Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lutego 2020

Komu przyłożyć ruską pałką II, czyli świnie się tuczą

Praktycznie dzień po moim wpisie o posługiwaniu się ruską „pałką” okazało się, że i Konfederacja nią też się potrafi posługiwać. Oto na Twitterze znalazłem taki tekst: „JkmMikke: "Na szczęście A. Łukaszenka nie przyłączył Białorusi do Rosji, ale sytuacja, w której Polska nie zagwarantowała Białorusi przepływu potrzebnych ilości ropy i gazu, dowodzi, że PiS to albo ruscy agenci, albo ludzie bez wyobraźni politycznej". #Konfederacja #KORWiN”.

A więc myliłem się, że Konfedracja w nikogo chyba jeszcze nie uderza ruską pałką. Tyle tylko, że Korwin Mikke przynajmniej posłużył się nią z sensem i moim zdaniem walnął celnie. Nie walnął nią w taki sposób, jakby uważał swoich zwolenników za idiotów, tylko zaznaczył, że istnieje jeszcze możliwość, iż PiS to po prostu „ludzie pozbawieni wyobraźni politycznej”. Zwróciłem zresztą uwagę na to, że rządząca partia coś zaczęła ostatnio przebąkiwać o jakimś porozumieniu z Białorusią i wskazałem na fakt możliwego związku z wizytą Mike’a Pompeo u naszych sąsiadów.

Bardzo szybko też okazało się, że byłe komuchy, które teraz stały się „Europejczykami”, nie przegapiły szansy, by się wykazać kompletnym brakiem elementarnego poczucia wstydu. W mediach społecznościowych pojawiły się wypowiedzi „światłych”, którzy jeszcze parę dekad temu służyli Moskwie, biadolących coś o „polexicie” w związku z podpisaniem przez Andrzeja Dudę noweli ustaw sądowych.

Kiedy widzę te ich teksty, mam ochotę zacytować pewną wulgarną piosenkę Kukiza o politykach, ale nie zacytuję, bo nie lubię wulgaryzmów. Jednak pomysł z ostatniej zwrotki, by wsadzić ich w helikopter, jest godny rozpatrzenia. Najlepiej byłoby ich wysłać do Moskwy, w końcu tam powinni czuć się znacznie lepiej wśród starych towarzyszy niż w niebieskiej Unii Europejskiej (choć i ona niebieska jest tylko na powierzchni, a czerwona w głębi).

Zabawne przy tym są brednie pewnej feministki i weganaki czy też wegetarianki, która bełkocze coś o tym, że „demokracja jest najważniejsza” i że potrzeba „twardych rozwiązań”. Tej pani jakoś ciężko zaakceptować, że właśnie w wyniku demokratycznych wyborów w Polsce mamy taki rząd, a nie inny, i że zgodnie z wolą wyborców stanowi on takie, a nie inne prawo.

To jest zabawne, ale tak naprawdę strach pomyśleć, co by było, gdyby ta pani dostała realną władzę i zaczęła wprowadzać w życie te swoje zamordystyczne pomysły, które niszczyłby wieki cywilizacji europejskiej, cofając nas to stanu barbarzyńskiego, w którym krówki byłby święte, dzieci składano by w ofierze postępu – kto wie? może karmiąc nimi święte świnie – a wszyscy jedliby rośliny.


wtorek, 21 stycznia 2020

Kolejny Pinokio łże w obcej telewizji, ubrany w togę

To zastanawiające, że w dobie mediów elektronicznych, a więc szybkiej komunikacji, są tacy w Polsce, którzy uważają, że mogą bezkarnie łgać czy to w europarlamencie, czy po prostu w obcych mediach. Mieliśmy już przypadek rodzimego „wesołka”, który opowiadał kłamstwa o tym, jak to homoseksualiści są prześladowani w Polsce i nie wpuszczani do restauracji czy hoteli. Kłamał tak bezczelnie, że gdyby to była Polska szlachecka, to pewnie nie ośmieliłby się wrócić już do kraju, bo zostałby rozniesiony na szablach. Tymczasem z całym spokojem startuje jako kandydat starej nowej lewicy w wyborach prezydenckich.

Teraz sędzia, o którym dosyć często informują media, postanowił naszczekać na swój kraj w arabskiej telewizji. W udzielonym wywiadzie dla Al-Jazeera opowiada o tym, jak to Polsce bliżej do Białorusi niż krajów Unii Europejskiej. Mówi to w telewizji kraju, w którym nie ma partii politycznych ani parlamentu.

Prawdopodobnie, Szanowni Państwo, o tym nie wiedzieliście, ale w Polsce nie jest bezpiecznie być sędzią. Oto bowiem dowiadujemy się z wywiadu, że „sędziowie w naszym kraju żyją pod presją od wielu, wielu lat. Każda decyzja, która jest niezgodna z wolą polityków, spotyka się z atakami. Spotykamy się z mową nienawiści wobec nas i naszych rodzin, czasami sędziowie są zastraszani na ulicach”.

Zgroza! Kiedy we Francji sędziowie spokojnie sobie demonstrują otoczeni kordonem policji, która ich zabezpiecza przed ewentualną niechęcią przypadkowych przechodniów, w Polsce mamy standardy białoruskie. Jak wiemy z ostatnich demonstracji tysiąca stonóg, protesty sędziowskie są brutalnie tłumione przez policję, a w więzieniach siedzą niepokorni, odważni pracownicy Temidy.


Photo by Valerie Neufeld from freeimages.com

piątek, 17 stycznia 2020

Współczesna Targowica tańczy na rurze

Dwa skandale z tego tygodnia.

Wielka Orkiestra Świątecznej Przemocy jest wierna hasłu swojego lidera: „Róbta, co chceta”. Dowodzi tego afera wokół show, który został zorganizowany dla dzieci w gminie Męcinka. Skoro „róbta, co chceta”, to można deprawować małe dzieci, pokazując im występ bardziej kwalifikujący się do burdelu niż do przedszkola.

Przy okazji się okazuje, że lider tego „kościoła”, który molestuje nas co roku „dobroczynnością”, nie jest niczemu winny, bo „każdy z organizatorów (...) działa we własnym imieniu”. Jeśli więc następnym razem odbędzie się tzw. „drag queen reading” dla dzieci lub czarna msza z profanacją Najświętszego Sakramentu, to również można będzie się wykpić, że „każdy działa we własnym imieniu”. A przy okazji dodać, że np. w Stanach Zjednoczonych uznano oficjalnie Świątynię Szatana za „kościół” i wyrazić nadzieję, że już wkrótce w Polsce będzie można uczestniczyć w jego diabelskich obrzędach legalnie i z otwartą przyłbicą.

