Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lewica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lewica. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 listopada 2019

Jak nisko upadła kultura w Polsce?

PiS chyba bardzo nisko ocenia współczesną kulturę w Polsce albo pogodził się, że kulturę zalała antykultura lewizny i nic się już z tym nie da zrobić, bo jak inaczej wytłumaczyć, że wiceszefową sejmowej Komisji Kultury została pani Joanna Scheuring-Wielgus?


czwartek, 14 listopada 2019

„Jakby Hitler był przewodniczącym komisji ds. antysemityzmu”

Tak ktoś skomentował tę hucpę z komisją Rodziny i Polityki Społecznej. Chyba nic dodawać nie trzeba. Hańba posłom PiS, którzy na tę panią głosowali.


piątek, 8 listopada 2019

Nie ma wyboru dla przeciwników „prawa do wyboru”

Rafał Otoka-Frąckiewicz w jednym ze swoich internetowych programów celnie zauważył, że feministki, które twierdzą, że są za tzw. „prawem do wyboru”, jednocześnie chcą tego wyboru odmówić innym, domagając się nie tylko bojkotu filmu „Nieplanowane”, ale wręcz zakazu jego wyświetlania. I to jest w gruncie rzeczy typowe dla lewicy i tzw. „liberałów”.

I tak oto zwolennicy „demokracji” podnoszą wrzask, a nawet domagają się interwencji zagranicznych sił, gdy w wyniku procedur demokratycznych do władzy dochodzą nie ci, których „demokraci” chcieliby u tej władzy widzieć. Przezabawne są też ich łamańce (mało) intelektualne, kiedy wręcz dowodzą, że tak naprawdę nie wygrali ci, którzy wygrali, bo całkowita liczba oddanych głosów jest mniejsza niż suma głosów tzw. „opozycji”.

Ci sami homoseksualiści, którzy domagają się poszanowania swojej „odmienności” i „różnorodności”, jednocześnie szydzą, drwią i kpią ze świętości drogich np. katolikom. Wulgaryzmy, obraźliwe epitety, raniące wizerunki nie stanowią wówczas dla nich problemu, bo nie dotyczą ich osobiście.

Zwolennicy „wolności słowa” i „tolerancji” bronią jej innym, którzy głoszą poglądy odmienne od nich. Z historii ostatnich tylko kilku lat można by przytoczyć wiele przykładów takich działań: cenzurowanie i usuwanie materiałów z sieci, odmawianie sali na wykład, domaganie się wyrzucenia z uczelni, szykanowanie tych, którzy kwestionują oficjalną historiografię i odmawianie im prawa do publicznej obrony swoich tez.

Czy zatem może dziwić, że np. redaktor Łukasz Karpiel miał problemy ze zorganizowaniem spotkania o „tęczowej zarazie” w Opolu? Czy dziwi, że grozi mu się konsekwencjami prawnymi? Czy zaskakują postulaty zakazywania takich spotkań? Czy niezwykłe jest, że przy tym operuje się kłamstwami i pomówieniami? Więcej o sprawie można dowiedzieć się zarówno na portalu PCh24TV tutaj i tutaj oraz na portalu wRealu24.


środa, 30 października 2019

Kompromis eksterminacyjny albo niech żyje prawo i sprawiedliwość!

Nie oglądam telewizji, o czym wiedzą czytelnicy tego bloga, jednak ostatnio mnie pokusiło, by odnaleźć w Internecie stronę Telewizji Polskiej i obejrzeć obszerne fragmenty zarejestrowanego programu, w którym prowadzący rozmawiał z przedstawicielami partii, które dostały się do Sejmu w ostatnich wyborach. Po lewej stronie prezentera znalazły się panie z lewicy, jedna skrajniejsza, druga nieco bardziej powściągliwa. Naprzeciwko byli panowie z prawicy, a ze studia chyba w Radomiu łączył się Grzegorz Braun.

Muszę przyznać, że było to żałosne widowisko. Głównie za sprawą pań z lewicy, które reprezentowały jednocześnie mocny nurt bezmyślności w polskiej (i nie tylko) polityce, nurt, który można by też określić jako emocje bez wsparcia rozumu. To zresztą nie pierwsza i nie ostatnia kompromitacja tych pań, o czym świadczy niedawny głośny wyskok innej ich reprezentantki, a mianowicie pani, która ubolewała nad spaleniem na stosie Brunona Schulza.

Znaczna część programu, którą można było sobie odpuścić, miała charakter bardziej kabaretowy niż poważny. Cóż bowiem myśleć o dywagacjach językowych pani z lewicy, która domagała się żeńskich form rzeczowników, które zwyczajowo są w języku polskim używane w formach męskich? Może tyle tylko, że było to specyficzne zaklinanie rzeczywistości? A poza tym bicie piany, w którym prowadzący program usiłował przekonać lewaczkę, że trzeba by było również zmienić treść odpowiednich dokumentów państwowych, łącznie z samą Konstytucją.

Zgrozę natomiast wywoływała u mnie następna część programu, w którym zaczęto dywagować nad tematem aborcji. Panowie, słusznie zresztą, dowodzili, że zgodnie z nauką nienarodzone dziecko jest człowiekiem. Pani z lewicy uważała natomiast, że kiedy była w ciąży, to była po prostu... w ciąży i nie było mowy o żadnym „noszeniu dziecka pod sercem” – który to termin zresztą uznała za „kościelną mowę” – bo to, co nosiła, nie było dzieckiem. Nawet nie próbuję się domyślić, dlaczego wobec tego ta pani uważała, że zabijanie nienarodzonych – nazywane dla zmyłki „aborcją” – może być dopuszczalne do dwunastego tygodnia ciąży. Skoro to nie jest dziecko, to po co te ograniczenia? Logiki w tym nie było żadnej, a zasada niesprzeczności była pewnie tak obca tej pani, jak przeciętnemu człowiekowi życie na obcej planecie w innym systemie słonecznym.

