „postępie” lub „Duch Czasu” uzna je za anachroniczne. Jest to raczej mentalność Kalego tak znakomicie opisana przez Henryka Sienkiewicza. Tych ludzi trzeba po prostu albo nawrócić, albo modlić się o ich nawrócenie, jeśli stawiają opór.

Ta mentalność Kalego jest w istocie mentalnością ludzi niedojrzałych, ludzi, którym wszystko się należy, których interesuje jedynie własne „ja”, którzy może mają jakieś instynktowne przejawy dobra lub pozory dobra. Oni może nawet w swej niedojrzałości sądzą, że postępują dobrze, nawet wówczas, kiedy szydzą z tego, co święte dla innych. Może nawet szczerze wierzą w to, co głoszą. Może szczerze sądzą, że ich pomysły przyniosą innym również dobro. Ale w swej dziecinnej naiwności lub głupocie nie widzą, że realizacja ich idiotyzmów może jedynie przynieść zarówno innym, jak i im samym krzywdę. Jak głupiutkie dzieci, dla których raj to stół zastawiony lodami i słodyczami.

Przykład tej mentalności Kalego z dnia dzisiejszego: oto Amnesty International broni bluźnierczej prowokatorki. Amnesty International walczy o „prawa człowieka”. A jakże! Tyle tylko, że walczy o te prawa dość wybiórczo. Nie wszyscy zasługują na to, by załapać się na wsparcie tej organizacji. Wątpię, by na przykład członkowie tej organizacji wstawili się kiedykolwiek za jakimś pro-liferem. Nie sądzę też, by obchodził ich los nienarodzonych dzieci szlachtowanych w sterylnych rzeźniach, które dofinansowywane są z budżetu państwa, czyli z kieszeni podatnika. Ale – żeby podać konkretny przypadek – wystarczy przypomnieć tragiczny los Alfiego Evansa. I reakcję Amnesty International wówczas. Mieli „za mało danych”, by podjąć działanie. Łamano prawo dziecka do życia. Łamano prawo rodziców do opieki nad własnym dzieckiem. A oni mieli „za mało danych”!


piątek, 26 kwietnia 2019

Nawet diabły nie mogą na to patrzeć

Owoce tego drzewa, które zadają śmierć, są tak rozmaite jak same grzechy. Niektóre służą za pokarm zwierzętom; popełniają je ludzie, którzy tarzają się ciałem i duchem jak świnie w błocie rozkoszy cielesnych. O duszo podła, gdzie twoja godność? Byłaś stworzona siostrą aniołów, teraz stałaś się szpetnym zwierzęciem. Tak wielka jest nędza tych grzeszników, że nie tylko Ja, który jestem samą czystością, znieść ich nie mogę, lecz nawet diabli, których stali się przyjaciółmi i sługami, nie mogą patrzeć na popełnianie tak wielkiej sprośności.

Żaden grzech nie jest tak obrzydliwy i nie gasi bardziej światła intelektu człowieka.

Katarzyna ze Sieny, Dialog o Opatrzności Bożej, tłum. Leopold Staff.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Kto został zwyciężony?

Przez miłosierdzie Twoje zostaliśmy stworzeni i przez miłosierdzie Twoje na nowo stworzeni w krwi Syna Twojego. Miłosierdzie Twoje zachowuje nas. Miłosierdzie kazało Synowi rozstrzygnąć bój na drzewie krzyża, w tej walce śmierci z życiem, a życia ze śmiercią. Wtedy życie pokonało śmierć grzechu, a śmierć grzechu odebrała życie cielesne nieskalanemu Barankowi. Kto został zwyciężony? Śmierć. Co było tego przyczyną? Miłosierdzie Twoje.

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności, tłum. Lepolod Staff.

czwartek, 11 kwietnia 2019

O zmysłowej miłości własnej

Czyż nie widzisz, że wszyscy Mnie obrażają, a Ja stworzyłem ich z tak wielkim ogniem miłości i uposażyłem ich łaską i tylu darami nieskończonymi, które dałem im z łaski, bez zasługi z ich strony? Otóż widzisz, córko, jak licznymi i różnymi grzechami obrażają Mnie. Zwłaszcza przez nędzną i obrzydliwą miłość własną, źródło wszelkiego zła.

Miłością tą zatruli cały świat. Bo jak miłość ku Mnie zawiera w sobie wszelką cnotę świadczoną bliźniemu, jak ci to ukazałem, tak zmysłowa miłość własna, która wynika z pychy (jak umiłowanie Mnie wynika z czystej miłości), zawiera w sobie wszelkie zło.

To zło czynią oni poprzez stworzenia, oddzieleni i odcięci od miłości bliźniego, jak ci to powyżej wyłożyłem. Jak nie kochają Mnie, tak nie kochają bliźniego, bo te dwie miłości są nierozdzielnie zjednoczone. Przeto rzekłem ci, że wszelkie dobro i wszelkie zło dzieje się tylko poprzez bliźniego, jak ci to powyżej wyłożyłem.

