Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2020

Prezydent Trump broni życia nienarodzonych

Prezydent Trump wziął udział w Marszu dla Życia w Waszyngtonie w ten piątek. Jak widać, słupki sondażowe i protesty ubranych na czarno feministek nie martwią go tak bardzo, by tonować swoje wypowiedzi i ograniczyć swoją aktywność na polu obrony życia nienarodzonych. U nas natomiast króluje jak najbardziej dosłowny zabójczy „kompromis aborcyjny” i obawa niepokojów społecznych.

Fragment przemówienia prezydenta Trumpa z Marszu dla Życia:

„Wszyscy z nas tutaj rozumieją odwieczną prawdę: Każde dziecko jest cennym i świętym darem od Boga. Razem musimy chronić, pielęgnować godność i świętość każdego ludzkiego życia i bronić ich .

Kiedy widzimy obraz dziecka w łonie, dostrzegamy przebłysk majestatu Bożego stworzenia. Kiedy trzymamy nowonarodzone dziecko w naszych rękach, znamy nieskończoną miłość, jaką każde dziecko przynosi rodzinie. Kiedy oglądamy, jak dziecko rośnie, widzimy blask, jaki promieniuje z każdej ludzkiej duszy. Jedno życie zmienia świat (...)”.


Źródło: LifeSiteNews, tłum. własne.


Photo by Irina Murza on Unsplash

czwartek, 23 stycznia 2020

Ameryka opowiada się za życiem, ich prezydent nie pęka

Amerykańscy kongresmani upamiętnili wczoraj rocznicę sprawy „Roe kontra Wade” przemówieniami, w których mówili o tym, że należy zakazać zabijania nienarodzonych dzieci. Nie przebierali w słowach i wprost nazywali sprawę po imieniu. Jeden z kongresmanów wspomniał o „dehumanizacji” istot ludzkich ze względu na ich wiek. Inny podkreślił zdumiewający fakt, jakim jest to, że wbrew osiągnięciom wiedzy medycznej i technologii, to ludobójstwo wciąż nie zostało zakazane. Wiedzy medycznej – bo przecież wiemy zbyt wiele o rozwoju człowieka, by udawać, że nienarodzone dziecko nie jest człowiekiem. Technologii – bo przecież można zobaczyć, czym jest ów „zlepek komórek”, o którym mówią feministki.

Z kolei Donald Trump, jeden z najbardziej „pro-liferskich” prezydentów w dziejach Stanów Zjednoczonych wydał specjalną deklarację, w której ogłosił 22 stycznia „Narodowym Dniem Świętości Życia Ludzkiego”. Podkreślił w niej godność każdej osoby ludzkiej od poczęcia po naturalną śmierć i obiecał działać dalej i nie ustępować w swojej walce z aborcją. Robi to w zasadzie w trakcie rozkręcającej się kampanii wyborczej. Nie pęka, że słupki sondażowe pokażą spadek popularności, nie kluczy.

Czy nasi rodzimi politycy, oprócz Konfederacji, mają taką odwagę, by otwarcie, bez obaw, głosić obronę ludzkiego życia, zwłaszcza życia tych najmniejszych, najbardziej bezbronnych? Niestety nie. Oni się boją gniewu czarnych feministek. Oni się obawiają o spadki w słupkach sondażowych. A tymczasem zegar tyka, wieczność czeka...

Swoją drogą, jestem ciekaw, ile mediów głównego nurtu o tym poinformowało, łącznie z TVPiS.


Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

czwartek, 5 września 2019

Samobójca prosi o błogosławieństwo (i je otrzymuje!)

