Pokazywanie postów oznaczonych etykietą totalitaryzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą totalitaryzm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 sierpnia 2019

Cenzor z nożyczkami biega po Internecie i tnie dalej

Tym razem na Facebooku, który już nie pierwszy raz popisał się takimi praktykami. „Troskliwy” cenzor usunął z facebookowej strony „PCh24TV wpis reklamujący wywiad, jaki portalowi PCh24.pl udzielił prof. Marek Jan Chodakiewicz”. A ponieważ rozmowa dotyczyła LGBT, które to dziwo jest pod specjalną ochroną, więc – ciach, ciach! I wpis zniknął.

Jeśli ktoś wierzy propagandzie LGBT, że ludzie oddający się niezgodnym z prawem Bożym praktykom są w jakiś sposób dyskryminowani czy szykanowani, to w ostatnich miesiącach otrzymał w tym roku całą masę materiału dowodowego, która temu przeczy i pokazuje, że jest odwrotnie – to ruch LGBT dąży do naruszania podstawowych swobód i praw obywatelskich: cenzorskie praktyki wspierających ruch LGBT, bluźnierstwa, szydzenie z wiary, bezpardonowe i chamskie ataki werbalne na hierarchów Kościoła katolickiego, ataki fizyczne na księży, obrzydliwe profanacje miejsc świętych, zwalnianie z pracy za wyrażenie własnej opinii, pozbawianie pracy za postawienie pytania o LGBT czy za obronę osób, które ośmieliły się wyrazić sprzeciw wobec praktyk LGBT, szykanowanie osób, które odważnie zabrały głos publicznie w sprawie nadużyć LGBT, indoktrynacja LGBT w miejscu pracy, próba ingerowanie w prawo rodziców do wychowywania własnych dzieci... Wystarczy włączyć Internet, trochę poszperać, by znaleźć tego całe stosy.

Tymczasem na zachodnich portalach zamieszcza się artykuły o rzekomo nietolerancyjnej Polsce. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. To praktyki znane jeszcze z czasów, kiedy o Internecie nawet nie śniono, a prasa nie była jeszcze w użyciu. Przychodzą więc monopoliści, przychodzą ambasadorowie obcych państw i dyktują nam i pouczają nas, jak mamy myśleć w naszym własnym domu.


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Tęczowy PRL-bis

Pewien znany publicysta zamieścił na Twitterze grafikę, która sugerowała powiązanie pomiędzy koloratką a hitlerowskim wąsikiem. Niektórzy wyrażali swoje rozczarowanie tym chamskim „memem”, uważając widać wcześniej owego pana za człowieka większej kultury (szczerze powiedziawszy nie wiem, dlaczego). Jednak w pamięci utkwiła mi przede wszystkim jego odpowiedź na pytanie jednej z osób komentujących: „co to wnosi dobrego?” Otóż ów pan stwierdził, że to „osłabia agresora”!

To typowe. Prawdziwy agresor nazywa ofiarę agresorem, złodziej krzyczy: „Łapać złodzieja!” W końcu prowokacja gliwicka też była wymyślona po to, aby prawdziwy agresor mógł się przedstawiać jako ofiara, która nie miała innego wyjścia. Homobolszewicy nie wymyślili nic nowego, ale stosują tę technikę przy potężnym wsparciu mediów wypaczających rzeczywistość (właśnie miałem okazję przeczytać dzisiaj artykuł w pewnym irlandzkim medium, które obnosi się ze sloganem „Truth matters” – prawda może w tym artykule i była, ale potężnie zmaltretowana i wytarzana w błocie).

Homobolszewikom nie zależy wcale na żadnej tolerancji ani wolności, nie obchodzi ich też prawda. Chcą zamykać usta tym, którzy myślą inaczej niż oni. Zmuszanie ludzi do uczestnictwa w paradach homoseksualnych, tak jak kiedyś w pochodach 1-majowych, to już w niektórych miejscach Europy, np. w Holandii, rzecz normalna. Ta zaraza, „tęczowa zaraza”, jak ją słusznie nazwał abp. Jędraszewski, nawiązując do wiersza Józefa Szczepańskiego „Ziutka”, wkroczyła już do Polski i panoszy się coraz butniej.

Niektórzy może nawet jeszcze nie zdają sobie sprawy ze skali tego, co się dzieje. Ekscytując się wyczynami Kamila D. czy lotami marszałka Kuchcińskiego, być może nie zauważają, że oto znikają kolejne niezależne produkcje i kanały z sieci, bo właśnie do Polski wkroczyła homobolszewicka cenzura, za którą stoi kasa wielkich korporacji. Nie widzę też jakiejś zdecydowanej reakcji rządu, który powinien przecież bronić podstawowych praw i wolności obywatelskich. Czyżby dlatego, że cenzura ta dotyka media, które nie zawsze są tej władzy przychylne?

Homobolszewicy poczynają sobie coraz śmielej i jeśli nie będzie jakiejś zdecydowanej reakcji zarówno rządu, jak i zwykłych obywateli, już za chwilę obudzimy się w PRL-u bis. Jedyna różnica będzie może taka, że półki będą pełne (jak długo?), a zamiast czerwonej flagi, będzie powiewać flaga tęczowa.

