Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homobolszewizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homobolszewizm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2020

Oddam głos na Dudę

W drugiej turze wyborów oddam głos na Andrzeja Dudę. Obecny prezydent nie jest kandydatem moich marzeń, tak jak rządząca koalicja nie jest rządem, jakiego bym pragnął. Andrzej Duda zawiódł moje pokładane w nim nadzieje. Nie podjął zdecydowanej inicjatywy w obronie życia nienarodzonych, choć głosi, że jest za jego ochroną.

Nie dotrzymał też obietnic danych frankowiczom – w rzeczywistości są oni zdani na długoletnie batalie sądowe z bankami, a więc też ogromne ryzyko, jakie się z tym wiąże. Zostali pozostawieni samym sobie, a sądy, jakie są, każdy widzi. Jest to w gruncie rzeczy uprawomocnienie lichwy, choć trzeba uczciwie przyznać, że są już przypadki wyroków na korzyść oszukanych pożyczkobiorców. Państwo zamiast chronić obywateli, wydaje się być po stronie banksterów, a może też i w ich kieszeni.

Andrzej Duda sugerował także w pewnym momencie możliwość legalizacji tzw. „związków partnerskich”, co kłóci się z deklarowanym przez niego katolicyzmem. Kościół katolicki nie uznaje prawnej legalizacji „związków partnerskich”, a więc nie można popierać takich inicjatyw i jednocześnie być wiernym nauce Kościoła.

Można by pewnie przytoczyć też i wiele innych działań i inicjatyw Andrzeja Dudy, których żadną miarą poprzeć nie sposób, jak na przykład słynny pomysł wpisania do Konstytucji członkostwa Polski w Unii Europejskiej, co nasuwa jak najgorsze skojarzenia z czasami PRL-u.

Mimo tych i innych wad, jest to w obecnej chwili jedyny sensowny wybór. Rafał Trzaskowski jako prezydent Polski oznaczałby przyspieszenie degrengolady naszej ojczyzny. Prezydent RP stojący na czele kolejnej parady LGBT-coś tam to wizja z najkoszmarniejszego snu. Blokowanie inicjatyw ustawodawczych, to z kolei zaostrzenie sporów i faktyczny paraliż funkcjonowania państwa. Jeśli Trzaskowski wygrałby te wybory, mógłby w pierwszej kolejności złożyć podziękowania Konfederacji, o czym piszę z prawdziwą przykrością. Mam wrażenie, że dla tej partii niskie podatki, małostkowa zemsta na wrednych „pisiorach”, którzy wyzywali ich od „ruskich onuc”, liczenie na to, że im gorzej, to tym lepiej dla Konfederacji i tym podobne, są ważniejsze, niż dobro Ojczyzny. Fałszywa też jest symetria mówiąca o wyborze między dżumą o cholerą. Przy wszelkich swoich wadach, Andrzej Duda nie jest jednak rzecznikiem cywilizacji śmierci. Z pewnością nie jest idealnym prezydentem, ale w obecnej sytuacji „beggars can’t be choosers”, jak mawiają Anglicy.


sobota, 27 czerwca 2020

Homobolszewicka cenzura na YouTube powraca!

YouTube ponownie dopuścił się cenzury. Tym razem ocenzurował film wyprodukowany przez portal PCh24.pl pt. „Ich prawdziwe cele”. To nawet do pewnego stopnia zabawne, bo w ten sposób popularny portal potwierdził, jakie są prawdziwe cele homolobby. „Tolerancja”, „prawa człowieka”, „miłość” to w rzeczywistości w ustach wyznawców tej ideologii puste słowa. Im nie chodzi o żadną tolerancję, ale o zwykły zamordyzm i psucie kolejnych pokoleń. Działając na uczucia, chcą wzbudzić współczucie, by w ten sposób przekonać nas do siebie i wpuścić tę zarazę (inaczej się tego nie da nazwać) do naszych domów. Nie można już kupić ubrania w sklepie, nie można się napić kawy w kawiarni, nie można już obejrzeć filmu na jakiejś platformie w Internecie, by nie sponsorować wrogiej nam ideologii. Ich „tolerancja” polega na tym, że musimy zaakceptować ich zachowanie, inaczej zamkną nam usta, wyrzucą z pracy albo wsadzą do więzienia pod pretekstem szerzenia „mowy nienawiści”.

Więcej o sprawie można dowiedzieć się na portalu PCh24.pl. Sam film zaś można obejrzeć bezpośrednio na stronie PCh24.pl tutaj.


wtorek, 11 lutego 2020

Taka Kidawa Pucka, czyli Kali pokazuje brzydką twarz

Wydarzenia z Pucka, gdzie objazdowy cyrk robił bydło, wyraźnie pokazują, jakiej „tolerancji” i „demokracji” możemy się spodziewać, gdyby do władzy doszła pani Kidawa-Błońska z jej przyjaciółmi.

Nie kwestionuję prawa do wyrażania swoich opinii także protestem w czasie różnych spotkań i uroczystości, choć można się zastanawiać, czy upamiętnienie pewnych wydarzeń to właściwy moment do gwizdów, krzyków i tym podobnych... Co innego jest jednak gwizdanie czy domaganie się ustąpienia kogoś, a co innego wykrzykiwanie wulgaryzmów pod adresem urzędującego prezydenta, choćby się go bardzo nie lubiło.

Do tej pory nie usłyszałem, aby pani kandydatka, która potem z tymi ludźmi się witała przy nagrywającej to wszystko kamerze, odcięła się od takiego zachowania czy je potępiła. No tak, ale to przecież nie był prezydent Komorowski. Już kiedyś pisałem o mentalności Kalego na tej stronie. Sami sobie, drodzy Państwo, dopowiedzcie.

