Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wPolityce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wPolityce. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Narodowiec-homoseksualista uprawiający seks ze swoim partnerem nie jest ok. Jasne?

Chyba nie, bo tekst pewnego znanego aktora (o którym szczerze mówiąc nie wiem nic) sugerujący coś zupełnie innego, został uznany przez konserwatywne medium za „mocny wpis”.

Więc zacznijmy raz jeszcze: Narodowiec-homoseksualista uprawiający seks ze swoim partnerem nie jest ok. Nie jest też ok, jeśli seks ze swoim partnerem uprawia socjalista-homoseksualista, anarchista-homoseksualista czy kogo tam sobie jeszcze wymyślicie. Uprawianie seksu homoseksualnego jest złe. Koniec. Kropka. Trzeba to powiedzieć jasno i klarownie. Niestety, jak się okazuje, nie jest to już takie jasne nawet dla hiperkonserwatywnych katolików pokroju Michała Ujazdowskiego, na którego kiedyś przed laty głosowałem (o czym piszę z prawdziwym wstydem).

Tekst celebryty nie jest „mocny”. Jest tak naprawdę jednym z tych tekstów pisanych przez milutkich ludzi, którzy chcą zadowolić każdego i do każdego się miło uśmiechnąć i puścić oczko. Przyświeca im światowe „Kochajmy się!”, za którym stoi mdła wizja słodkiej koegzystencji jednych z drugimi, homoseksualistów z narodowcami, komunistów z konserwatystami, katolików z ateistami, Kościoła z lożą masońską itd., itp. Nie jest to wizja świata oparta na prawdzie, ale wizja świata oparta na „milutkości”. Żeby tylko przypadkiem nie było żadnego konfliktu! To taka celebrycka wizja „wielu ścieżek na jeden szczyt”.

Być może autor uznałby, że nie czytam „ze zrozumieniem” i nie zauważam „znaków przystankowych”. Choć zgodzę się z nim, że uleganie „złym emocjom” i histeryzowanie nie jest wskazane i że „przestaliśmy myśleć”, to stwierdzam, że najpierw trzeba postawić pewne sprawy jasno, a potem próbować rozmawiać. Tymczasem autor plącze i miesza. Chce być słodki i po środku, chce, bym sprzeciwiając się grzechowi homoseksualizmu jednocześnie uznał, że dwóch panów współżyjących ze sobą to coś „ok” i że gorsze jest niepłacenie podatków czy palenie papierosa w zabronionym miejscu. Niestety na takie postawienie sprawy zgodzić się nie można. To znowuż taki odpowiednik patriotyzmu, który przejawia się kasowaniem biletu w tramwaju i sortowaniem śmieci.

Akty homoseksualne to zło zarówno w wymiarze moralnym, jak i społecznym. Dla duszy z pewnością nawet dużo bardziej niszczące i śmiertelne, niż zapalenie papierosa czy nawet stu papierosów w biurze wielkiej korporacji.


piątek, 12 lipca 2019

Z cyklu: Myszkując po Internecie, czyli kto nam nasłał Uranian?

Tak, wiem, miało o tym już nie być, przynajmniej przez jakiś czas, ale artykuł jest na tyle interesujący i wyjaśnia, skąd się wzięły pewne panujące do dziś (a zwłaszcza dziś!) mity na temat „kochających inaczej”, że warto go polecić na łykend (choć sama lektura zabierze niewiele czasu).

Tekst Jakuba Maciejewskiego sięga nieco dalej w głąb historii niż tylko rewolucja lat sześćdziesiątych XX wieku i pokazuje źródła i prekursorów ruchu określanego jako „LGBT”. Warto wiedzieć, że przed LGBT-coś-tam byli na przykład „Uranianie”. A skąd się oni wzięli, kto ich wprowadził na scenę i po co, tego można dowiedzieć się tutaj.


poniedziałek, 1 lipca 2019

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę

Wraz z ofensywą harcowników Sodomy i Gomory nad Wisłą wychodzi coraz więcej szczegółów na temat tego, kto za nimi tak naprawdę stoi i jakie są ich prawdziwe cele. Rosji Niemcy wysłali w zaplombowanym pociągu Lenina, by zrobił im rewolucję, czyli jak to kolokwialnie się mówi: „rozpierduchę”. Dzisiaj współczesnych homobolszewików wspierają nie tylko Niemcy, ale i wielkie koncerny, które totalitarną ideologię LGBT-coś-tam próbują narzucić polskim pracownikom. Tym koncernom, jak widać, też zależy na tym, by zrobić „rozpierduchę” w Polsce, czyli przerobić Polaków na cioty zainteresowane tylko dogadzaniem sobie. Polak-katolik widać jest zbyt niezależny.