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Opatrzności Bożej, tłum. Leopold Staff


piątek, 5 kwietnia 2019

Drzewo miłości

Wyobraź sobie koło umieszczone na ziemi, a w środku tego koła wyrastałoby drzewo, który wypuściło z boku złączoną z nim latorośl. Drzewo ciągnie soki z ziemi, zamkniętej obwodem koła, bo gdyby znajdowało się poza ziemią, zginęłoby i nie rodziłoby owoców, dopóki nie będzie zasadzone w ziemi. Teraz wyobraź sobie, że dusza jest drzewem stworzonym dla miłości i mogącym żyć tylko miłością.

Jeśli dusza ta nie ma prawdziwie boskiej doskonałej miłości, nie rodzi owoców życia, lecz śmierci. Trzeba więc, aby korzeń tego drzewa, to jest poryw duszy, tkwił i żywił się w kole prawdziwego poznania siebie. To poznanie siebie jest zjednoczone ze Mną, który nie mam początku ani końca, jak koło, które jest okrągłe i w którym będziesz próżno krążyć tam i z powrotem, a nie znajdziesz, gdzie ono się zaczyna i kończy, a jednak znajdujesz się w nim. To poznanie siebie, i Mnie w sobie, jest i znajduje się na ziemi prawdziwej pokory, która jest tak wielka jak szerokość koła, to jest jak poznanie siebie, a o ile, powtarzam, jest ono w łączności ze Mną. Bez tej łączności ze Mną to poznanie nie byłoby kołem bez początku i końca; miałoby początek, którym jest poznanie siebie, i koniec, którym jest zawstydzenie.

Drzewo miłości żywi się więc pokorą; drzewo to puszcza z boku latorośl prawdziwego rozeznania. Rdzeniem tego drzewa miłości jest cierpliwość, która jest pewnym znakiem mej obecności w duszy i zjednoczenia tej duszy ze Mną.

To drzewo, tak słodko zasadzone, wydaje wonne kwiaty cnoty, o licznych i rozmaitych zapachach. Rodzi owoc łaski w duszy oraz owoc pożytku dla bliźniego według gorliwości, z jaką ten przyjmuje owoce sług moich. Do Mnie wznosi woń chwały i sławy imienia mego, bo Ja jest stworzyłem. Tak osiąga swój cel, a więc Mnie, który jestem życiem wiecznym i nie mogę być odebrany duszy, jeśli ona nie chce.
Wszystkie owoce, które wydaje to drzewo, są zaprawione roztropnością, gdyż są zjednoczone ze sobą, jak ci rzekłem.

Św. Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności, tłum. Leopold Staff.


sobota, 30 marca 2019

Gardzenie prawem Bożym nie uchodzi bezkarnie

Bych był Izajaszem, chodziłbym boso i na poły nagi, wołając na was, rozkoszniki i rozkosznice, przestępniki i przestępnice zakonu Bożego: „Tak was złupią i tak łyskać łystami będziecie, gdy nieprzyjaciele na głowy wasze przywiedzie Pan Bóg i w taką was sromotę poda! I będzie wam złość wasza, jako mur porysowany wysoki, który, gdy się nie spodziewacie, upadnie. I jako garncarska fłasza, mocno uderzona, z której się nie najdzie skorupka na noszenie trochę ognia i na poczerpnienie trochy wody z dołku”. Ustawicznie się mury Rzeczpospolitej waszej rysują, a wy mówicie: Nic, nic, nierządem stoi Polska! Lecz gdy się nie spodziejecie, upadnie i was wszystkich potłucze!

Piotr Skarga, Kazania sejmowe.


środa, 27 marca 2019

O bojaźni Bożej jako najlepszym gwarancie zachowania praw

A gdzie prawa ludzie do bojaźni Bożej wiodą, tam jest najszczęśliwsza Rzeczpospolita, gdy nie tak srogością praw ludzkich, jako bojaźnią nawyższej na niebie mocy, lud się do posłuszeństwa i innych cnót przywodzi. Nigdy tak prawa ludzkie hamować nie mogą od złego, jako bojaźń Boża, która serce przebija, gdy myśli człowiek, iż ludzkiej ręki uść może, ale Boskiej nigdy uść i przed nią się skryć nie może. Przetoż Cyrus mówił: „Daj mi takie poddane, które się na bojaźń Bożą oglądają: tacy i sami sobie i mnie złego nic czynić nie mogą”. Dla tego ci, którzy prawa piszą, wszytkę swoją mądrość na to usadzać mają, chcą-li mieć szczęśliwe królestwo, aby się poddani ich Pana Boga bali, a prawa ich do tego im dawały pomoc.

Piotr Skarga, Kazania Sejmowe.


środa, 20 marca 2019

Na poprzednie i kolejne wybory

Patrzcie, do jakich nieprzystojności i prawie dziecinnych i śmiechu godnych postępków i zagmatwania przyszli. Naprzód obieranie posłów na sejmikach takie jest, iż możniejszy a śmielszy czynią, co chcą: abo się sami obierają, i drudzy mało nie dożywotny sobie ten urząd czynią, abo takie wystawiają, którzy ich myślom i przedsięwzięciu służą. A szlachta, w prostocie nie wiedząc, co się dzieje, przyzwala i wrzaskiem wszystko odprawuje. Ci co się sami obierają i wtrącają, ze swymi złemi chciowościami, a nie z powinnym ku dobru Rzeczypospolitej sercem, do tego urzędu przystępują.

Piotr Skarga, Kazanie sejmowe.