Drugi skandal to głosowanie nad rezolucją, w której europarlamentarzyści skrytykowali Polskę i Węgry za rzekome „łamanie praworządności”. Rezolucję poparła także część polskich posłów. Tutaj szkoda słów. Wystarczy jedno: Targowica. I należy sobie dobrze zapamiętać te nazwiska: Adamowicz, Arłukowicz, Frankowski, Halicki, Hetman, Hübner, Jarubas, Kalinowski, Kopacz, Lewandowski, Łukaciejewska, Sikorski, Thun und Hohenstein, Belka, Cimoszewicz, Spurek, Miller.


Photo by Marius on Unsplash

piątek, 13 grudnia 2019

Czuły barbarzyńca i licencja na zabijanie

Chyba każdy zdrowo myślący człowiek nie przestanie się dziwić, jak różnej maści „postępowe” lewactwo łączy to wszystko w swojej głowie, jak pracują ich zwoje mózgowe? Oto z jednej strony ogromna czułość dla wszelkiej maści stworzonek: kotków, piesków, dzików, krówek, świnek, a nawet żuczków, a z drugiej bezwzględne domaganie się nieograniczonego prawa do mordowania najniewinniejszych i najbardziej bezbronnych ze wszystkich stworzeń: nienarodzonych dzieci.

Co gorsza dyskusja z nimi nie ma z reguły sensu. Do nich nie docierają żadne argumenty racjonalne, logiczne. To jest myślenie magiczne. Nie trzeba naprawdę posługiwać się racjami religijnymi, by udowodnić, że zabijanie nienarodzonych, zwane eufemistycznie „aborcją”, powinno być zakazane. Na moim blogu przytoczyłem kiedyś argumenty Petera Kreefta, który posługuje się zasadą niesprzeczności i klasycznym rozumowaniem zgodnym z prawami logiki. Tylko tyle: zdrowa logika. Ale ich się to nie chwyta.

Zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci będą mówić wbrew wszelkiej logice, że do chwili narodzin dziecko nie jest człowiekiem. Ani zdjęcia USG, ani próby przekonania ich logiczną argumentacją nie odnoszą skutku. W ich świecie człowiek staje się w magiczny sposób człowiekiem, gdy się urodzi, nie gdy się pocznie.

Ostatnio popis daje m.in. europosłanka Spurek, która popiera organizację „Aborcja bez granic”. Ta sama pani, która użala się nad „gwałconymi” krówkami i innymi stworzonkami, nie ma serca dla bezbronnych dzieci, których jedyną „winą” jest to, że się poczęły. Nieważne, że one też czują ból. Ważne są „prawa kobiet”!

Tak oto Europa stacza się w wieki ciemne, w których rządzi zabobon i myślenie magiczne. Tak oto Europę i cywilizację zachodnią stworzoną przez Kościół katolicki opanowują powoli czuli barbarzyńcy, którzy z zimną krwią skazują na śmierć tysiące niewinnych istnień.


wtorek, 30 lipca 2019

Jak premier Morawiecki mnie zasmucił

Słowo „Europa” i jego odmiany pojawiają się w naszych czasach na ustach wielu osób i w nazwach wielu instytucji, organizacji, a nawet produktów. Jednak, kiedy się wsłuchać uważnie, z łatwością można odkryć, że nie wszyscy mają to samo na myśli. Można też odnieść wrażenie, że sama „Unia Europejska” ma coraz mniej wspólnego z wartościami, które niegdyś uosabiało słowo „Europa”. Przede wszystkim odcinając się od chrześcijaństwa, odcina to, co do tej pory stanowiło podstawę cywilizacji europejskiej.

Nie przypuszczałbym jednak, że premier obecnego rządu (cokolwiek bym sobie myślał o nim czy o jego decyzjach), który sam mówił nie tak dawno jeszcze temu o rechrystianizacji Europy, sprowadzi słowo „Europa” do tak niskiego poziomu. Oto na spotkaniu mieszkańcami Stężycy miał powiedzieć: „Dla nas europejskość to jest zasobność polskich portfeli, a nie eksperymenty kulturowe, czy obyczajowe. (...) To jest właśnie nasz program”.

Wyobraźcie sobie, Państwo! Oto z jednej strony „eksperymenty” LGBT i tym podobne, a z drugiej – „zasobny portfel”. Z jednej chłop z chłopem, baba z babą, a z drugiej syty Polak na kanapie z pilotem w ręce. Z jednej strony 52 płcie, a z drugiej rozbijający się najnowszym elektrycznym cudeńkiem Kowalski!

Tylko czekać, aż temu zadowolonemu ze zwitka banknotów w portfelu Kowalskiemu czy Nowakowi palma odbije i zacznie eksperymentować z własną płcią, aż przyjdzie mu do głowy pomysł seksualizacji dzieci czy tym podobne rzeczy. Bo niby dlaczego nie? Co go przed tym uchroni? W końcu orędownicy homoseksualnej rewolucji i nowej „miłości” mają i tak już strumyk pieniędzy, który płynie do nich z różnych organizacji, mniej lub bardziej jawnych i tajnych, włączając w to potężne międzynarodowe koncerny. Może więc wystarczy Kowalskiemu pomachać tym plikiem banknotów przed nosem?

„Europejskość” zaproponowana przez premiera Morawieckiego sytuuje się więc dokładnie po tej samej stronie, po której sytuują się odrzucane przez niego „eksperymenty kulturowe i obyczajowe”. I żeby mnie mylnie nie zrozumiano: nie neguję potrzeby zasobnego portfela i zapewnienia własnej rodzinie godnego bytu. Tyle tylko, że ten „zasobny portfel” premiera Morawieckiego wraz z tymi „eksperymentami” wydają się być podszyte pustką. Naprzeciw nich stoją średniowieczne katedry, brzmi śpiew gregoriański, słychać recytację „Boskiej komedii” i muzykę sfer niebieskich...