Atak na arcybiskupa Jędraszewskiego jest doskonałym przykładem tego, jak działa homobolszewicka propaganda i jak wraca nowe. Mamy już nawet tęczowych księży-patriotów, którzy zgodnie z mądrością nowego etapu wzywają do dymisji krakowskiego hierarchy. Czy po objęciu rządów przez lewicę arcybiskup zostałby internowany? – takie pytanie jeszcze niedawno wydawałoby się absurdalne, dzisiaj okazuje się, że należy je potraktować jak najbardziej poważnie.


piątek, 2 sierpnia 2019

O cenzorskich zapędach YouTube w Polsce głośno już w Stanach Zjednoczonych

A kto chce sobie poczytać, może zerknąć na stronę Church Militant, gdzie znajdzie artykuł na temat ostatnich cenzorskich praktyk medialnych gigantów. Tekst można przeczytać tutaj. Proszę zwrócić uwagę na ciekawą grafikę, jaką zamieszczono pod tytułem artykułu. Miejmy nadzieję, że Ordo Iuris nie odpuści, ale wskóra swoje. Moim zdaniem medialni giganci powinni zapłacić za takie praktyki karę.

Widać, że wielkie koncerny nasiliły inicjatywę przed jesiennymi wyborami.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Kolejne przykłady współczesnej cenzury - Apple usuwa katolicki kanał

Wiem, dzisiaj ważne święto – rocznica wybuchu jednego z najbardziej tragicznych powstań w dziejach Polski – Powstania Warszawskiego i warto o tym pamiętać, a także pomodlić się za tych, którzy wówczas zginęli walcząc o wolną Polskę, do czego zachęca portal PCh24.pl. Jednak nie sposób milczeć, kiedy pojawiają się kolejny przykłady cenzurowania prawicowych czy katolickich mediów, spychania ich do getta i eliminowania ze sfery publicznej. Ci, którzy głoszą rzekomo „tolerancję”, nie mają tolerancji dla wrogów „tolerancji”.

Pisałem już o cenzorskich zapędach YouTube’a i blokadzie filmów i produkcji naszych rodzimych niezależnych telewizji i redakcji. Tym razem przyszła wiadomość z Ameryki, gdzie Apple zablokował publikację wiadomości na swojej platformie katolickiemu portalowi LifeSite. Jak podaje LifeSiteNews, Apple najpierw zaaprobował publikację wiadomości, a potem nagle usunął ze swojej platformy, pod pretekstem „nietolerancji wobec określonej grupy”, kanał tej katolickiej redakcji. Oczywiście nie podał, kim ta „określona grupa” w ogóle jest.

O sprawie z polskich mediów pisze portal PCh24.pl.

To nie pierwszy przykład cenzurowania konserwatywnych i katolickich mediów. Przykładów manipulacji i blokowania treści „nielewomyślnych” jest już tak dużo, że można by na ten temat napisać sporą książkę albo nawet kilka książek. Myślę, że czas, aby media katolickie i konserwatywne zorganizowały się na skalę międzynarodową i podjęły działania w celu stworzenia własnej i niezależnej platformy medialnej, na której będzie można publikować filmy i wiadomości bez cenzury i ingerencji wielkich koncernów, które wspierają lewicę i homobolszewików.


poniedziałek, 8 lipca 2019

Mrok zapada nad Europą, a oni się bawią tęczą

Jak pisałem już w jednym ze swoim poprzednich wpisów, właściwie każdego dnia jest taka masa „njusów”, że nawet najbardziej wytrwały komentator nie byłby w stanie tego wszystkiego ogarnąć. A wszystkie one świadczą o jednym – o staczaniu się Europy (i reszty świata, który reprezentuje zachodnią cywilizację) w prawdziwe wieki ciemne. Niestety orędowników tego staczania się po równi pochyłej mamy również w Polsce, w kraju, który doświadczył dwóch lewicowych totalitaryzmów – komunizmu i nazizmu.

Dwa najnowsze przykłady to sprawa Vincenta Lamberta z Francji (o którym już pisałem wcześniej) i sprawa 17-letniego ucznia ze Szkocji, któremu postanowiono spieprzyć (przepraszam za słowo, ale cisną się na usta same wulgaryzmy, których nie lubię, a ten jest najłagodniejszy) życie. Oba przypadki mają oczywiście inny kaliber, choć w obu chodzi o życie właśnie.

W pierwszym w majestacie prawa – czy raczej bezprawia albo też „w majestacie lewa” – morduje się człowieka w szpitalu (sic!), odmawiając utrzymywania go przy życiu. Robi się to nie w jakiejś jawnej, zamordystycznej dyktaturze, ale w państwie rzekomo demokratycznym i cywilizowanym i dysponującym rozwiniętą medycyną i technologią.

