Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2020

Oddam głos na Dudę

W drugiej turze wyborów oddam głos na Andrzeja Dudę. Obecny prezydent nie jest kandydatem moich marzeń, tak jak rządząca koalicja nie jest rządem, jakiego bym pragnął. Andrzej Duda zawiódł moje pokładane w nim nadzieje. Nie podjął zdecydowanej inicjatywy w obronie życia nienarodzonych, choć głosi, że jest za jego ochroną.

Nie dotrzymał też obietnic danych frankowiczom – w rzeczywistości są oni zdani na długoletnie batalie sądowe z bankami, a więc też ogromne ryzyko, jakie się z tym wiąże. Zostali pozostawieni samym sobie, a sądy, jakie są, każdy widzi. Jest to w gruncie rzeczy uprawomocnienie lichwy, choć trzeba uczciwie przyznać, że są już przypadki wyroków na korzyść oszukanych pożyczkobiorców. Państwo zamiast chronić obywateli, wydaje się być po stronie banksterów, a może też i w ich kieszeni.

Andrzej Duda sugerował także w pewnym momencie możliwość legalizacji tzw. „związków partnerskich”, co kłóci się z deklarowanym przez niego katolicyzmem. Kościół katolicki nie uznaje prawnej legalizacji „związków partnerskich”, a więc nie można popierać takich inicjatyw i jednocześnie być wiernym nauce Kościoła.

Można by pewnie przytoczyć też i wiele innych działań i inicjatyw Andrzeja Dudy, których żadną miarą poprzeć nie sposób, jak na przykład słynny pomysł wpisania do Konstytucji członkostwa Polski w Unii Europejskiej, co nasuwa jak najgorsze skojarzenia z czasami PRL-u.

Mimo tych i innych wad, jest to w obecnej chwili jedyny sensowny wybór. Rafał Trzaskowski jako prezydent Polski oznaczałby przyspieszenie degrengolady naszej ojczyzny. Prezydent RP stojący na czele kolejnej parady LGBT-coś tam to wizja z najkoszmarniejszego snu. Blokowanie inicjatyw ustawodawczych, to z kolei zaostrzenie sporów i faktyczny paraliż funkcjonowania państwa. Jeśli Trzaskowski wygrałby te wybory, mógłby w pierwszej kolejności złożyć podziękowania Konfederacji, o czym piszę z prawdziwą przykrością. Mam wrażenie, że dla tej partii niskie podatki, małostkowa zemsta na wrednych „pisiorach”, którzy wyzywali ich od „ruskich onuc”, liczenie na to, że im gorzej, to tym lepiej dla Konfederacji i tym podobne, są ważniejsze, niż dobro Ojczyzny. Fałszywa też jest symetria mówiąca o wyborze między dżumą o cholerą. Przy wszelkich swoich wadach, Andrzej Duda nie jest jednak rzecznikiem cywilizacji śmierci. Z pewnością nie jest idealnym prezydentem, ale w obecnej sytuacji „beggars can’t be choosers”, jak mawiają Anglicy.


środa, 8 lipca 2020

Konfederaci oddają głos na Trzaskowskiego. Tylko Polski żal

Muszę przyznać, że jestem rozczarowany postawą Konfederacji. W pierwszych tygodniach po wyborach byłem zadowolony, że oddałem głos na tę formację. Powitałem ją jako alternatywę dla PiS-u, prawdziwy prawicowy głos. Przestałem też ulegać szantażowi, który mówił o tym, że jeśli nie Zjednoczona Prawica, to wygra PO. Liczyłem na to, że politycy Konfederacji, którzy dostali się do Sejmu, będą punktować różne absurdy rządzącej koalicji, a jednocześnie wyróżniać się pozytywnie od całej reszty opozycji i broniąc fundamentów cywilizacji europejskiej, do jakich należy obrona nienarodzonych. Niestety wraz z upływem czasu mój entuzjazm do Konfederacji słabł. Chyba znaczącym przełomem był tutaj okres epidemii. Zamiast merytorycznej, konserwatywnej opozycji, ujrzałem ludzi nieodpowiedzialnych, którym ewidentnie sukces, jakim było wprowadzenie 11 posłów do Sejmu, uderzył do głowy.

Co gorsza, zwolennicy Konfederacji, którzy zabierają głos na różnych forach, wydają się po prostu nieodpowiedzialnymi małolatami, którym bliżej do „palikociarni” niż ideowej prawicy. Emocje, które wyrażają, niewiele odbiegają od tych, które widzimy u przeciwników PiS-u z lewej strony. Najlepszym wyrazem tych odczuć była słynna już wypowiedź pana Wilka, na którego w życiu bym nie zagłosował. Moje ogólne wrażenie jest takie, że zarówno politykom pokroju Wilka, jak i tym zwolennikom Konfederacji, którzy najgłośniej gardłują na Twitterze i innych forach, najbardziej zależy na niskich podatkach i zemszczeniu się na rządzących niż na Polsce.

Konfederaci nie dorośli do polityki. Zamiast prawdziwych facetów, którzy wykorzystują okazję, by negocjując i targując się (co nie oznacza wcale „sprzedawania się”, jak sugerował jeden z polityków Konfederacji), ugrać dla Polski i Polaków jak najwięcej, ujrzałem histeryczne baby, które czują parszywą satysfakcję, że oto mogą zemścić na „pisiorach” za zniewagi i „ruskie onuce” (jaki jest mój stosunek do tego tematu – łatwo sprawdzić na tym blogu). Pozytywnym wyjątkiem okazał się tutaj jedynie Robert Bąkiewicz.

Co gorsza, nie wyrażając poparcia dla żadnej strony, tzn. ani dla Andrzeja Dudy, ani dla Rafała Trzaskowskiego, tak naprawdę Konfederacja oddaje głos na Trzaskowskiego. Tak bowiem zagłosuje jedna część jej zwolenników (jak już wcześniej sugerowały badania opinii publicznej i wypowiedzi pana Wilka), a druga część zostanie w domu lub odda głosy nieważne, dający tym samym szanse Trzaskowskiemu na zwycięstwo. Jakaś grupa – myśląca rozsądnie i odpowiedzialnie, tak jak pan Robert Bąkiewicz – odda głos na Dudę, zaciskając zęby, ale wiedząc, o co toczy się gra. Pytanie – jak duża ona będzie.