Brzmi patetycznie? Zbyt patetycznie w tym kontekście? No cóż! Nic na to nie poradzę. Ja idę sobie w tamtą stronę, bo tam jest ta prawdziwa Europa, Europa budowana na chwałę Pana, a nie atrapa zżarta przez korniki i szeleszcząca papierem, którą byle wiatr przewróci.


czwartek, 11 lipca 2019

Vincent Lambert – ofiara nowej barbarii

Dzisiaj przyszła niestety smutna wiadomość. Tak się składa, że Vincenta Lamberta zagłodzono na śmierć w 76 rocznicę wołyńskiej rzezi. To dość symboliczne, choć z pozoru nie ma związku.

Na Wołyniu mordowano Polaków w brutalny i okrutny sposób. Kobiety, dzieci, starców, mężczyzn. Nie oszczędzano matek ciężarnych. Bestialstwo, do którego tam doszło, jest wciąż niezaleczoną raną, która waży na stosunkach polsko-ukraińskich. To ludobójstwo było zaprzeczeniem cywilizacji europejskiej, która niegdyś sięgała daleko na wschód – tam, gdzie biegły granice I Rzeczpospolitej. W imię nacjonalizmu rzeźnicy z UPA rozpętali piekło.

Vincent Lambert nie zginął w tak drastycznie brutalny i makabrycznie „widowiskowy” sposób, choć trudno znaleźć odpowiednie słowa na to, co z nim zrobiono w majestacie „prawa” – zagładzając go na śmierć. Wciąż niezmiennie przychodzi mi na myśl św. o. Maksymilian Kolbe, który został zagłodzony obozie koncentracyjnym.

Różnica pomiędzy rzezią wołyńską i śmiercią o. M. Kolbego a śmiercią Vincenta Lamberta jest taka, że Lamberta zamęczono (a jak inaczej to określić?) w szpitalu, który powinien ratować ludzi, w rzekomo cywilizowanym kraju! We wszystkich tych przypadkach zanegowano cywilizację europejską, którą budował Kościół katolicki. We wszystkich tych przypadkach odrzucono Dekalog, odrzucono naukę Chrystusa. Vincent Lambert nie umierał na brudnej podłodze celi obozu koncentracyjnego, umierał w szpitalu, który dysponował nowoczesną aparaturą mogącą podtrzymać go przy życiu.

Niestety postęp techniczny nie oznacza postępu moralnego. Współcześni barbarzyńcy i poganie posługują się najnowocześniejszą aparaturą, już nie roztrzaskują czaszek siekierą.


poniedziałek, 8 lipca 2019

Mrok zapada nad Europą, a oni się bawią tęczą

Jak pisałem już w jednym ze swoim poprzednich wpisów, właściwie każdego dnia jest taka masa „njusów”, że nawet najbardziej wytrwały komentator nie byłby w stanie tego wszystkiego ogarnąć. A wszystkie one świadczą o jednym – o staczaniu się Europy (i reszty świata, który reprezentuje zachodnią cywilizację) w prawdziwe wieki ciemne. Niestety orędowników tego staczania się po równi pochyłej mamy również w Polsce, w kraju, który doświadczył dwóch lewicowych totalitaryzmów – komunizmu i nazizmu.

Dwa najnowsze przykłady to sprawa Vincenta Lamberta z Francji (o którym już pisałem wcześniej) i sprawa 17-letniego ucznia ze Szkocji, któremu postanowiono spieprzyć (przepraszam za słowo, ale cisną się na usta same wulgaryzmy, których nie lubię, a ten jest najłagodniejszy) życie. Oba przypadki mają oczywiście inny kaliber, choć w obu chodzi o życie właśnie.

W pierwszym w majestacie prawa – czy raczej bezprawia albo też „w majestacie lewa” – morduje się człowieka w szpitalu (sic!), odmawiając utrzymywania go przy życiu. Robi się to nie w jakiejś jawnej, zamordystycznej dyktaturze, ale w państwie rzekomo demokratycznym i cywilizowanym i dysponującym rozwiniętą medycyną i technologią.

W drugim uczy się w szkole (sic!) bzdur i wyrzuca z klasy ucznia za to, że mówi prawdę. Teraz okazuje się, że nie tylko został on wyrzucony z lekcji (na której uczy się uczniów oportunizmu i niewystawiania głowy ponad szary tłum), ale także wyrzucony ze szkoły. Co gorsza zablokowano mu konto, na którym próbowano zebrać pieniądze na pokrycie wydatków nastolatka w czasie szukania nowej szkoły, która by go przyjęła. Wprawdzie nie poddano go jeszcze eutanazji za podważanie jedynie słusznej wizji rzeczywistości, ale próbuje się go zamordować w sposób symboliczny – pozbawiając go możliwości kształcenia i rozwijania umiejętności i talentów, jakie otrzymał od Boga.

To jedynie dwa najnowsze przykłady barbarzyństwa i totalitaryzmu, w jakie stacza się świat cywilizowany. W Polsce mamy jeszcze wolność, ale siły ciemności robią wszystko, by wprowadzić i u nas dyktaturę homobolszewicką (jeśli ktoś woli, może używać określenia: „homofaszystowską”). Homobolszewicy posługują się przy tym różnego rodzaju manipulacjami. Rzekomo broniąc „tolerancji”, chcą tak naprawdę wprowadzić dyskryminację katolików. Rzekomo broniąc „wolności słowa”, chcą tak naprawdę wprowadzić znowu cenzurę. Rzekomo walcząc z „mową nienawiści”, szerzą nienawiść do Kościoła katolickiego. Rzekomo broniąc dzieci przed pedofilią, chcą te dzieci deprawować, by uczynić z nich materiał do zaspakajania swoich zdeprawowanych chuci. Rzekomo broniąc praw człowieka, chcą tak naprawdę doprowadzić do łamania tych praw.

Jednym z bezczelniejszych socjotechnicznych chwytów homobolszewików jest porównywanie się do ofiar hitlerowskiego totalitaryzmu. Dzisiaj nawet widziałem wideo z internetowego programu, w którym homoseksualista obnosił się z tęczową opaską, sugerując, że być może wkrótce homoseksualiści będą musieli nosić takie opaski na wzór Żydów, by „prawdziwi Polacy wiedzieli, komu spuścić łomot”.