To, że owa pani miała mózg w doskonałym stanie, bo nieużywany, było aż nadto widoczne, więc szkoda poświęcać na nią więcej czasu. Zdumienie natomiast wywoływali panowie – z wyjątkiem samotnego w tym towarzystwie Grzegorza Brauna – którzy z zasadą niesprzeczności wydawali się też mieć widoczny problem, choć z początku stwarzali pozory, że z szarych komórek mózgowych korzystają. Pomijam już nawet uleganie mowie-trawie pani z lewicy i pozwolenie na to, by wpuściła ich w kanał, jakim były dywagacje o tzw. „średniowieczu”.

Otóż pan z PiS-u nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że nienarodzone dziecko jest po prostu człowiekiem. Jednocześnie jednak obstawał przy tzw. „kompromisie” aborcyjnym, zarzucając Grzegorzowi Braunowi i ogólnie Konfederacji ekstremizm. Rzecz jasna pojawiły się argumenty zgodne z linią partii, że ten zgniły „kompromis” pozwala ocalić dzieci, które inaczej byłyby mordowane w wyniku zmiany przepisów.

Aby uświadomić sobie całą grozę takiego rozumowania, wyobraźmy sobie sytuację z rzeczywistości alternatywnej. Oto Europa po kontrolowanym upadku III Rzeszy. W jednym z państw europejskich (podobnie jak i w pozostałych) ciągle obowiązują jeszcze pozostałości prawa hitlerowskich Niemiec. Eksterminacja Żydów istnieje, ale w ograniczonym zakresie. W wyniku tzw. „kompromisu eksterminacyjnego” Żydów można mordować jedynie w ściśle określonych przypadkach. Na przykład wówczas, kiedy Żyd stanowi zagrożenie życia lub zdrowia. Albo wówczas, kiedy Żyd ma wrodzone wady, które uniemożliwią mu normalne funkcjonowanie.

W kolejnych wyborach do parlamentu tego kraju dostaje się partia konserwatywna, która jako jedyna stoi na stanowisku, że Żydzi jako ludzie mają prawo do życia i w związku z tym obowiązujące przepisy należy zmienić. Partia prawicowa, która po raz drugi wygrała wybory stoi na stanowisku podobnym, ale twierdzi, że niestety wszelka zmiana prawa doprowadzi do przesunięcia wahadła i w następnych wyborach ustawodawstwo zostanie zmienione tak, by dopuścić eksterminację Żydów bez ograniczeń. Dlatego regulacji nie zmieni i będzie bronić „kompromisu eksterminacyjnego”. Dodam, że w tej rzeczywistości alternatywnej owa partia prawicowa, która broni sprawiedliwości i prawa, również nie robi nic, by zmienić mentalność obywateli swego kraju. Straszy natomiast ekstremizmami.


piątek, 25 października 2019

Tolerancja dla wybranych

Ataki na Emiliana Kamińskiego i Marka Krajewskiego za to, że przyjęli odznaczenie od prezydenta Dudy najlepiej świadczą o obrońcach demokracji i Konstytucji. Atakujący tak szanują demokrację, że nie są w stanie uszanować faktu, iż Duda został wybrany na prezydenta leganie i głosami wyborców, którzy wybrali go bez przymusu i w wolnych wyborach. Są oni tak tolerancyjni, że ich tolerancja kończy się wówczas, gdy coś idzie nie po ich myśli. Nie są w stanie uznać, że nielubiany przez nich prezydent, czy tego chcą, czy nie, reprezentuje Rzeczpospolitą Polską.

Co ciekawe, to taką „tolerancją” wykazują się środowiska nie tylko internetowych trolli, ale także tzw. „intelektualistów” i środowiska „artystyczne” oraz „dziennikarskie”. Mieliśmy przykłady szczucia na wybitnych sportowców, aktorów i pisarzy właśnie przez nie. No cóż, nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji, zwłaszcza tej socjalistycznej.


środa, 25 września 2019

Co Zoja Ekologistka skrywa za plecami?

Pisałem wczoraj o wykrzywionej twarzy dziecięcej ikony ruchu ekologistów-zamordystów, którzy próbują nas także chwycić za serce i przymulić nasze myślenie. Myślenie jest groźne, bo prowadzi do zadawania pytań, a jeśli padają pytania, to oczekuje się argumentów, a nie płaczu, zaciskania zębów czy groźnego pokrzykiwania.

Dawid Mysior pomyślał, pomyślał, poszperał i pokazał nam, co kryje się za plecami Zoji Ekologistki. Bardzo to interesujące. To w to wciąga się młodzież. To tak brzydko bawią się możni tego świata. Faktycznie jest się czym martwić. Włos jeży się na głowie. Polecam także sam kanał tego autora. Warto pooglądać. Proszę autora tylko, by nie zmieniał już imion i nazw, bo trochę jest to mylące i dezorientujące.


środa, 4 września 2019

Hulajnogą w XXII wiek (i na księżyc!)

Porozrzucane po mieście hulajnogi elektryczne są dla mnie symbolem zdziecinnienia współczesnej Europy. Dorośli ludzie jeżdżą na sprzęcie, na którym niegdyś jeździły małe dzieci i to dzieci w krótkich spodenkach. Tak, to prawda – różnica jest taka, że są one elektryczne. Poza tym wielkiej różnicy nie ma. Skojarzenie z niedojrzałością i nieodpowiedzialnością nasuwa też widok tych zabawek porzuconych w różnych dziwnych miejscach, dokładnie tak samo jak pluszowych misiów i zabawkowych koparek w pokoju dziecka – jeśli kiedyś wybijecie sobie zęby na nieoświetlonej ulicy, założę się, że będzie to skutkiem potknięcia się o zostawioną hulajnogę.