Co więcej, symetryczne traktowanie Dudy i Trzaskowskiego jest fałszowaniem alternatywy, przed jaką stoją Polacy. Nie jest to wcale wybór między dżumą a cholerą, ale co najwyżej między ciężką grypą a cholerą. „Ciężka grypa” to Duda rzecz jasna. Do czego zdolny jest Trzaskowski, każdy mógł się przekonać, obserwując jego działania w Warszawie. Trzaskowski jako prezydent to wprowadzenie do Polski zarazy, przy której koronawirus to pikuś. Duda, przy wszystkich swoich wadach (jak np. sugestiach, że można by zalegalizować tzw. „związki partnerskie”), których mam świadomość, to jednak powstrzymanie najazdu barbarii na Polskę. Ba! Może ośmielony tym, że byłaby to jego ostatnia kadencja, zdecydowałby się na ostrzejsze posunięcia w paru fundamentalnych kwestiach (wiem, być może jestem naiwny).

Jeśli Trzaskowski wygra te wybory, będzie mógł w pierwszym rzędzie podziękować Konfederacji. Jeśli wygrana Trzaskowskiego w Warszawie, zamiast Jakiego, który chciał wprowadzać tę samą zarazę bocznymi drzwiami, mogła się okazać pewnym otrzeźwieniem dla Polaków, to jego wygrana w wyborach na prezydenta Polski, może się okazać katastrofalna. Konfederacja zdaje się liczyć na to, że pogorszenie sytuacji w Sejmie, przyczyni się do jej wygranej w przyszłych wyborach. Tym samym jej polityka zdaje się być taka: im gorzej dla Polski, tym lepiej dla nas. Może jednak się okazać tak, że brutalnie się pomyli i utraci głosy tych, którzy liczyli na jej ideowość i odpowiedzialność za Polskę.





wtorek, 11 lutego 2020

Taka Kidawa Pucka, czyli Kali pokazuje brzydką twarz

Wydarzenia z Pucka, gdzie objazdowy cyrk robił bydło, wyraźnie pokazują, jakiej „tolerancji” i „demokracji” możemy się spodziewać, gdyby do władzy doszła pani Kidawa-Błońska z jej przyjaciółmi.

Nie kwestionuję prawa do wyrażania swoich opinii także protestem w czasie różnych spotkań i uroczystości, choć można się zastanawiać, czy upamiętnienie pewnych wydarzeń to właściwy moment do gwizdów, krzyków i tym podobnych... Co innego jest jednak gwizdanie czy domaganie się ustąpienia kogoś, a co innego wykrzykiwanie wulgaryzmów pod adresem urzędującego prezydenta, choćby się go bardzo nie lubiło.

Do tej pory nie usłyszałem, aby pani kandydatka, która potem z tymi ludźmi się witała przy nagrywającej to wszystko kamerze, odcięła się od takiego zachowania czy je potępiła. No tak, ale to przecież nie był prezydent Komorowski. Już kiedyś pisałem o mentalności Kalego na tej stronie. Sami sobie, drodzy Państwo, dopowiedzcie.

Tymczasem brzydką twarz pokazali „tolerancjoniści” także w Poznaniu, gdzie przyjęto tzw. „Europejską Kartę Równości w Życiu Lokalnym”. Dziwi mnie nieco, że można takie rzeczy robić na poziomie lokalnym. Przydałaby się jakaś ustawa, która by blokowała tego typu inicjatywy.

Mniejsza jednak o to. Takie rzeczy robią „kochający inaczej” w aglomeracjach miejskich, próbując rozsadzić państwo od środka, skoro nie mogą zrobić tego na poziomie państwowym. Oni kochają tolerancję mniej więcej tak, jak Kali swoje krowy albo objazdowy cyrk do robienia bydła pani Kidawy demokrację. My mamy ich kochać, ale oni nas już niekoniecznie. A to oznacza, że mieszkańcy Poznania będą musieli za ich pomysły płacić z własnej kieszeni i wbrew sobie. To znaczy oni nauczą dzieci tęczowej „tolerancji” i „miłości”, choćby rodzice tego nie chcieli. Bo jeśli rodzice czegoś nie chcą, to źle. Ale jeśli tęczowi czegoś nie chcą, to dobrze. I tyle.


Photo by Josua De on Unsplash

poniedziałek, 3 lutego 2020

Komu przyłożyć ruską pałką?

KO uderza co jakiś czas w PiS twierdząc, że rządząca partia działa na korzyść Putina. PiS uderza praktycznie bez przerwy w Konfederację, że to „ruscy agenci”. Konfederacja... hm... Konfederacja chyba jeszcze nie uderza w nikogo twierdząc, że to ruscy agenci, choć niewątpliwie politycy tej partii i dziennikarze z nią związani nie mają wątpliwości, że różna agentura działa w Polsce i ma swoje wpływy tu i ówdzie.

Twierdzenie, że PiS działa na korzyść Putina i Rosji jest oczywiście nonsensem. Choć z drugiej strony można by się zastanawiać, dlaczego nie angażuje się mocniej w porozumienie z Białorusią, pozwalając, by ciążyła ona w kierunku Rosji? Chyba ostatnio zaczęto coś na ten temat przebąkiwać, co może mieć związek z niedawną wizytą Mike’a Pompeo na Białorusi. No, ale nie o to chyba krytykom z liberalnej i lewicowej opozycji chodzi, bo sami nie prowadziliby polityki wobec Białorusi innej.

Twierdzenie, że Konfederacja to ruscy agenci, jest tak samo śmieszne, jak sugerowanie, że PiS to partia proputinowska albo „bolszewicka”. Fakt, że ktoś tam z polityków Konfederacji udzielił jakiegokolwiek wywiadu rosyjskim mediom, jeszcze o niczym nie świadczy. Gdyby taką argumentację traktować poważnie, to należałoby jednocześnie wykląć wszystkich polityków prawicy, którzy udzielili kiedykolwiek jakiegokolwiek wywiadu „Gazecie Wyborczej”, albo każdego księdza, który zgodził się na rozmowę z tą gazetą. Już zresztą o tym pisałem.

Intencje PiS-u w przypadku Konfederacji są jasne, a po mediach społecznościowych krąży wywiad z Adamem Lipińskim, który o tym mówi wprost. Gorzej, że poważni ludzie, a także zwykli wyborcy naprawdę traktują to serio (albo tak udają). PiS musi się liczyć z odpływem części elektoratu do Konfederacji, a moim zdaniem jest on nieunikniony. Wypowiedzi takie, jak najnowsza wypowiedź prezydenta Dudy o związkach partnerskich, czy ustępstwa w sprawie obrony życia dzieci nienarodzonych do tego się przyczynią wcześniej czy później. Dopóki konserwatywna alternatywa nie miała swoje reprezentacji w Sejmie, dopóty PiS mógł spać w miarę spokojnie. Choć Konfederacja nie wprowadziła swoich przedstawicieli do europarlamentu, to jednak ma jedenastu reprezentantów w Sejmie, a jeśli dobrze to rozegra, może uda się jej wprowadzić kolejnych.