Ta manipulacja jest o tyle bezczelna, że miesza pojęcia i posługuje się kłamstwem, które opisał nie tylko Orwell. Po pierwsze homoseksualizm to po prostu zboczony pociąg do osobników tej samej płci i nie można tego stawiać na równi z rasą ani narodowością. Po drugie to homobolszewicy chcą wprowadzić właśnie dyskryminację i zamknąć usta tym, którzy ich krytykują. Po trzecie o łomot proszą się sami, robiąc wszystko, by sprowokować Polaków do gwałtownych reakcji, obrażając ich wierzenia, szydząc ze świętych sakramentów, kpiąc z Matki Bożej, nie szanując miejsc świętych. I w gruncie rzeczy o to im albo ich mocodawcom chodzi: by doszło do jakichś aktów przemocy wobec nich, bo wówczas będą mogli chodzić w glorii męczenników za sprawę i zamykać usta krytykom, prezentując swoich „poległych”.

Europa stacza się w mrok. Nadzieja jest jeszcze w Polsce, że oprze się tej nawale, tak jak oparła się w roku 1920. Pozostaje się modlić i działać, by zbliżająca się okrągła setna rocznica Bitwy Warszawskiej była jednocześnie nowym ocaleniem Europy przed tą barbarią.


sobota, 22 czerwca 2019

Déjà vu

Współczesna Europa coraz bardziej przypomina coś, co moje pokolenie zna doskonale z czasów komunizmu. Najwidoczniej ta Europa nie odrobiła lekcji z historii. Tak jak nie odrobili lekcji z historii ci, którzy u nas, w Polsce, powinni znać ją z własnego doświadczenia lub przynajmniej z podręczników.


Oto w Szwecji mamy współczesną Zoję komunistkę albo raczej Zoję ekologistkę. Nazywa się tak naprawdę Greta Thunberg i ponoć postępowy świat za nią szaleje. Nawet wygląda z tym warkoczem jak dziewczynka z komunistycznych plakatów propagandowych. Oby więcej takich Zoj czy Gret ekologistek, a będziemy jeździć zaprzęgami konnymi, jak amisze. Nie wiem tylko, co na to konie.

Oto w Szkocji nauczyciel wyrzuca z klasy ucznia, który stwierdza fakt niezaprzeczalny dla każdej istoty rozumnej, a mianowicie, że istnieją tylko dwie płcie. Radzi mu też, aby zachował swoje poglądy dla siebie, bo szkoła jest inkluzywna. Niektórzy mało rozgarnięci mówią: „średniowiecze”, kiedy uważają coś za ciemne, nieoświecone i niepostępowe. Z pewnością kiedyś będzie się mówić „początek XXI wieku” (czy jak tam też określą naszą głupią epokę) na określenie ciemnogrodu i zabobonu i z pewnością nie będzie to wymysł propagandzistów oświecenia, którzy epoce rozwiniętej filozofii, teologii i logiki, jaką było średniowiecze, przypisali coś, z czym ono nie miało żadnego związku. Myślę, że nawet Łysenko przewraca się w grobie.


Na wakacjach, odcinając się od wiadomości i przebywając w kraju, w którym posługują się językiem dla mnie niezrozumiałym, mogłem odpocząć od tych idiotyzmów. Teraz codziennie zalewany jestem kolejnymi niewyobrażalnymi bzdurami. Ja to już skądś znam. I wiem dobrze skąd, a przecież nie należę do jakoś szczególnie inteligentnych. Cywilizacja Zachodu niestety oblewa egzamin z historii. Wystawiona ocena będzie bardzo bolesna. Nie wiem, czy będzie szansa na poprawkę.

poniedziałek, 27 maja 2019

Idą po nas sodomici albo kto zamienił leśniczówkę na apartament w Brukseli?

Wyniki wyborów w gruncie rzeczy nie są dużym zaskoczeniem. Osobiście nie wierzyłem w możliwość zwycięstwa Koalicji Europejskiej. Chyba trzeba było być pozbawionym jakiegokolwiek rozeznania politycznego albo być zacietrzewionym, ślepym anty-PiSowcem, by na nią głosować. Co ciekawe, to postsolidarnościowa partia, jaką jest PO, przyczyniła się do reanimacji PZPR. Jeśli się nie mylę, Grzegorz Schetyna swego czasu nie głosował w kontraktowych wyborach 4 czerwca. Teraz osobiście doprowadził do tego, że dinozaury z PZPR będą wciąż brylować na salonach i bezczelnie pouczać naród i polityków wywodzących się z Solidarności. No i trzepać kasę, bo posadka eruodeputowanego to okazja do napchania sobie kabzy. Zwłaszcza, gdy się dobrze pokombinuje. Niektórzy będą sobie mogli zrekompensować z nawiązką utraconą leśniczówkę.

Rozczarowuje wynik Konfederacji, która była o włos od zdobycia przynajmniej trzech miejsc w europarlamencie. Ale to też może być bodziec do przemyślenia strategii. Wydaje mi się, że Konfederaci powinni jednak trochę popracować nad retoryką, bo niebezpiecznie staczali się momentami w leperiadę, a przecież nie brak wśród nich ludzi inteligentnych, którzy wiedzą, jak właściwie posługiwać się językiem.

Na słabszy wynik (choć i tak lepszy od wielu sondaży) Konfederacji zaważyła też pewnie decyzja prawicowych wyborców, być może nawet w ostatnim momencie przed wrzuceniem kartki wyborczej do urny, że oddając na nią głos, daje się szansę na wygraną lewakom. I to pewnie będzie czynnik, który zadecyduje również o ostatecznym wyniku wyborów do Sejmu i Senatu jesienią. Wizja powrotu PO do władzy i to jeszcze w towarzystwie towarzyszy z PZPR będzie dla wielu wystarczającym argumentem do oddania głosu na PiS. Zwłaszcza w kontekście deklaracji Prezesa wykluczającej wszelką koalicję z Konfederatami.

Smuci przekroczenie progu wyborczego przez homoseksualną Wiosnę. Partia homoseksualna reprezentująca katolicką Polskę w europarlamencie to dość przykra sprawa. Nawet jeśli to tylko 3 eurodeputowanych, którzy sobie w ten sposób zapewnią bezkarne głoszenie antykatolickiej (a tym samym antyeuropejskiej) propagandy. Widać jest spora grupa antyklerykalnych wyborców, być może wychowanków urbanowego „Nie” i innych antykatolickich pism. To – wbrew niektórym komentarzom bagatelizującym wygraną Wiosny – duży sukces środowisk homoseksualnych, które ewidentnie nasiliły ofensywę w Polsce, robiąc wszystko, by o nich było głośno. Nie łudźmy się – ich celem jest zniszczenie Kościoła katolickiego, a tym samym cywilizacji europejskiej w Polsce. Mimo tarć, mają one też sojusznika w PO, a generalnie w Koalicji Europejskiej.