Nasuwa mi to też skojarzenie z moim dawnym doświadczeniem pracy w Londynie jako „pizzaman”. Być może już gdzieś tutaj o tym pisałem, ale powtórzę. Otóż zauważyłem dziwną rzecz: lokalni kierowcy, którzy w większości byli nastolatkami dorabiającymi sobie do kieszonkowego, zostawiali motory niedbale rozstawione przed restauracją. Piesi klęli, bo jeśli się zagapili, potykali się o niedbale zaparkowany skuter. A takie zderzenie mogło być bolesne. Dochodziło nawet do konfliktów z kierowcami. Tam, w Londynie, był to dla mnie symbol nieodpowiedzialności tych młodych ludzi, braku empatii i uwzględnienia faktu, że oprócz nich istnieją też ich bliźni. Jednym słowem – był to przejaw zwykłego egoizmu.

Wróćmy do hulajnóg – Marcin Jendrzejczak na portalu PCh24.pl twierdzi, że przestrzegający przed nimi „wpisują się (...) (choć niekoniecznie świadomie) w lewicową narrację”. A to dlatego, że pojawiły się „pomysły uregulowania (ograniczenia) ruchu hulajnóg”, a nawet zabronienia „wjazdu na tereny dostępne dla przechodniów”. Otóż w tym przypadku zgadzam się jednak z lewakami, choć nie zgadzam się z innymi ich poglądami, które autor zresztą w swoim artykule słusznie punktuje.

Oprócz bałaganu, jaki zaczął panować na ulicach, gdzie hulajnogi leżą lub stoją w sposób opisany wyżej, widzę wiele sytuacji, które wcale nie wskazują na „odpowiedzialne” ich używanie przez osoby, które z tego sprzętu korzystają. Dwójka dzieciaków jedzie chwiejnie na sprzęcie, który na dodatek pędzi dość szybko i niebezpiecznie blisko aut i pieszych. Jakiś dojrzały osobnik jedzie niebezpiecznie na hulajnodze po ścieżce rowerowej wśród wzmożonego ruchu. W Internecie czytam, że oto dziecko trafiło do szpitala, bo zostało potrącone przez użytkownika hulajnogi itp., itd. Na dodatek mój wysportowany klient, który jeździ na deskorolce i rowerze, a na dodatek biega niemal profesjonalnie, twierdzi, że hulajnoga elektryczna jest wyjątkowo niebezpieczna i kierujący nią powinni jeździć w kaskach.

Wbrew temu, co pisze Marcin Jendrzejczak, wydaje mi się, że hulajnoga to jeszcze jedna próba wyciągnięcia nas z aut, choć po coraz częstszej krytyce, z jaką się te dziecinne pojazdy spotykają, lewacy postanowili problem uregulować po swojemu – wprowadzając ograniczenia i restrykcje, które w większości akurat w tym przypadku popieram.

Sam problem jest natomiast dużo poważniejszy, niż takie czy inne zakazy. Pomysły, które wiele miast wdraża, sprawiają, że po mieście jeździ się coraz gorzej autem. Wszelkie monity i pisma do urzędników miejskich nie odnoszą z reguły skutków. Wiele ulic ulega zwężeniu, parkowanie w centrum miasta jest utrudnione – ewidentnie chce się uzależnić mieszkańców od transportu miejskiego i sprawić, by jeździli do pracy rowerami. Samochód w tej sytuacji staje się symbolem wolności i uniezależnienia od lokalnych rządów.

Tymczasem zdziecinnienie postępuje. Ale nie ma się co martwić – rząd lokalny i centralny się nami zaopiekuje. Z pewnością podrzuci nam kolejne zabawki.


sobota, 31 sierpnia 2019

Moja zachcianka nie jest twoją zachcianką. A powinna?

W jednym ze swoich wpisów napisałem, że w przypadku różnych lewicowych i liberalnych establishmentów trudno mówić o hipokryzji, kiedy ich postępowanie nie jest konsekwentne. Trudno bowiem mówić – jak mi się wydaje – o hipokryzji tam, gdzie nie ma stałych punktów orientacyjnych, a tak jest w tym przypadku. Stąd trafniejsze jest określenie zaczerpnięte z „W pustyni i puszczy” Sienkiewicza – „moralność Kalego”.

Najnowszym przykładem takiego postępowania jest warszawska afera z szambem (by nie użyć grubszego słowa). Konia z rzędem temu, kto przedstawi choć jednego „zielonego”, który zaprotestował przeciwko decyzji wypuszczenia tych ścieków do Wisły. A przecież ci sami ludzie użalają się na kornikiem drukarzem i każdym drzewkiem, które ktoś zetnie na swojej działce. Czegoś nie zauważyli? Byli w tym czasie na wakacjach?

Ponieważ lewacy wydają się nie mieć stałych punktów orientacyjnych, jakichś stałych punktów odniesienia w swojej „płynnej postnowoczesności”, być może w dyskusji z nimi trzeba zastosować trochę inny język, by zapędzić ich w kozi róg i następnie wyjaśnić im to, co dla nich nie jest takie oczywiste.

Weźmy taki przykład. Kiedyś – spory czas temu – naszło mnie, by przejrzeć „fejsbukowe” profile dawnych moich znajomych ze szkoły średniej. Po poczytaniu sobie i oglądnięciu tego, co na nich zamieszczają, doszedłem do wniosku, że chyba niespecjalnie mam ochotę do nawiązania kontaktu z większością z nich. Mniejsza jednak o to. Na jednej ze stron natknąłem się na wyrazy oburzenia z powodu klauzuli sumienia (był to wtedy głośny temat) i faktu, że ktoś autorce tego wpisu mógłby nie sprzedać środków antykoncepcyjnych, które ona ma ochotę nabyć.