Mechanizm jest prosty – do tej pory konserwatywni wyborcy myśleli sobie, że lepszy nienajlepszy PiS niż PO, który wpuści całą lewicową zarazę z zachodu do Polski. Teraz widzą, że jest szansa, by rozwalić układ. Dlatego PiS zastrzega się, że nie będzie żadnej koalicji z Konfederacją. Wciąż chce utrzymywać to motywowane strachem poparcie dla siebie. Może się na tym przejechać.

O intencjach KO nawet nie ma, co mówić. Dość powiedzieć, że są wśród nich politycy, którzy dawniej służyli wiernie PZPR, a teraz mają czelność pouczać innych na temat integracji europejskiej. Udając amnezję, chętnie też mówią o bolszewizmie PiS-u. Z obrzydzenia nie powiem już nic więcej.


czwartek, 30 stycznia 2020

Goodbye EU!

Cokolwiek by myśleć o poglądach Nigela Farage’a, to jego pożegnalna mowa w parlamencie europejskim wywarła na mnie duże wrażenie. Czy faktycznie ocali to Wielką Brytanię? Zobaczymy. Wydaje mi się, że Anglia jest przeżarta tą samą chorobą, która toczy UE.

Chciałbym, aby Polska mogła tak samo pożegnać się z tym biurokratycznym i coraz bardziej niszczycielskim i tłumiącym wolność tworem. Mogę powtórzyć za Farage’m: „Kocham Europę, nienawidzę Unii Europejskiej”.


piątek, 24 stycznia 2020

Sowieckie „wyzwolenie”

To, że rosyjska propaganda może mówić o wyzwoleniu polski przez armię sowiecką, jeszcze można zrozumieć. To, że takie nonsensy może mówić Polak w dzisiejszych czasach (choćby i był nawet byłym komuchem) nie czując niestosowności i kłamliwości takich poglądów, jest po prostu skandalem. Dlatego nigdy dosyć przypominania prawdy o tym, jaką to wolność niosła „niezwyciężona Armia Czerwona”.


czwartek, 23 stycznia 2020

Ameryka opowiada się za życiem, ich prezydent nie pęka

Amerykańscy kongresmani upamiętnili wczoraj rocznicę sprawy „Roe kontra Wade” przemówieniami, w których mówili o tym, że należy zakazać zabijania nienarodzonych dzieci. Nie przebierali w słowach i wprost nazywali sprawę po imieniu. Jeden z kongresmanów wspomniał o „dehumanizacji” istot ludzkich ze względu na ich wiek. Inny podkreślił zdumiewający fakt, jakim jest to, że wbrew osiągnięciom wiedzy medycznej i technologii, to ludobójstwo wciąż nie zostało zakazane. Wiedzy medycznej – bo przecież wiemy zbyt wiele o rozwoju człowieka, by udawać, że nienarodzone dziecko nie jest człowiekiem. Technologii – bo przecież można zobaczyć, czym jest ów „zlepek komórek”, o którym mówią feministki.

Z kolei Donald Trump, jeden z najbardziej „pro-liferskich” prezydentów w dziejach Stanów Zjednoczonych wydał specjalną deklarację, w której ogłosił 22 stycznia „Narodowym Dniem Świętości Życia Ludzkiego”. Podkreślił w niej godność każdej osoby ludzkiej od poczęcia po naturalną śmierć i obiecał działać dalej i nie ustępować w swojej walce z aborcją. Robi to w zasadzie w trakcie rozkręcającej się kampanii wyborczej. Nie pęka, że słupki sondażowe pokażą spadek popularności, nie kluczy.

Czy nasi rodzimi politycy, oprócz Konfederacji, mają taką odwagę, by otwarcie, bez obaw, głosić obronę ludzkiego życia, zwłaszcza życia tych najmniejszych, najbardziej bezbronnych? Niestety nie. Oni się boją gniewu czarnych feministek. Oni się obawiają o spadki w słupkach sondażowych. A tymczasem zegar tyka, wieczność czeka...

Swoją drogą, jestem ciekaw, ile mediów głównego nurtu o tym poinformowało, łącznie z TVPiS.


Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

środa, 27 listopada 2019

Kłamcie, kłamcie – może coś przylgnie do Polski

Patryk Jaki, który nie jest bohaterem z mojej bajki z powodu jego wsparcia dla in vitro, ostatnio zasłużył na pochwałę za dzielne bronienie Polski przed agresją LGBT na forum Parlamentu Europejskiego. Opublikowane przez niego w mediach społecznościowych nagrania świadczą o paru rzeczach, ale przede wszystkim o dwóch: że politycy z tzw. totalnej opozycji zrobią wiele, by zaszkodzić Polsce i nie uciekną się nawet przed kłamstwem.

Prym wiedzie tutaj „sympatyczny” homoseksualista Robert Biedroń, który opowiada na forum parlamentu UE bzdury i ewidentne kłamstwa o rzekomym prześladowaniu i o tym, że istnieje wiele restauracji, hoteli, sklepów, do których nie może wejść. Na pytanie Jakiego, by wymienił takie lokale podał po dłuższej chwili szukania w komórce nazwę... jednego: „Green Caffe” na Stolarskiej w Krakowie. Tymczasem przynajmniej jeden z użytkowników Twittera sprawdził i stwierdził, że taki lokal nie istnieje w podanej lokalizacji. Można to zresztą zweryfikować samemu na mapie Google’a. Owszem, są dwie Green Caffe Nero, ale na ulicy Pawiej i trzecia przy ul. Szlak. Przy Stolarskiej jest Siesta Cafe.

Jednak nawet gdyby taka kawiarnia istniała przy Stolarskiej to i tak europoseł z partii o wdzięcznej nazwie „Wiosna” łgałby jak pies, o czym wie każdy, kto po prostu w Polsce mieszka i nie ma oczu zaślepionych ideologiczną wścieklizną. To nie pierwsze jego kłamstwo. Poprzednie dotyczyło projektu „Stop pedofilii” i rzekomej „penalizacji edukacji seksualnej” w tym projekcie. „Ordynarnym kłamcą” nazwała Biedronia przy tej okazji Jadwiga Wiśniewska z PiS-u.