  

piątek, 24 maja 2019

Vyvyan traci głowę, czyli nadchodzi „Nowy Wspaniały Świat”

W latach dziewięćdziesiątych miałem okazję oglądać w Anglii od czasu do czasu serial komediowy „The Young Ones”, który zrealizowano jeszcze w latach osiemdziesiątych. Głupawa ta komedia przedstawiała czwórkę młodych ludzi wynajmujących razem mieszkanie. Każdy z nich reprezentował inną subkulturę młodzieżową. W jednym z odcinków młodzieńcy jechali dokądś pociągiem. Punk Vyvyan idąc przez wagon zwrócił uwagę na tabliczkę przy oknie, na której było napisane: Nie wychylać się! Oczywiście natychmiast wystawił głowę przez okno – bo dlaczego niby nie? – i stracił ją. W następnej scence zobaczyliśmy tułów Vyvyana, który po zatrzymaniu pociągu wyszedł w poszukiwaniu swojej głowy. Znalazłszy ją, zamiast nałożyć z powrotem na kark, zaczął ją kopać jak piłkę.

Współczesna cywilizacja zaczyna coraz bardziej przypominać Vyvyana. Ludziom cywilizacji europejskiej zaczęło się nagle wydawać, że umieszczone tu i ówdzie tabliczki: „Nie wychylaj się”, „Nie wchodź”, „Nie dotykaj” są bezsensowne, a nawet jeśli może w nich być jakiś sens, trzeba to sprawdzić robiąc właśnie to, przed czym te tabliczki ostrzegają. To nic, że za tymi zakazami, ostrzeżeniami i przestrogami stoi mądrość wieków i cywilizacja, jaką na ich przestrzeganiu zbudowano. Lepiej wystawić głowę!

Prawdopodobnie jesteśmy już na etapie (albo jesteśmy go blisko) oderwanej głowy, gdy tułów kręcąc się, próbuje ją po omacku znaleźć. Potem pewnie zacznie ją kopać. A w końcu ją odpowiednio zmumifikuje i umieści w muzeum ciekawostek.

Także w Polsce, będącej do tej pory jeszcze w miarę normalnym miejscem, liczba Vyvyanów zdaje się przyrastać w tempie astronomicznym i o jakim się nawet autorom science-fiction nie śniło.


czwartek, 23 maja 2019

W nadchodzących wyborach oddam głos na Konfederację

Mimo swoich wątpliwości co do niektórych ludzi w Konfederacji, na których prawdopodobnie normalnie bym nie zagłosował, postanowiłem oddać swój głos w wyborach do parlamentu UE właśnie na tę nową siłę na prawicy. To już drugi raz, kiedy nie oddam głosu na PiS. Jakoś nie przerażają mnie ataki na Konfederatów i brednie o „ruskich agentach”. PiS-owi należy się czerwona kartka i postanowiłem w tym roku nie ulegać szantażowi, że jeśli nie zagłosuję na PiS, to wygra lewica.

Pisałem już na tym blogu, że wygrana Zjednoczonej Prawicy w wyborach prawie cztery lata temu mnie cieszyła. W dalszym ciągu uważam, że był to ważny przełom, a kolejne lata tylko potwierdziły, że dobrze się stało. Śmieszą mnie też próby zwracania się przez liderów PO do wyborców PiS-u. Nie miejmy złudzeń – normalny wyborca PiS-u nigdy na PO nie zagłosuje. Prędzej już chyba oddałby głos na skrajnych nacjonalistów, gdyby tacy mieli jakąkolwiek szansę. PO skompromitowała się do cna, a fasada, jaką tworzyła ta partia, już dawno się pokruszyła i rozpadła. Jeśli ktoś tego nie widzi, to jest po prostu bardzo naiwny. Wzięcie na pokład postkomuchów, coraz wyraźniejsze deklaracje o wprowadzaniu związków partnerskich, ukłony w stronę lobby homoseksualnego – to wszystko wyraźnie świadczy o tym, że nie mamy tutaj żadnej „chrześcijańskiej demokracji”, żadnego „Kościoła łagiewnickiego”, ale po prostu coraz radykalniejszą lewicę.

Ale moje sympatie do PiS-u, które żywiłem przez długie lata, nie mogą przesłonić faktu nie wywiązania się z pewnych istotnych obietnic wyborczych i robienia prawicowych wyborców w konia. Uważam zatem, że np. ochrona życia nienarodzonych jest wręcz ważniejsza niż wszelkie projekty poprawiający dobrobyt i zamożność społeczeństwa. Podważanie podstaw cywilizacji europejskiej, a tym jest brak pełnej ochrony nienarodzonych, skończy się wcześniej czy później totalitaryzmem i nie ukryją tego najpiękniejsze słowa o tolerancji i braterstwie. Tchórzostwo PiS-u w tej sprawie jest czymś, co szczególnie mnie bulwersuje. Nie jest to też jedyna kwestia.

Konfederacja nie jest dla mnie ideałem. Gdyby odniosła nawet sukces umożliwiający w przyszłości rządzenie, z pewnością doszłoby do spięć i konfliktów w paru sprawach. Jednak jest tam paru ludzi, na których spokojnie mogę oddać głos. Jest jakaś szansa, że pojawią się tam wcześniej czy później jacyś młodzi, którzy mają poukładane w głowach i może w jakiejś przyszłości, jeśli ta formacja przetrwa, poprowadzą ją do zwycięstwa, broniąc prawdziwej cywilizacji europejskiej i Kościoła katolickiego.
Tymczasem PiS-owi należy się czerwona kartka. Zamiast wstrzymać się od głosu albo głosować z zaciśniętymi zębami na PiS (bo wygra lewica), moim zdaniem lepiej oddać ten głos na Konfederację. Po tych wyborach pomyślimy, co dalej. Może też liderzy Zjednoczonej Prawicy przemyślą sprawę.


środa, 17 kwietnia 2019

Pożar Notre Dame – wstrząsający symbol upadku czy jednak nadzieja odrodzenia?

