Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moralność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moralność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2020

Środkowy palec Lichockiej

Nie mam sympatii do Lichockiej. Zwłaszcza odkąd poznałem jej poglądy na temat zabijania nienarodzonych. Gdybym w dalszym ciągu głosował na PiS, z pewnością nie byłaby to osoba, na którą oddałbym swój głos i odradzałbym też to innym. Gdy pojawiła się wzmianka, że będzie w sztabie wyborczym Andrzeja Dudy, uznałem to za jeszcze jeden przykład, iż głos konserwatywnego elektoratu widocznie się dla kandydata Zjednoczonej Prawicy nie liczy. Pomijam już to, że Duda pogrążył się w moich oczach wzmianką o możliwości akceptacji tzw. „związków partnerskich”, które Kościół w swojej nauce i mądrości potępia.

Nie wiem, czy Lichocka faktycznie pokazała środkowy palec, czy też tak się złożyło, że przypadkowo uchwycono moment, na którym to tak wygląda. Miałem okazję obejrzeć krótki filmik w zwolnionym tempie, pokazujący, że ona rzeczywiście sobie coś tam poprawia czy drapie pod okiem tymże palcem. Jednak filmik musiał być z innego dnia, choć w towarzystwie tych samych posłów, co pokazywało porównanie ze zdjęciem. Na zdjęciu wygląda to tak, jakby nie tylko ona jedna patrzyła w określonym kierunku i szyderczo się śmiała. Nie jestem tego w stanie rozstrzygnąć, trzeba by było pewnie powołać jakąś komisję i zbadać obraz z monitoringu.

Jeśli jest to manipulacja, to tak po ludzku jej współczuję, chociaż wolałbym, aby nie zasiadała w ławach poselskich. Natomiast ostatnimi, którzy powinni wykorzystywać te „fejkowe” lub autentyczne zdjęcia, są z pewnością członkowie opozycji. Myślę oczywiście o lewej stronie sali. Oni już dawno stracili wszelkie moralne prawo do krytykowania takich gestów i w ogóle oburzania się. Sam widok tych ludzi, którzy nie mają poczucia elementarnego wstydu, wywołuje u mnie obrzydzenie.

Jeśli zaś chodzi o Konfederację, to oczywiście rozumiem ich argumentację dotyczącą głosowania nad forsą, którą przydzielono telewizji publicznej, ale powinni przeprosić za wykorzystanie wizerunku Lichockiej w swoim memie, gdyby się okazało, że zdjęcie tak naprawdę fałszuje rzeczywistość. Rozumiem, że bliskie są im takie wartości, jak prawda, uczciwość, rzetelność i szacunek dla kobiet. Nawet jeśli tą kobietą jest feministka pozbawiona litości dla dzieci nienarodzonych. Fairplay, panowie! Inaczej stracicie z kolei mój szacunek, a i być może innych wyborców, którzy choć trochę myślą.


sobota, 25 stycznia 2020

Prezydent Trump broni życia nienarodzonych

Prezydent Trump wziął udział w Marszu dla Życia w Waszyngtonie w ten piątek. Jak widać, słupki sondażowe i protesty ubranych na czarno feministek nie martwią go tak bardzo, by tonować swoje wypowiedzi i ograniczyć swoją aktywność na polu obrony życia nienarodzonych. U nas natomiast króluje jak najbardziej dosłowny zabójczy „kompromis aborcyjny” i obawa niepokojów społecznych.

Fragment przemówienia prezydenta Trumpa z Marszu dla Życia:

„Wszyscy z nas tutaj rozumieją odwieczną prawdę: Każde dziecko jest cennym i świętym darem od Boga. Razem musimy chronić, pielęgnować godność i świętość każdego ludzkiego życia i bronić ich .

Kiedy widzimy obraz dziecka w łonie, dostrzegamy przebłysk majestatu Bożego stworzenia. Kiedy trzymamy nowonarodzone dziecko w naszych rękach, znamy nieskończoną miłość, jaką każde dziecko przynosi rodzinie. Kiedy oglądamy, jak dziecko rośnie, widzimy blask, jaki promieniuje z każdej ludzkiej duszy. Jedno życie zmienia świat (...)”.


Źródło: LifeSiteNews, tłum. własne.


Photo by Irina Murza on Unsplash

czwartek, 23 stycznia 2020

Ameryka opowiada się za życiem, ich prezydent nie pęka

Amerykańscy kongresmani upamiętnili wczoraj rocznicę sprawy „Roe kontra Wade” przemówieniami, w których mówili o tym, że należy zakazać zabijania nienarodzonych dzieci. Nie przebierali w słowach i wprost nazywali sprawę po imieniu. Jeden z kongresmanów wspomniał o „dehumanizacji” istot ludzkich ze względu na ich wiek. Inny podkreślił zdumiewający fakt, jakim jest to, że wbrew osiągnięciom wiedzy medycznej i technologii, to ludobójstwo wciąż nie zostało zakazane. Wiedzy medycznej – bo przecież wiemy zbyt wiele o rozwoju człowieka, by udawać, że nienarodzone dziecko nie jest człowiekiem. Technologii – bo przecież można zobaczyć, czym jest ów „zlepek komórek”, o którym mówią feministki.

Z kolei Donald Trump, jeden z najbardziej „pro-liferskich” prezydentów w dziejach Stanów Zjednoczonych wydał specjalną deklarację, w której ogłosił 22 stycznia „Narodowym Dniem Świętości Życia Ludzkiego”. Podkreślił w niej godność każdej osoby ludzkiej od poczęcia po naturalną śmierć i obiecał działać dalej i nie ustępować w swojej walce z aborcją. Robi to w zasadzie w trakcie rozkręcającej się kampanii wyborczej. Nie pęka, że słupki sondażowe pokażą spadek popularności, nie kluczy.