Tak się jakoś dziwnie składa, że zbiega się to z setną rocznicą wojny polsko-bolszewickiej. Wrażenie chyba jest podobne do ówczesnego – że oto jeszcze trochę, a tęczowa bolszewia pochłonie całą Europę. Trudno nie marzyć w tej sytuacji, by również w dokładnie setną rocznicę bitwy warszawskiej dokonał się podobny cud i by homobolszewików wyparto z Polski. 15 sierpnia 2020 roku to byłaby dobra data na kolejny cud nad Wisłą. Pamiętać jednak należy też i o tym, że wówczas Polska obroniła swą niepodległość niestety na krótki czas. Dobrze by było, aby ówczesnych błędów nie powtórzyła.

O paraleli pomiędzy „wolnością” bolszewicką, którą sto lat temu nieśli nam czerwonoarmiści, a dzisiejszą „wolnością” homobolszewicką pisałem jeszcze w roku 2013. Chyba wówczas nie przypuszczałem, że tak szybko międzynarodówka homobolszewicka uzna, że Polska jest już gotowa do podboju. Okazuje się, że po Irlandii współcześni komisarze postanowili zaprowadzić porządek nad Wisłą. Marzy im się tęczowa Polska i urabianie dzieci na wzorowych członków homobolszewickiej ojczyzny.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, o co tak naprawdę im chodzi, jeśli ma złudzenia i łudzi się, niech spojrzy na to, co działo się przedwczoraj w Paryżu. Tam swoje cele współcześni wyznawcy totalitarnej ideologii, jaką jest LGBT-coś-tam wyrazili wystarczająco jasno.

W Polsce potrzebne jest stanowcze działanie rządu, stosowne ustawy zabraniające propagowania tej totalitarnej ideologii przez koncerny i media. Potrzebne jest też przebudzenie się Polaków. W IKEI jeden z nich się przebudził i zrozumiał, że nie można kolegi zostawić samego, zwolnił się w geście solidarności. A co robi reszta? Będzie trząść tyłkami (do których wkrótce dobiorą się „tolerancyjni” inaczej), czy przypomni sobie o sierpniu 1980 i innych zrywach Polaków?

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę!


poniedziałek, 24 czerwca 2019

Feministki ostrzą noże albo rzeźnia ludzka w kadrze

Trudno sobie wyobrazić chyba większy przykład nikczemności i zła we współczesnym „cywilizowanym” świecie niż kobieta, która chełpi się aborcją, czyli zabiciem swojego dziecka. Teraz mamy jeszcze konkurs fotograficzny. Jak informuje portal „wPolityce.pl”, feministki ogłosiły konkurs fotograficzny na temat aborcji w Polsce w XXI wieku.

Z drugiej strony myślę, że organizacje broniące życia mogłyby dostarczyć paniom z piekła rodem odpowiednią dokumentację. Zarówno zdjęcia zabitych nienarodzonych dzieci, jak i zdjęcia pokazujące niszczenie antyaborcyjnych wystaw, jakiego dopuszczają się zwolennicy „tolerancji” i bezkarnego mordowania niewinnych istot ludzkich.

Dożyliśmy wstrząsających czasów. Z jednej strony Rzecznik Praw Niektórych wstawia się za bandytą, który w bestialski sposób zamordował dziecko, i broni tego zwyrodnialca godności. Z drugiej kobiety – te, które powinny chronić kruche i bezbronne życie – domagają się bezkarnego mordowania dzieci w swoich łonach, czyli pozbawienia tych dzieci wszelkiej godności i ochrony. Tutaj Rzeczenik Praw Niektórych nie protestuje.

wtorek, 21 maja 2019

„Progresywnie” do mroków barbarzyństwa

Vincent Lambert uratowany. Przynajmniej na jakiś czas… Ale nie wiadomo, jak długo niestety. To dobra wiadomość, bo choć na chwilę cywilizacja śmierci przegrała.