Trudno uwierzyć w to, że katedra Notre Dame spłonęła przez zwykły przypadek. Zwłaszcza, jeśli były we Francji w ostatnich czasach inne próby podpalenia czy dewastacji katolickich świątyń, włączając w to świętokradztwa. Kościół, który budowano niemal 200 lat, został zniszczony przez ogień w dobie coraz ostrzejszych przepisów bezpieczeństwa, które regulują zarówno przepisowy strój robotników, zakazują palenia w miejscu pracy, jak i uwzględniają, jakie materiały są bezpieczne, a jakich nie wolno używać czy to w pracach budowlanych, czy remontowych. Aż trudno uwierzyć, by do tego pożaru mogło dojść właśnie w naszej, tak pewnej siebie epoce. Świątynia, która przetrwała tyle wieków, została zniszczona w ciągu paru godzin.

Trudno też uciec myślą przed wstrząsającą symboliką tego pożaru, który wybuchł na początku Wielkiego Tygodnia. Tak, jak nie można było jej nie dostrzec również wówczas, gdy trzęsienie ziemi zniszczyło katedrę i bazylikę św. Benedykta w Nursji. Nawet jeśli pożar francuskiej katedry był celowym działaniem, to sprawcy mimo woli wpisali się w tę dostrzegalną symbolikę. Europa stacza się w szaleństwo. Odchodząc od Boga promuje dewiacje i postawy, które są wypaczeniem Bożego obrazu w nas. Świat cywilizacji Zachodu, który niegdyś budował tak wspaniałe dzieła, jakim jest zniszczona katedra Notre Dame, kręci się teraz wokół własnego pępka, a nawet nie pępka, tylko genitaliów. Niszczenie tradycyjnych fundamentów Europy przybiera zastraszające rozmiary, a jego przykładem jest uderzenie w rodzinę, a więc podstawową – jak to się mówi banalnie, ale prawdziwie – komórkę społeczną, poprzez promowanie m.in. aborcji i tzw. „małżeństw jednopłciowych” czy związków, które już nawet nie są parodią rodziny, ale czymś naprawdę z piekła rodem.

Symboliczne zdaje się też ocalenie relikwii Jana Pawła II i kopii obrazu Jasnogórskiej Madonny. To nadzieja dla Polski, ale też i ostrzeżenie. Także potężne wyzwanie. W końcu oczy katolickiego świata patrzą w naszą stronę, a walka z chrześcijańską cywilizacją w naszym kraju przybiera coraz bardziej na sile. W końcu doszło już i do tego, że homoseksualiści mają własną partię, a „chrześcijańska” opozycyjna partia, która reprezentowała niegdyś „katolicyzm łagiewnicki”, zapowiada wprowadzenie „związków partnerskich”.

Nie sposób nie dostrzec, że pożar Notre Dame podziałał na Francuzów jak wstrząs. Ogromne zgromadzenia modlitewne są tego przykładem. Pytanie jednak, na ile te tłumy modlących się na ulicach Francuzów są oznaką budzenia się autentycznej wiary, a na ile tylko ostatnimi śmiertelnymi podrygami starej, arcykatolickiej Francji, nim zawali się ona z hukiem albo skomleniem, opanowana przez islamski zamordyzm? Antyeuropejska i barbarzyńska dzicz już zdążyła wyrazić swoją radość. Zresztą odezwała się także i u nas. Ale ich na swoim blogu promować nie będę. Wulgarność ich wypowiedzi świadczy wyraźnie o tym, jakie siły za nimi stoją, nawet jeśli sobie z tego nie zdają sprawy, uważając, że diabeł nie istnieje. Pozostaje się jedynie za nich modlić. Zwłaszcza o to, by dobry Pan przywrócił im rozum.

wtorek, 5 lutego 2019

Kto nam szyje garnitur grubymi nićmi?

Obserwując wydarzenia ostatnich tygodni, widać narastającą gorączkę przedwyborczą. Ci, którzy niegdyś kpili sobie z „politycznej nekrofilii”, teraz na morderstwie dokonanym przez psychopatę próbują zbudować swój polityczny kapitał. Notabene zestawianie Smoleńska z zabójstwem prezydenta Gdańska ma sens o tyle, o ile się pamięta, że ta pierwsza sprawa była od samego początku polityczna, ta druga stała się polityczna jedynie za sprawą wykorzystania jej przez opozycję i sam fakt, że akurat polityka wybrał na swoją ofiarę chory umysłowo przestępca. Oczywiście nie należy wykluczać, że tak naprawdę ręką szaleńca kierowały inne siły, co wskazywałoby na to, że Grzegorz Braun i Pan Nikt są znakomitymi analitykami obecnej sytuacji politycznej, skoro przepowiedzieli możliwość takiego zdarzenia już w roku 2018. A wówczas i ta sprawa miałaby ukryte motywy polityczne.

Przyznanie nagrody Donaldowi Tuskowi za przeciwstawianie się narodowi polskiemu, to już robienie z nas durniów kompletnych i granie nam na nosie. Nie wiem, czy w tych wszystkich gremiach przyznających te nagrody i wyróżnienia zasiadają te same osoby, czy po prostu są to te same loże.

Wiosna jeszcze nie nadeszła, a już mamy próbę jej inicjacji i powtórzenia sukcesu Nowoczesnej (na którą już jej dawni mocodawcy i twórcy raczej liczyć nie mogą). Przy tym forsowanie agendy homoseksualnej jest tutaj wyraźnie częścią większego planu i projektu. Choć pan Biedroń gra na to, by przebić PiS w rozdawnictwie, to prędzej uszczknie głosów lewicowym dinozaurom, które sprzymierzyły się z liberałami. Nie wykluczone jednak, że może być zaskoczenie, jak w przypadku Petru. Ważne jednak jest, że będzie głośno i „wesoło”. Biedroń będzie pokazywał „ludzką”, „nowoczesną” i uśmiechniętą twarz Polski – tej „lepszej”, „oświeconej”, z której naród zrobiłyby różne Meduzy.

Trudno nie uciec przed pytaniem: Skąd się biorą na to wszystko pieniądze?


poniedziałek, 28 stycznia 2019

Trupi odór nad Ewą Kopacz

Szeroko komentowane słowa pani Kopacz o naftalinie i Europie mają tak naprawdę dwa podstawowe wymiary, jeśli w ogóle o jakichś wymiarach można przy takim pokazie buty i głupoty mówić.