I słusznie! Słusznie pod warunkiem, że przyjmie się założenie, iż mam niezbywalne prawo do realizacji moich zachcianek i jeśli chcę sobie kupić np. środek dzieciobójczy, to mam do tego prawo i już! Ok. A teraz spójrzmy na to z drugiej strony. Jestem aptekarzem i mam taki kaprys, taką zachciankę, żeby nie sprzedawać środków antykoncepcyjnych, nawet jeśli ktoś bardzo je chce kupić i wręcz twierdzi, że jest to dla niego sprawa życia i śmierci. Otóż dla mnie jest to również sprawa życia i śmierci (nienarodzonego dziecka) i w związku z tym oburza mnie, że ktoś próbuje mnie przymusić do sprzedaży tychże środków. Prowadzę sobie aptekę i oto ktoś przychodzi do mnie i mówi mi, że mam sprzedawać to, co tej osobie akurat zachciało się kupić! A ja nie mam na to najmniejszej ochoty!

Jasne? Obawiam się, że chyba nie. W końcu mamy do czynienia z moralnością Kalego.


środa, 28 sierpnia 2019

„Dlaczego prawica nienawidzi przyrody?”

Przypomina mi to pytanie zadane przez pewien tygodnik, który na okładce zamieścił coś takiego: „Dlaczego Kościół nienawidzi dzieci z próbówki?” Opór, jaki Kościół stawia niegodziwej metodzie in vitro, został tutaj sprowadzony do nienawiści wobec samych dzieci, które w wyniku tej metody się poczęły. Absurdalność tej logiki rozumowania powinna z miejsca być wyśmiana przez każdego, kto otarł się o okrojony kurs logiki w czasie studiów. Równie dobrze można by spytać: „Dlaczego Kościół nienawidzi dzieci poczętych w wyniku gwałtu?” Pomijam już sam fakt, że Kościół broni godności ludzkiego życia od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci. Trudno więc posądzać go o nienawiść do kogokolwiek, z wyjątkiem nienawiści do grzechu.

Pytanie, które zacytowałem w tytule, jest tak absurdalne, jak tylko można. Ale widać nie zdają sobie z tego sprawy redaktorzy, którzy takim tytułem opatrzyli artykuł w redagowanej przez siebie gazecie. To idiotyczne i manipulacyjne pytanie wzięli na „warsztat” panowie z PChTV. Warto posłuchać.

sobota, 3 sierpnia 2019

YouTube cenzuruje i usuwa konto niezależnej telewizji!

Kolejne działania cenzorskie medialnego giganta, który właśnie usunął kanał niezależnej telewizji wRealu24.pl. O sprawie można przeczytać tutaj. Natomiast tutaj można się przekonać, że kanał wRealu24.pl przestał istnieć. Wygląda na to, że po wzmożeniu aktywności ruchu homobolszewików przyszedł czas na cenzurowanie prze wyborami niezależnych mediów i portali.

Byle tylko dopiec, czyli jak zostać najgłupszym głupcem

Było już pomysł „świętowania” rocznicy wybuchu II wojnyświatowej radosnym marszem i tańcem. Ale okazuje się, że głupota wydaje się być bardziej bezdenna, niż się to filozofom wyśniło. To już istny konkurs, który można by zatytułować „Głupi, głupszy” albo „Najgłupszy głupiec Twittera”.

Otóż, proszę Państwa, okazuje się, że powinniśmy użalić się nad Niemcami, którzy rozpoczęli II wojnę światową atakiem na Polskę! Tak, tak! Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, to nasi okupanci „mieli wyższe straty” i z tego powodu najwidoczniej to im należy się „godne upamiętnienie”. Nie, nie Polakom – tak uważa przecież „łamacz konstytucji” Andrzej Duda i ten cały ciemnogród PiS-owsko-endecko-katolicki. A to nie może być ani słuszne, ani prawdziwe!

Myślicie, że to bajki? Nie wierzycie, że mógł się pojawić taki „geniusz”, to poczytajcie tutaj.


czwartek, 1 sierpnia 2019

Kolejne przykłady współczesnej cenzury - Apple usuwa katolicki kanał

Wiem, dzisiaj ważne święto – rocznica wybuchu jednego z najbardziej tragicznych powstań w dziejach Polski – Powstania Warszawskiego i warto o tym pamiętać, a także pomodlić się za tych, którzy wówczas zginęli walcząc o wolną Polskę, do czego zachęca portal PCh24.pl. Jednak nie sposób milczeć, kiedy pojawiają się kolejny przykłady cenzurowania prawicowych czy katolickich mediów, spychania ich do getta i eliminowania ze sfery publicznej. Ci, którzy głoszą rzekomo „tolerancję”, nie mają tolerancji dla wrogów „tolerancji”.

Pisałem już o cenzorskich zapędach YouTube’a i blokadzie filmów i produkcji naszych rodzimych niezależnych telewizji i redakcji. Tym razem przyszła wiadomość z Ameryki, gdzie Apple zablokował publikację wiadomości na swojej platformie katolickiemu portalowi LifeSite. Jak podaje LifeSiteNews, Apple najpierw zaaprobował publikację wiadomości, a potem nagle usunął ze swojej platformy, pod pretekstem „nietolerancji wobec określonej grupy”, kanał tej katolickiej redakcji. Oczywiście nie podał, kim ta „określona grupa” w ogóle jest.

O sprawie z polskich mediów pisze portal PCh24.pl.

To nie pierwszy przykład cenzurowania konserwatywnych i katolickich mediów. Przykładów manipulacji i blokowania treści „nielewomyślnych” jest już tak dużo, że można by na ten temat napisać sporą książkę albo nawet kilka książek. Myślę, że czas, aby media katolickie i konserwatywne zorganizowały się na skalę międzynarodową i podjęły działania w celu stworzenia własnej i niezależnej platformy medialnej, na której będzie można publikować filmy i wiadomości bez cenzury i ingerencji wielkich koncernów, które wspierają lewicę i homobolszewików.


sobota, 25 maja 2019

Komsomolska czujność, czyli wróg ludu i postępowego ruchu LGBT-coś-tam nie śpi!