W drugim uczy się w szkole (sic!) bzdur i wyrzuca z klasy ucznia za to, że mówi prawdę. Teraz okazuje się, że nie tylko został on wyrzucony z lekcji (na której uczy się uczniów oportunizmu i niewystawiania głowy ponad szary tłum), ale także wyrzucony ze szkoły. Co gorsza zablokowano mu konto, na którym próbowano zebrać pieniądze na pokrycie wydatków nastolatka w czasie szukania nowej szkoły, która by go przyjęła. Wprawdzie nie poddano go jeszcze eutanazji za podważanie jedynie słusznej wizji rzeczywistości, ale próbuje się go zamordować w sposób symboliczny – pozbawiając go możliwości kształcenia i rozwijania umiejętności i talentów, jakie otrzymał od Boga.

To jedynie dwa najnowsze przykłady barbarzyństwa i totalitaryzmu, w jakie stacza się świat cywilizowany. W Polsce mamy jeszcze wolność, ale siły ciemności robią wszystko, by wprowadzić i u nas dyktaturę homobolszewicką (jeśli ktoś woli, może używać określenia: „homofaszystowską”). Homobolszewicy posługują się przy tym różnego rodzaju manipulacjami. Rzekomo broniąc „tolerancji”, chcą tak naprawdę wprowadzić dyskryminację katolików. Rzekomo broniąc „wolności słowa”, chcą tak naprawdę wprowadzić znowu cenzurę. Rzekomo walcząc z „mową nienawiści”, szerzą nienawiść do Kościoła katolickiego. Rzekomo broniąc dzieci przed pedofilią, chcą te dzieci deprawować, by uczynić z nich materiał do zaspakajania swoich zdeprawowanych chuci. Rzekomo broniąc praw człowieka, chcą tak naprawdę doprowadzić do łamania tych praw.

Jednym z bezczelniejszych socjotechnicznych chwytów homobolszewików jest porównywanie się do ofiar hitlerowskiego totalitaryzmu. Dzisiaj nawet widziałem wideo z internetowego programu, w którym homoseksualista obnosił się z tęczową opaską, sugerując, że być może wkrótce homoseksualiści będą musieli nosić takie opaski na wzór Żydów, by „prawdziwi Polacy wiedzieli, komu spuścić łomot”.

Ta manipulacja jest o tyle bezczelna, że miesza pojęcia i posługuje się kłamstwem, które opisał nie tylko Orwell. Po pierwsze homoseksualizm to po prostu zboczony pociąg do osobników tej samej płci i nie można tego stawiać na równi z rasą ani narodowością. Po drugie to homobolszewicy chcą wprowadzić właśnie dyskryminację i zamknąć usta tym, którzy ich krytykują. Po trzecie o łomot proszą się sami, robiąc wszystko, by sprowokować Polaków do gwałtownych reakcji, obrażając ich wierzenia, szydząc ze świętych sakramentów, kpiąc z Matki Bożej, nie szanując miejsc świętych. I w gruncie rzeczy o to im albo ich mocodawcom chodzi: by doszło do jakichś aktów przemocy wobec nich, bo wówczas będą mogli chodzić w glorii męczenników za sprawę i zamykać usta krytykom, prezentując swoich „poległych”.

Europa stacza się w mrok. Nadzieja jest jeszcze w Polsce, że oprze się tej nawale, tak jak oparła się w roku 1920. Pozostaje się modlić i działać, by zbliżająca się okrągła setna rocznica Bitwy Warszawskiej była jednocześnie nowym ocaleniem Europy przed tą barbarią.


wtorek, 2 lipca 2019

O czarnoskórym niewolniku, Benedykcie XVI i „wesołkach” ze szwedzkiej korporacji

Zeszłej niedzieli gościliśmy w naszym kościele czarnoskórego zakonnika z Afryki. W oszczędnych, męskich słowach opowiedział swoją historię: Został wraz z kolegami złapany i uprowadzony z seminarium przez rebeliantów, którzy zrobili z niego niewolnika. Wraz z innymi towarzyszami niewoli musiał pracować dla swoich oprawców. Kilku jego kolegów spróbowało uciec. Niestety ucieczka się nie powiodła. Rebelianci zatłukli ich na śmierć na oczach pozostałych uwięzionych. Oczywiście pastwiono się nad nimi. W nocy, po ciężkim dniu pracy, kazano im na przykład stać w zimnej wodzie, zamiast pozwolić spać. Wydzielano im głodowe racje. Pewnego dnia rebelianci spalili wioskę, by zdobyć żywność dla siebie. Jednak nie przynieśli nic dla swoich niewolników. Powiedzieli więc im, że mogą sobie czegoś poszukać w zgliszczach i wziąć do jedzenia. W tym momencie nasz gość zrozumiał („poczuł w sercu”), że nadarza się sposobność ucieczki. Powiodło się. Teraz zajmuje się w Kenii pomocą ofiarom współczesnego niewolnictwa.

Ta wstrząsająca historia była tym bardziej wstrząsająca przez prostotę słów tego, który opowiadał. Patrzyłem na niego i jednocześnie trudno było mi sobie uzmysłowić, jak to możliwe, że ten szczupły mężczyzna przeszedł takie piekło, a teraz pomaga osobom, które przeszły równie tragiczne, a może nawet tragiczniejsze historie od niego. Jeśli ludzi w kościele ściskało za gardło ze wzruszenia, wcale bym się nie zdziwił.