Tymczasem brzydką twarz pokazali „tolerancjoniści” także w Poznaniu, gdzie przyjęto tzw. „Europejską Kartę Równości w Życiu Lokalnym”. Dziwi mnie nieco, że można takie rzeczy robić na poziomie lokalnym. Przydałaby się jakaś ustawa, która by blokowała tego typu inicjatywy.

Mniejsza jednak o to. Takie rzeczy robią „kochający inaczej” w aglomeracjach miejskich, próbując rozsadzić państwo od środka, skoro nie mogą zrobić tego na poziomie państwowym. Oni kochają tolerancję mniej więcej tak, jak Kali swoje krowy albo objazdowy cyrk do robienia bydła pani Kidawy demokrację. My mamy ich kochać, ale oni nas już niekoniecznie. A to oznacza, że mieszkańcy Poznania będą musieli za ich pomysły płacić z własnej kieszeni i wbrew sobie. To znaczy oni nauczą dzieci tęczowej „tolerancji” i „miłości”, choćby rodzice tego nie chcieli. Bo jeśli rodzice czegoś nie chcą, to źle. Ale jeśli tęczowi czegoś nie chcą, to dobrze. I tyle.


Photo by Josua De on Unsplash

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Instytucje kultury czy antykultury?

Dzielny arcybiskup Marek Jędraszewski nie przestaje budzić wściekłości środowisk lewicowych i liberalnych. Jego wypowiedź o tęczowej zarazie bardzo je zabolała. Choć krakowski hierarcha nie zaatakował wprost żadnej konkretnej osoby, a jedynie potępił ideologię LGBT, nie przestają się sypać na jego głowę gromy i zwykłe chamskie wulgaryzmy. To wszystko ma znamiona wprowadzania knebla, którym chce się zamknąć usta wszystkim tym, którzy nie idą „z czasem, postępem, osiągnięciami techniki”. Jest też to forma zastraszania, grożenia palcem innym, którzy chcieliby swobodnie podzielić się refleksjami na temat współczesnych totalitarnych ideologii.

Innym przykładem jest przypadek prof. Ewy Budzyńskiej z Uniwersytetu Śląskiego, która stała się obiektem nagonki wyznawców „tęczowej zarazy”. Pani profesor odeszła w proteście z uczelni po 28 latach pracy. Zamiast ukarać studentów, którzy złożyli na nią skargę, rzecznik dyscyplinarny uczelni przychylił się do ich stanowiska. Pani profesor popełniła myślo-zbrodnię, bo nazwała nienarodzone dziecko człowiekiem i podała zdroworozsądkową definicję rodziny. Tak oto uczelnie wyższe w Polsce – po krótkim okresie trzech dekad wolności – stają się ponownie instytucjami propagującymi totalniacką ideologię. Jakby nikt niczego się nie nauczył z niedawnej historii komunistycznego zniewolenia. Jakby nie było PRL-u i tłumienia wolności słowa. Oto skutki „grubej kreski”!

Teraz do tego wszystkiego czytam, że dwie „instytucje kultury” w Krakowie – MOCAK i Bunkier Sztuki – zrezygnowały z patronatów w Radiu Kraków. Powodem jest obecność na falach tej rozgłośni abp. Marka Jędraszewskiego. Nasuwa się jednak pytanie, czy są to jeszcze faktycznie instytucje „kultury”, czy też może raczej antykultury, które dążą do zniszczenia podstaw wiekowej cywilizacji europejskiej, jaka przetrwała w Polsce mimo dwóch totalitarnych i zbrodniczych reżymów? Może MOCAK powinien zmienić nazwę na „MOCARZ” (choć na glinianych nogach), a Bunkier Sztuki zakupić zapas amunicji i karabinów maszynowych dla swoich tęczowych jaczejek, które pewnie niedługo z niego wylegną na ulice, by wprowadzać rządy „miłości i tolerancji”?


środa, 27 listopada 2019

Kłamcie, kłamcie – może coś przylgnie do Polski

Patryk Jaki, który nie jest bohaterem z mojej bajki z powodu jego wsparcia dla in vitro, ostatnio zasłużył na pochwałę za dzielne bronienie Polski przed agresją LGBT na forum Parlamentu Europejskiego. Opublikowane przez niego w mediach społecznościowych nagrania świadczą o paru rzeczach, ale przede wszystkim o dwóch: że politycy z tzw. totalnej opozycji zrobią wiele, by zaszkodzić Polsce i nie uciekną się nawet przed kłamstwem.

Prym wiedzie tutaj „sympatyczny” homoseksualista Robert Biedroń, który opowiada na forum parlamentu UE bzdury i ewidentne kłamstwa o rzekomym prześladowaniu i o tym, że istnieje wiele restauracji, hoteli, sklepów, do których nie może wejść. Na pytanie Jakiego, by wymienił takie lokale podał po dłuższej chwili szukania w komórce nazwę... jednego: „Green Caffe” na Stolarskiej w Krakowie. Tymczasem przynajmniej jeden z użytkowników Twittera sprawdził i stwierdził, że taki lokal nie istnieje w podanej lokalizacji. Można to zresztą zweryfikować samemu na mapie Google’a. Owszem, są dwie Green Caffe Nero, ale na ulicy Pawiej i trzecia przy ul. Szlak. Przy Stolarskiej jest Siesta Cafe.

Jednak nawet gdyby taka kawiarnia istniała przy Stolarskiej to i tak europoseł z partii o wdzięcznej nazwie „Wiosna” łgałby jak pies, o czym wie każdy, kto po prostu w Polsce mieszka i nie ma oczu zaślepionych ideologiczną wścieklizną. To nie pierwsze jego kłamstwo. Poprzednie dotyczyło projektu „Stop pedofilii” i rzekomej „penalizacji edukacji seksualnej” w tym projekcie. „Ordynarnym kłamcą” nazwała Biedronia przy tej okazji Jadwiga Wiśniewska z PiS-u.