Jeśli ktoś się chce przekonać, jak kłamią lub majaczą i przeinaczają inni „totalniacy”, w tym pani, którą do polityki wywindowała tragiczna śmierć jej męża, może sobie poszukać tweetów Jakiego z jego relacjami z parlamentu UE. Bezczelność tych ludzi nie zna granic. Widać liczą na to, że coś do Polski z tego przylgnie, a inne kraje wyrobią sobie opinię o naszej ojczyźnie jako jakimiś zamordystycznym kalifacie. Obrzydliwe i porażające.


wtorek, 19 listopada 2019

Edukacyjna równia pochyła

Zdarzyło mi się kiedyś spotkać ze znajomym, który uczy na uniwersytecie, w gronie innych wykładowców i pracowników uczelni wyższych. Wszyscy byliśmy mniej więcej z tego samego pokolenia. Może ktoś był nieco młodszy, ktoś odrobinę starszy. Słuchałem z ciekawością, kiedy zeszło na temat nowego pokolenia studentów. Okazało się, że opinia była jednoznaczna – nowi studenci poziomem wykształcenia stoją dużo niżej od tego, co pamiętaliśmy jeszcze z czasów komuny.

Ktoś zauważył, że w gruncie rzeczy na jego kierunku studiów należałoby zrobić dodatkowy rok zerowy, by przygotować młodzież do nauki na uczelni wyższej. Poziom jest bardzo niski – tak brzmiała jednomyślna opinia. Studenci nie rozumieją różnych nawiązań kulturowych i nie mają podstawowej wiedzy, która w naszych czasach była rzeczą oczywistą. Notabene sam miałem tego drobną próbkę, kiedy w rozmowie z inteligentnym młodym człowiekiem użyłem zwrotu „gargantuiczny”. Nie pomogło przywołanie autora ani tytułu. Młodzieniec w ogóle nie wiedział, o czym mówię, choć był w ostatniej klasie szkoły średniej!

Ktoś z rozmówców posunął się wręcz do stwierdzenia, że mamy do czynienia z zupełnie innym typem człowieka, z którym nie ma szansy na wspólny język.

Choć tamto spotkanie odbyło się kilka lat temu, owa rozmowa przypomniała mi się w miniony weekend, kiedy w małym gronie spotkaliśmy się z wykładowcą jednego z seminariów duchownych. Byłem ciekaw, jak w świetle obecnego kryzysu Kościoła, ów wykładowca ocenia poziom kształcenia młodych kapłanów. Wykładowca nie chciał wdawać się w dywagacje na ten temat – co było w sumie zrozumiałe, musiałby bowiem oceniać własnych kolegów. Ocenił natomiast kandydatów do stanu duchownego i tutaj jego opinia zabrzmiała mi znajomo, przypominając tamtą dyskusję sprzed paru lat – niski poziom wykształcenia.

Ale dodał jeszcze jedną rzecz, a mianowicie stwierdził, że nowi klerycy są też są mało dojrzali w porównaniu do dawniejszych lat. Tak naprawdę słabo uformowani, by zacząć studia w seminarium duchownym. Jedną z przyczyn takiej sytuacji, według naszego rozmówcy, jest rozkład tradycyjnej rodziny. To już naprawdę mnie zmartwiło, bo w takim razie: Jaka jest przyszłość Kościoła katolickiego w Polsce?


sobota, 9 listopada 2019

Katolikowi plują w twarz, a on? Dalej kupuje...

Czasami obserwując to, co się dzieje, zastanawiam się, na ile katolicy w Polsce (i nie tylko) poważnie traktują swoją wiarę. Oto co jakiś czas słyszymy o antychrześcijańskich wyskokach dużych korporacji. A to jedna wymaże krzyż ze swoich reklam, by nie raził on tych, którzy nie wierzą albo tych, którzy są muzułmanami, a to jakaś inna ogłosi dzień tolerancji i eksponuje tęczową wystawę lub zablokuje dystrybucję jakiegoś czasopisma (w ramach tejże tolerancji i wolności słowa), a to znowuż jeszcze inna wyrzuci pracownika, bo ośmielił się zacytować Biblię i zaprotestować przeciwko indoktrynacji ideologią LGBT.

Czy zatem, gdybyśmy serio traktowali swoją wiarę, te firmy w ogóle by jeszcze istniały na rynku polskim? Przecież normalnie nie pchamy się tam, gdzie nas nie chcą, prawda? A katolicy stanowią wciąż większość w Polsce. Dlaczego przynajmniej część z tych firm nie świeci pustkami i nie jest na skraju bankructwa? Dlaczego nie spieszy z przeprosinami, by ułagodzić obrażonych katolików, którzy postanowili robić zakupy w innych sklepach? Dlaczego jedna czy druga z nich nie zamknęła swoich placówek w Polsce?

Że co? Że niektóre z nich są praktycznie monopolistami na rynku polskim? Ale przecież, jeśli ktoś nas nie chce, to tam nie idziemy, prawda? Chyba że jesteśmy nachalnymi domokrążcami. Sprzedajemy się za miskę soczewicy? Te standardowe krzesełka czy tańsze marcheweczki są aż tak nam niezbędnie do życia potrzebne. I bez przesady z tym monopolem (to zresztą pomysł dla zaradnych: np. sieć sklepów meblowych, która ogłasza: My obchodzimy wszystkie święta katolickie i dzielimy się prawdziwym poświęconym opłatkiem na Boże Narodzenie!).

Oto jedna z tych firm świętuje „imprezę zimową”, a zamiast choinki sprzedaje „roślinę sztuczną”. I co? I nic. Katolikowi plują w twarz, a on się uśmiechnie i powie, że pada deszcz. I pójdzie tam na zakupy.


sobota, 3 sierpnia 2019

Byle tylko dopiec, czyli jak zostać najgłupszym głupcem

Było już pomysł „świętowania” rocznicy wybuchu II wojnyświatowej radosnym marszem i tańcem. Ale okazuje się, że głupota wydaje się być bardziej bezdenna, niż się to filozofom wyśniło. To już istny konkurs, który można by zatytułować „Głupi, głupszy” albo „Najgłupszy głupiec Twittera”.

Otóż, proszę Państwa, okazuje się, że powinniśmy użalić się nad Niemcami, którzy rozpoczęli II wojnę światową atakiem na Polskę! Tak, tak! Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, to nasi okupanci „mieli wyższe straty” i z tego powodu najwidoczniej to im należy się „godne upamiętnienie”. Nie, nie Polakom – tak uważa przecież „łamacz konstytucji” Andrzej Duda i ten cały ciemnogród PiS-owsko-endecko-katolicki. A to nie może być ani słuszne, ani prawdziwe!