Jeden z naszych znajomych księży, kiedy moja żona podesłała mu link do głośnego tekstu Benedykta XVI o przyczynach kryzysu w Kościele, skomentował to mniej więcej w ten sposób:

„Nie będę tego komentować. Nic, tylko: seks, seks i seks. A tymczasem chrześcijanie giną na świecie”.

W pierwszym odruchu żachnąłem się na jego reakcję. Skwitowałem to stwierdzeniem, że po prostu najwidoczniej nie zdaje sobie sprawy ze skali nadużyć seksualnych w takich krajach jak np. Stany Zjednoczone. Potem, po chwili refleksji, doszedłem do wniosku, że przecież to wszystko się ze sobą łączy: molestowanie seksualne przez księży i te cierpienia chrześcijan na całym świecie, cierpienia takich ludzi, jak ten czarnoskóry szczupły zakonnik, który był u nas w niedzielę, by w męskich, oszczędnych zdaniach opowiedzieć o swoim cierpieniu i pomocy, jaką świadczy jego organizacja mu podobnym.

Ostatnio ponownie przeczytałem informację o konflikcie, jaki zaistniał między kardynałem Spellmanem a arcybiskupem Fultonem J. Sheenem. Spellman chciał przejąć pieniądze, które Fulton J. Sheen dostawał (także za swoją pracę) z przeznaczeniem na misje. Arcybiskup Sheen stanowczo odmówił, stwierdzając, że są one przeznaczone na konkretny cel i po prostu nie może ich oddać. Od tamtej pory miał na pieńku z kardynałem. Także po tym, gdy Watykan przyznał rację abp. Sheenowi. Tak się przypadkiem składa, że sprawa prohomoseksualnego kardynała Spellmana jest powiązana z McCarrickiem, który molestował seksualnie kleryków.

Duchowni, którzy zajmują się już nie nawet swoim własnym pępkiem, ale własnym..., no cóż!... kroczem, nie mogą jednocześnie przecież troszczyć się o dobro pokrzywdzonych na całym świecie, nie mówiąc już o nawracanie dusz pogrążonych w pogaństwie. Będą gromadzić pieniądze, by zaspokoić swoje żądze, a potem by płacić odszkodowania (także po cichu) swoim ofiarom. U nas na szczęście – wbrew temu, co usiłuje się sugerować – nie przybrało to takich rozmiarów, jak w innych częściach świata. Ale problem istnieje.

Dotyczy to nie tylko duchownych. Świat, który pogrążył się w obłędzie totalitarnej ideologii LGBT-coś-tam, nie będzie się przecież przejmował takimi przypadkami, jak czarnoskóry zakonnik, o którym wspomniałem wyżej. Czy też nastolatka, o której krótko opowiedział, a która była ofiarą handlu kobietami w celach prostytucji. Co najwyżej wyśle im paczkę prezerwatyw albo pigułki „dzień po”. I broszury o „tolerancji” i poszanowaniu „orientacji” seksualnych. Oraz o sposobach zapobiegania AIDS, które niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek moralnością seksualną.

Przesadzam? Spójrzcie na to, co przetacza się po naszych ulicach. To na tych „wesołków” z piekła rodem międzynarodowe koncerny wydają pieniądze. To ich wspierają, także finansowo, obce rządy. To im budują hostele, im udzielają grantów, dla nich puszczają na miasta „wesołe” tramwaje, im robią propagandę w filmach i przedstawieniach. Idzie na to kupa szmalu. A idzie ona po to, aby ludzie w naszym kraju zajęli się – mówiąc brutalnie i wprost – własnymi genitaliami. By odrzucili Kościół, czyli Chrystusa. By skupili się na sobie i nie myśleli o bliźnich. By stali się konsumentami najnowszych trendów i erotycznych zabawek. Takim motłochem w końcu łatwiej manipulować. Taki motłoch nie jest już podmiotem, ale przedmiotem – „targetem” różnych marketingowych strategii. Dla takiego motłochu bliźni nie istnieje, co najwyżej jest również przedmiotem zaspokojenia własnej chuci tu i teraz.


poniedziałek, 1 lipca 2019

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę

Wraz z ofensywą harcowników Sodomy i Gomory nad Wisłą wychodzi coraz więcej szczegółów na temat tego, kto za nimi tak naprawdę stoi i jakie są ich prawdziwe cele. Rosji Niemcy wysłali w zaplombowanym pociągu Lenina, by zrobił im rewolucję, czyli jak to kolokwialnie się mówi: „rozpierduchę”. Dzisiaj współczesnych homobolszewików wspierają nie tylko Niemcy, ale i wielkie koncerny, które totalitarną ideologię LGBT-coś-tam próbują narzucić polskim pracownikom. Tym koncernom, jak widać, też zależy na tym, by zrobić „rozpierduchę” w Polsce, czyli przerobić Polaków na cioty zainteresowane tylko dogadzaniem sobie. Polak-katolik widać jest zbyt niezależny.