Jeśli ktoś się chce przekonać, jak kłamią lub majaczą i przeinaczają inni „totalniacy”, w tym pani, którą do polityki wywindowała tragiczna śmierć jej męża, może sobie poszukać tweetów Jakiego z jego relacjami z parlamentu UE. Bezczelność tych ludzi nie zna granic. Widać liczą na to, że coś do Polski z tego przylgnie, a inne kraje wyrobią sobie opinię o naszej ojczyźnie jako jakimiś zamordystycznym kalifacie. Obrzydliwe i porażające.


środa, 20 listopada 2019

Homoseksualista bierze na litość

Jeden z otwarcie homoseksualnych posłów pożalił się niedawno, że z sejmowej mównicy musiał wysłuchać o „eksperymentach ideologicznych”, „tradycyjnej rodzinie”, „marginesie” i „arcypolskich wartościach”. A na końcu spytał retorycznie: „Jak myślicie, jak się czuję?”

To typowy chwyt homoseksualistów i nie tylko: Branie na litość i odwoływanie się do uczuć, a nie racji rozumowych. We współczesnej kulturze, być może po części dlatego, że jest ona obrazkowa) dominuje presja emocjonalna zamiast argumentów racjonalnych opartych na logice. Związek dwojga homoseksualistów można w telewizji, w kinie czy teatrze przedstawić jako słodką relację dwojga kochających się „dorosłych” i „odpowiedzialnych”, których na dodatek społeczeństwo nie rozumie i ich prześladuje. Trochę nastrojowej muzyki, odpowiednie światło i ładnie skadrowane plenery, dobra gra aktorska i publika wymięka. Jeśli reżyser takiego widowiska nie zapędzi się w analne szczegóły, co mniej rozgarnięty widz zużyje pudełko chusteczek higienicznych, ocierając łzy wzruszenia.

Tu nie ma mowy o prawdzie i kłamstwie, o prawdziwym dobru i złu. Złe jest jedynie coś, co psuje humor, co burzy sielankę, co podważa czyjeś dobre samopoczucie. Zło istnieje zatem subiektywnie, nie jest obiektywną rzeczywistością. Każdego przecież rani co innego. Zresztą ci sami homoseksualiści i lewacy, którzy oburzają się, że ktoś rani uczucia jakiegoś „geja”, nie mają oporów, by bluzgami i wyzwiskami obrzucać np. katolików, kpiąc jednocześnie z ich sakramentów, obelżywie odnosząc się do Eucharystii, sugerując perwersyjne upodobania księży.

By uświadomić sobie na czym polega ta socjotechnika, której głównym narzędziem jest manipulacja uczuciami, wyobraźmy sobie złodzieja, który żali się, że np. z mównicy sejmowej słyszał o „państwie prawa”, o „poszanowaniu siódmego przykazania”, o „braku tolerancji dla łamania przepisów kodeksu karnego”, o „marginesie społecznym”, o „wypaczonej moralności, która akceptuje kradzież pierwszego miliona”. A na końcu ów złodziej pyta: „Jak myślicie, jak się czuję?”


piątek, 8 listopada 2019

Nie ma wyboru dla przeciwników „prawa do wyboru”

Rafał Otoka-Frąckiewicz w jednym ze swoich internetowych programów celnie zauważył, że feministki, które twierdzą, że są za tzw. „prawem do wyboru”, jednocześnie chcą tego wyboru odmówić innym, domagając się nie tylko bojkotu filmu „Nieplanowane”, ale wręcz zakazu jego wyświetlania. I to jest w gruncie rzeczy typowe dla lewicy i tzw. „liberałów”.

I tak oto zwolennicy „demokracji” podnoszą wrzask, a nawet domagają się interwencji zagranicznych sił, gdy w wyniku procedur demokratycznych do władzy dochodzą nie ci, których „demokraci” chcieliby u tej władzy widzieć. Przezabawne są też ich łamańce (mało) intelektualne, kiedy wręcz dowodzą, że tak naprawdę nie wygrali ci, którzy wygrali, bo całkowita liczba oddanych głosów jest mniejsza niż suma głosów tzw. „opozycji”.

Ci sami homoseksualiści, którzy domagają się poszanowania swojej „odmienności” i „różnorodności”, jednocześnie szydzą, drwią i kpią ze świętości drogich np. katolikom. Wulgaryzmy, obraźliwe epitety, raniące wizerunki nie stanowią wówczas dla nich problemu, bo nie dotyczą ich osobiście.

Zwolennicy „wolności słowa” i „tolerancji” bronią jej innym, którzy głoszą poglądy odmienne od nich. Z historii ostatnich tylko kilku lat można by przytoczyć wiele przykładów takich działań: cenzurowanie i usuwanie materiałów z sieci, odmawianie sali na wykład, domaganie się wyrzucenia z uczelni, szykanowanie tych, którzy kwestionują oficjalną historiografię i odmawianie im prawa do publicznej obrony swoich tez.

Czy zatem może dziwić, że np. redaktor Łukasz Karpiel miał problemy ze zorganizowaniem spotkania o „tęczowej zarazie” w Opolu? Czy dziwi, że grozi mu się konsekwencjami prawnymi? Czy zaskakują postulaty zakazywania takich spotkań? Czy niezwykłe jest, że przy tym operuje się kłamstwami i pomówieniami? Więcej o sprawie można dowiedzieć się zarówno na portalu PCh24TV tutaj i tutaj oraz na portalu wRealu24.


czwartek, 19 września 2019

Czy ruch LGBT ma podłoże satanistyczne?

Oczywiście wszyscy ci, którzy nie wierzą w diabła, czytając taki tytuł popukają się w głowę. Trudno jednak nie uciec przed taką myślą, jeśli patrzy się na to, jak wyglądają demonstracje aktywistów i zwolenników LGBT: bluźnierstwa, profanacje, szyderstwa.