Myślicie, że to bajki? Nie wierzycie, że mógł się pojawić taki „geniusz”, to poczytajcie tutaj.


wtorek, 30 lipca 2019

Jak premier Morawiecki mnie zasmucił

Słowo „Europa” i jego odmiany pojawiają się w naszych czasach na ustach wielu osób i w nazwach wielu instytucji, organizacji, a nawet produktów. Jednak, kiedy się wsłuchać uważnie, z łatwością można odkryć, że nie wszyscy mają to samo na myśli. Można też odnieść wrażenie, że sama „Unia Europejska” ma coraz mniej wspólnego z wartościami, które niegdyś uosabiało słowo „Europa”. Przede wszystkim odcinając się od chrześcijaństwa, odcina to, co do tej pory stanowiło podstawę cywilizacji europejskiej.

Nie przypuszczałbym jednak, że premier obecnego rządu (cokolwiek bym sobie myślał o nim czy o jego decyzjach), który sam mówił nie tak dawno jeszcze temu o rechrystianizacji Europy, sprowadzi słowo „Europa” do tak niskiego poziomu. Oto na spotkaniu mieszkańcami Stężycy miał powiedzieć: „Dla nas europejskość to jest zasobność polskich portfeli, a nie eksperymenty kulturowe, czy obyczajowe. (...) To jest właśnie nasz program”.

Wyobraźcie sobie, Państwo! Oto z jednej strony „eksperymenty” LGBT i tym podobne, a z drugiej – „zasobny portfel”. Z jednej chłop z chłopem, baba z babą, a z drugiej syty Polak na kanapie z pilotem w ręce. Z jednej strony 52 płcie, a z drugiej rozbijający się najnowszym elektrycznym cudeńkiem Kowalski!

Tylko czekać, aż temu zadowolonemu ze zwitka banknotów w portfelu Kowalskiemu czy Nowakowi palma odbije i zacznie eksperymentować z własną płcią, aż przyjdzie mu do głowy pomysł seksualizacji dzieci czy tym podobne rzeczy. Bo niby dlaczego nie? Co go przed tym uchroni? W końcu orędownicy homoseksualnej rewolucji i nowej „miłości” mają i tak już strumyk pieniędzy, który płynie do nich z różnych organizacji, mniej lub bardziej jawnych i tajnych, włączając w to potężne międzynarodowe koncerny. Może więc wystarczy Kowalskiemu pomachać tym plikiem banknotów przed nosem?

„Europejskość” zaproponowana przez premiera Morawieckiego sytuuje się więc dokładnie po tej samej stronie, po której sytuują się odrzucane przez niego „eksperymenty kulturowe i obyczajowe”. I żeby mnie mylnie nie zrozumiano: nie neguję potrzeby zasobnego portfela i zapewnienia własnej rodzinie godnego bytu. Tyle tylko, że ten „zasobny portfel” premiera Morawieckiego wraz z tymi „eksperymentami” wydają się być podszyte pustką. Naprzeciw nich stoją średniowieczne katedry, brzmi śpiew gregoriański, słychać recytację „Boskiej komedii” i muzykę sfer niebieskich...

Brzmi patetycznie? Zbyt patetycznie w tym kontekście? No cóż! Nic na to nie poradzę. Ja idę sobie w tamtą stronę, bo tam jest ta prawdziwa Europa, Europa budowana na chwałę Pana, a nie atrapa zżarta przez korniki i szeleszcząca papierem, którą byle wiatr przewróci.


wtorek, 2 lipca 2019

O czarnoskórym niewolniku, Benedykcie XVI i „wesołkach” ze szwedzkiej korporacji

Zeszłej niedzieli gościliśmy w naszym kościele czarnoskórego zakonnika z Afryki. W oszczędnych, męskich słowach opowiedział swoją historię: Został wraz z kolegami złapany i uprowadzony z seminarium przez rebeliantów, którzy zrobili z niego niewolnika. Wraz z innymi towarzyszami niewoli musiał pracować dla swoich oprawców. Kilku jego kolegów spróbowało uciec. Niestety ucieczka się nie powiodła. Rebelianci zatłukli ich na śmierć na oczach pozostałych uwięzionych. Oczywiście pastwiono się nad nimi. W nocy, po ciężkim dniu pracy, kazano im na przykład stać w zimnej wodzie, zamiast pozwolić spać. Wydzielano im głodowe racje. Pewnego dnia rebelianci spalili wioskę, by zdobyć żywność dla siebie. Jednak nie przynieśli nic dla swoich niewolników. Powiedzieli więc im, że mogą sobie czegoś poszukać w zgliszczach i wziąć do jedzenia. W tym momencie nasz gość zrozumiał („poczuł w sercu”), że nadarza się sposobność ucieczki. Powiodło się. Teraz zajmuje się w Kenii pomocą ofiarom współczesnego niewolnictwa.

Ta wstrząsająca historia była tym bardziej wstrząsająca przez prostotę słów tego, który opowiadał. Patrzyłem na niego i jednocześnie trudno było mi sobie uzmysłowić, jak to możliwe, że ten szczupły mężczyzna przeszedł takie piekło, a teraz pomaga osobom, które przeszły równie tragiczne, a może nawet tragiczniejsze historie od niego. Jeśli ludzi w kościele ściskało za gardło ze wzruszenia, wcale bym się nie zdziwił.

Jeden z naszych znajomych księży, kiedy moja żona podesłała mu link do głośnego tekstu Benedykta XVI o przyczynach kryzysu w Kościele, skomentował to mniej więcej w ten sposób:

„Nie będę tego komentować. Nic, tylko: seks, seks i seks. A tymczasem chrześcijanie giną na świecie”.

W pierwszym odruchu żachnąłem się na jego reakcję. Skwitowałem to stwierdzeniem, że po prostu najwidoczniej nie zdaje sobie sprawy ze skali nadużyć seksualnych w takich krajach jak np. Stany Zjednoczone. Potem, po chwili refleksji, doszedłem do wniosku, że przecież to wszystko się ze sobą łączy: molestowanie seksualne przez księży i te cierpienia chrześcijan na całym świecie, cierpienia takich ludzi, jak ten czarnoskóry szczupły zakonnik, który był u nas w niedzielę, by w męskich, oszczędnych zdaniach opowiedzieć o swoim cierpieniu i pomocy, jaką świadczy jego organizacja mu podobnym.