Tak się jakoś dziwnie składa, że zbiega się to z setną rocznicą wojny polsko-bolszewickiej. Wrażenie chyba jest podobne do ówczesnego – że oto jeszcze trochę, a tęczowa bolszewia pochłonie całą Europę. Trudno nie marzyć w tej sytuacji, by również w dokładnie setną rocznicę bitwy warszawskiej dokonał się podobny cud i by homobolszewików wyparto z Polski. 15 sierpnia 2020 roku to byłaby dobra data na kolejny cud nad Wisłą. Pamiętać jednak należy też i o tym, że wówczas Polska obroniła swą niepodległość niestety na krótki czas. Dobrze by było, aby ówczesnych błędów nie powtórzyła.

O paraleli pomiędzy „wolnością” bolszewicką, którą sto lat temu nieśli nam czerwonoarmiści, a dzisiejszą „wolnością” homobolszewicką pisałem jeszcze w roku 2013. Chyba wówczas nie przypuszczałem, że tak szybko międzynarodówka homobolszewicka uzna, że Polska jest już gotowa do podboju. Okazuje się, że po Irlandii współcześni komisarze postanowili zaprowadzić porządek nad Wisłą. Marzy im się tęczowa Polska i urabianie dzieci na wzorowych członków homobolszewickiej ojczyzny.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, o co tak naprawdę im chodzi, jeśli ma złudzenia i łudzi się, niech spojrzy na to, co działo się przedwczoraj w Paryżu. Tam swoje cele współcześni wyznawcy totalitarnej ideologii, jaką jest LGBT-coś-tam wyrazili wystarczająco jasno.

W Polsce potrzebne jest stanowcze działanie rządu, stosowne ustawy zabraniające propagowania tej totalitarnej ideologii przez koncerny i media. Potrzebne jest też przebudzenie się Polaków. W IKEI jeden z nich się przebudził i zrozumiał, że nie można kolegi zostawić samego, zwolnił się w geście solidarności. A co robi reszta? Będzie trząść tyłkami (do których wkrótce dobiorą się „tolerancyjni” inaczej), czy przypomni sobie o sierpniu 1980 i innych zrywach Polaków?

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę!


sobota, 27 kwietnia 2019

Komu wolno przywalić i kogo wolno obrazić, czyli tęczowy zamordyzm w akcji

To, że mamy do czynienia z narastającym zamordyzmem, chyba nie powinno być tajemnicą dla każdej myślącej osoby. Ledwo wyszliśmy z jednego totalitaryzmu, a już wkraczamy w kolejny system zniewolenia. Niestety Polska, zamiast stawiać temu zdecydowany opór (zwłaszcza, że ma tak bogate doświadczenie bycia zniewalaną, którym mogłaby się podzielić i o którym mogłaby uczyć innych), sama w tym procesie w różny sposób partycypuje. Głównie poprzez swoich przygłupich lub może po prostu cynicznych obywateli, którzy dorwali się do różnych stanowisk władzy.

Wraca cenzura. Działa ona na platformach, które usuwają treści konserwatywne lub religijne. Są wprowadzane prawa (na przykład we Francji, ale nie tylko), które zamykają usta np. walczącym z zabijaniem nienarodzonych. Cenzurę próbuje się przywrócić poprzez zabranianie tzw. „mowy nienawiści”, co tak naprawdę jest eufemizmem, mającym zamaskować prawdziwy cel takich przepisów, jakim jest po prostu blokowanie treści „nieprawomyślnych”, czy raczej powinniśmy powiedzieć chyba: „nielewomyślnych”.

Coraz częściej niszczy się wolność sumienia i prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami i wierzeniami. Do szkół wprowadza się idiotyczną ideologię gender. Za krytykę tej ideologii można wylecieć ze szkoły, jeśli jest się nauczycielem, albo trafić do sądu, jeśli jest się rodzicem, który chce uwolnić swoją pociechę od prania mózgu. Lekarzy i pielęgniarki zmusza się do uczestnictwa w tzw. „zabiegach aborcji”, które tak naprawdę są zwykłym zabójstwem bezbronnej istoty i to zabójstwem w majestacie prawa, jak było dawniej w hitlerowskich Niemczech. Katolickie szpitale usiłuje się zmusić do partycypowania zarówno w zabójstwie nienarodzonych, jak i zabójstwie osób starszych i niedołężnych.

Narusza się coraz powszechniej prawo do wolności zgromadzeń, czego przykładem jest zarówno uniemożliwianie konserwatywnych spotkań i wykładów na wyższych uczelniach, które powinny być w szczególności miejscem wolnej wymiany myśli, ale także zabranianie demonstracji ulicznych. Ostatnim takim przykładem jest zakaz Marszu Suwerenności wydany przez Trzaskowskiego, który tutaj idzie niechlubnym śladem swojej poprzedniczki. Jednocześnie promuje się prawo do propagowania zboczeń i ruchów sodomickich, których celem stają się już najmłodsi.