Obnoszą zatem obrzydliwe bluźniercze wizerunki wagin, penisów, które przedstawione są w taki sposób, by naśladować monstrancję, w której znajduje się Najświętszy Sakrament. Odprawiają bluźnierczą „mszę” – co można wprost porównać do tzw. „czarnej mszy”. Kpią z Matki Boskiej poprzez dekorowanie Jej wizerunku satanistyczną tęczą (jeden z moich znajomych zdziwił się, gdy mu uświadomiłem, że tęcza na starych obrazach religijnych nie jest jednak tą samą tęczą, jaką genderowi rewolucjoniści dekorują święte wizerunki i powiewają na swoich banerach). Do tego mamy jeszcze ataki na księży i kościoły oraz szydercze parodiowanie strojów duchownych i zakonnic.

A to wszystko dzieje się przy głoszeniu haseł tolerancji, miłości, poszanowania cudzych poglądów i stylu życia. Politycy i celebryci, którzy bronią homoseksualnych rewolucjonistów, wydają się tego wszystkiego nie dostrzegać. Odcinają się co najwyżej od tych ekscesów dopiero po tym, gdy podniesie się krzyk oburzenia i widzą, że może im to zaszkodzić w popularności.

Z jednej strony można się oburzać i wręcz należy się oburzać. Z drugiej strony nie trudno patrzeć na tych biednych ludzi z wyrazem politowania. Kiedy my, katolicy, idziemy w procesji za Najświętszym Sakramentem, wierzymy, że w tym cieniutkim, białym opłatku jest sam Bóg, Stwórca wszechświata, rzeczy widzialnych i niewidzialnych. On karmi nas swoim Ciałem, by dać nam życie wieczne. Homoseksualni rewolucjoniści (za czyim to podszeptem?) idą za bluźnierczym wizerunkiem, który jest diabelską parodią Najświętszego Sakramentu, ale jednocześnie określa, co jest dla nich najważniejsze. A cóż to takiego? Organy płciowe i nic więcej. Coś, co łączy nas ze zwierzętami. Cóż za upadek!

Tak więc szydząc z Najświętszego Sakramentu ci biedni ludzie nie widzą, że szydzą również z samych siebie. To nie jest już zapatrzenie we własny pępek, to zapatrzenie we własne genitalia albo genitalia, a nawet odbyt tzw. „partnera seksualnego”.

Chrześcijańskie średniowiecze (które dla ludzi niewykształconych jest symbolem ciemnoty) stworzyło wspaniałą architekturę, rzeźbę, malarstwo, muzykę, literaturę, filozofię, teologię, logikę... Nietrudno dopatrzyć się tutaj związku między wiarą tych ludzi a ich kulturą. Jaką kulturę można zbudować, jeśli w centrum stawia się organ płciowy? Diabeł obiecał pierwszym ludziom, że będą jak Bóg. Okazało się to w rzeczywistości totalnym upadkiem. Teraz tym biedakom obiecuje wyzwolenie. Trudno chyba o bardziej nikczemne i poniżające zniewolenie.


czwartek, 29 sierpnia 2019

Rodzina to namiastka nieba na ziemi

Ofensywa totalitarnej ideologii LGBT na Polskę ma swój cel – jest nim zniszczenie tradycyjnej rodziny. Nie chodzi w tym o żadną miłość i tolerancję, o czym mogli się przekonać wszyscy choć trochę myślący, którzy oglądali relacje i zdjęcia z tzw. „marszów równości”. Profanowanie wizerunków Matki Boskiej, kpienie z Kościoła, ataki na duchownych, bluźniercze parodie Mszy świętej... Czy naprawdę trzeba więcej? Już niedługo może się okazać, że takie obrazki, jak z tego wideoklipu muzycznego, staną się przeszłością, a po naszych ulicach będą chodzić stwory takie, jakie można znaleźć tutaj (ostrzegam, że jest to dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach, ale także dla tych, którzy łudzą się, że czytanie dzieciom przez tzw. „Drag Queen” to tylko niewinna przebieranka).

Może ktoś woli cięższe rytmy, może ktoś woli mniej sentymentalne dźwięki, ale ten teledysk, jest jak łyk świeżego tlenu, kiedy się pomyśli o tym paskudnym objazdowym tęczowym cyrku, jaki nawiedzał w ciągu tego roku kolejne miasta Polski. Po prostu chrońmy rodzinę!



Tymczasem różnej maści celebryci i gwiazdki muzyki pop z Zachodu są na pierwszej linii frontu cywilizacji śmierci. Jeśli następnym razem usłyszycie jakiś ich utwór o miłości, to zastanówcie się, o czym oni tak naprawdę śpiewają. Może ta ich „miłość” ma dużo więcej wspólnego ze śmiercią i nienawiścią, niż się może wydawać, a na pewno wiele wspólnego ze zwykłym egoizmem:

sobota, 24 sierpnia 2019

Nie dowieźli autobusami i wyszła klapa, a nie tęczowy cyrk

Widać objazdowy tęczowy cyrk dostał zadyszki albo nie zatankowano na czas i w Zabrzu Parada Równości poniosła klapę. Pojawiła się tylko jedna osoba (sic!). Reszta to ok. 200 przeciwników marszu. Brak doniesień, by te „krwiożercze, ksenofobiczne i nietolerancyjne bestie” rozerwały biednego, bezbronnego tęczowego demonstranta na strzępy. Może otoczył go bohaterski kordon policji albo kontrdemonstrantów zdjęła litość?