Czy nasi rodzimi politycy, oprócz Konfederacji, mają taką odwagę, by otwarcie, bez obaw, głosić obronę ludzkiego życia, zwłaszcza życia tych najmniejszych, najbardziej bezbronnych? Niestety nie. Oni się boją gniewu czarnych feministek. Oni się obawiają o spadki w słupkach sondażowych. A tymczasem zegar tyka, wieczność czeka...

Swoją drogą, jestem ciekaw, ile mediów głównego nurtu o tym poinformowało, łącznie z TVPiS.


Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

wtorek, 21 stycznia 2020

Kolejny Pinokio łże w obcej telewizji, ubrany w togę

To zastanawiające, że w dobie mediów elektronicznych, a więc szybkiej komunikacji, są tacy w Polsce, którzy uważają, że mogą bezkarnie łgać czy to w europarlamencie, czy po prostu w obcych mediach. Mieliśmy już przypadek rodzimego „wesołka”, który opowiadał kłamstwa o tym, jak to homoseksualiści są prześladowani w Polsce i nie wpuszczani do restauracji czy hoteli. Kłamał tak bezczelnie, że gdyby to była Polska szlachecka, to pewnie nie ośmieliłby się wrócić już do kraju, bo zostałby rozniesiony na szablach. Tymczasem z całym spokojem startuje jako kandydat starej nowej lewicy w wyborach prezydenckich.

Teraz sędzia, o którym dosyć często informują media, postanowił naszczekać na swój kraj w arabskiej telewizji. W udzielonym wywiadzie dla Al-Jazeera opowiada o tym, jak to Polsce bliżej do Białorusi niż krajów Unii Europejskiej. Mówi to w telewizji kraju, w którym nie ma partii politycznych ani parlamentu.

Prawdopodobnie, Szanowni Państwo, o tym nie wiedzieliście, ale w Polsce nie jest bezpiecznie być sędzią. Oto bowiem dowiadujemy się z wywiadu, że „sędziowie w naszym kraju żyją pod presją od wielu, wielu lat. Każda decyzja, która jest niezgodna z wolą polityków, spotyka się z atakami. Spotykamy się z mową nienawiści wobec nas i naszych rodzin, czasami sędziowie są zastraszani na ulicach”.

Zgroza! Kiedy we Francji sędziowie spokojnie sobie demonstrują otoczeni kordonem policji, która ich zabezpiecza przed ewentualną niechęcią przypadkowych przechodniów, w Polsce mamy standardy białoruskie. Jak wiemy z ostatnich demonstracji tysiąca stonóg, protesty sędziowskie są brutalnie tłumione przez policję, a w więzieniach siedzą niepokorni, odważni pracownicy Temidy.


Photo by Valerie Neufeld from freeimages.com

piątek, 17 stycznia 2020

Współczesna Targowica tańczy na rurze

Dwa skandale z tego tygodnia.

Wielka Orkiestra Świątecznej Przemocy jest wierna hasłu swojego lidera: „Róbta, co chceta”. Dowodzi tego afera wokół show, który został zorganizowany dla dzieci w gminie Męcinka. Skoro „róbta, co chceta”, to można deprawować małe dzieci, pokazując im występ bardziej kwalifikujący się do burdelu niż do przedszkola.

Przy okazji się okazuje, że lider tego „kościoła”, który molestuje nas co roku „dobroczynnością”, nie jest niczemu winny, bo „każdy z organizatorów (...) działa we własnym imieniu”. Jeśli więc następnym razem odbędzie się tzw. „drag queen reading” dla dzieci lub czarna msza z profanacją Najświętszego Sakramentu, to również można będzie się wykpić, że „każdy działa we własnym imieniu”. A przy okazji dodać, że np. w Stanach Zjednoczonych uznano oficjalnie Świątynię Szatana za „kościół” i wyrazić nadzieję, że już wkrótce w Polsce będzie można uczestniczyć w jego diabelskich obrzędach legalnie i z otwartą przyłbicą.

Drugi skandal to głosowanie nad rezolucją, w której europarlamentarzyści skrytykowali Polskę i Węgry za rzekome „łamanie praworządności”. Rezolucję poparła także część polskich posłów. Tutaj szkoda słów. Wystarczy jedno: Targowica. I należy sobie dobrze zapamiętać te nazwiska: Adamowicz, Arłukowicz, Frankowski, Halicki, Hetman, Hübner, Jarubas, Kalinowski, Kopacz, Lewandowski, Łukaciejewska, Sikorski, Thun und Hohenstein, Belka, Cimoszewicz, Spurek, Miller.


Photo by Marius on Unsplash

środa, 15 stycznia 2020

Braun przyjmuje zaproszenie od „Towarzyszki Panienki"

Muszę przyznać, że z dużą przykrością dowiedziałem się o tym, że Grzegorz Braun przyjął zaproszenie do udziału w programie od „Towarzyszki Panienki”, czyli córki Wojciecha Jaruzelskiego. Z jednej strony rozumiem jego motywy, z drugiej strony jednak w tym przypadku kompletnie się z nimi nie zgadzam.

