Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gender. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 lutego 2020

Taka Kidawa Pucka, czyli Kali pokazuje brzydką twarz

Wydarzenia z Pucka, gdzie objazdowy cyrk robił bydło, wyraźnie pokazują, jakiej „tolerancji” i „demokracji” możemy się spodziewać, gdyby do władzy doszła pani Kidawa-Błońska z jej przyjaciółmi.

Nie kwestionuję prawa do wyrażania swoich opinii także protestem w czasie różnych spotkań i uroczystości, choć można się zastanawiać, czy upamiętnienie pewnych wydarzeń to właściwy moment do gwizdów, krzyków i tym podobnych... Co innego jest jednak gwizdanie czy domaganie się ustąpienia kogoś, a co innego wykrzykiwanie wulgaryzmów pod adresem urzędującego prezydenta, choćby się go bardzo nie lubiło.

Do tej pory nie usłyszałem, aby pani kandydatka, która potem z tymi ludźmi się witała przy nagrywającej to wszystko kamerze, odcięła się od takiego zachowania czy je potępiła. No tak, ale to przecież nie był prezydent Komorowski. Już kiedyś pisałem o mentalności Kalego na tej stronie. Sami sobie, drodzy Państwo, dopowiedzcie.

Tymczasem brzydką twarz pokazali „tolerancjoniści” także w Poznaniu, gdzie przyjęto tzw. „Europejską Kartę Równości w Życiu Lokalnym”. Dziwi mnie nieco, że można takie rzeczy robić na poziomie lokalnym. Przydałaby się jakaś ustawa, która by blokowała tego typu inicjatywy.

Mniejsza jednak o to. Takie rzeczy robią „kochający inaczej” w aglomeracjach miejskich, próbując rozsadzić państwo od środka, skoro nie mogą zrobić tego na poziomie państwowym. Oni kochają tolerancję mniej więcej tak, jak Kali swoje krowy albo objazdowy cyrk do robienia bydła pani Kidawy demokrację. My mamy ich kochać, ale oni nas już niekoniecznie. A to oznacza, że mieszkańcy Poznania będą musieli za ich pomysły płacić z własnej kieszeni i wbrew sobie. To znaczy oni nauczą dzieci tęczowej „tolerancji” i „miłości”, choćby rodzice tego nie chcieli. Bo jeśli rodzice czegoś nie chcą, to źle. Ale jeśli tęczowi czegoś nie chcą, to dobrze. I tyle.


Photo by Josua De on Unsplash

sobota, 13 lipca 2019

O zawiązanych oczach i życiu w fikcji, które krzywdzi nas samych i bliźnich

Arcybiskup Fulton J. Sheen napisał:

Pary małżeńskie często mówią: „Nie możemy sobie pozwolić na więcej dzieci”.
Ci, którzy wyrażają takie zdanie, prawdopodobnie nigdy nie pomyśleli o straszliwej zasadzie, jaką zwiastują, a mianowicie: prymacie tego, co ekonomiczne nad tym, co ludzkie. Wprowadźcie to w życie we wszystkich innych dziedzinach. Przypuśćmy, że mąż mówi, iż nie będzie już wspierał swojej żony. Czy powinien mieć prawo ją zastrzelić?

(...)

Ci, którzy przyznają prymat temu, co ekonomiczne, nie są tak naprawdę zainteresowani oszczędzaniem czy zarabianiem; są zainteresowani wydawaniem, które dyktuje udaremnianie życia. Próżniackie namiętności i pragnienie więcej kredytu, ubrań, oraz egoizm określają ich filozofię. Wierzą, że wolno im manipulować życiem poza prawami Bożymi, ponieważ prawa płodnego małżeństwa wiążą jedynie katolików.