Ciekawe, czy teraz tęczowi, zasileni kolejnym zastrzykiem gotówki, będą próbować udowadniać, że Zabrze to miasto super-hiper-LGBT? Na razie ponoć odcinają się od tego demonstranta, który jest tak ograniczony, że nawet skrótu ich nazwy nie pamięta.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Episkopaty Czech, Węgier i Słowacji popierają Polskę

Słowa poparcia dla arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, jakie wyrazili hierarchowie Czech, Słowacji i Węgier, to ważne wydarzenie, bo pokazuje jedność nie tylko Kościoła, ale i Europy w tym rejonie. Jest też czytelnym stanowiskiem Kościoła katolickiego wobec „tęczowej zarazy”, która grozi nam kolejnym totalitarnym „rajem”.

Dobrze również, że i inni polscy dostojnicy Kościoła wyrazili swoje poparcie dla krakowskiego arcybiskupa – być może ośmieleni dużym wsparciem modlitewnym, jakie zorganizowali świeccy wierni w zeszłą sobotę pod oknem papieskim pałacu biskupów.

Hm... A gdzie jest w tym wszystkim prymas Polski? Pojechał na wakacje?


poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Tęczowy cyrk objazdowy

Krótkie wideo z (odblokowanej – na jak długo?) telewizji wRealu24 mówi więcej niż wszystkie komentarze, o co chodzi w tęczowej propagandzie. To po prostu tęczowy cyrk objazdowy. Ci, którzy widzieli poprzednie zdjęcia czy relacje, bez trudu rozpoznają znajome twarze lub maski (makijaże?). Oczywiście też bez trudu dostrzegą bardzo „tolerancyjne” bluźniercze wizerunki i symbole.

Może to wydawać się śmieszne i żałosne z jednej strony, ale z drugiej – jeśli Polacy się nie przebudzą i nie powiedzą stanowcze „Nie” – możemy ponownie wylądować w totalitarnym, tym razem tęczowym, „raju”, w którym będzie się zionąć „miłością” i „tolerancją”.

Na szczęście część polskich biskupów, z arcybiskupem Markiem Jędraszewskim na czele (a gdzie jest prymas?), stanowczo i zdecydowanie określiła, z czym mamy do czynienia. Dobrze, że są jeszcze tacy duchowni, którzy bez wahania nazywają rzeczy po imieniu.


piątek, 9 sierpnia 2019

Kto jest ofiarą, a kto agresorem – czyli kolejny homoseksualista stracił pracę

Przeglądając anglojęzyczne portale czasami napotykam na artykuły o Polsce, w których nasz kraj jest przedstawiany jako kraj „homofobiczny”, w którym panuje głęboka nietolerancja wobec homoseksualistów i tak dalej. To oczywista manipulacja. Pomijam już to, że nie dość, iż sam homoseksualizm jako taki nie był w Polsce penalizowany, to jeszcze to właśnie lobby homoseksualne i LGBT-coś-tam jest tym, które nakręca spiralę nienawiści i nietolerancji.

Z ostatnich tygodni i miesięcy można czerpać pełnymi garściami przykłady tego, jak lobby LGBT wyobraża sobie tę „tolerancję” oraz „wolność i równość”. Ale weźmy tylko jeden – dwóch polskich aktorów, którzy są ofiarami homobolszewickiej „tolerancji”. Chodzi o Redbada Klynstrę-Komarnickiego i Jarosława Jakimowicza.

Ile jest przypadków, że zadeklarowany homoseksualista stracił w Polsce pracę z powodu obnoszenia się ze swoim homoseksualizmem? Dodam, że osobiście uważam, iż są przypadki, kiedy byłoby to jak najbardziej uzasadnione (np. w przypadku szkoły katolickiej czy generalnie pracy z dziećmi, gdzie zachodziłaby obawa deprawacji nieletnich). Osobiście nie znam takich przykładów (choć przypuszczam, że kiedy homobolszewia się zorientuje, że tak jest, to zrobią wszystko, by któryś z ich grona z roboty wyleciał). Głośna była już sprawa natomiast zwolnionego z pracy za „homofobię” pracownika firmy IKEA. A teraz na przykładzie dwóch polskich aktorów mamy ilustrację tego, jak wygląda „wolność słowa” według wspierających lobby LGBT-coś-tam.

Jarosław Jakimowicz stracił możliwość gry w serialu, gdyż odważył się bronić Zofii Klepackiej przed atakami za jej krytykę „Karty LGBT+”. Z tego, co miałem okazję zobaczyć i usłyszeć, to sam Jakimowicz nie wydaje się być jakimś „zatwardziałym” konserwatystą. A jednak obrona znanej sportsmenki wystarczyła, by spotkała go „zasłużona” kara ze strony postępowego środowiska aktorskiego.

Przykład Redbada Klynstry jest jeszcze ciekawszy i dobitniejszy. Jest on bowiem, jak się okazuje, podwójną ofiarą. Najpierw się dowiedzieliśmy, że podobnie jak Jakimowicz stracił pracę w serialu, a jeszcze dodatkowo współpracę zerwała z nim agencja aktorska. A wszystko to dlatego, że ośmielił się na Twitterze zadać następujące pytanie: „czy w PL pedofile są częścią LGBT+, czy nie? Kto czuje się odpowiedzieć?” Bardzo „nierozważne” i „nieodpowiedzialne” pytanie!

Dzisiaj natomiast dowiedziałem się, że sam Klynstra był „ofiarą molestowania seksualnego przez pedofila-homoseksualistę”! Tak więc okazuje się, że człowiek, który został skrzywdzony w młodości przez homoseksualistę, teraz jest ponownie krzywdzony przez tych, którzy wspierają lobby LGBT-coś-tam. I tak jak w przypadku Jakimowicza sam Klynstra, któremu bliskie zdają się być wartości reprezentowane przez prawicę, nie jest jakimś ziejącym nienawiścią do homoseksualistów człowiekiem. A przecież gdyby tak było, to moglibyśmy go nawet usprawiedliwiać, a przynajmniej znaleźć uzasadnienie w traumie, jaką wyniósł z dzieciństwa.