Okazuje się, że największa gazeta postępowej inteligencji z dużych miast powinna dostać oznakę Pawki Morozowa. W najbliższą niedzielę komsomolskie piątki będą sprawdzać, czy wrogowie ludu nie brużdżą w kościołach i z notatnikami w ręku będą pilnie słuchać, czy aby księża nie wyłamują się z obowiązku i odczytają list Episkopatu Polski. Donosy pewnie wylądują na biurku redaktora naczelnego, gdzie zostaną podane wnikliwej analizie, a postępowi informatorzy dostaną odznakę wzorowego komsomolca i bezpłatny egzemplarz gazety.

Walka z „czarnymi” przeszła do kolejnego etapu. A mądrość etapu jest taka, że każdy klecha to potencjalny pedofil o konserwatywnych poglądach, który będzie szedł pod prąd postępu postępów. Komsomolskim piątkom z pewnością ochoczo pomogą towarzysze z postępowego ruchu LGBT-coś-tam. Ruch LGBT-coś-tam jest szczególnie oburzony pedofilią wśród kleru, a swoje oburzenie wyraża wyświetlaniem filmów na murach domów, w czym przeszkadza faszystowska policja, która rekwiruje projektory.


czwartek, 23 maja 2019

W nadchodzących wyborach oddam głos na Konfederację

Mimo swoich wątpliwości co do niektórych ludzi w Konfederacji, na których prawdopodobnie normalnie bym nie zagłosował, postanowiłem oddać swój głos w wyborach do parlamentu UE właśnie na tę nową siłę na prawicy. To już drugi raz, kiedy nie oddam głosu na PiS. Jakoś nie przerażają mnie ataki na Konfederatów i brednie o „ruskich agentach”. PiS-owi należy się czerwona kartka i postanowiłem w tym roku nie ulegać szantażowi, że jeśli nie zagłosuję na PiS, to wygra lewica.

Pisałem już na tym blogu, że wygrana Zjednoczonej Prawicy w wyborach prawie cztery lata temu mnie cieszyła. W dalszym ciągu uważam, że był to ważny przełom, a kolejne lata tylko potwierdziły, że dobrze się stało. Śmieszą mnie też próby zwracania się przez liderów PO do wyborców PiS-u. Nie miejmy złudzeń – normalny wyborca PiS-u nigdy na PO nie zagłosuje. Prędzej już chyba oddałby głos na skrajnych nacjonalistów, gdyby tacy mieli jakąkolwiek szansę. PO skompromitowała się do cna, a fasada, jaką tworzyła ta partia, już dawno się pokruszyła i rozpadła. Jeśli ktoś tego nie widzi, to jest po prostu bardzo naiwny. Wzięcie na pokład postkomuchów, coraz wyraźniejsze deklaracje o wprowadzaniu związków partnerskich, ukłony w stronę lobby homoseksualnego – to wszystko wyraźnie świadczy o tym, że nie mamy tutaj żadnej „chrześcijańskiej demokracji”, żadnego „Kościoła łagiewnickiego”, ale po prostu coraz radykalniejszą lewicę.

Ale moje sympatie do PiS-u, które żywiłem przez długie lata, nie mogą przesłonić faktu nie wywiązania się z pewnych istotnych obietnic wyborczych i robienia prawicowych wyborców w konia. Uważam zatem, że np. ochrona życia nienarodzonych jest wręcz ważniejsza niż wszelkie projekty poprawiający dobrobyt i zamożność społeczeństwa. Podważanie podstaw cywilizacji europejskiej, a tym jest brak pełnej ochrony nienarodzonych, skończy się wcześniej czy później totalitaryzmem i nie ukryją tego najpiękniejsze słowa o tolerancji i braterstwie. Tchórzostwo PiS-u w tej sprawie jest czymś, co szczególnie mnie bulwersuje. Nie jest to też jedyna kwestia.

Konfederacja nie jest dla mnie ideałem. Gdyby odniosła nawet sukces umożliwiający w przyszłości rządzenie, z pewnością doszłoby do spięć i konfliktów w paru sprawach. Jednak jest tam paru ludzi, na których spokojnie mogę oddać głos. Jest jakaś szansa, że pojawią się tam wcześniej czy później jacyś młodzi, którzy mają poukładane w głowach i może w jakiejś przyszłości, jeśli ta formacja przetrwa, poprowadzą ją do zwycięstwa, broniąc prawdziwej cywilizacji europejskiej i Kościoła katolickiego.
Tymczasem PiS-owi należy się czerwona kartka. Zamiast wstrzymać się od głosu albo głosować z zaciśniętymi zębami na PiS (bo wygra lewica), moim zdaniem lepiej oddać ten głos na Konfederację. Po tych wyborach pomyślimy, co dalej. Może też liderzy Zjednoczonej Prawicy przemyślą sprawę.


środa, 13 marca 2019

Burdel we wrocławskim Teatrze Polskim

Przepraszam za tytuł, ale takie słowa mi się nasuwają, gdy czytam o tym, co się tam dzieje. Gdyby to była instytucja utrzymywana z środków prywatnych, byłoby mi to obojętne. Jest to jednak instytucja utrzymywana z kieszeni podatnika, więc obojętne mi to być nie może. Tym bardziej, że już od lat, gdy przeglądam repertuar teatralny, by zabrać małżonkę na jakiś spektakl, chce mi się kląć i wyć (to taka „klątwa”?).