Wielki krzyk podniósł się, kiedy spalono parę ezoterycznych książek przy kościele, by pokazać w ten sposób, że także książki mogą szerzyć zło. Tymczasem coś, z czego sobie żartowałem niedawno, staje się faktem: oto wycofuje się znane baśni dla dzieci ze szkolnego katalogu. Kto nie wierzy, niech sobie przeczyta tutaj (normalnie akurat tej strony bym nie polecał).

To wszystko oczywiście wprowadza się w imię tolerancji i szacunku dla „inności”. Wielki krzyk podnosi się rzecz jasna wówczas, kiedy „obraża się” homoseksualistów, transwestytów i różne inne „inności”. Wtedy krzyczy się o „mowie nienawiści” i braku tolerancji oraz o obrażaniu czyichś uczuć. Są jednak tacy, których uczucia można obrażać w dowolny sposób i dowolną ilość razy. Kiedy wystąpi się z ich obroną, podnosi się wrzask o łamaniu wolności słowa, wolności twórczej i wolności czegoś tam jeszcze. Tą grupą są tzw. „czciciele Wielkanocy”, czyli po prostu chrześcijanie albo po prostu katolicy – jak widać, opętanym już nawet słowo „chrześcijanin” nie chce przejść przez usta. Najnowszym przykładem jest bluźniercza akcja w Płocku. Tęczowi po prostu mają prawo to robić. Tęczowi wprowadzą nam taką „wolność” i „tolerancję”, że piekło będzie się rumienić ze wstydu.


sobota, 2 marca 2019

Totalitaryzm „zbliża się na łapkach kota”

Tak można by powiedzieć parafrazując fragment wiersza Czesława Miłosza o tym, co dzieje się obecnie w cywilizacji Zachodu. To prawdziwy zamordyzm w białych rękawiczkach, który coraz bardziej zaczyna pokazywać swoje groźne oblicze. Cenzura, utrata pracy, a nawet więzienie, to już rzeczywistość. Wielu ludzi chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że np. na szaleńcze pomysły prezydenta Warszawy zareagowała tylko jedna kurator oświaty – Barbara Nowak? A co z resztą kuratorów? Nie obchodzi ich los dzieci, czy może sądzą po prostu, że Warszawa to gdzieś daleko, nie ich rejon i w ogóle: „nasza chata z kraja”?

I czy tylko jedna Zofia Klepacka ma odwagę (to już trzeba odwagi???!!), by wyrazić sprzeciw wobec działań Trzaskowskiego? A co z resztą środowiska sportowego? Przecież widzimy już, co dzieje się w sporcie i do czego prowadzą takie inicjatywy, jakie podejmuje prezydent Warszawy. Mężczyźni walczą w zawodach jako kobiety. Jakiś nieudacznik, któremu nie udało się w rywalizacji z mężczyznami może zadeklarować, że jest kobietą i zacząć odnosić sukcesy w walce, którą trudno nazwać „fair play”.

Wprawdzie Zofia Klepacka, jeśli dobrze się orientuję, nie podnosiła akurat problemu nieuczciwej rywalizacji w sporcie, tylko wyraziła swój sprzeciw wobec promocji LGBT-coś-tam, ale konsekwencje podobnych kart, jakie wprowadza w życie Trzaskowski, przecież wcześniej czy później w sporcie też będą widoczne. A jaka jest „tolerancja” środowisk LGBT-coś-tam widać po tej fali „miłości”, jaka zalała Klepacką i Barbarę Nowak. Przy okazji Facebook ocenzurował wpisy Klepackiej, a na jednym z portali informacyjnych dowiedziałem się, że Nowak „znowu szokuje” (sic!). Wyobraźcie sobie, Państwo, że to nie Trzaskowski szokuje, ale krakowska kurator! Wynika z tego, że zdrowy rozsądek jest dzisiaj czymś, co zdumiewa, a szaleństwo tak już wyjałowiło mózgi, że ludzie nie widzą rzeczywistości.

W tych działaniach Trzaskowskiego dobra jest jedna rzecz: są one na tyle nachalne, na tyle głośne, że ludzie – a przynajmniej ich część – widzą, co się dzieje. To w zasadzie bardziej słoń w składzie porcelany niż miękko stąpający kotek. Pisałem już zresztą o tym na swoim blogu w czasie kampanii samorządowej, że jeśli wygra Trzaskowski, to przynajmniej będzie widać, że Sodomę wprowadza do Warszawy wprost. Gdyby wygrał Patryk Jaki, czyli „nasz”, ta Sodoma wchodziłaby gdzieś bocznymi drzwiami, przy równoczesnym milczeniu hierarchii Kościoła (notabene, czy teraz też hierarchia milczy, czy ma poważniejsze problemy niż „reformy” prezydenta Warszawy?).