I kto tu zatem jest ofiarą, a kto agresorem?


czwartek, 8 sierpnia 2019

Cenzor z nożyczkami biega po Internecie i tnie dalej

Tym razem na Facebooku, który już nie pierwszy raz popisał się takimi praktykami. „Troskliwy” cenzor usunął z facebookowej strony „PCh24TV wpis reklamujący wywiad, jaki portalowi PCh24.pl udzielił prof. Marek Jan Chodakiewicz”. A ponieważ rozmowa dotyczyła LGBT, które to dziwo jest pod specjalną ochroną, więc – ciach, ciach! I wpis zniknął.

Jeśli ktoś wierzy propagandzie LGBT, że ludzie oddający się niezgodnym z prawem Bożym praktykom są w jakiś sposób dyskryminowani czy szykanowani, to w ostatnich miesiącach otrzymał w tym roku całą masę materiału dowodowego, która temu przeczy i pokazuje, że jest odwrotnie – to ruch LGBT dąży do naruszania podstawowych swobód i praw obywatelskich: cenzorskie praktyki wspierających ruch LGBT, bluźnierstwa, szydzenie z wiary, bezpardonowe i chamskie ataki werbalne na hierarchów Kościoła katolickiego, ataki fizyczne na księży, obrzydliwe profanacje miejsc świętych, zwalnianie z pracy za wyrażenie własnej opinii, pozbawianie pracy za postawienie pytania o LGBT czy za obronę osób, które ośmieliły się wyrazić sprzeciw wobec praktyk LGBT, szykanowanie osób, które odważnie zabrały głos publicznie w sprawie nadużyć LGBT, indoktrynacja LGBT w miejscu pracy, próba ingerowanie w prawo rodziców do wychowywania własnych dzieci... Wystarczy włączyć Internet, trochę poszperać, by znaleźć tego całe stosy.

Tymczasem na zachodnich portalach zamieszcza się artykuły o rzekomo nietolerancyjnej Polsce. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. To praktyki znane jeszcze z czasów, kiedy o Internecie nawet nie śniono, a prasa nie była jeszcze w użyciu. Przychodzą więc monopoliści, przychodzą ambasadorowie obcych państw i dyktują nam i pouczają nas, jak mamy myśleć w naszym własnym domu.


wtorek, 6 sierpnia 2019

Tęczowy cenzor szaleje po sieci i tnie nożycami

Jeszcze trochę, a w sieci będzie można poczytać i pooglądać jedynie lewomyślne treści, bo innych już nie będzie. Tęczowy cenzor szaleje po polskim Internecie i wycina kolejne materiały. Tym razem naraził się mu Abp Marek Jędraszewski, którego kazanie wycięto ze strony Radia Maryja. Ktoś może lubić lub nie lubić Radia Maryja, ale musi przyznać, że jest to łamanie podstawowych wolności, w tym przypadku wolności słowa.

Tęczowi cenzorzy i macherzy coraz ostrzej biorą się za Polskę. Tęczowe piątki, tęczowa partia, tęczowe marsze, tęczowe straszenie więzieniem za tzw. „mowę nienawiści”, tęczowa cenzura... Jeszcze trochę, a udział w tzw. „paradach równości” będzie równie obowiązkowy, jak był w pochodach pierwszo-majowych za czasów PRL-u. Nie pójdziesz – stracisz autko służbowe i pracę, a potem mieszkanie kupione na kredyt. Już się oni dobiorą Polakom do ... I to dosłownie i w przenośni.


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Tęczowy PRL-bis

Pewien znany publicysta zamieścił na Twitterze grafikę, która sugerowała powiązanie pomiędzy koloratką a hitlerowskim wąsikiem. Niektórzy wyrażali swoje rozczarowanie tym chamskim „memem”, uważając widać wcześniej owego pana za człowieka większej kultury (szczerze powiedziawszy nie wiem, dlaczego). Jednak w pamięci utkwiła mi przede wszystkim jego odpowiedź na pytanie jednej z osób komentujących: „co to wnosi dobrego?” Otóż ów pan stwierdził, że to „osłabia agresora”!

To typowe. Prawdziwy agresor nazywa ofiarę agresorem, złodziej krzyczy: „Łapać złodzieja!” W końcu prowokacja gliwicka też była wymyślona po to, aby prawdziwy agresor mógł się przedstawiać jako ofiara, która nie miała innego wyjścia. Homobolszewicy nie wymyślili nic nowego, ale stosują tę technikę przy potężnym wsparciu mediów wypaczających rzeczywistość (właśnie miałem okazję przeczytać dzisiaj artykuł w pewnym irlandzkim medium, które obnosi się ze sloganem „Truth matters” – prawda może w tym artykule i była, ale potężnie zmaltretowana i wytarzana w błocie).

Homobolszewikom nie zależy wcale na żadnej tolerancji ani wolności, nie obchodzi ich też prawda. Chcą zamykać usta tym, którzy myślą inaczej niż oni. Zmuszanie ludzi do uczestnictwa w paradach homoseksualnych, tak jak kiedyś w pochodach 1-majowych, to już w niektórych miejscach Europy, np. w Holandii, rzecz normalna. Ta zaraza, „tęczowa zaraza”, jak ją słusznie nazwał abp. Jędraszewski, nawiązując do wiersza Józefa Szczepańskiego „Ziutka”, wkroczyła już do Polski i panoszy się coraz butniej.

Niektórzy może nawet jeszcze nie zdają sobie sprawy ze skali tego, co się dzieje. Ekscytując się wyczynami Kamila D. czy lotami marszałka Kuchcińskiego, być może nie zauważają, że oto znikają kolejne niezależne produkcje i kanały z sieci, bo właśnie do Polski wkroczyła homobolszewicka cenzura, za którą stoi kasa wielkich korporacji. Nie widzę też jakiejś zdecydowanej reakcji rządu, który powinien przecież bronić podstawowych praw i wolności obywatelskich. Czyżby dlatego, że cenzura ta dotyka media, które nie zawsze są tej władzy przychylne?