Nim wydobrzeję kompletnie po chorobie i zacznę regularne wpisy, polecam felieton Tomasza A. Żaka na temat sytuacji we wrocławskim Teatrze Polskim: „W teatrze jak na wojnie”.


sobota, 2 marca 2019

Totalitaryzm „zbliża się na łapkach kota”

Tak można by powiedzieć parafrazując fragment wiersza Czesława Miłosza o tym, co dzieje się obecnie w cywilizacji Zachodu. To prawdziwy zamordyzm w białych rękawiczkach, który coraz bardziej zaczyna pokazywać swoje groźne oblicze. Cenzura, utrata pracy, a nawet więzienie, to już rzeczywistość. Wielu ludzi chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że np. na szaleńcze pomysły prezydenta Warszawy zareagowała tylko jedna kurator oświaty – Barbara Nowak? A co z resztą kuratorów? Nie obchodzi ich los dzieci, czy może sądzą po prostu, że Warszawa to gdzieś daleko, nie ich rejon i w ogóle: „nasza chata z kraja”?

I czy tylko jedna Zofia Klepacka ma odwagę (to już trzeba odwagi???!!), by wyrazić sprzeciw wobec działań Trzaskowskiego? A co z resztą środowiska sportowego? Przecież widzimy już, co dzieje się w sporcie i do czego prowadzą takie inicjatywy, jakie podejmuje prezydent Warszawy. Mężczyźni walczą w zawodach jako kobiety. Jakiś nieudacznik, któremu nie udało się w rywalizacji z mężczyznami może zadeklarować, że jest kobietą i zacząć odnosić sukcesy w walce, którą trudno nazwać „fair play”.

Wprawdzie Zofia Klepacka, jeśli dobrze się orientuję, nie podnosiła akurat problemu nieuczciwej rywalizacji w sporcie, tylko wyraziła swój sprzeciw wobec promocji LGBT-coś-tam, ale konsekwencje podobnych kart, jakie wprowadza w życie Trzaskowski, przecież wcześniej czy później w sporcie też będą widoczne. A jaka jest „tolerancja” środowisk LGBT-coś-tam widać po tej fali „miłości”, jaka zalała Klepacką i Barbarę Nowak. Przy okazji Facebook ocenzurował wpisy Klepackiej, a na jednym z portali informacyjnych dowiedziałem się, że Nowak „znowu szokuje” (sic!). Wyobraźcie sobie, Państwo, że to nie Trzaskowski szokuje, ale krakowska kurator! Wynika z tego, że zdrowy rozsądek jest dzisiaj czymś, co zdumiewa, a szaleństwo tak już wyjałowiło mózgi, że ludzie nie widzą rzeczywistości.

W tych działaniach Trzaskowskiego dobra jest jedna rzecz: są one na tyle nachalne, na tyle głośne, że ludzie – a przynajmniej ich część – widzą, co się dzieje. To w zasadzie bardziej słoń w składzie porcelany niż miękko stąpający kotek. Pisałem już zresztą o tym na swoim blogu w czasie kampanii samorządowej, że jeśli wygra Trzaskowski, to przynajmniej będzie widać, że Sodomę wprowadza do Warszawy wprost. Gdyby wygrał Patryk Jaki, czyli „nasz”, ta Sodoma wchodziłaby gdzieś bocznymi drzwiami, przy równoczesnym milczeniu hierarchii Kościoła (notabene, czy teraz też hierarchia milczy, czy ma poważniejsze problemy niż „reformy” prezydenta Warszawy?).

Dziwi natomiast bardzo również jedna rzecz: że w kraju, który miał doświadczenie dwóch morderczych totalitaryzmów, działania takie, jakie podejmuje Trzaskowski mogą w ogóle uchodzić mu na sucho. Wydawałoby się, że co jak co, ale to Polska powinna być w stopniu szczególnych odporna na takie idiotyzmy, jak „gender studies”, „tęczowa rewolucja”, cała ta lewacka mentalność, która w ostateczności prowadzi wcześniej czy później do zbrodni. Nie jest. Historia magistra vitae non est – trzeba stwierdzić ze smutkiem.


czwartek, 7 lutego 2019

Pełny sukces agitpropu w Hollywood

Pisałem już na tym blogu o moim zdumieniu, z jakim oglądałem nagradzany film Kształt wody. Film przypominający czasy najgorszej propagandy komunistycznej – stwierdziłem, że tak właśnie mogłaby wyglądać socrealistyczna baśń dla dorosłych, socrealistyczne fantasy. Jedyna różnica to uwzględnienie wątku homoseksualnego.

Ponieważ nie jestem jakimś szczególnie zapalonym kinomanem, więc pewnie wiele mi umyka (choć nie umknęła mi obecność wątku homoseksualnego w jakimś nowym epizodzie Star Trek, który obejrzałem licząc na dobre kino science-fiction). Wiem jednak, że wątki homoseksualne pakuje się do popularnych seriali telewizyjnych, że pojawiają się one już nawet w kreskówkach dla dzieci, że wręcz nie sposób się od nich uwolnić choćby w niby niewinnej komedii romantycznej (obojętnie: polskiej czy zagranicznej).

To samo dotyczy lewicowej propagandy, jeśli chodzi o wszelkie inne sfery życia, w których lewacy chcą nas wywzolić. Kształt wody jest wręcz modelowym tego przykładem.

Na łamach pisma „Crisis” ukazał się ciekawy artykuł Toma Allena, który współpracował m.in. z Melem Gibsonem. Artykuł Allena zdaje się wiele wyjaśniać, jeśli chodzi o moje zaskoczenie, że taki gniot jak Kształt wody mógł w ogóle dostać jakąkolwiek nagrodę.

Autor pisze m.in.: „w filmach Hollywoodu jest tendencja komunistyczna – niemal we wszystkich z nich. Kulturowy marksizm wywołany niemal wiek temu przez „szkołę frankfurcką” stał się dominującą filozofią świata zachodniego. Jej jawny prozelityzm jest wszechobecny i niepowstrzymany. Hollywoodzka propagandowa machina zmieniła naszą kulturę w zdumiewający sposób w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, a następnie musimy spodziewać się wymuszonej zmiany samej naszej tożsamości męskiej i żeńskiej”.