Ostatnio ponownie przeczytałem informację o konflikcie, jaki zaistniał między kardynałem Spellmanem a arcybiskupem Fultonem J. Sheenem. Spellman chciał przejąć pieniądze, które Fulton J. Sheen dostawał (także za swoją pracę) z przeznaczeniem na misje. Arcybiskup Sheen stanowczo odmówił, stwierdzając, że są one przeznaczone na konkretny cel i po prostu nie może ich oddać. Od tamtej pory miał na pieńku z kardynałem. Także po tym, gdy Watykan przyznał rację abp. Sheenowi. Tak się przypadkiem składa, że sprawa prohomoseksualnego kardynała Spellmana jest powiązana z McCarrickiem, który molestował seksualnie kleryków.

Duchowni, którzy zajmują się już nie nawet swoim własnym pępkiem, ale własnym..., no cóż!... kroczem, nie mogą jednocześnie przecież troszczyć się o dobro pokrzywdzonych na całym świecie, nie mówiąc już o nawracanie dusz pogrążonych w pogaństwie. Będą gromadzić pieniądze, by zaspokoić swoje żądze, a potem by płacić odszkodowania (także po cichu) swoim ofiarom. U nas na szczęście – wbrew temu, co usiłuje się sugerować – nie przybrało to takich rozmiarów, jak w innych częściach świata. Ale problem istnieje.

Dotyczy to nie tylko duchownych. Świat, który pogrążył się w obłędzie totalitarnej ideologii LGBT-coś-tam, nie będzie się przecież przejmował takimi przypadkami, jak czarnoskóry zakonnik, o którym wspomniałem wyżej. Czy też nastolatka, o której krótko opowiedział, a która była ofiarą handlu kobietami w celach prostytucji. Co najwyżej wyśle im paczkę prezerwatyw albo pigułki „dzień po”. I broszury o „tolerancji” i poszanowaniu „orientacji” seksualnych. Oraz o sposobach zapobiegania AIDS, które niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek moralnością seksualną.

Przesadzam? Spójrzcie na to, co przetacza się po naszych ulicach. To na tych „wesołków” z piekła rodem międzynarodowe koncerny wydają pieniądze. To ich wspierają, także finansowo, obce rządy. To im budują hostele, im udzielają grantów, dla nich puszczają na miasta „wesołe” tramwaje, im robią propagandę w filmach i przedstawieniach. Idzie na to kupa szmalu. A idzie ona po to, aby ludzie w naszym kraju zajęli się – mówiąc brutalnie i wprost – własnymi genitaliami. By odrzucili Kościół, czyli Chrystusa. By skupili się na sobie i nie myśleli o bliźnich. By stali się konsumentami najnowszych trendów i erotycznych zabawek. Takim motłochem w końcu łatwiej manipulować. Taki motłoch nie jest już podmiotem, ale przedmiotem – „targetem” różnych marketingowych strategii. Dla takiego motłochu bliźni nie istnieje, co najwyżej jest również przedmiotem zaspokojenia własnej chuci tu i teraz.


poniedziałek, 1 lipca 2019

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę

Wraz z ofensywą harcowników Sodomy i Gomory nad Wisłą wychodzi coraz więcej szczegółów na temat tego, kto za nimi tak naprawdę stoi i jakie są ich prawdziwe cele. Rosji Niemcy wysłali w zaplombowanym pociągu Lenina, by zrobił im rewolucję, czyli jak to kolokwialnie się mówi: „rozpierduchę”. Dzisiaj współczesnych homobolszewików wspierają nie tylko Niemcy, ale i wielkie koncerny, które totalitarną ideologię LGBT-coś-tam próbują narzucić polskim pracownikom. Tym koncernom, jak widać, też zależy na tym, by zrobić „rozpierduchę” w Polsce, czyli przerobić Polaków na cioty zainteresowane tylko dogadzaniem sobie. Polak-katolik widać jest zbyt niezależny.

Tak się jakoś dziwnie składa, że zbiega się to z setną rocznicą wojny polsko-bolszewickiej. Wrażenie chyba jest podobne do ówczesnego – że oto jeszcze trochę, a tęczowa bolszewia pochłonie całą Europę. Trudno nie marzyć w tej sytuacji, by również w dokładnie setną rocznicę bitwy warszawskiej dokonał się podobny cud i by homobolszewików wyparto z Polski. 15 sierpnia 2020 roku to byłaby dobra data na kolejny cud nad Wisłą. Pamiętać jednak należy też i o tym, że wówczas Polska obroniła swą niepodległość niestety na krótki czas. Dobrze by było, aby ówczesnych błędów nie powtórzyła.

O paraleli pomiędzy „wolnością” bolszewicką, którą sto lat temu nieśli nam czerwonoarmiści, a dzisiejszą „wolnością” homobolszewicką pisałem jeszcze w roku 2013. Chyba wówczas nie przypuszczałem, że tak szybko międzynarodówka homobolszewicka uzna, że Polska jest już gotowa do podboju. Okazuje się, że po Irlandii współcześni komisarze postanowili zaprowadzić porządek nad Wisłą. Marzy im się tęczowa Polska i urabianie dzieci na wzorowych członków homobolszewickiej ojczyzny.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, o co tak naprawdę im chodzi, jeśli ma złudzenia i łudzi się, niech spojrzy na to, co działo się przedwczoraj w Paryżu. Tam swoje cele współcześni wyznawcy totalitarnej ideologii, jaką jest LGBT-coś-tam wyrazili wystarczająco jasno.

W Polsce potrzebne jest stanowcze działanie rządu, stosowne ustawy zabraniające propagowania tej totalitarnej ideologii przez koncerny i media. Potrzebne jest też przebudzenie się Polaków. W IKEI jeden z nich się przebudził i zrozumiał, że nie można kolegi zostawić samego, zwolnił się w geście solidarności. A co robi reszta? Będzie trząść tyłkami (do których wkrótce dobiorą się „tolerancyjni” inaczej), czy przypomni sobie o sierpniu 1980 i innych zrywach Polaków?

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę!


sobota, 29 czerwca 2019

Oblężenie Jasnej Góry – zaraza infekuje kolejne rejony

Ofensywa cywilizacji śmierci tak się nasiliła w ostatnich miesiącach w Polsce, że w zasadzie każdego dnia coraz trudniej wybrać tylko jedną rzecz do skomentowania. Można czerpać niemal pełnymi garściami z codziennych wiadomości. Nasilił się zwłaszcza atak homoseksualistów na Polskę i trudno uznać to jedynie za przypadek. Mamy do czynienia z prawdziwą inwazją sodomickich wojsk, z czymś, co można by wręcz porównać do potopu szwedzkiego (łącznie z oblężeniem Jasnej Góry). Albo zarazy, którą próbuje się zainfekować kolejne miasta, miasteczka i regiony.