Zacznijmy od tego, że nie ruszają mnie kompletnie oskarżenia o to, że Grzegorz Braun jest „ruskim agentem”, bo udzielił wywiadu jakiemuś „Sputnikowi” czy innym rosyjskim mediom. Braun udziela wywiadów różnym mediom i wprost mówi, co o nich myśli. Bez żenady nazywa „gadzinową” telewizję, w której akurat występuje. Gdybyśmy mieli tak rozumować, to kapłani, którzy udzielają wywiadów „Gazecie Wyborczej” czy „Newsweekowi” powinni z miejsca być objęci ekskomuniką, nie mówiąc już o fakcie zamieszczania na łamach tych mediów jakichś artykułów czy felietonów (co samo w sobie jest skandaliczne).

W ogóle nazywanie Brauna „ruskim agentem” jest idiotyczne. Chyba nikt w polskiej kulturze tak jak Braun nie obnażył zarówno systemu komunistycznego, jak i tego, co dzieje się we współczesnej Rosji. Tymczasem spotkałem się z opinią, że jego filmy to „legendowanie agenta”. Takie rzeczy wypisują ludzie skądinąd inteligentni. Sugerowanie, że twórczość Grzegorza Brauna to uwiarygodnianie ruskiego agenta, jest mniej więcej taką samą bzdurą, jak stwierdzenie, że jego pobyt w Stanach Zjednoczonych czyni go agentem CIA.

Braun z pewnością wykorzystuje te różne media jako platformę, z której może dotrzeć do ludzi, którzy normalnie nie mieliby możliwości poznania jego poglądów bezpośrednio. Tak robią z reguły normalni politycy. Nie ma więc w tym nic dziwnego. Jeśli więc udziela wywiadu ruskiej czy niemieckiej gazecie, nie rusza mnie to – powtórzę.

Jednak w przypadku Jaruzelskiej mam poczucie niesmaku. Takie samo, jakie miałem, gdy do jej domu pospieszył Kukiz, czy wówczas, gdy z dumą obwieszczał swój wywiad z nią Ziemkiewicz. Tutaj nie zgadzam się Braunem kompletnie. Udzielanie wywiadu ludziom pokroju Jaruzelskiej to w rzeczywistości utrzymywanie „na topie” i uwiarygodnianie ludzi z postkomunistycznego establishmentu. Jest ich w mediach sporo. Oni tak naprawdę nie doszli do swoich stanowisk w wyniku ciężkiej pracy, ale dzięki temu, że znaleźli się od początku w korzystniejszej sytuacji od ich rówieśników, którzy nie mieli tatusiów w PZPR czy w milicji. To naprawdę smutne, że prawicowi publicyści i politycy tak ochoczo spieszą, by udzielić wywiadu dzieciom byłych komunistów.

Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie, o co mi chodzi, to powiem tak: wiele razy z dużą przykrością myślałem o ostatnich latach moich Rodziców. Ciężko harowali w czasach komuny. W normalnym kraju pewnie mieszkaliby w domku z ogródkiem, a mój Tato jeździłby to pracy własnym autem. Transformacja nie przyniosła im żadnego wynagrodzenia za zmarnowane lata młodości, żadnej rekompensaty. Tymczasem w telewizji mogłem oglądać „brazylijską” parę prezydencką, która na tej transformacji się dorobiła, bo uprzywilejowały ją związki z komunistami. Całkiem niedawno do parlamentu UE wybrano paru byłych komuchów, którzy za swoją lojalność partii powinni być nagrodzeni, jeśli nie celą więzienną, to gorzkimi latami w jakimś obskurnym M-2 bez perspektywy na jakąkolwiek karierę polityczną. Z mediów pouczają mnie, a także obecny rząd, bezwstydni byli członkowie PZPR. Ich dzieci brylują w mediach i jeżdżą na egzotyczne wakacje, gardząc „Januszami”, którzy smażą się na bałtyckiej plaży i jedzą smażonego dorsza... Wystarczy?

Photo by Nikolay Vorobyev on Unsplash


czwartek, 9 stycznia 2020

Aktorka złożyła ofiarę złotemu cielcowi

Tegoroczna uroczystość wręczenia Złotych Globów zasłynęła z występu komika Ricky’ego Gervaisa, który zadał parę celnych ciosów hipokrytom z Hollywood. Jego występem ekscytują się prawicowe i katolickie media oraz tacy sami komentatorzy, choć należy pamiętać, że nie należy on raczej do miłośników prawicy, a jeśli chodzi o jego poglądy, to jest ateistą, co łatwo sprawdzić w Internecie. W dalszym ciągu nie zmienia to faktu, że uderzył środowisko Hollywood boleśnie.

Zauważył on m.in., że wręczenie nagród nie powinno stać się dla aktorów i aktorek platformą do wygłaszania przemówień politycznych, gdyż po prostu nie są w takiej sytuacji, by móc kogokolwiek pouczać. Jak na ironię, aktorka Michelle Williams wygłosiła właśnie taką mowę polityczną. Można by machnąć na to ręką, w końcu nasze polskie aktorki też wygłaszają różne polityczne opinie, częściej głupie albo bardzo głupie niż mądre. Jednak Williams zachęciła kobiety do popierania aborcji i przyznała, że skorzystała ze swojego „prawa do wyboru”. A to wydaje się sugerować dość jednoznacznie, że dla kariery poświęciła swoje nienarodzone dziecko.


Wśród komentarzy, które pojawiły się potem w mediach, ktoś trafnie skojarzył Złoty Glob z biblijnym złotym cielcem. Można by też wspomnieć o Molochu, któremu w ofierze składano właśnie dzieci. Ktoś inny stwierdził również, że o Złotym Globie dla Williams niedługo nikt nie będzie pamiętać, ale ona będzie pamiętać o swoim nienarodzonym maleństwie do końca życia.