Homobolszewicy poczynają sobie coraz śmielej i jeśli nie będzie jakiejś zdecydowanej reakcji zarówno rządu, jak i zwykłych obywateli, już za chwilę obudzimy się w PRL-u bis. Jedyna różnica będzie może taka, że półki będą pełne (jak długo?), a zamiast czerwonej flagi, będzie powiewać flaga tęczowa.

Atak na arcybiskupa Jędraszewskiego jest doskonałym przykładem tego, jak działa homobolszewicka propaganda i jak wraca nowe. Mamy już nawet tęczowych księży-patriotów, którzy zgodnie z mądrością nowego etapu wzywają do dymisji krakowskiego hierarchy. Czy po objęciu rządów przez lewicę arcybiskup zostałby internowany? – takie pytanie jeszcze niedawno wydawałoby się absurdalne, dzisiaj okazuje się, że należy je potraktować jak najbardziej poważnie.


piątek, 2 sierpnia 2019

O cenzorskich zapędach YouTube w Polsce głośno już w Stanach Zjednoczonych

A kto chce sobie poczytać, może zerknąć na stronę Church Militant, gdzie znajdzie artykuł na temat ostatnich cenzorskich praktyk medialnych gigantów. Tekst można przeczytać tutaj. Proszę zwrócić uwagę na ciekawą grafikę, jaką zamieszczono pod tytułem artykułu. Miejmy nadzieję, że Ordo Iuris nie odpuści, ale wskóra swoje. Moim zdaniem medialni giganci powinni zapłacić za takie praktyki karę.

Widać, że wielkie koncerny nasiliły inicjatywę przed jesiennymi wyborami.

środa, 31 lipca 2019

Wraca cenzura, tym razem w wydaniu homobolszewickim

Już kiedyś pisałem na tym blogu, że nie spodziewałem się, iż dożyję czasów powrotu cenzury. A jednak. Znikają kolejne filmy i programy ze strony monopolisty, jakim jest YouTube.

Informowałem niedawno o problemach niezależnej internetowej telewizji wRealu24 TV, której zablokowano audycje poświęcone LGBT-coś-tam. Teraz okazało się, że zablokowano program z udziałem Pawła Lisickiego i MarkaMiśko na temat tej totalitarnej ideologii. Miałem nawet zarekomendować ów bardzo ciekawy odcinek z cyklu „Wierzę”. Za późno, program już zniknął z YouTube, nauka Kościoła o homoseksualizmie to bowiem tzw. mowa nienawiści.

Jestem ciekaw, czy rząd coś zrobi w sprawie panoszenia się tej ideologii, czy podejmie skuteczne działania w celu powstrzymania monopolistycznych praktyk YouTube i innych gigantów medialnych? Czas reagować. Najwyższy czas. Tym bardziej, że działania te nie przypadkowo zbiegają się z kampanią wyborczą.

Przykłady referendum w Irlandii i niszczenia europejskiej cywilizacji na Zielonej Wyspie są tutaj przykładem, w jaki sposób manipuluje się opinią publiczną. Tam też monopoliści blokowali dostęp do mediów katolickim i konserwatywnym organizacjom, utrudniając im kontakt z Irlandczykami.


poniedziałek, 29 lipca 2019

Homobolszewicka „wolność słowa” – blokada wRealu24 TV

Pisałem już parokrotnie na tym blogu, że homobolszewicy, którzy teraz określają się jako LGBT przyniosą nam mniej więcej taką „wolność” i „tolerancję”, jaką nieśli nam bolszewicy począwszy od roku 1917. Oni chcą po prostu wszelkich swobód dla siebie, łącznie ze swobodą szydzenia ze świętości zarówno religijnych, jak i narodowych, bluźnienia, profanowania i obrażania innych, którzy myślą inaczej od nich. Mieliśmy w ciągu ostatnich miesięcy dosyć takich przykładów, by stworzyć jakąś „Czarną Księgę LGBT”, która by dokumentowała, jak naprawdę wygląda ich pojmowanie „wolności” i „tolerancji”.

YouTube, jeden z monopolistów na rynku medialnym, zablokował właśnie kanał wRealu24 TV. Tak właśnie wygląda „wolność LGBT”. Gołym okiem widać, że tak jak tzw. „demokracja ludowa” nie miała nic wspólnego z demokracją, tak „wolność i tolerancja LGBT” nie mają nic wspólnego z prawdziwą wolnością i tolerancją.

Kiedy jakiś drukarz czy cukiernik, którzy nie są monopolistami na rynku, odmówią wykonania usługi dla homoseksualistów, podnosi się wrzask i skowyt lobby LGBT, padają porównania do hitlerowskich Niemiec, a rzekomo „uciśnionych” homoseksualistów do Żydów itp., itd.

Tymczasem nie zdziwmy się, jeśli w sklepikach i zakładach usługowych drobnych przedsiębiorców zacznie się wybijanie szyb, bo na przykład nalepili sobie naklejkę „Strafa wolna od ideologii LGBT” albo po prostu otwarcie głoszą przywiązanie do nauki Kościoła katolickiego.