Autor przypomina dokument ze stycznia roku 1963 wprowadzony do archiwów Kongresu Stanów Zjednoczonych, który był zatytułowany „Komunistyczne cele przejęcia Ameryki” („Communist Goals for Taking Over America”). Wśród komunistycznych celów, które obejmowały m.in. „promowanie ONZ jako jedynej nadziei dla ludzkości, przechwycnie jednej albo obu politycznych partii w Stanach Zjednoczonych, rozmiękczenie programu szkół i infiltrację prasy”, znajdujemy tam również takie, które dotyczą już bezpośrednio mediów i kultury:

-         Pozyskanie kontroli nad kluczowymi stanowiskami w radiu, telewizji i filmie.
-         Kontynuowanie dyskredytowania kultury amerykańskiej poprzez degradację wszystkich form artystycznego wyrazu.
-         Złamanie kulturalnych standardów moralności poprzez promowanie pornografii i nieprzyzwoitości w książkach, czasopismach, filmie, radiu i telewizji.
-         Przedstawianie homoseksualizmu, degeneracji i swobody seksualnej jako „normalnych, naturalnych, zdrowych”.
-         Wyeliminowanie wszystkich praw panujących nad sprośnością poprzez nazwanie ich „cenzurą” i naruszaniem wolności słowa i wolnej prasy.

Dorzućmy do tego jeszcze infiltrację Kościoła w Stanach Zjednoczonych prze komunistów, o której mówiła Bella Dodd (1100 kleryków wprowadzonych do seminariów!), a wszystko staje się jasne. Fragmenty mozaiki się dopełniają i układają w wyraźną całość. Aż trudno uwierzyć, że ten plan udało się im – komunistom – tak doskonale zrealizować.

Kiedy więc ktoś mi opowiada o jakimś kolejnym wzruszającym filmie o tym, jak to intelektualiści cierpieli w Stanach z powodu komisji senatora McCarthy’ego, mam ochotę kopnąć go mocno w zadek albo poradzić, by sam silnie walnął się w łeb.


wtorek, 5 lutego 2019

Kto nam szyje garnitur grubymi nićmi?

Obserwując wydarzenia ostatnich tygodni, widać narastającą gorączkę przedwyborczą. Ci, którzy niegdyś kpili sobie z „politycznej nekrofilii”, teraz na morderstwie dokonanym przez psychopatę próbują zbudować swój polityczny kapitał. Notabene zestawianie Smoleńska z zabójstwem prezydenta Gdańska ma sens o tyle, o ile się pamięta, że ta pierwsza sprawa była od samego początku polityczna, ta druga stała się polityczna jedynie za sprawą wykorzystania jej przez opozycję i sam fakt, że akurat polityka wybrał na swoją ofiarę chory umysłowo przestępca. Oczywiście nie należy wykluczać, że tak naprawdę ręką szaleńca kierowały inne siły, co wskazywałoby na to, że Grzegorz Braun i Pan Nikt są znakomitymi analitykami obecnej sytuacji politycznej, skoro przepowiedzieli możliwość takiego zdarzenia już w roku 2018. A wówczas i ta sprawa miałaby ukryte motywy polityczne.

Przyznanie nagrody Donaldowi Tuskowi za przeciwstawianie się narodowi polskiemu, to już robienie z nas durniów kompletnych i granie nam na nosie. Nie wiem, czy w tych wszystkich gremiach przyznających te nagrody i wyróżnienia zasiadają te same osoby, czy po prostu są to te same loże.

Wiosna jeszcze nie nadeszła, a już mamy próbę jej inicjacji i powtórzenia sukcesu Nowoczesnej (na którą już jej dawni mocodawcy i twórcy raczej liczyć nie mogą). Przy tym forsowanie agendy homoseksualnej jest tutaj wyraźnie częścią większego planu i projektu. Choć pan Biedroń gra na to, by przebić PiS w rozdawnictwie, to prędzej uszczknie głosów lewicowym dinozaurom, które sprzymierzyły się z liberałami. Nie wykluczone jednak, że może być zaskoczenie, jak w przypadku Petru. Ważne jednak jest, że będzie głośno i „wesoło”. Biedroń będzie pokazywał „ludzką”, „nowoczesną” i uśmiechniętą twarz Polski – tej „lepszej”, „oświeconej”, z której naród zrobiłyby różne Meduzy.

Trudno nie uciec przed pytaniem: Skąd się biorą na to wszystko pieniądze?


piątek, 25 stycznia 2019

Meduza i Zygmuś, czyli gwiazda donosi na Polskę

Kiedy czyta się wypowiedzi niektórych naszych pisarzy i artystów, człowiekowi nasuwa się w gruncie rzeczy jedno pytanie: Kto im za to płaci? Odpowiedź chyba nie jest trudna, jeśli się zważy na fakt, że te ich „złote myśli” padają nie tylko w wywiadach z polskimi mediami, ale bywają publikowane w prasie zachodniej, a zwłaszcza niemieckiej.

Ostatnio popis dała autorka-celebrytka z fantazyjną fryzurą na głowie, która to fryzura przypomina ni to zwoje kłębiących się sznurków do snopowiązałki, ni to wężową ozdobę głowy mitologicznej Meduzy. Nasza „złotousta” gwiazda odstawiła „szoł” właśnie na łamach prasy niemieckiej, gdzie rzecz jasna donosiła na własny naród. Czego tam nie ma! Wprawdzie nasze media przytaczają fragmenty jedynie i można by jeszcze próbować bronić autorki, że to wyrwane z kontekstu, ale aż strach pomyśleć, jaka jest całość.