Naprawdę warto było?


środa, 27 listopada 2019

Kłamcie, kłamcie – może coś przylgnie do Polski

Patryk Jaki, który nie jest bohaterem z mojej bajki z powodu jego wsparcia dla in vitro, ostatnio zasłużył na pochwałę za dzielne bronienie Polski przed agresją LGBT na forum Parlamentu Europejskiego. Opublikowane przez niego w mediach społecznościowych nagrania świadczą o paru rzeczach, ale przede wszystkim o dwóch: że politycy z tzw. totalnej opozycji zrobią wiele, by zaszkodzić Polsce i nie uciekną się nawet przed kłamstwem.

Prym wiedzie tutaj „sympatyczny” homoseksualista Robert Biedroń, który opowiada na forum parlamentu UE bzdury i ewidentne kłamstwa o rzekomym prześladowaniu i o tym, że istnieje wiele restauracji, hoteli, sklepów, do których nie może wejść. Na pytanie Jakiego, by wymienił takie lokale podał po dłuższej chwili szukania w komórce nazwę... jednego: „Green Caffe” na Stolarskiej w Krakowie. Tymczasem przynajmniej jeden z użytkowników Twittera sprawdził i stwierdził, że taki lokal nie istnieje w podanej lokalizacji. Można to zresztą zweryfikować samemu na mapie Google’a. Owszem, są dwie Green Caffe Nero, ale na ulicy Pawiej i trzecia przy ul. Szlak. Przy Stolarskiej jest Siesta Cafe.

Jednak nawet gdyby taka kawiarnia istniała przy Stolarskiej to i tak europoseł z partii o wdzięcznej nazwie „Wiosna” łgałby jak pies, o czym wie każdy, kto po prostu w Polsce mieszka i nie ma oczu zaślepionych ideologiczną wścieklizną. To nie pierwsze jego kłamstwo. Poprzednie dotyczyło projektu „Stop pedofilii” i rzekomej „penalizacji edukacji seksualnej” w tym projekcie. „Ordynarnym kłamcą” nazwała Biedronia przy tej okazji Jadwiga Wiśniewska z PiS-u.

Jeśli ktoś się chce przekonać, jak kłamią lub majaczą i przeinaczają inni „totalniacy”, w tym pani, którą do polityki wywindowała tragiczna śmierć jej męża, może sobie poszukać tweetów Jakiego z jego relacjami z parlamentu UE. Bezczelność tych ludzi nie zna granic. Widać liczą na to, że coś do Polski z tego przylgnie, a inne kraje wyrobią sobie opinię o naszej ojczyźnie jako jakimiś zamordystycznym kalifacie. Obrzydliwe i porażające.


piątek, 22 listopada 2019

Nie karmić trolla 02

Pisałem już, że nie ma sensu zamieszczania informacji o pewnej pani z Wrocławia, która jest albo ewidentnie nienormalna, albo zatrzymała się w rozwoju na poziomie nastolatki. Jest wykorzystywana przez większych macherów od niej do tego, by prowokować, by jątrzyć, by w końcu doprowadzić do jakiegoś nieodpowiedzialnego działania ze strony nierozgarniętego młodego człowieka albo wytrąconego z równowagi członka rządzącej koalicji. Będzie „dobrze”, jeśli zakończy się to na jakiejś pyskówce, gorzej, jeśli doprowadzi to do jakiegoś większego nieszczęścia.

Tymczasem jej wygłupy zyskują uwagę mediów prawicowych i wszystkie je nagłaśniają, dodając jej tym samym paliwa do dalszych działań. Powtarzam: Nie karmcie trolla!


środa, 20 listopada 2019

Homoseksualista bierze na litość

Jeden z otwarcie homoseksualnych posłów pożalił się niedawno, że z sejmowej mównicy musiał wysłuchać o „eksperymentach ideologicznych”, „tradycyjnej rodzinie”, „marginesie” i „arcypolskich wartościach”. A na końcu spytał retorycznie: „Jak myślicie, jak się czuję?”

To typowy chwyt homoseksualistów i nie tylko: Branie na litość i odwoływanie się do uczuć, a nie racji rozumowych. We współczesnej kulturze, być może po części dlatego, że jest ona obrazkowa) dominuje presja emocjonalna zamiast argumentów racjonalnych opartych na logice. Związek dwojga homoseksualistów można w telewizji, w kinie czy teatrze przedstawić jako słodką relację dwojga kochających się „dorosłych” i „odpowiedzialnych”, których na dodatek społeczeństwo nie rozumie i ich prześladuje. Trochę nastrojowej muzyki, odpowiednie światło i ładnie skadrowane plenery, dobra gra aktorska i publika wymięka. Jeśli reżyser takiego widowiska nie zapędzi się w analne szczegóły, co mniej rozgarnięty widz zużyje pudełko chusteczek higienicznych, ocierając łzy wzruszenia.

Tu nie ma mowy o prawdzie i kłamstwie, o prawdziwym dobru i złu. Złe jest jedynie coś, co psuje humor, co burzy sielankę, co podważa czyjeś dobre samopoczucie. Zło istnieje zatem subiektywnie, nie jest obiektywną rzeczywistością. Każdego przecież rani co innego. Zresztą ci sami homoseksualiści i lewacy, którzy oburzają się, że ktoś rani uczucia jakiegoś „geja”, nie mają oporów, by bluzgami i wyzwiskami obrzucać np. katolików, kpiąc jednocześnie z ich sakramentów, obelżywie odnosząc się do Eucharystii, sugerując perwersyjne upodobania księży.