To homobolszewicy są prawdziwymi agresorami, to im zależy na tłumieniu wolności słowa, to oni głoszą prawdziwe zabobony, to oni są rzeczywistym zagrożeniem dla podstawowych praw człowieka.


poniedziałek, 22 lipca 2019

Początek faszyzmu, czyli odwracanie kota LGBT ogonem

„To początek faszyzmu”, „Z Białegostoku niedaleko do Jedwabnego” – to część komentarzy na temat zajść w Białymstoku, jakie pojawiły się ostatnio w mediach. Zacznijmy od tego, że takich wydarzeń i takich komentarzy należało się wcześniej czy później spodziewać. O to przecież chodzi. Stąd prowokacje homobolszewickie w Gnieźnie, gdzie w tym roku odbył się pierwszy przemarsz „kochających inaczej”, stąd ponowienie prowokacji homoseksualnych w Częstochowie, stąd wzmożenie tzw. „parad równości” w wielu miastach Polski.

Dlaczego mówię o „prowokacji”? Bo niezależnie od intencji tych biednych ludzi, którzy czynnie w nich uczestniczą, są to właśnie działania mające na celu wywołanie jakiegoś nieszczęścia. Po pierwsze uznano, że w Irlandii zrobiono już z grubsza porządek (reszta potoczy się jak kula śniegowa) i że przyszedł czas na Polskę, która jeszcze się broni jako kraj katolicki. Po drugie homoseksualny „męczennik” w Gnieźnie czy w Częstochowie byłby podarunkiem dla ruchu „LGBT-coś-tam”. Jeden celny kamień rzucony przez jakiegoś krewkiego narodowca czy nierozważnego nastolatka i nieszczęście gotowe, a potem Częstochowa czy Gniezno w światowych mediach łączone byłby już nie z chrześcijaństwem, ale z homoseksualizmem i czyjąś bezsensowną śmiercią.

Tymczasem w rzeczywistości działacze „LGBT-coś-tam” nie są żadnymi ofiarami, to oni, mając wsparcie wielkich światowych koncernów, a także różnych wpływowych polityków i państw, próbują doprowadzić do sytuacji, stworzyć rzeczywistość, w której normalny człowiek stanie się ich ofiarą. W tym ich „nowym wspaniałym świecie” nie będzie już wolności słowa ani demonstrowania swoich poglądów, a takie wpisy, jak ten, będą usuwane z sieci, zaś ich autorzy będą narażeni nie tylko na spore nieprzyjemności, ale nawet na karę więzienia za tzw. „mowę nienawiści”. Ideologia „LGBT” to ideologia totalitarna i jako taka powinna być zakazana. Szerzenie tej ideologii powinno być zakazane, tak jak szerzenia komunizmu czy nazizmu.

Stąd dziwią niektóre komentarze, jakie pojawiły się po prawej stronie, w związku z akcją „Gazety Polskiej” z naklejkami „Strefa wolna od LGBT”. Mogę jeszcze zrozumieć od biedy wpis narodowca Krzysztofa Boska, który – jeśli dobrze rozumiem jego intencje – zdaje się wskazywać na to, że akcja ta może być po prostu wykorzystana przez lobby homoseksualne, by jeszcze zaognić całą sytuację na swoją korzyść.

Totalnie nie zgadzam się natomiast z komentarzem TomaszaTerlikowskiego. Pyta się on retorycznie: „Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby jakieś liberalne medium wypuściło naklejki dla usługodawców z napisem: Strefa wolna od katolików/katolicyzmu”. Otóż po pierwsze takie naklejki już są, nie dosłownie, nie jako przedmiot do wykorzystania, ale jako swego rodzaju bicz na katolików. Co spotkało panią Klepacką, kiedy ośmieliła się skrytykować prohomoseksualne działania w Warszawie? Co może spotkać tych, którzy ośmielą się przeciwstawić homolobby np. w świecie artystycznym? Co spotkało pracownika IKEI, który przeciwstawił się promocji ruchu LGBT cytując Biblię? Po drugie naklejka mówi: „Strefa wolna od LGBT”, a nie od osób, które mają skłonności homoseksualne, czy wyobrażają sobie jednego dnia, że są panią, a drugiego, że istotą dwupłciową. Po trzecie, ja akurat byłbym wdzięczny za takie naklejki, jakie sugeruje Tomasz Terlikowski, bo wiedziałbym, gdzie unikać robienia zakupów, tak jak unikam robienia zakupów w pewnej sieci handlowej, która wymazywała krzyże ze zdjęć reklamowych swojej firmy. Z pewną ciekawością obserwowałbym też, jak długo taki biznes utrzyma się na rynku (co swoją drogą wiele powiedziałoby mi też o katolicyzmie w Polsce).

Terlikowskiego nie przekonuje też „argument, że chodzi o strefę wolną od ideologii, bo tak się składa, że ona nie przemieszcza się po mieście, nie chodzi do lokali. Jednym słowem walczmy z ideologią (groźną i niebezpieczną), szanujmy ludzi i głośmy miłość Jezusa Chrystusa”. Jakoś nie zauważyłem, by Tomasz Terlikowski protestował przeciwko znakowi „Strefa zdekomunizowana”, który umieścił niegdyś na swojej posiadłości pewien polityk i autor jednego z przytoczonych na początku komentarzy. Czy stawał wówczas w obronie komunistów, których taki znak obrażał? Czy w ogóle ten znak budził takie kontrowersje wówczas, jakie budzi inicjatywa Sakiewicza? Czy gdyby „Gazeta Polska” wówczas wypuściła naklejki „Strefa zdekomunizowana”, to podniosłyby się głosy krytyki także po prawej stronie? Absurd! Terlikowski chociaż dostrzega, że ideologia LGBT jest „groźna i niebezpieczna”, dziwne jednak, że nie dostrzega, iż wlepki „Gazety Polskiej” są po prostu elementem walki z tą totalniacką ideologią, tak jak dawniej było nią malowanie po murach.

Niewykluczone, że jeszcze trochę, a trzeba będzie wrócić do tych metod, skoro monopolista na rynku prasy i książki blokuje sprzedaż „Gazety Polskiej”. Stąd, choć straciłem sympatię do działań i propagandy „Gazety Polskiej”, popieram ich akcję.