Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fruczak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fruczak. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 lipca 2018
czwartek, 7 czerwca 2018
Fruczak przyleciał!
Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku zobaczyliśmy fruczaka na
naszym balkonie. Nie pokażę zdjęcia, bo bardzo trudno jest go sfotografować, a
nie miałem pod ręką dobrego sprzętu. Znacznie lepszy ma moja żona, która
zrobiła filmik z dość bliska.
Fruczak nazywa się tak naprawdę albo fruczak gołąbek, albo
zawisak, a niektórzy nazywają go polskim kolibrem, choć tak naprawdę nie jest
wcale polski, a z kolibrem również ma niewiele wspólnego z wyjątkiem wyglądu.
Nie jest bowiem ptakiem, tylko ćmą (inne źródła podają, że motylem).
Nasz fruczak pojawił się na naszym balkonie parę lat temu. Z
początku nie wiedzieliśmy, co to jest. Pojawiało się i znikało. W którymś
momencie moja żona nazwała go koliberkiem, bo to coś wyglądało faktycznie jak
ten mały ptaszek. Jednak ponieważ dość szybko znikało, nie byliśmy w stanie
dokładnie go zobaczyć. W kolejnym roku mogliśmy przyjrzeć się temu stworzonku
uważniej i po przejrzeniu sieci dowiedzieliśmy się, że to zawisak albo właśnie
fruczak gołąbek.
Przylatuje na nasz balkon co roku do pelargonii.
Podejrzewam, że nie jest to ten sam, który był w zeszłym roku, a przynajmniej
nie ten sam, którego ujrzeliśmy na początku (te stworzonka chyba tak długo nie
żyją), ale widocznie w jakiś sposób przekazują wiedzę o pelargoniach na naszym
balkonie. W zeszłym roku zresztą trudno było go zobaczyć na naszym balkonie z
powodu pogody (bardzo często było dość wietrznie i deszczowo). Dwa lata temu natomiast po raz
pierwszy zauważyliśmy też coś nowego – to nie był już jeden fruczak, ale dwa!
W czasie naszej pielgrzymce po Włoszech w pewnej przepięknie
położonej nadmorskiej miejscowości zobaczyliśmy całe stadko tych sympatycznych
stworzonek. No tak, ale róża Małego Księcia była wyjątkową różą i nasz fruczak
jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.
W tym roku wypatrzyliśmy go dość wcześnie. Z reguły powinien
się zjawić gdzieś koło lipca – pod koniec czerwca.
czwartek, 1 grudnia 2016
Cinque Terre X
Jeszcze kilka ostatnich fotek z Cinque Terre. To bez
wątpienia jeden z piękniejszych rejonów Włoch, położony w Ligurii, znajdujący
się na liście światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO.
Podejrzewam, że w lecie muszą to miejsce oblegać tłumy
turystów. Jesienią, przy pięknej, słonecznej pogodzie, też było ich sporo, ale
nie dawało się to tak we znaki. Dla mnie przynajmniej pogoda była idealna, gdyż
nie było lejącego się z nieba żaru.
Pięć miasteczek, malowniczo położonych na brzegu morza, to:
Monterosso, Vernazza, Corniglia, Manarola i Riomaggiore. Obecnie można do nich
się dostać drogą lądową – pociągiem, a nawet na piechotę. Jednak chyba
najlepszym pomysłem jest popłynąć tam stateczkiem, a wrócić koleją. A może
precyzyjniej – stateczkami, wysiadając w każdym z tych miasteczek na zwiedzanie
i zabierając się następnym rejsem do kolejnej miejscowości. Chyba dopiero
właśnie z morza można docenić ich malowniczość, kiedy z łodzi widać pnące się
po zboczach w górę kolorowe domy. Każda z nich ma nieco inny charakter, w
każdej warto pospacerować wąskimi uliczkami, usiąść w restauracji, by zjeść
danie z owoców morza (jeśli ktoś takie atrakcje lubi), lub zatrzymać się w
kawiarni na dobrą włoską kawę.
To zestawienie gór i morza nieco przypominało mi moje
podróże i zachwyty zachodnimi rejonami Irlandii. A trochę krótkie wakacje w tym
roku na Krecie.
Nie wspominałem na tym blogu jeszcze o fruczaku? Hm... Trzeba będzie to naprawić, ale to może innym razem. I najlepiej wówczas, kiedy uda mi się zrobić jego wyraźne zdjęcie, a jest to bardzo trudne. Ale z tym trzeba będzie poczekać do lata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)