Oto okazuje się, że tragicznie zmarły prezydent Gdańska, od którego jeszcze niedawno co bardziej zapobiegliwi się odsuwali, był „tradycjonalistą” o „otwartym sercu i umyśle”. A zabójcę ukształtowała telewizja państwowa, której w celi się naoglądał i potem uznał „konieczność radykalnych rozwiązań”. Nie ważne, że – jak donoszą niektóre portale informacyjne – kolega z celi zabójcy akurat wskazał na inne media, które razem oglądali i czytali. I chyba były to akurat te bardziej miłe sercu naszej Meduzy. Prasy niemieckiej chyba niestety nie mieli pod ręką.

Autorka powieści o fantazyjnych tytułach (coś tam o kościach, które przez pług... czy o pługu, który przez kości...) oczywiście narzeka na naród, wśród którego przyszło jej żyć. To ludek „dość ponury”. Na szczęście są pozytywni bohaterzy, z których można by stworzyć dobry i wesoły naród, którego pisarka „chętnie” zostałaby obywatelką. Oprócz WOŚP, są to „zwariowani lewicowcy, aktywiści queer, Niemcy, Żydzi, tzw. marionetki Unii Europejskiej, feministki, liberałowie i każdy, kto wspiera imigrantów”. Doprawdy przecudny koktajl! Myślę, że zwłaszcza ortodoksyjni Żydzi bardzo by się ucieszyli, że stali się jego komponentem. Ale nie... To chyba nie o nich jednak chodzi. Bardziej pewnie o takich Żydów typu „queer” albo o Żydówki feministki.

Nasza „oryginalna” bardzo gwiazda nie jest jednak tak naprawdę oryginalna. Jakoś tak, gdy czytałem te cytaty z jej wspaniałego „eseju”, przypomniał mi się Zygmuś, który całkowicie odwykł od „tutejszej szarości i pospolitości” i który chciał wynurzyć się „co najprędzej (...) z tego morza pospolitości, nudy i powszechnych złych humorów”. Bo czyż „nieprawdaż (...), że tu panuje powszechny zły humor? Wszyscy po kimś albo po czymś płaczą, zbiedzeni, skłopotani, przelęknieni... Stąd płynie melancholia, qu me monte a la gorge i dławi” biednego Zygmusia, „jak globus histericus”.

No tak, ale Zygmuś nie miał takiej wspaniałej alternatywy chyba, jaką ma dzisiaj wybitna pisarka. On chciał się wyrwać z „tego kraju”, a Meduza przynajmniej ma możliwość pisania „esejów” do prasy zagranicznej i bratania się z tymi wszystkimi „queerami” i „zwariowanymi lewicowcami” w niedoli i w nadziei, że jeszcze przyjdą lepsze czasy i z „tego kraju” uda się zrobić taki sam raj na ziemi, jaki panuje w reszcie cywilizowanego świata.


poniedziałek, 17 grudnia 2018

Komu służy „globalne ocieplenie”?

Wśród wielu podejrzanych szajb współczesnych, które forsowane są przez wielkie media, polityków i międzynarodowe lobby, znajduje się idea globalnego ocieplenia albo... Właśnie, czy chodzi o globalne ocieplenie, czy o zmiany klimatu? A może o coś jeszcze innego? Bo zdaje się, że nomenklatura jest tutaj nieco chwiejna, a przynajmniej również ulega zmianom (zapewne razem ze zmianami klimatu?).

Pamiętam, jak pierwszy raz pojechaliśmy z żoną na wakacje na Kretę. Był maj. Spytałem znajomego, który zna tamte rejony, bo zajmuje się też kulturą i historią Grecji zawodowo, jakiej spodziewać się pogody. Odpowiedział krótką wiadomością: „Będzie ciepło, a nawet bardzo ciepło, nie będzie padać”. Jakież było jego zaskoczenie, kiedy wysłałem mu zdjęcie deszczowej Krety. Spytał, czy spędzamy te wakacje w Bełchatowie. Pamiętam, że kiedy po tygodniu jechaliśmy na lotnisko, lało jak w Kotlinie Kłodzkiej. A w tym albo poprzednim roku, również w maju, częściowo deszczowym, opowiadano mi o śniegu na plaży w zimie.

A w Polsce? Lato było tego roku wprawdzie gorące, ale przecież wiosna dość chłodna i zima na początku tego roku wyjątkowo mroźna. Nawet jeśli zmiany klimatu postępują, to mam wątpliwości, czy faktycznie wywołane są one przez człowieka. Jaka jest emisja CO2 dzisiaj w Polsce? A jaka była np. w latach dziewięćdziesiątych czy osiemdziesiątych? No cóż, nie jestem specjalistą... Pamiętam oglądany jakiś czas temu film dokumentalny, w którym różni naukowcy podważali hipotezę o globalnym ociepleniu. Zwracali między innymi uwagę na duży wpływ plam na słońcu na atmosferę ziemską. Bardzo ciekawym wątkiem była sugestia, że pomysł z globalnym ociepleniem – kojarzony zazwyczaj z ruchami lewackimi – wylansowali... konserwatyści Margaret Thatcher, by forsować zamykanie kopalni węgla i promować energię jądrową. Chyba gdzieś o tym pisałem na swoim blogu.

Jednak nie trzeba sięgać do archiwów, można obejrzeć bardzo dobry, niedawno zrealizowany, krótki film dokumentalny poświęcony zagadnieniu zmian klimatu, którego autorami są dziennikarze portalu PCh24.pl. Choć wypowiadają się w nim również publicyści (m.in. Stanisław Michalkiewicz), to sporą wartość dla wątpiących będą miały opinie samych naukowców, którzy wykazują, że np. zmiany klimatyczne występują na ziemi cyklicznie i że nie są niczym nowym, że dwutlenek węgla jest korzystny dla rozwoju roślinności, a więc sprzyja bogatszym zbiorom, że... Zresztą najlepiej zobaczcie sami.