By uświadomić sobie na czym polega ta socjotechnika, której głównym narzędziem jest manipulacja uczuciami, wyobraźmy sobie złodzieja, który żali się, że np. z mównicy sejmowej słyszał o „państwie prawa”, o „poszanowaniu siódmego przykazania”, o „braku tolerancji dla łamania przepisów kodeksu karnego”, o „marginesie społecznym”, o „wypaczonej moralności, która akceptuje kradzież pierwszego miliona”. A na końcu ów złodziej pyta: „Jak myślicie, jak się czuję?”


poniedziałek, 18 listopada 2019

Czy Danny DeVito popiera zabijanie niewinnych ludzi?

Przeglądanie niektórych mediów społecznościowych może być przygnębiającym zajęciem. Oto nagle natykasz się na zdjęcie swojego ulubionego i sympatycznego aktora wspierającego organizację, którą trudno nazwać inaczej, jak tylko zbrodniczą. Czym jest bowiem Planned Parenthood jak nie jedną z największych na świecie mordowni nienarodzonych?

Tak, tak, do wspierających tę ludobójczą instytucję należy również Danny DeVito. Dzisiaj rano zobaczyłem jego zdjęcie, na którym z jeszcze innym aktorem dumnie prężyli się w koszulkach „I stand with Planned Parenthood” („Jednoczę się z Planned Parenthood”).

I jak zwykle w takim przypadku zastanawiam się: Jak to się dzieje, że ludziom, którzy często są w stanie wyrazić najsubtelniejsze uczucia swą doskonałą grą aktorską, którzy potrafią się na ekranie wczuć w tragedię odgrywanej postaci, jednocześnie tak bardzo brakuje wyobraźni, że nie potrafią sobie uzmysłowić, jaką potwornością jest aborcja, czyli po prostu zabijanie nienarodzonych. Czy to jakiś defekt mózgu? Czy po prostu są użytecznymi idiotami, którzy nawet nie wnikają w to, czym jest tak naprawdę instytucja, której istnienia bronią? Ot, po prostu: inni w przemyśle rozrywkowym to robią, to ja też?

Jest jeszcze inna możliwość: szatańskie opętanie, jak jest niewątpliwie w przypadku tych pań, które dziękują Bogu (sic!) za aborcję.


czwartek, 14 listopada 2019

„Jakby Hitler był przewodniczącym komisji ds. antysemityzmu”

Tak ktoś skomentował tę hucpę z komisją Rodziny i Polityki Społecznej. Chyba nic dodawać nie trzeba. Hańba posłom PiS, którzy na tę panią głosowali.


sobota, 9 listopada 2019

Katolikowi plują w twarz, a on? Dalej kupuje...

Czasami obserwując to, co się dzieje, zastanawiam się, na ile katolicy w Polsce (i nie tylko) poważnie traktują swoją wiarę. Oto co jakiś czas słyszymy o antychrześcijańskich wyskokach dużych korporacji. A to jedna wymaże krzyż ze swoich reklam, by nie raził on tych, którzy nie wierzą albo tych, którzy są muzułmanami, a to jakaś inna ogłosi dzień tolerancji i eksponuje tęczową wystawę lub zablokuje dystrybucję jakiegoś czasopisma (w ramach tejże tolerancji i wolności słowa), a to znowuż jeszcze inna wyrzuci pracownika, bo ośmielił się zacytować Biblię i zaprotestować przeciwko indoktrynacji ideologią LGBT.

Czy zatem, gdybyśmy serio traktowali swoją wiarę, te firmy w ogóle by jeszcze istniały na rynku polskim? Przecież normalnie nie pchamy się tam, gdzie nas nie chcą, prawda? A katolicy stanowią wciąż większość w Polsce. Dlaczego przynajmniej część z tych firm nie świeci pustkami i nie jest na skraju bankructwa? Dlaczego nie spieszy z przeprosinami, by ułagodzić obrażonych katolików, którzy postanowili robić zakupy w innych sklepach? Dlaczego jedna czy druga z nich nie zamknęła swoich placówek w Polsce?

Że co? Że niektóre z nich są praktycznie monopolistami na rynku polskim? Ale przecież, jeśli ktoś nas nie chce, to tam nie idziemy, prawda? Chyba że jesteśmy nachalnymi domokrążcami. Sprzedajemy się za miskę soczewicy? Te standardowe krzesełka czy tańsze marcheweczki są aż tak nam niezbędnie do życia potrzebne. I bez przesady z tym monopolem (to zresztą pomysł dla zaradnych: np. sieć sklepów meblowych, która ogłasza: My obchodzimy wszystkie święta katolickie i dzielimy się prawdziwym poświęconym opłatkiem na Boże Narodzenie!).

Oto jedna z tych firm świętuje „imprezę zimową”, a zamiast choinki sprzedaje „roślinę sztuczną”. I co? I nic. Katolikowi plują w twarz, a on się uśmiechnie i powie, że pada deszcz. I pójdzie tam na zakupy.


sobota, 26 października 2019

Nie karmić trolla! Czyli prawicowy Internet w służbie zła

Czasami na różnych portalach pojawia się komunikat od któregoś z uczestników dyskusji: „Nie karmić trolla!” Chodzi generalnie o to, by nie odpowiadać na zaczepki kogoś, kto nie respektuje zasad kulturalnej dyskusji, a ma na celu jedynie jątrzenie i wywoływanie wściekłej reakcji. Nie odpowiadanie na zaczepki „trolla” ma go zniechęcić do zamieszczania kolejnych wpisów, bo przecież nie o brak reakcji mu chodzi, ale o rozwścieczenie innych komentatorów. Jeśli więc nikt nie będzie go dostrzegał, jest szansa, że przestanie swoje chamskie wpisy zamieszczać.