Na portalu PCh24.pl ukazał się kolejny odcinek programu Michaela Vorisa z cyklu „The Vortex”. Warto zobaczyć, bo mówi on o tym, jakiego dna sięgnął kryzys Kościoła katolickiego w niektórych parafiach w Stanach Zjednoczonych. To w gruncie rzeczy ostrzeżenie dla nas i dla naszych duchownych. Ta fala idzie też do nas, choć może tego nie dostrzegamy i wydaje się, że wciąż jest normalnie. Nie łudźmy się: siły zła działają cały czas.



czwartek, 4 lipca 2019

Dzień Niepodległości i sztuka patosu

Dzisiaj amerykańskie Święto Niepodległości. Więc trochę o Amerykanach, a właściwie o ich filmach. Nie jestem jakimś szczególnym kinomanem, ale od czasu do czasu zwracam uwagę na jedną szczególną i wyróżniającą rzecz w amerykańskich filmach. Czy będą to filmy o rodzinie, o sporcie, o policji czy o wojnie. Robione przez tzw. „establishment” Hollywood czy też przez takich „konserwatystów” jak Clint Eastwood. Tą cech charakterystyczną jest patos. Jest to ten typ patosu, który w polskim filmie chyba by nie przeszedł. Patos, który u nas się wyśmiewa, z którego się kipi, którym się poniewiera. Jest to patos, który wyraża się zarówno wypowiadanymi przez aktorów słowami, jak i muzyką, i obrazem.


Przypomnijcie sobie patos, jaki widzimy w takim filmie science-fiction, jak „Dzień Niepodległości”. Wyobrażacie sobie coś takiego w polskiej produkcji tego typu (pomijam już możliwości techniczne)? Sala ryknęłaby ze śmiechu. A kto miałby te słowa niby wypowiadać? Bogusław Linda? Zbigniew Zamachowski? Daniel Olbrychski? (OK, ten niezły aktor, choć żałosny człowieczek, może jeszcze by to udźwignął.)

I kto poza tym miałby niby taki film zrobić? Patryk Vega („Kurwa, chuj, kurwa”)? Wojtek Smarzowski („Chuj, kurwa, chuj”)? Władysław Pasikowski („Spierdalaj, kurwa, spierdalaj”)? Dajcie spokój! Oni są jak ten wietnamski chłopak, którego Walt Kowalski z filmu Clinta Eastwooda próbuje nauczyć, jak być prawdziwym mężczyzną. Pamiętacie scenę u fryzjera? Macie odpowiedź, co nasi reżyserzy zrozumieli z tego, jak wygląda „męskie” kino.

No cóż... Pozostaje zapytać: Jaki będzie wpływ na młode pokolenie takiej „sztuki” filmowej w Polsce, a jaki w Stanach Zjednoczonych (przy wszelkich możliwych zastrzeżeniach i najnowszych skandalicznych posunięciach przemysłu filmowego w tym wielkim kraju)?


piątek, 15 marca 2019

Kto się w Polsce boi LGBT-coś tam?

Przeczytałem właśnie artykuł z amerykańskiej strony pewnego znanego medium, do którego linku nie podam, by nie robić im reklamy (kto sprytny, sobie znajdzie). Artykuł podpisany przez dwie panie o polskich nazwiskach. W owym artykule panie tradycyjnie już nazywają PiS „nationalist party”. Co dla polskiego czytelnika jest nawet zabawne, zważywszy na to, że Prezes spędza zazwyczaj święto 11 listopada w Krakowie, by przypadkiem – oprócz innych powodów – nie być w jakikolwiek sposób powiązanym z Marszem Niepodległości organizowanym przez polskich narodowców. A jeśli PiS jest „nationalist”, to czym jest Ruch Narodowy?

Jeśli chodzi o Prezesa, to panie napisały w tym zabawnym artykule o spadku popularności PiS-u w związku z m.in. „business dealings” jego szefa. No cóż... każdy widzi rzeczywistość tak, jak mu pasuje. Wprawdzie niewykluczone, że PiS w wyborach uzyska wynik gorszy od spodziewanego, ale raczej mało ma to wspólnego z „business dealings” Kaczyńskiego. Dość wspomnieć memy prezentujące „pałac” Kaczyńskiego na tle „domków” takich tuzów, jak szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Przemocy, Spec Od Dożynania Watahy, Bolek czy Lisek-Chytrusek, by wykazać absurdalność takich tez.