Niedawno pisałem, że Jerzy Buzek chyba chlapnął coś, co media prawicowe przeoczyły, a mianowicie, jaki jest plan PO dla Polski: wprowadzanie „oświecenia” stopniowo. „To trzeba robić stopniowo” powinno być na czołówkach wszystkich portali prawicowych, bo wygląda na to, że Buzek zdradził strategię tych lepszych – z miast, z wyższym wykształceniem, rozumnych, którzy teraz zbratali się z postkomuchami, wciągając ich na pokład, zamiast dać zatonąć.

Dlaczego o tym piszę, bo pewien szum wywołała w ostatni łykend wypowiedź Rafała Grupińskiego o tym, że największa partia opozycyjna „nie może wszystkich swoich zamiarów zdradzać Polakom, bo ich pogonią” – jak pisze portal wPolityce. Dotyczy to także tzw. „związków partnerskich”. Oni chcą działać „progresywnie”. Taka to „chrześcijańska demokracja”, taki to „Kościół Łagiewnicki”.

Buzek więc mówi o działaniu „stopniowym”, a Grupiński o „progresywnym”. A to nie oznacza nic innego, jak tylko stopniowe, progresywne oswajanie Polaków z Sodomą i Gomorą, a także z przypadkami podobnymi do przypadku Vincenta Lamberta, czyli z wprowadzaniem do Polski barbarzyństwa i likwidacji tego, czego zlikwidować się nie udało ich partnerom w wyborach – komuchom, a mianowicie: cywilizacji chrześcijańskiej, która oznacza prawdziwą cywilizację europejską, a nie tę atrapę i imitację, jaką różnej maści lewicowcy i liberałowie usiłują budować.


wtorek, 7 maja 2019

Świnia przy mikrofonie II, czyli „stopniowo, panowie i panie, stopniowo!”

Tak, jak przewidywałem, pan od świni ma rosnące „publicity”. A okazuje się, że nawet „król Europy” się od niego tak naprawdę nie odcina, co mnie w gruncie rzeczy nie zaskakuje.

Tymczasem chyba były premier RP, Jerzy Buzek, niechcący chlapnął, o co chodzi, choć serwis „wPolityce”, streszczając jego wywiad dla radia, jakby tego nie zauważył, choć przytoczył. Otóż według tego portalu pan Buzek tak skomentował akcję z bluźnierczymi wizerunkami Matki Bożej: „Nie jestem za skrajnymi demonstracjami, nawoływaniem poprzez tego rodzaju demonstracje do skrajnego postępowania. To trzeba robić stopniowo” (podkreślenie moje).

Stwierdzenie byłego premiera bardzo mi przypomina coś, co kiedyś powiedział pewien „konserwatywny” europoseł o homoseksualizmie, że mianowicie Polska nie jest jeszcze na to gotowa. Strategią tych bardziej „oświeconych” jest więc wprowadzenie „nowoczesności” w oborze i zagrodzie „stopniowo”. A tutaj nagle wyskoczy taki ktoś z bluźnierczym wizerunkiem i chce przyspieszyć to wszystko. Tymczasem nasi „oświeceni” mówią: „To trzeba robić stopniowo”. Innymi słowy: przyzwyczajajmy Polaków do takich rzeczy, ale nie „na chama”, tylko kulturalnie, powoli, aż rodacy sami się nie zorientują, kiedy będą wokół mieli bluźniercze wizerunki Matki Bożej, święte obrazy będą wieszane na toaletach, zaś kochasie z LGBT-coś-tam będą mieli ochotę nie tylko poobcować sobie z ich dziećmi, ale nawet z aniołami.

Wracając do Donalda Tuska – okazuje się on nagle być obrońcą „wolności na polskich uczelniach”. Ciekawe, czy ktoś pamięta, jaka była jego reakcja na pracę Pawła Zyzaka o „ikonie naszej wolności” Lechu Wałęsie? A może Donald Tusk zabrał głos, kiedy nie chciano dopuścić do wykładu doktora Paula Camerona na uczelni albo kiedy odmówiono sali w jego rodzinnym Gdańsku Grzegorzowi Braunowi? Jakoś sobie nie przypominam, choć pamiętam jego reakcję na publikację Zyzaka. Jeśli ktoś ma mózgową zaćmę albo pomroczność jasną, może to sobie bez trudu wygooglować. Zachęcam.