Do sejmu dostała się pani, która mimo protestów z powodu swoich chamskich występów pozostała na liście kandydatów KO. Było w zasadzie wiadomo od samego początku, że nikt tej pani nie usunie, bo zamiarem jest wprowadzenie do Sejmu Sztukmistrza z Lublina w spódnicy, który będzie prowokował Prezesa do jakiejś wściekłej reakcji w podobny sposób, w jaki robią to trolle na różnych forach internetowych. Pani ta zresztą (cały czas się zastanawiam, czy można ją w ogóle określać „panią”) zdążyła jeszcze przed wejściem do Sejmu wytrącić z równowagi osoby zasłużone dla polskiej kultury.

Okazuje się, że pani ta (albo czymkolwiek ona jest) święci triumfy nie tylko wśród elektoratu o niskim poziomie moralnym, ale również na prawicowych portalach i forach internetowych. Oto np. „prawicowa” telewizja puszcza w całości jej filmik. Oto ktoś ze zwolenników PiS-u zamieszcza w całości jej produkt medialny i pyta retorycznie, kto mógł w ogóle na kogoś takiego zagłosować. Oto „konserwatywny” tygodnik na swoim portalu publikuje w całości jej „szoł”, a jakby ktoś nie potrafił zrozumieć albo nie chciał oglądać, co ta pani powiedziała, to jeszcze poniżej otrzymujemy streszczenie tego nagrania. Pytanie: Po co?

Przecież wiadomo, że im więcej reakcji, tym większy bodziec dla tej pani do dalszego działania. Z immunitetem będzie mogła sobie poszaleć nawet jeszcze bardziej. Pojawi się więcej nagrań, a mównica sejmowa pewnie też stanie się dla niej okazją do kolejnych chamskich wystąpień. A i jeszcze do tego dojdą rozliczne wywiady, w których będzie mogła zatruwać atmosferę dalej.

Być może ta pani nie zdaje sobie sprawy z tego, że jakiś wytrącony z równowagi człowiek może jej w końcu rozbić butelkę na głowie albo walnąć w nią kamieniem. Z pewnością jednak biorą to pod uwagę jej mocodawcy – ci, którzy dopuścili, by w ogóle zaistniała w polityce. Jeśli poleje się krew, to dla nich tym lepiej – będzie można obsmarować przeciwnika, bo przecież ta pani tylko uprawia „satyrę”, a jakiś zwolennik PiS-u okaże się zwykłym brutalnym bandytą oraz ponurakiem, który nie docenia „sztuki” i „zdrowego śmiechu”.

Dlatego, by uniknąć jakiegoś nieszczęścia po jednej czy po drugiej stronie, dobrze radzę: Nie karmcie trolla!

Aha! I nie porównujcie tej pani do Grzegorza Brauna. Ona mu poziomem wykształcenia, wiedzy i intelektu nawet do pięt nie dorasta.


wtorek, 15 października 2019

Dwa sukcesy Grzegorza Schetyny

Niewątpliwym sukcesem Grzegorza Schetyny jest wejście do Sejmu komunistów. Najpierw zostali oni wprowadzeni dzięki liderowi PO na brukselskie salony (ciekawe za co taka nagroda?), a następnie fakt ten bez wątpienia umożliwił im powrót do Sejmu. Sam powrót tych ludzi do polityki po czterech latach nieobecności jest policzkiem wymierzonym pokoleniom Polaków walczących z komuną, tak jak były nim zarówno pozostawanie ich przy władzy, jak i możliwość kandydowania do Sejmu i Senatu po roku 1989.

Drugim niewątpliwym sukcesem Grzegorza Schetyny jest wprowadzenie do Sejmu pani, której imienia tutaj nie wymienię, a której zachowanie zasługuje na określenie jej najgorszymi epitetami. Założenie jest z pewnością takie, iż pani ta będzie nowym „Sztukmistrzem z Lublina” w spódnicy i podobnie jak on będzie psuć atmosferę polskiego życia politycznego, paląc koty i dążąc jednocześnie do sprowokowania Jarosława Kaczyńskiego albo innych członków jego partii do jakiejś gwałtownej reakcji. Świadczy to niestety jak najgorzej o liderze PO, bo mógł po prostu ją ze swojej listy usunąć, a więc ponosi także odpowiedzialność za to, co będzie się działo.

Wybór tej pani do Sejmu również świadczy jak najgorzej o wyborcach, którzy oddali na nią swój głos. Jakże bowiem trzeba być zaślepionym w swej nienawiści, by zagłosować na kogoś, kto nie ma elementarnego poczucia wstydu i godności, nie mówiąc już o szacunku dla drugiego człowieka i majestatu śmierci?


poniedziałek, 7 października 2019

Nie będę głosował na tchórzy!

Choć wspierałem działania Prezesa przez wiele lat i konsekwentnie oddawałem głos najpierw na PC, a potem na PiS, to tym razem – tak jak w wyborach samorządowych – nie oddam głosu na PiS. Nie mogę z czystym sumieniem zagłosować na tchórzy, którzy nie potrafią bronić ludzkiego życia od chwili poczęcia. Opowiadanie się za utrzymaniem obecnego zgniłego „kompromisu aborcyjnego”, to głosowanie za segregacją ludzi (na co zwrócił uwagę ksiądz Isakowicz-Zaleski). Co te biedne dzieci, szlachtowane w ludzkich rzeźniach tylko z tego powodu, że zdiagnozowano u nich wady genetyczne, zawiniły członkom PiS-u, że nie chcą ich bronić?