Powiadają oni, że katolicy są przeciwni wszelkiemu udaremnianiu ludzkiego życia w małżeństwie, ale należy pamiętać, że ci, którzy nie są katolikami, nie mają więcej wolności naruszania naturalnych praw Bożych niż ktokolwiek inny. Tak się składa, że Kościół katolicki broni prawa naturalnego. Są tacy, którzy wierzą, że sprzeciw wobec udaremniania miłości, zasada, że przeznaczeniem małżeństwa jest być płodnym, to jedynie i wyłącznie nauka katolicka. Przypuśćmy, że spora większość ludzi chodziłaby wokół z zawiązanymi oczami i zatkanymi uszami. Wkrótce mielibyśmy encyklikę papieską sprzeciwiającą się temu, a Kościół mówiłby: „Nie jest rzeczą właściwą, by zawiązywać oczy i zatykać uszy. Rozum mówi, że oczy zostały stworzone do widzenia, a uszy do słuchania. Musicie pozwolić tym organom pełnić funkcję, do której stworzył je Bóg”.

Wielu powiedziałoby: „Och, Kościół katolicki sprzeciwia się kontroli oczu”.
„Kościół katolicki sprzeciwia się kontroli uszu”.

Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że jest mądrzejszy od Boga, wyrządza krzywdę sobie i bliźnim. Zamiast przemyśleć prawa Boże, dostrzec ich sens, zauważyć, że nie wszystko to, co dobre, jest łatwe, a te prawa stoją na straży miłości, buntuje się przeciwko nim. Bardzo często wspomniany wyżej przez arcybiskupa Sheena prymat ekonomiczny odgrywa tutaj ogromną rolę, tak ogromną rolę, że przestaje się liczyć człowiek, osoba, brat, mąż, żona czy siostra. Zwłaszcza ten cierpiący, który wydaje się być bezużyteczny.

Vincent Lambert był pod względem ekonomicznym bezużyteczny, wymagał stałej opieki lekarskiej, był więc nikomu niepotrzebny. I nie mówię tutaj o jego bliskich, którzy do końca walczyli o to, by utrzymać go przy życiu (niestety nie wszyscy, jego żona na przykład chciała jego śmierci). Prymat ekonomiczny zwyciężył nad człowiekiem. Ludzki bunt przeciwko planom Bożym zwyciężył nad miłością bliźniego. Wygoda na brakiem egoizmu.

Niedawno pewna polska celebrytka powiedziała: „Dziwi mnie ten podział świata na płcie. Oczywiście jest to kluczowe, ale nie zawszy wyznacza wszystko. Zakochujemy się w człowieku, a nie w płci”. Z pozoru jest to wszystko sensowne, ale tylko z pozoru. Jest w tym niechęć do akceptacji rzeczywistości. Nie chodzi tutaj tak naprawdę o miłość bliźniego, ale wspomniany przez Sheena egoizm, o nieakceptację naturalnych praw Bożych. Miłość zostaje tutaj sprowadzona do seksu tak naprawdę, bo przecież nie do czego innego. Ta celebrytka woli chodzić w opasce na oczach i z zatyczkami w uszach, nie widzieć dwóch płci, które ją „ograniczają”, a jeśli Kościół powie jej, że to jest złe, będzie mówić, że to Kościół ją ogranicza...


wtorek, 2 kwietnia 2019

Myszkując po Internecie: Braun o Janie Pawle II, modernizmie i ideologii gender

Ponieważ dzisiaj nie mam czasu napisać nic dłuższego, sygnalizuję dobry materiał wideo na portalu wRealu24.pl. Jest to wywiad z Grzegorzem Braunem o Janie Pawle II, a właściwie jeszcze o Karolu Wojtyle, o modernizmie w Kościele i ideologii gender oraz ataku na rodzinę. W ogóle chciałbym zwrócić uwagę, że oferta programowa adresowana do widza prawicowego się poszerza i w sieci można znaleźć wreszcie sporo dobrych materiałów, które moglibyśmy nazwać telewizją prawicową w ścisłym tego słowa rozumieniu. Wideo z wywiadem z Grzegorzem Braunem można obejrzeć tutaj.


środa, 13 lutego 2019

Dlaczego mężczyźni zasilają szeregi islamu?

Michael Voris w jednym ze swoich nowszych programów poruszył temat męskości. Męskość we współczesnych czasach nie wydaje się być w cenie. Przynajmniej w kulturze Zachodu. I nie chodzi tylko o „zwariowane” pomysły na modę „męską” serwowane przez projektantów mody, którzy chcą, by mężczyźni nosili coś, co bardziej przypomina damskie fatałaszki, ale o rzeczy dużo poważniejsze.