Dziwi natomiast bardzo również jedna rzecz: że w kraju, który miał doświadczenie dwóch morderczych totalitaryzmów, działania takie, jakie podejmuje Trzaskowski mogą w ogóle uchodzić mu na sucho. Wydawałoby się, że co jak co, ale to Polska powinna być w stopniu szczególnych odporna na takie idiotyzmy, jak „gender studies”, „tęczowa rewolucja”, cała ta lewacka mentalność, która w ostateczności prowadzi wcześniej czy później do zbrodni. Nie jest. Historia magistra vitae non est – trzeba stwierdzić ze smutkiem.


piątek, 12 października 2018

Dobra wiadomość z Norwegii!


Okazuje się, że jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie. Dr Katarzyna Jachimowicz, która została zwolniona z pracy za odmowę m.in. zakładania pacjentkom wkładek wczesnoporonnych, wygrała w Sądzie Najwyższym Norwegii proces, jaki wytoczyła swojemu pracodawcy. Decyzja pracodawcy naruszała wolność sumienia pani doktor.

Zauważmy, że także u nas są środowiska i politycy, którzy chcieliby uniemożliwić lekarzom protest przeciwko praktykom niezgodnym z ich sumieniem i odmowę wykonania tzw. „zabiegów”, czyli zamordowania nienarodzonego dziecka. To samo zresztą dotyczy przymuszania aptekarzy do wydawania środków antykoncepcyjnych.

Zmiany w prawodawstwie Irlandii, które popierali tacy użyteczni idioci, jak słynny piosenkarz Bono, doprowadziły do sytuacji, w której próbuje się tam już po zmianie prawa łamać sumienia lekarzy i przymuszać ich do wykonywania „usług”, które są niezgodne z ich sumieniem. Warto zapamiętać nazwisko irlandzkiego lekarza, dr Brendana Crowley’a, który występuje w obronie nienarodzonych i sprzeciwia się łamaniu sumień lekarzy i przymuszania ich do m.in. kierowania pacjentek do innego lekarza, by mogły zabić swoje dziecko.

Jak widać, obrona tzw. „praw kobiet” prowadzi do tworzenia systemu wręcz totalitarnego, w którym nie ma miejsca na wolność sumienia. Dobrze, że są jeszcze tacy dzielni lekarze, jak dr Jachimowicz czy dr Crowley, którzy mają odwagę przeciwstawić się zamorodyzmowi w białych rękawiczkach. Bronią także naszej wolności.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Komu i dlaczego wadzi degradacja Jaruzelskiego i Kiszczaka, czyli „poeta pamięta”


Jeśli ktoś chce zrozumieć istotę problemu, jaki ponownie się pojawił czy też uwidocznił ze zwielokrotnioną siłą, gdy prezydent Duda odmówił podpisania ustawy umożliwiającej degradację PRL-owskich oficerów, to powinien koniecznie przeczytać tekst Jana Polkowskiego „Druga niemiecka wina” i polscy naśladowcy. I nie chodzi mi nawet o dywagacje, czy z punktu widzenia prawnego Duda miał rację, czy nie. Sęk w tym, że cały ten system, w którym wciąż się babramy i z którego próbujemy się wywikłać (nie mówię oczywiście o „totalnej opozycji”) jest od samego początku zainfekowany. I o to właśnie chodziło.


Ten napisany przed paru laty szkic, opublikowany w zbiorze Polska moja miłość, jest tak „gęsty”, że w zasadzie można by cytować go linijka po linijce. Nic też nie stracił na swej aktualności. Zadaje przy tym kłam poglądowi, że poeci to dusze bujające w obłokach, oderwane od ziemi. Przynajmniej autor Drzew zdaje się twardo po ziemi stąpać. Na tyle twardo, że z przeraźliwą jasnością widzi to, co być może zbliża się do nas z nieubłaganą konsekwencją, a czego nie dostrzegają ci, którzy zajmują się bardziej przyziemnymi i „konkretnymi” pracami niż pisanie poezji.


Jak autor pisze już na samym początku: „Każdego dnia ciąży mi żrący osad obłudy pierwszych lat wychodzenia z komunizmu. Truje mnie zarówno pokraczna spuścizna niedawnej przeszłości, jak i świadomość, że to mętne krętactwo trwa. Trwa i zatruwa pamięć obleśna czułość, z jaką liderzy strony solidarnościowej obłapiali owinięte w odległy cień Moskwy sflaczałe odwłoki zbankrutowanych władców PRL”.


W swoim szkicu Polkowski zadaje kłam wielu mitom związanym z tak zwaną „transformacją ustrojową”. Na przykład, że była ona bezkrwawa. Jakże łatwo się zapomina o tym, że „bezkrwawy charakter miało wyłącznie zlizywanie z ust Jaruzelskiego okrągłych kłamstw, bo niepokornych księży mordowano niemal równolegle z kumoterskimi pijatykami w Magdalence”.


Oczywiście poeta, tak wyczulony na manipulacje językowe, dostrzega ten nieszczęsny zwrot „transformacja ustrojowa” i przy okazji zauważa, że „zamazuje [on] marionetkowy charakter PRL”.