Trudno bowiem uznać za przypadek, że w tym roku – po założeniu homoseksualnej partii o wdzięcznej nazwie „Wiosna” i Karcie LGBT+ tzw. – „parady równości” próbuje się przeprowadzić w wielu miastach tydzień za tygodniem. Bojówki Sodomy i Gomory postanowiły zademonstrować swoją siłę, a przynajmniej być wszechobecne. A do tego dochodzą takie wydarzenia, jak homoseksualna propaganda w Volvo we Wrocławiu czy wyrzucenie pracownika IKEI, który przeciwstawiał się uczestnictwu w propagowaniu czegoś, o czym Kościół uczy, że jest grzechem ciężkim. A i jeszcze mamy mieszanie się w nasze sprawy ambasadorów obcych państw, którzy popierają marsze homoseksualistów.

Tak więc ci „biedni” homoseksualiści mają za sobą nie tylko media, tzw. „elity intelektualne”, czyli celebrytów z prasy kolorowej, wielkie międzynarodowe korporacje (które tak ochoczo wspierają uciskany tęczowy „proletariat”), ale także przedstawicieli obcych państw, które najwidoczniej chcą nauczyć „ciemny ludek” na Wisłą, czym jest tolerancja i wolność wyrażania własnych poglądów.

Widać, że uznano już najwidoczniej, iż w Irlandii zapanowała wreszcie nowoczesność i postęp, a teraz przyszedł czas na Polskę, która postępowej ludzkości ością w gardle stoi. Czas więc na to, aby i u nas przyszedł tęczowy walec i wszystko wyrównał...


poniedziałek, 6 maja 2019

Świnia przy mikrofonie, czyli co pali kota?

Miniony „długi łykend” był łykendem lansu. Wylansowano pana, który raczej nie był do tej pory znany szerszej publiczności. Konia z rzędem temu, kto to nazwisko wcześniej z czymkolwiek kojarzył. Wylansowano też internetowe czasopismo, o którym z pewnością również niewiele osób słyszało. Teraz ów pan, a może raczej hiena (czy też świnia?), którą spuszczono ze smyczy, stanie się ekspertem i rozchwytywanym komentatorem, a jego czasopismo organem „opiniotwórczym”. Organ opiniotwórczy pewnie będzie cieszył się poczytnością wśród celebrytów i celebrytek, feministek i lewackich profesorów i profesorek oraz intelektualistów o umysłach tak otwartych, że mózg wypada.

Ów mało dotąd znany jegomość, wziąwszy pod uwagę okoliczności, w jakich go wylansowano, ma zapewne pełnić rolę „sztukmistrza z Lublina” (czy też z Biłgoraju), który dawno już popadł w zapomnienie. Nie wiadomo, czy będzie obalał „małpki”, ale z pewnością przez jakiś czas nie dadzą nam o nim zapomnieć. Może będzie nawet zapraszany do różnych studiów i redakcji, by podnieść oglądalność i czytelnictwo. Dowiemy się, co myśli nie tylko o Kościele, ale również i o polskiej polityce, obyczajowości, produkcji alkoholi wyskowych i „tymkraju”. Może nawet poznamy jego rodzinę albo elegancko i ze smakiem urządzoną willę. To znaczy to ostatnie poznają czytelniczki czasopism dla pań wyzwolonych, które będą mogły nacieszyć oko pięknie skadrowanymi zdjęciami na kredowym papierze.

Temu wszystkiemu będzie się z dystansem i zagadkowym uśmieszkiem na twarzy przyglądał „król Europy”, któremu nie wiadomo, czy pomysł ów sam przyszedł do głowy, czy też podsunęli mu go spece od politycznego marketingu. To nic, że sprawia on wrażenie politycznego deja vu. Ważne by gadali. Ważne, by świnia tarzała się w błocie. Króla to nie ochlapie, choć powinno. I nawet jakiś ksiądz Sowa czy inny Puchacz przyklaśnie albo przynajmniej nie powie złego słowa.

I tak mi się przy tym wszystkim przypomniał stary skecz jeszcze z czasów PRL-u. Bodajże Laskowika, który szedł mniej więcej tak: „Biegnie świnia, biegnie, berecik ma, aktówkę, garnitur...” Wszystko w zasadzie się zgadza. Tylko czasy trochę się zmieniły i berecika już nie ma, jest za to elegancki, dobrze skrojony garnitur. A zamiast aktóweczki – laptop albo tablet. Świnia (czy też hiena) może sobie też zaśpiewać: „Stoję przy mikrofonie, niech mnie który przegoni...” Nikt nie przegoni, będą zapraszać i nagłaśniać i z pewnością „różne sceny, brygady” (a może „sceny brygady”) nie dadzą mu rady. Kto wie, może na jakimś kolejnym lansie czy benefisie tę piosenkę zaśpiewa młody Stuhr nawet, który przecież też jest do przodu (choć nie wiem, czy aż tak bardzo, więc tylko gdybam).


sobota, 4 maja 2019

Symetria, czyli przewodnia rola partii wraca jak bumerang

Kiedy swego czasu Andrzej Duda podniósł z ziemi hostię, uważałem to za zdarzenie symboliczne w swojej wymowie. Wydawało mi się, że nowy prezydent będzie oznaczać naprawdę nowe otwarcie i nową jakość w polskiej polityce. Ale przede wszystkim, że będzie bronił tego, co stanowi podstawę cywilizacji europejskiej – chrześcijaństwa, a jeszcze ściślej – Kościoła katolickiego.

Po niemal czterech latach jego prezydentury mam co do tego pewne wątpliwości. W dalszym ciągu uważam, że Duda jest lepszy niż Komorowski. Ale czy to oznacza zaraz, że jest najlepszym z możliwych prezydentów? Z pewnością, jeśli oddam na niego głos, to tylko w drugiej turze wyborów, jeśli będzie grozić nam gorsze nieszczęście.