Feminizacja kultury Zachodu postępuje. Zniewieściałość objawia się na każdym kroku. Jednym z symptomów jest podważenie samego konceptu płci, którą według najnowszych koncepcji można sobie wybrać, która nie jest rzeczą daną raz na zawsze. Szkodliwe zasługi położyła tutaj zwłaszcza teoria gender. A jednym ze skutków takiego traktowania płci jest jednocześnie podważenie samej koncepcji męskości jako takiej, próba eliminacji tych cech, które stanowią o charakterze mężczyzny. Głośna niedawno reklama producenta męskich utensyliów była tego znakomitym przykładem.

Ta szkodliwa tendencja niestety dotknęła również Kościół. Wielu hierarchom Kościoła brak takich męskich cech, jak zwyczajna męska odwaga, by głosić prawdę, bronić jej, przeciwstawiać się złu, choćby nawet konsekwencją była utrata życia. Z reguły jednak chodzi o rzeczy dużo bardziej trywialne niż utrata życia: o utratę wsparcia polityków, utratę świętego spokoju, utratę popularności, utratę łaskawości tych, którzy są w hierarchii wyżej.

Michael Voris, mówiąc o tym wszystkim, zauważył, że mężczyźni jednak szukają jakiegoś „ujścia”, które zapewni im realizację swoich naturalnych pragnień i ambicji. Takim rozwiązaniem okazuje się dla wielu islam, „męska” religia, która oferuje wypaczoną i wykrzywioną wizję męskości. Zresztą najlepiej zobaczcie i posłuchajcie sami: film można obejrzeć na stronie PCh24TV.


czwartek, 18 stycznia 2018

„Seksmisja” po kanadyjsku


Jak się okazuje jedna z najzabawniejszych komedii w historii polskiego kina była nie tylko kpiną z totalitaryzmu, ale też przepowiednią czasów przyszłych, w których już żyjemy. Zapewne też wbrew intencjom samego reżysera. Jesteśmy też świadkami rzeczy, o których się wówczas ani reżyserowi, ani przeciętnym Polakom w siermiężnej komunie nie śniło. Na przykład: jednego z największych obłędów nowego stulecia (aż strach pomyśleć, co będzie dalej) – ideologii „gender”.


Wspomniałem już poprzednio na tym blogu, że Kanada, to kraj, któremu coraz dalej do sielankowego stereotypu o niej, a coraz bliżej do krainy przypominającej najczarniejszą dystopijną wizję.


Cóż jednak począć z tą wiadomością z Quebeku, którą podał portal LifeSiteNews? Śmiać się czy płakać? W latach osiemdziesiątych uznalibyśmy to za tak absurdalne, że nikt nie uwierzyłby, że takie rzeczy będą się dziać na serio. A jednak.


Otóż niejaki/niejaka (niepotrzebne skreślić) „Gabrielle” Bourchard została/został (niepotrzebne skreślić) szefową „największej grupy walczącej o prawa kobiet”. Ten ktoś urodził się jako mężczyzna, a teraz określa się jako „kobieta”. Nie wiem, czy po powrocie ściąga z ulgą perukę i zrzuca damskie ciuszki. W każdym razie taki absurd zaczyna niestety być dla nas powszechnością. Po Wrocławiu też biega coś/ktoś (niepotrzebne skreślić) w damskich szpilkach, co/kto (niepotrzebne skreślić) nieodmiennie kojarzy mi się z koziołkiem, a może satyrem.


Ale to nie koniec całej historii! Żeby było jeszcze zabawniej, część feministek zbuntowała się przeciwko nowej „szefowej”, twierdząc, że „nie może przemawiać w imieniu kobiet, gdyż urodziła się mężczyzną”.


„Szefowa” broni się natomiast twierdząc, że przedtem była/był (niepotrzebne skreślić) ponad „szklanym sufitem”, a teraz jest pod nim, stawszy się częścią „uciskanej grupy”, więc w rzeczywistości lepiej rozumie sytuację kobiet.


Cyrk trwa.