To, co mnie uderzyło w tym tekście, to analogie do „transformacji” w Niemczech po II wojnie światowej, gdzie tzw. „denazyfikacja” okazała się fikcją. Na poparcie tego stwierdzenia autor przytacza liczby i dane. Mogą one szokować co bardziej naiwnych. Zasadnicze pytanie jednak, które się nasuwa, to: jakie będą konsekwencje budowania potęgi niemieckiej na braku prawdziwego rozliczenia z przeszłością. I drugie: Dlaczego to Niemcy stały się wzorem dla Polski?


A że stały się, autor nie ma co do tego żadnych wątpliwości, bo „podobieństw jest długi szereg”. Przyznam się, że osobiście nie wiedziałem na przykład, że „filozofia rządów Tadeusza Mazowieckiego i ilustrujące ją sztandarowe hasło o odkreśleniu grubą kreską przeszłości – to cytat z niemieckiego kanclerza” – Adenauera. Jak zauważa Polkowski z ironią: „To niemiecki kanclerz pioniersko potępił i wyrzucił do czyśćca ideę narodowego socjalizmu i jednocześnie przychylił nieba demokracji ludziom przez lata realizującym w przekonaniem plany Hitlera”. I to on stwierdził: „uważam, że powinniśmy skończyć z węszeniem za nazistami”.


W tym konkretnym przypadku, o którym mowa na samym początku mojego tekstu, analogia oczywiście dotyczy nierozliczonych ze swej hitlerowskiej przeszłości oficerów niemieckich, którzy tworzyli podstawy nowej armii. A przecież „w III RP żołnierzy, którzy w PRL strzelali do współobywateli, nikt nawet nie próbował rozliczać. Honor oddany Jaruzelskiemu i pozostałym dowódcom, wyprał z krwi wszystkie mundury, do szeregowca włącznie”.


Jak już napisałem na samym wstępie – tekst jest gęsty i mógłbym go cytować obficie, ale lepiej jeśli czytelnik sam go po prostu przeczyta. Książka Polska moja miłość, w której można ten szkic znaleźć, jest wciąż dostępna, choć powinna już dawno być wyprzedana – tak jest znakomita. Być może zresztą napiszę o niej jeszcze parę słów.


Zwróćmy może tylko uwagę na konkluzję autora, gdyż jak stwierdza: „nie chodzi (...) o przywołanie historycznych analogii. Ani o bezrefleksyjną krytykę wykorzystywania przez III RP doświadczeń zdobytych podczas posthitlerowskiej odbudowy Niemiec. (...) Istotne jest jednak, jaką interpretację i sens niemieckiej lekcji postanowiono w Polsce spożytkować”.


Zauważając, że oparcie odbudowy Niemiec na zwolennikach III Rzeszy i uczestnikach jej zbrodniczych praktyk „zaowocowało potęgą dzisiejszych Niemiec”, autor konkluduje m.in.: „ Polsce ochrona interesów zdrajców przyniosła demobilizację narodu, konflikty i zniechęcenie. Kraj zainfekowany strategiczną słabością w tym miejscu Europy nie przetrwa. I nie wypada pytać, dlaczego ten stan tak bardzo podoba się naszym sąsiadom”.


Przechodzą ciarki po plecach?


piątek, 23 marca 2018

Komisarz ds. Praw Nadczłowieka


Nazewnictwo Unii Europejskiej czasami przyprawia mnie o dreszcz i nasuwa mi jak najgorsze skojarzenia. Otóż działają tam i panoszą się pewni „komisarze”. Mam nadzieję, że nie dożyję czasów, kiedy ci „komisarze” zaczną biegać po Europie z jakimś laserowym naganem i wymuszać na obywatelach i rządach postępowania zgodnego z zasadami „światłej” Europy.

Notabene pewna taka pani komisarz o blond włosach już dawno powinna była stracić swoje stanowisko, gdyby faktycznie działała tu jakaś demokracja. Bezczelność i tupet tej kobieciny, która winna sprzedawać buraki na straganie, a nie brylować w urzędach instytucji europejskich, zarejestrowały swego czasu ukryte mikrofony, ale rzecz jasna była to „rozmowa prywatna”.

Teraz kolejny taki komisarz, komisarz Rady Europy ds. Praw Człowieka (sic!) wzywa Sejm RP, by odrzucił projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję”. Ten pan tak broni praw człowieka, że najwidoczniej uznaje pewną grupę ludzi albo za podludzi, albo za tzw. „zlepek komórek”. Za podludzi dlatego, że obywatelski projekt zakłada usunięcie przesłanki eugenicznej, czyli pomysłu iście nazistowskiego.

Jak można bronić praw człowieka, jeśli już od samego początku życie ludzi z zespołem Downa uznaje się za niegodne życia? Jak można takiemu człowiekowi (jeśli jakimś cudem się urodzi i przeżyje oczywiście) spojrzeć potem prosto w oczy? W takiej „cywilizowanej” inaczej Islandii prawie nie rodzą się już dzieci z zespołem Downa. Jeśli już, to jest to raczej „wypadek” przy pracy. Żaden komisarz ds. Praw Człowieka się za nimi nie wstawił, kiedy w ludzkich rzeźniach usuwano ich z tego świata.

No tak, ale to wszystko przecież jest dla „dobra” kobiet. Kobiet i nadludzi.