Zabijanie nienarodzonych to nie jest kwestia poboczna. To nie jest problem drugorzędny. Akceptacja jakiegokolwiek „kompromisu” w tej kwestii, to godzenie się na negowanie praw Bożych, to banie się bardziej ludzi niż Boga. Przyjdzie nam za to zapłacić. Wcześniej czy później. Krew niewinnych woła do nieba!


piątek, 27 września 2019

„Zło dobrem zwyciężaj”, czyli szlachtowanie niewinnych dzieci jest dobrem

Wypowiedź pana premiera dla „Gościa Niedzielnego” w zasadzie sama się komentuje. Ślepota polskich polityków jest po prostu zatrważająca. Przeczytajcie sobie sami. Ja w każdym razie głosu na PiS już nie oddam. Martwi mnie tylko, że Konfederacja nie wystawiła nikogo do Senatu we Wrocławiu.


czwartek, 5 września 2019

Samobójca prosi o błogosławieństwo (i je otrzymuje!)

Na portalu PCh24.pl ukazał się kolejny odcinek programu Michaela Vorisa z cyklu „The Vortex”. Warto zobaczyć, bo mówi on o tym, jakiego dna sięgnął kryzys Kościoła katolickiego w niektórych parafiach w Stanach Zjednoczonych. To w gruncie rzeczy ostrzeżenie dla nas i dla naszych duchownych. Ta fala idzie też do nas, choć może tego nie dostrzegamy i wydaje się, że wciąż jest normalnie. Nie łudźmy się: siły zła działają cały czas.



sobota, 31 sierpnia 2019

Moja zachcianka nie jest twoją zachcianką. A powinna?

W jednym ze swoich wpisów napisałem, że w przypadku różnych lewicowych i liberalnych establishmentów trudno mówić o hipokryzji, kiedy ich postępowanie nie jest konsekwentne. Trudno bowiem mówić – jak mi się wydaje – o hipokryzji tam, gdzie nie ma stałych punktów orientacyjnych, a tak jest w tym przypadku. Stąd trafniejsze jest określenie zaczerpnięte z „W pustyni i puszczy” Sienkiewicza – „moralność Kalego”.

Najnowszym przykładem takiego postępowania jest warszawska afera z szambem (by nie użyć grubszego słowa). Konia z rzędem temu, kto przedstawi choć jednego „zielonego”, który zaprotestował przeciwko decyzji wypuszczenia tych ścieków do Wisły. A przecież ci sami ludzie użalają się na kornikiem drukarzem i każdym drzewkiem, które ktoś zetnie na swojej działce. Czegoś nie zauważyli? Byli w tym czasie na wakacjach?

Ponieważ lewacy wydają się nie mieć stałych punktów orientacyjnych, jakichś stałych punktów odniesienia w swojej „płynnej postnowoczesności”, być może w dyskusji z nimi trzeba zastosować trochę inny język, by zapędzić ich w kozi róg i następnie wyjaśnić im to, co dla nich nie jest takie oczywiste.

Weźmy taki przykład. Kiedyś – spory czas temu – naszło mnie, by przejrzeć „fejsbukowe” profile dawnych moich znajomych ze szkoły średniej. Po poczytaniu sobie i oglądnięciu tego, co na nich zamieszczają, doszedłem do wniosku, że chyba niespecjalnie mam ochotę do nawiązania kontaktu z większością z nich. Mniejsza jednak o to. Na jednej ze stron natknąłem się na wyrazy oburzenia z powodu klauzuli sumienia (był to wtedy głośny temat) i faktu, że ktoś autorce tego wpisu mógłby nie sprzedać środków antykoncepcyjnych, które ona ma ochotę nabyć.

I słusznie! Słusznie pod warunkiem, że przyjmie się założenie, iż mam niezbywalne prawo do realizacji moich zachcianek i jeśli chcę sobie kupić np. środek dzieciobójczy, to mam do tego prawo i już! Ok. A teraz spójrzmy na to z drugiej strony. Jestem aptekarzem i mam taki kaprys, taką zachciankę, żeby nie sprzedawać środków antykoncepcyjnych, nawet jeśli ktoś bardzo je chce kupić i wręcz twierdzi, że jest to dla niego sprawa życia i śmierci. Otóż dla mnie jest to również sprawa życia i śmierci (nienarodzonego dziecka) i w związku z tym oburza mnie, że ktoś próbuje mnie przymusić do sprzedaży tychże środków. Prowadzę sobie aptekę i oto ktoś przychodzi do mnie i mówi mi, że mam sprzedawać to, co tej osobie akurat zachciało się kupić! A ja nie mam na to najmniejszej ochoty!

Jasne? Obawiam się, że chyba nie. W końcu mamy do czynienia z moralnością Kalego.


poniedziałek, 22 lipca 2019

Początek faszyzmu, czyli odwracanie kota LGBT ogonem

„To początek faszyzmu”, „Z Białegostoku niedaleko do Jedwabnego” – to część komentarzy na temat zajść w Białymstoku, jakie pojawiły się ostatnio w mediach. Zacznijmy od tego, że takich wydarzeń i takich komentarzy należało się wcześniej czy później spodziewać. O to przecież chodzi. Stąd prowokacje homobolszewickie w Gnieźnie, gdzie w tym roku odbył się pierwszy przemarsz „kochających inaczej”, stąd ponowienie prowokacji homoseksualnych w Częstochowie, stąd wzmożenie tzw. „parad równości” w wielu miastach Polski.

