Sam Guzman,
Catholic Gentleman, Ignatius Press 2019.
Poprzednie dwa odcinki:
O tej fascynującej książce wspominałem już kilka razy na
swoim blogu. Początki pomysłu na napisanie Shadowplay sięgają jeszcze
pierwszej połowy lat osiemdziesiątych, kiedy Clare Asquith przebywała w Związku
Sowieckim, gdzie jej męża wysłano na placówkę dyplomatyczną. Oglądając w
teatrze przedstawienie, które było adaptacją opowiadań Czechowa, autorka
uświadomiła sobie, że zawierało ono aluzje do ówczesnej ponurej rzeczywistości.
Były one jednak na tyle subtelne, że obecni na sali „stróże porządku” ich nie
wychwycili. Wykształcony widz był natomiast w stanie je wyłapać.
Są takie książki, które wcześniej czy później trzeba
koniecznie przeczytać. Nie, nie zamierzam tutaj podać jakiejś kolejnej głupiej
listy z cyklu: „niezbędnik inteligenta”. Po prostu są takie książki, które
trzeba koniecznie przeczytać, bo są dla nas w jakiś sposób ważne. Dla mnie taką
książką była powieść Evelyna Waugh Brideshead Revisited.
Pisałem już o zaskoczeniu, jakie wzbudził we mnie fakt, że
Władysław Tarnawski, rozpatrując przemiany w poszczególnych okresach twórczości
Szekspira, pisał enigmatycznie o jego „rosnącej znajomości życia i natury
ludzkiej”, natomiast nie zwrócił uwagi na to, w jakich okolicznościach
politycznych i społecznych przyszło żyć wybitnemu dramaturgowi i że to one
mogły w znacznym stopniu przyczynić się do przemian w jego twórczości.
Rekomendowałem już na tym blogu parę razy pisarstwo Josepha
Pearce’a. Pearce, oprócz tego, że jest wykładowcą i autorem kilku ważnych
książek poświęconych nie tylko Szekspirowi, ale również m.in. takim twórcom,
jak Chesterton, Belloc czy Sołżenicyn, jest także redaktorem serii klasyki w
amerykańskim wydawnictwie Ignatius Press. Wśród książek wydanych z tej serii
jako „szekspirologa” amatora zwrócił moją uwagę rzecz jasna King Lear.
Przede wszystkim już na początku Pearce zauważa, że możliwe
są „trzy sposoby czytania tej sztuki. Pierwsze to odczytanie fatalistyczne,
w którym los, czyli fortuna są postrzegane, jako wszechmocne, ale bezosobowe
siły, które miażdżą „kochanków, przez gwiazdy przeklętych” i każdego innego z
mechaniczną obojętnością. (...) Drugi sposób czytania tej sztuki to jest to, co
można określić jako zatargowe albo romantyczne
odczytanie, w którym toczące spór strony są uważane za winne tragicznego losu
kochanków doświadczonych fatum i zadurzonych w sobie. W takim odczytaniu
nienawiść i bigoteria Kapuletich i Montekich to główna przyczyna wszystkich
niedoli (...). Trzecim sposobem czytania sztuki jest ostrzegawcze, czyli moralne
odczytanie, w którym podjęte w sposób wolny działania każdej postaci są
postrzegane jako mające dalekosiężne i daleko idące konsekwencje” (podkreślenie
moje – Terezjusz).
Lektura książek Josepha Pearce’a o Szekspirze może być dla
wielu otwarciem oczu na piękno i głębię dramatów angielskiego poety, odkryciem
ich w gruncie rzeczy na nowo. The Quest for Shakespeare, o której to książce już wspominałem na tym blogu,
jest przede wszystkim analizą dowodów na katolicyzm autora Króla Leara. Sam
Pearce zapatrywał się na tę sprawę sceptycznie – mimo że o katolickiej
mentalności wielkiego dramaturga pisali również tacy wybitni katolicy, jak
Belloc, Chesterton czy kard. Newman – ale w końcu musiał stwierdzić, że zebrany
materiał – choć sam przyznaje, że jest to materiał poszlakowy – pozwala z dużą
pewnością mówić o Szekspirze jako katoliku i w tym świetle czytać jego twórczość.
Są takie powieści, z których bohaterami ciężko jest się
rozstać. Kiedy zbliżamy się do ostatnich stron, chciałoby się, aby w jakiś
magiczny sposób nagle zwiększyła się objętość książki i by to nie był jeszcze
koniec. Najczęściej takie książki spotyka się chyba w dzieciństwie.
Przyzwyczajamy się do bohaterów, lubimy ich, chcemy towarzyszyć im w ich
przygodach. Jedną z takich książek był dla mnie w dzieciństwie Robinson Crusoe.
A ostatnio takim utworem okazała się powieść Tinker’s Leave
Każdy były uczeń
szkoły średniej bez wątpienia pamięta (a przynajmniej tak było w moich czasach)
scenę z III części „Dziadów” Adama Mickiewicza, kiedy Konrad wadząc się z
Bogiem traci przytomność, co chroni go przed wypowiedzeniem bluźnierstwa. Jakie
to bluźnierstwo? Że Bóg jest... carem! Dla przeciętnego Polaka zatem to zestawienie:
Bóg i car, nałożenie się obrazu Boga i obrazu cara tak, że stają się jednym,
wydaje się czymś niewyobrażalnym, profanacją, która tylko może przyjść do głowy
chyba jedynie... demonom.
Dzisiejszej nocy minęła dokładnie setna rocznica
zamordowania ostatniego cara Rosji i jego rodziny przez bolszewików. Dla nas,
Polaków, słowo „car” nie ma najlepszych konotacji. Toteż z pewnością z jednej
strony odczuwamy zgrozę z powodu tamtego brutalnego mordu, a z drugiej strony
nie budzi to wydarzenie prawdopodobnie większego współczucia. Być może nawet
jest to uczucie, jakie wielu żywiło oglądając zdjęcia z egzekucji Ceausescu i
jego żony – świadomość, że dokonano tak naprawdę mordu przy pozorach
praworządności, ale że i tak mu (im) się to „należało”, a proces z prawdziwego
zdarzenia jedynie by przeciągał nieuniknione.
Z całą pewnością wśród książek Fultona J. Sheena Treasure in Clay należy do
jednych z ważniejszych i szkoda, że do tej pory nie została ona przetłumaczona
i wydana po polsku. Bardzo często zdarza się, że autobiografie katolickie,
zwłaszcza jeśli opisują zmagania z własną wiarą lub niewiarą oraz dramatyczne
wydarzenia w życiu autora, porównywane są do Wyznań św. Augustyna. Często na
wyrost, bo choć taka autobiografia bywa ciekawa, a nawet ważna, to jednak z
reguły daleko jej do wielkiego dzieła tego wybitnego teologa i filozofa oraz
ojca Kościoła w jednym.
Do znanych książek arcybiskupa Fultona J. Sheena, które
jeszcze nie zostały udostępnione czytelnikowi w polskim przekładzie, należy Life
of Christ. Miejmy nadzieję, że wcześniej czy później doczekamy się
przekładu na nasz język. W międzyczasie jedynie czytelnicy władający językiem
Szekspira mogą cieszyć się zarówno wydaniem papierowym, jak i elektronicznym.