Pierwszy, to stosowanie kryterium czasowego. Argument taki z miejsca panią Kopacz skreśla z listy poważnych oponentów i partnerów do dyskusji. Pani Kopacz wychodzi z założenia, że czas określa, co jest moralne i niemoralne, co postępowe, a co wsteczne. Pani Kopacz nie dostrzega, że już jest reakcjonistką, która nie tylko śmierdzi naftaliną, ale wręcz trumiennym odorem dla następnych pokoleń. Byłej pani premier wydaje się, że jest szalenie nowoczesna, a w rzeczywistości to, co głosi, to mówiąc słowami arcybiskupa Fultona J. Sheena jedynie „stare błędy i nowe etykiety”.

Drugi dotyczy dokładnie jej słów o tym, byśmy „nauczyli się żyć w Europie”. Gdyby pani Kopacz rozumiała, co oznacza słowo Europa, co się kryje za tym tak często używanym i nadużywanym wyrazem, to pojęłaby, że to ona jest w tej Europie barbarzyńcą i że musi nauczyć się żyć w Europie, jeśli chce być prawdziwą Europejką. Jak powiedział Hilaire Belloc: „Europa to Kościół, a Kościół to Europa”. Nic więcej dodawać tu nie trzeba.


piątek, 4 stycznia 2019

Czas pożegnać się z PiS-em

Z coraz większą przykrością obserwuję działania naszego „prawicowego” rządu. Wprawdzie nie żałuję swojego głosu oddanego na rządzących obecnie Polską, bo uważałem i uważam, że PO należało stanowczo odsunąć od władzy, to jednak trudno mi powiedzieć, by rząd Zjednoczonej Prawicy był moim rządem.

Głosując na PiS nie miałem złudzeń i wiedziałem, że nie jest to partia moich marzeń. Przypuszczałem wręcz, że będzie to takie PO-bis, ale uczciwsze i wychylone nieco bardziej na prawo. Miałem jednak nadzieję, że w pewnych sferach politycy PiS-u zrobią porządek, a może nawet mnie zaskoczą i wykażą się konsekwencją w kwestiach światopoglądowych. Z początku wydawało się nawet, że faktycznie tak będzie. Niestety w wielu sprawach się zawiodłem.

Sądziłem, że na przykład politycy „prawicy” przywrócą podstawowe poczucie sprawiedliwości, rozwiązując raz i na zawsze problem lichwy, jakiej ofiarą padli tzw. „frankowicze”. Ze wszelkich obietnic w tej sprawie wycofano się rakiem (i dotyczy to zarówno rządzącej partii, jak i samego prezydenta, do którego kancelarii notabene wysłałem e-mail wycofujący moje poparcie), a obecnie chyba nikt już o tym nie mówi. „Frankowicze”, na których napuszcza się na dodatek innych kredytobiorców, zostali sami ze swoim problemem i toczą nierówną walkę w sądach, bez wsparcia państwa, które samo zdaje się być zakładnikiem banksterów (bo jak inaczej ocenić tę całą sytuację?). Notabene szkoda, że w tej kwestii nie słychać również głosu Kościoła – przecież przez wieki występował przeciwko lichwie.

Sprawa frankowiczów to jeden z głównych problemów, o których oficjalna propaganda sukcesu, uprawiana przez media prorządowe, milczy.

Jednak choć kwestia ta (jak wiele innych) jest bardzo istotna, to jeszcze istotniejsza jest sprawa np. aborcji. Tutaj tzw. „prawica” zawiodła swoich wyborców, liczących na obronę cywilizacji europejskiej, czyli po prostu cywilizacji zbudowanej przez Kościół katolicki. PiS różni od PO tylko to, że partia ta jest hamulcową zmian, jakie następując w gwałtownym tempie w Europie i na świecie – zmian, które są coraz szybszym staczaniem się w barbarzyństwo, które przyniesie opłakane i katastrofalne skutki. PiS zamiast bronić cywilizacji europejskiej i dążyć do jej odbudowy, jedynie spowalnia zmiany prowadzące do jej destrukcji. Konsekwencją może okazać się gwałtowna erozja, jaka nastąpiła na przykład w Irlandii, a wolty takich polityków jak Patryk Jaki zdają się nie pozostawiać tutaj żadnych wątpliwości.

PiS obecnie, unikając tematu rozwiązania problemu aborcji eugenicznej, wydaje się grać na tzw. mitycznego wyborcę „centrowego”, ale może się na tej grze przejechać. Sądzę, że politycy PiS-u, a konkretnie Jarosław Kaczyński, mylnie oceniają sytuację. Lawirowanie w kwestii aborcji nie pozyska tej partii zwolenników, a zniechęci wyborców konserwatywnych, którzy chcą w kwestiach światopoglądowych zdecydowania i śmiałej obrony tradycyjnych wartości, co oznacza po prostu obronę prawdziwej cywilizacji europejskiej.

Z drugiej strony wydaje się jednak, że politycy PiS-u liczą na to, że konserwatywny wyborca będzie w sytuacji bez wyjścia – nie mając silnej konserwatywnej alternatywy, zaciskając z wściekłości zęby, i tak odda swój głos na PiS, bo powrót do władzy PO czy jakiegoś innego KOD-u uzna za gorszą katastrofę. Chciałbym, aby politycy PiS-u się pomylili. Ale gdzie ta alternatywa? Ja takiej nie widzę, a głosu na PiS ponownie oddać nie chcę. Tak jak nie chcę powrotu do władzy liberalnej sitwy.


środa, 2 stycznia 2019

Nowe kierunki ataku, czyli jak nałożyć dzieciom kaganiec oświaty

Jeśli przyjrzeć się temu, co działo się w roku 2018, to można domyślić się, w jakich kierunkach będą szły kolejne ataki na cywilizację europejską w Polsce. Większość chyba katolickich i prawicowych mediów skupiła się na antyklerykalnym filmie pewnego ateisty, którego wcześniej hołubiono za film o rzezi wołyńskiej. I niewątpliwie słusznie dostrzegły one tutaj wzmożenie ataków na froncie kościelnym.

Wydaje mi się jednak, że atak wzmaga się również na froncie edukacji. Może coś przeoczyłem, ale miniony rok zdaje się być tutaj wyraźnym rozpoczęciem zintensyfikowanych działań na terenie szkoły i to już nie wyższej (tam trwa od dłuższego czasu), ale tej, która obejmuje także najmłodszych obywateli Polski.