Obok szeregu różnych mankamentów jego prezydentury, doszedł ostatnio kolejny. Kuriozalna propozycja wprowadzenia do naszej konstytucji zapisu o Unii Europejskiej i obecności w NATO. Nasuwa mi to najgorsze z możliwych skojarzeń i dziwne wydaje mi się, że takich skojarzeń najwidoczniej nie nasuwa to prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Proponuję kolejne pomysły: na przykład wpisanie do naszej konstytucji zapisu o stałym stacjonowaniu wojsk amerykańskich na terenie Polski; o odwiecznym i nierozerwalnym sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi; o przewodniej roli PiS-u; o obowiązku składania pierwszej wizyty przez kolejnego prezydenta w Waszyngtonie; o odwiecznej wrogości wobec Moskwy; o zależności i podrzędności wobec Brukseli; o nadrzędności praw UE nad prawami Polski itp., itd. Myślę, że pomysłowość internautów może podsunąć panu prezydentowi szereg innych wpisów, które należałoby uwzględnić. Najlepiej byłoby stworzyć cały aneks do Konstytucji RP jako osobny dokument i wydać to w postaci książeczki do nabożnego czytania w domu.

A co z frankowiczami, panie prezydencie? – że się tak zapytam z głupia frant.


poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Myszkując po Internecie: Ukraina – komedia czy tragedia?

To chyba jedna z ciekawszych (jeśli nie najciekawsza) analiz sytuacji na Ukrainie, uwzględniająca kontekst historyczny. Dlatego polecam, jeśli ktoś chce coś z tego zrozumieć:

wtorek, 23 kwietnia 2019

Oświadczenie Światowego Kongresu Emerytów i Rencistów w sprawie „Jasia i Małgosi”

Światowy Kongres Emerytów i Rencistów wydał oświadczenie w sprawie oburzającego przedstawienia wystawionego w jednym z polskich przedszkoli na podstawie znanej baśni „Jaś i Małgosia”. Dodajmy, że w przedstawieniu czynny udział brały dzieci, które nie tylko siedziały na widowni, ale odtwarzały główne role. W oświadczeniu czytamy m.in.:

„Światowy Kongres Emerytów i Rencistów jest głęboko zaniepokojony upiornym odradzaniem się średniowiecznych stereotypów o czarownicach, czyli starszych paniach dorabiających sobie do emerytury ziołolecznictwem i produkcją leczniczych nalewek, które to stereotypy prowadziły do niewyobrażalnej przemocy i cierpień. Można się tylko zastanawiać, jaka byłaby reakcja Marii Konopnickiej, która uczyła dzieci w swej ojczystej Polsce i na całym świecie, że przesądy o starszych, schorowanych paniach, które zajmują się także domową produkcją pierników, są złe, a swoją główną bohaterką uczyniła małą sierotkę, gotową pomagać właśnie takim paniom i starą schorowaną szkapę, chętnie służącą potrzebującym i utrapionym.

Baba Jaga z przedstawienia wystawionego w jednym z polskich przedszkoli była ucharakteryzowana na typową emerytkę z wyraźnymi ubytkami uzębienia (co jest notabene wynikiem kiepskiej opieki dentystycznej w tym kraju), noszącą karykaturalną chustkę na głowie i mającą haczykowaty nos (co jest również wyraźnym nawiązaniem do nacjonalistycznych polskich tradycji antysemickich). Spalenie biednej Baby Jagi przez Jasia, jakie realistycznie przedstawiono w tej skandalicznej sztuce, może być zachętą dla dzieci i młodzieży w Polsce do podobnych przerażających czynów. Co więcej – narastająca niechęć do finansowania emerytur ludzi starszych i kurczący się budżet, który trwoniony jest na rodziny wielodzietne, może doprowadzić do tego, że w Polsce zacznie się wcielać w życie pomysły ustawowej regulacji losu ludzi starszych według modelu przedstawionego w tej ohydnej baśni.

Możemy tylko mieć nadzieję, że Ministerstwo Edukacji oraz inne instytucje uczynią wszystko, co w ich mocy, by pokonać te przerażające przesądy, które są plamą na dobrym imieniu Polski”

Ministerstwo Edukacji Narodowej już zapowiedziało przedstawienie własnego stanowiska w sprawie skandalicznego przedstawienia w polskim przedszkolu. Stanowisko zostanie zaprezentowane przez rzecznika ministerstwa na specjalnie zwołanej konferencji. Z przecieków, które dotarły do redakcji, wiemy, że rozważany jest również projekt specjalnej ustawy rozpatrzonej przez Sejm w trybie pilnym, która będzie zawierać m.in. listę baśni i wierszy szczególnie szkodliwych w wychowaniu dzieci i młodzieży i wykluczonych z programu lektur szkolnych. Wiadomo już, że na tej liście znalazł się znany rasistowski wiersz Murzynek Bambo polskiego poety antysemity, którego imię i nazwisko litościwie tu pominiemy, oraz upowszechniający szkodliwe wyobrażenia o ludziach wsi utwór tegoż samego autora Idzie Grześ.

Konferencja Biskupów pracuje nad projektem oświadczenia, jakie ma być podane do publicznej wiadomości w godzinach wieczornych. Księża Puchacz i Mański, nie czekając na oświadczenie hierarchów, już wyrazili swoje stanowcze „oburzenie z powodu upowszechniania wśród dzieci baśni, która lansuje skrajnie wypaczony wizerunek starszych kobiet zajmujących się ziołolecznictwem, godzący w dobre imię naszych babć i matek” – jak czytamy w przekazanym do prasy wspólnym komunikacie obu duchownych.

Także Polski Związek Feministek i Tenisistek zwołał konferencję prasową na wczesne godziny popołudniowe.

Dyrektorka przedszkola została zwolniona ze stanowiska, a obie przedszkolanki, które uczestniczyły w inscenizacji kontrowersyjnej sztuki, wezwano do stawienia się przed sądem dyscyplinarnym, który odbędzie się jeszcze w tym tygodniu. Dzieci z tego przedszkola i ich rodziny zostały otoczone pomocą psychologów i psychiatrów. Jak powiedziała jedna z matek: „Nigdy w życiu bym się nie spodziewała, że moje dziecko zostanie wystawione na taką traumę. Nie wiem, jak teraz sobie z tym wszystkim poradzimy. Kolejne dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata z pewnością będą naznaczone tym wstrząsającym doświadczeniem. Moja maleńka Kasia budzi się po nocach z krzykiem i zakrywa rączkami oczka, gdy widzi komin. Kiedy mijamy na ulicy starszą panią, woła: Mamusiu, mamusiu! Nie pozwól! Jaś zrobi jej krzywdę!”.

O dalszym rozwoju wypadków będziemy informować na bieżąco.