Dlaczego mówię o „prowokacji”? Bo niezależnie od intencji tych biednych ludzi, którzy czynnie w nich uczestniczą, są to właśnie działania mające na celu wywołanie jakiegoś nieszczęścia. Po pierwsze uznano, że w Irlandii zrobiono już z grubsza porządek (reszta potoczy się jak kula śniegowa) i że przyszedł czas na Polskę, która jeszcze się broni jako kraj katolicki. Po drugie homoseksualny „męczennik” w Gnieźnie czy w Częstochowie byłby podarunkiem dla ruchu „LGBT-coś-tam”. Jeden celny kamień rzucony przez jakiegoś krewkiego narodowca czy nierozważnego nastolatka i nieszczęście gotowe, a potem Częstochowa czy Gniezno w światowych mediach łączone byłby już nie z chrześcijaństwem, ale z homoseksualizmem i czyjąś bezsensowną śmiercią.

Tymczasem w rzeczywistości działacze „LGBT-coś-tam” nie są żadnymi ofiarami, to oni, mając wsparcie wielkich światowych koncernów, a także różnych wpływowych polityków i państw, próbują doprowadzić do sytuacji, stworzyć rzeczywistość, w której normalny człowiek stanie się ich ofiarą. W tym ich „nowym wspaniałym świecie” nie będzie już wolności słowa ani demonstrowania swoich poglądów, a takie wpisy, jak ten, będą usuwane z sieci, zaś ich autorzy będą narażeni nie tylko na spore nieprzyjemności, ale nawet na karę więzienia za tzw. „mowę nienawiści”. Ideologia „LGBT” to ideologia totalitarna i jako taka powinna być zakazana. Szerzenie tej ideologii powinno być zakazane, tak jak szerzenia komunizmu czy nazizmu.

Stąd dziwią niektóre komentarze, jakie pojawiły się po prawej stronie, w związku z akcją „Gazety Polskiej” z naklejkami „Strefa wolna od LGBT”. Mogę jeszcze zrozumieć od biedy wpis narodowca Krzysztofa Boska, który – jeśli dobrze rozumiem jego intencje – zdaje się wskazywać na to, że akcja ta może być po prostu wykorzystana przez lobby homoseksualne, by jeszcze zaognić całą sytuację na swoją korzyść.

Totalnie nie zgadzam się natomiast z komentarzem TomaszaTerlikowskiego. Pyta się on retorycznie: „Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby jakieś liberalne medium wypuściło naklejki dla usługodawców z napisem: Strefa wolna od katolików/katolicyzmu”. Otóż po pierwsze takie naklejki już są, nie dosłownie, nie jako przedmiot do wykorzystania, ale jako swego rodzaju bicz na katolików. Co spotkało panią Klepacką, kiedy ośmieliła się skrytykować prohomoseksualne działania w Warszawie? Co może spotkać tych, którzy ośmielą się przeciwstawić homolobby np. w świecie artystycznym? Co spotkało pracownika IKEI, który przeciwstawił się promocji ruchu LGBT cytując Biblię? Po drugie naklejka mówi: „Strefa wolna od LGBT”, a nie od osób, które mają skłonności homoseksualne, czy wyobrażają sobie jednego dnia, że są panią, a drugiego, że istotą dwupłciową. Po trzecie, ja akurat byłbym wdzięczny za takie naklejki, jakie sugeruje Tomasz Terlikowski, bo wiedziałbym, gdzie unikać robienia zakupów, tak jak unikam robienia zakupów w pewnej sieci handlowej, która wymazywała krzyże ze zdjęć reklamowych swojej firmy. Z pewną ciekawością obserwowałbym też, jak długo taki biznes utrzyma się na rynku (co swoją drogą wiele powiedziałoby mi też o katolicyzmie w Polsce).

Terlikowskiego nie przekonuje też „argument, że chodzi o strefę wolną od ideologii, bo tak się składa, że ona nie przemieszcza się po mieście, nie chodzi do lokali. Jednym słowem walczmy z ideologią (groźną i niebezpieczną), szanujmy ludzi i głośmy miłość Jezusa Chrystusa”. Jakoś nie zauważyłem, by Tomasz Terlikowski protestował przeciwko znakowi „Strefa zdekomunizowana”, który umieścił niegdyś na swojej posiadłości pewien polityk i autor jednego z przytoczonych na początku komentarzy. Czy stawał wówczas w obronie komunistów, których taki znak obrażał? Czy w ogóle ten znak budził takie kontrowersje wówczas, jakie budzi inicjatywa Sakiewicza? Czy gdyby „Gazeta Polska” wówczas wypuściła naklejki „Strefa zdekomunizowana”, to podniosłyby się głosy krytyki także po prawej stronie? Absurd! Terlikowski chociaż dostrzega, że ideologia LGBT jest „groźna i niebezpieczna”, dziwne jednak, że nie dostrzega, iż wlepki „Gazety Polskiej” są po prostu elementem walki z tą totalniacką ideologią, tak jak dawniej było nią malowanie po murach.

Niewykluczone, że jeszcze trochę, a trzeba będzie wrócić do tych metod, skoro monopolista na rynku prasy i książki blokuje sprzedaż „Gazety Polskiej”. Stąd, choć straciłem sympatię do działań i propagandy „Gazety Polskiej”, popieram ich akcję.