Parę przykładów z zeszłego roku, które z miejsca przychodzą do głowy:

Tygodnik „Głos Nauczycielski” przyznał tytuł „Nauczyciela Roku” zadeklarowanemu homoseksualiście. Ów przyjął nagrodę w towarzystwie rodziny i „partnera”.

Próba zorganizowania „tęczowego piątku” w polskich szkołach. Wprawdzie tzw. „dzień wsparcia dla osób LGBTQI+” zakończył się fiaskiem, ale nie ma wątpliwości, że lobby psucia dzieci nie ustąpi i że kolejny rok przyniesie kolejne próby prania mózgów zarówno wśród młodzieży licealnej, jak i podstawowej, naruszając przy tym prawo rodziców do wychowania swoich pociech zgodnie z wyznawanym systemem wartości. Notabene to jeszcze jeden argument za decentralizacją szkolnictwa i oddaniem go w ręce prywatne, a także za upowszechnieniem edukacji domowej. Nawet jeśli obecny rząd będzie chronił szkoły przed tego typu inicjatywami, to nie ma takiej gwarancji w przypadku rządów lewicy.

Nagonka medialna na nauczycielkę kieleckiego liceum, która ośmieliła się stwierdzić na stronie medium społecznościowego, że „ani homoseksualizm, ani biseksualizm nie są niczym normalnym i jest to rodzaj zaburzenia psychicznego”. Jeśli atak liberalnych mediów nie dziwi, to szokuje napaść na tę nauczycielkę ze strony jej własnych kolegów – włączając w to dyrekcję jej własnej szkoły. Grono „szacownych” pedagogów stwierdziło, że jej wpis „godzi w dobro, społeczny status i godność wykonywanego zawodu nauczyciela”. Rodzice, zastanówcie się: Kto uczy Wasze dzieci?

Przykładów pewnie można by podać więcej.

Demontaż cywilizacji europejskiej w Polsce, na której straży stoi Kościół katolicki (tak jak stał zresztą w czasach komunizmu), to tak naprawdę ostateczny demontaż państwa polskiego. Państwowość Polski od samych początków była związana z Kościołem katolickim. Tak jak nie można sobie wyobrazić cywilizacji europejskiej bez Kościoła, tak nie można sobie wyobrazić Polski bez wiary katolickiej i katolickich zasad moralnych. Dlatego też służby specjalne powinny w szczególności zainteresować się działaniami tęczowych demoralizatorów na terenie szkoły i tym, kto za ich działaniami w rzeczywistości stoi. Bo przecież trudno uwierzyć w ich przypadkowość.

Tęczowi demoralizatorzy wkraczając do szkół pracują tak naprawdę nad wysadzeniem bastionu cywilizacji europejskiej – rozmieszczeniem w różnych punktach ładunków z opóźnionym zapłonem. Może na ruinach będzie trwać coś, co będzie nosić nazwę „Polska”, ale będzie to już zupełnie inny twór, dla którego mieszkańców cała miniona historia stanie się czymś kompletnie niezrozumiałym. Może się wówczas okazać, że Kopernik nie tylko był kobietą, ale wyzwoloną, zmiennopłciową transseksualistką czy inną podobną diaboliczną hybrydą.


poniedziałek, 24 grudnia 2018

Bóg się rodzi, moc truchleje!

Żyjemy w czasach, w których w europejskich krajach zabrania się wystawiania szopek betlejemskich. Nasz Pan nie jest mile widziany. Nie jest mile widziana Święta Rodzina. Ale i tak to On ostatecznie zwycięży. Nie pomogą wysłani przez Heroda żołnierze, tak jak nie pomogą potem strażnicy ustawieni przed grobem.



Czasami popadamy w sentymentalny nastrój, obdarowujemy się prezentami, słuchamy słodkich kolęd i amerykańskich standardów. Zapominamy, że Chrystus urodził się po to, aby umrzeć – jak przypomina nam m.in. abp. Fulton J. Sheen. Umrzeć za nasze grzechy, by nas odkupić i dać życie wieczne.

Stąd postanowiłem przypomnieć wstrząsający wiersz Roberta Southwella The Burning Babe. Kto chce, może znaleźć na YouTube muzyczną interpretację tego utworu w wykonaniu Stinga. Nie zamieszczam jej tutaj jednak, bo uśmiechające panienki z chóru, które towarzyszą Stingowi, zupełnie nie pasują do tekstu tego niezwykłego wiersza wybitnego poety metafizycznego, jezuity, męczennika i świętego Kościoła katolickiego.

Robert Southwell

The Burníng Babe

As I in hoary winter’s night stood shivering in the snow,
Surprised I was with sudden heat which made my heart to glow;
And lifting up a fearful eye to view what fire was near,
A pretty Babe all burning bright did in the air appear;
Who, scorched with excessive heat, such floods of tears did shed
As though his floods should quench his flames which with his tears were fed.
‘Alas!’ quoth he, ‘but newly born, in fiery heats I fry,
Yet none approach to warm their hearts or feel my fire but I.
My faultless breast the furnace is, the fuel wounding thorns,
Love is the fire, and sighs the smoke, the ashes shames and scorns;
The fuel 
Justice layeth on, and Mercy blows the coals,
The metal in this furnace wrought are men’s defiled souls,
For which, as now on fire I am to 
work them to their good,
So will I melt into a bath, to wash them in my blood.’
With this he vanished out of sight, and swiftly shrunk away,
And straight I called unto mind that it was Christmas day.


Jeśli ktoś nie zna języka angielskiego, to może przeczytać ten utwór w tłumaczeniu Jerzego Pietrkiewicza. Można go znaleźć w jego „Antologii liryki angielskiej 1300-1950.

sobota, 15 grudnia 2018

Tragiczny upadek Irlandii

Jeszcze niedawno Irlandia była bastionem cywilizacji europejskiej. 13 grudnia Irlandia stoczyła się w barbarzyństwo. To, czego nie udało się dokonać w ich kraju Anglikom, Irlandczycy dokonali własnymi rękami.


poniedziałek, 19 listopada 2018

Wolter miał łzy w oczach, kiedy mówił o Polsce, czyli róża dla Róży

Tego nawet nie ma co komentować. To trzeba jedynie przeczytać i mocno trzymać się krzesła, by nie spaść ze śmiechu. Ostrzegam! Kto, chce sprawdzić, wchodzi na własne ryzyko tutaj.