Zabawne jednak jest sugerowanie w tym artykule, że rządząca partia próbuje sobie podreperować spadek popularności (zwłaszcza wśród „młodych”!) walką z agendą LGBT-coś tam i „straszeniem” Polaków homoseksualistami.

Po pierwsze to tę wojnę wywołały same środowiska promujące LGBT-coś tam. Widać, że przebierają nóżkami, by zdeprawować polskie dzieci i młodzież, by złowić świeży „narybek”. Pieniądze chyba muszą płynąć obficie, bo oprócz kolejnych prób wejścia do szkół, na wiosnę powstała kolejna, „świeża” jak zgniłe jaja, partia. A przy tym równolegle idą ataki na Kościół. Jedne głupie, jak pani o podwójnym i niemożliwym do zapamiętania nazwisku; inne cwane, jak film reżysera, który najpierw zdobył sobie sympatię obrazem o ludobójstwie na Polakach.

Po drugie trochę dziwne by było, gdyby jedna z większych partii nie reagowała na próby deprawacji polskiego społeczeństwa (oczywiście „homofobicznego”, bo jakże inaczej!). Panie dziennikarki pewnie wyobrażają sobie to tak, że LGBT-coś tam zaprowadza swoje porządki w Polsce, a prawica (zarówno ta bliższa lewicy, jak i ta bliższa temu, co faktycznie można nazwać konserwatyzmem) milczy.

Po trzecie w tym przekłamanym tekście, gdzie fałsz fałszem fałsz pogania, nie zająknęły się nawet, że tak naprawdę to zwykli ludzie i organizacje pro-rodzinne zaczęły protestować przeciwko deprawacji dzieci i wprowadzania standardów WHO, a potem zareagowały partie, Kościół i liderzy zborów protestanckich. Ale po co psuć Amerykanom wizję świata, prawda?


piątek, 8 lutego 2019

Angielska telewizja jak dr Jekyll i pan Hyde?

Pisałem wczoraj o zwycięstwie agitpropu w Hollywood, co tłumaczy niski standard takich filmów, jak Kształt wody. Joseph Pearce, autor m.in. biografii H. Belloca, G.K. Chestertona, A. Sołżenicyna, O. Wilde’a oraz prac o Szekspirze, na swoim blogu na portalu The Imaginative Conservative odnotował nieco podobne spostrzeżenie, ale nie o mediach amerykańskich czy amerykańskim przemyśle filmowym, tylko brytyjskim BBC.

Pearce, który jest Anglikiem, mieszka w Stanach Zjednoczonych. Oglądając BBC America stwierdził rzecz następującą: „BBC nigdy nie przestaje mnie zadziwiać. W najlepszym przypadku jest tym, co najlepsze z dostępnych rzeczy, w najgorszym – spada na dno deprawacji. Przypomina dziwną postać Roberta Louisa Stevensona – dr Jekylla, który przemienia się od czasu do czasu w złego pana Hyde’a”.

Zachwycając się telewizyjną adaptacją prozy Elizabeth Gaskell, która jest przykładem tego, co „najlepsze” w BBC, Pearce ironizuje jednak na temat wywiadów udzielonych przez występujących w filmie aktorów, powtarzających jak mantrę, że Gaskell „wyprzedzała swój czas”. W skrócie autor stwierdza po prostu, że Gaskell, która „ulegała wiktoriańskiej iluzji scjentyzmu i progresywizmu”, prawdopodobnie byłaby załamana „postępem”, jaki dokonał się w XX wieku, z jego dwiema wojnami światowymi, niemieckimi i bolszewickimi obozami koncentracyjnymi, zrzuceniem bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki oraz dzieciobójstwem traktowanym jako „prawo” do aborcji.

Ale jeśli adaptacja prozy Gaskell to przykład jaśniejszej strony słynnego brytyjskiego kanału, to – jak pisze Pearce – ma ta telewizja również swoją mroczną stronę. I stwierdza on rzecz następującą:

Jako Anglik żyjący w Stanach Zjednoczonych, jestem całkiem szczerze zażenowany banalną deprawacją programu na kanale BBC America. Służy on jako okno na ciemne podbrzusze współczesnej Anglii ze wszystkimi jej jarmarcznymi oznakami. Jest to voyeuryzm najbardziej nikczemnego i wulgarnego rodzaju. Zasadniczo BBC wybiera najbardziej dziwaczne przykłady dewiacji seksualnych i społecznych, zachowań, które każda inna epoka opisałaby jako perwersyjne i chore psychicznie i serwuje to nam jako „rozrywkę”. Nie mam zamiaru plugawić tej strony internetowej listą tytułów tych widowisk, ale chciałbym po prostu ostrzec odwiedzających ten portal, by unikali BBC America jak zarazy, którą jest bez wątpienia. Jako Anglik chciałbym także przeprosić za to zanieczyszczanie amerykańskich fal telewizyjnych śmieciami mojego narodu.


Nawiązując do przytoczonego już zdania z początku swojego tekstu, Pearce stwierdza, że „W najgorszym przypadku BBC jest jak potwór, pan Hyde, który odrzucił wszelkie poczucie moralności na rzecz narcystycznego rozpasania”. Widać telewizja amerykańska musi jeszcze zachowywać jakiś poziom przyzwoitości, skoro Pearce zdecydował się przepraszać Amerykanów za plugastwa telewizji brytyjskiej.


czwartek, 7 lutego 2019

Pełny sukces agitpropu w Hollywood

Pisałem już na tym blogu o moim zdumieniu, z jakim oglądałem nagradzany film Kształt wody. Film przypominający czasy najgorszej propagandy komunistycznej – stwierdziłem, że tak właśnie mogłaby wyglądać socrealistyczna baśń dla dorosłych, socrealistyczne fantasy. Jedyna różnica to uwzględnienie wątku homoseksualnego.

Ponieważ nie jestem jakimś szczególnie zapalonym kinomanem, więc pewnie wiele mi umyka (choć nie umknęła mi obecność wątku homoseksualnego w jakimś nowym epizodzie Star Trek, który obejrzałem licząc na dobre kino science-fiction). Wiem jednak, że wątki homoseksualne pakuje się do popularnych seriali telewizyjnych, że pojawiają się one już nawet w kreskówkach dla dzieci, że wręcz nie sposób się od nich uwolnić choćby w niby niewinnej komedii romantycznej (obojętnie: polskiej czy zagranicznej).

To samo dotyczy lewicowej propagandy, jeśli chodzi o wszelkie inne sfery życia, w których lewacy chcą nas wywzolić. Kształt wody jest wręcz modelowym tego przykładem.

Na łamach pisma „Crisis” ukazał się ciekawy artykuł Toma Allena, który współpracował m.in. z Melem Gibsonem. Artykuł Allena zdaje się wiele wyjaśniać, jeśli chodzi o moje zaskoczenie, że taki gniot jak Kształt wody mógł w ogóle dostać jakąkolwiek nagrodę.

Autor pisze m.in.: „w filmach Hollywoodu jest tendencja komunistyczna – niemal we wszystkich z nich. Kulturowy marksizm wywołany niemal wiek temu przez „szkołę frankfurcką” stał się dominującą filozofią świata zachodniego. Jej jawny prozelityzm jest wszechobecny i niepowstrzymany. Hollywoodzka propagandowa machina zmieniła naszą kulturę w zdumiewający sposób w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, a następnie musimy spodziewać się wymuszonej zmiany samej naszej tożsamości męskiej i żeńskiej”.

Autor przypomina dokument ze stycznia roku 1963 wprowadzony do archiwów Kongresu Stanów Zjednoczonych, który był zatytułowany „Komunistyczne cele przejęcia Ameryki” („Communist Goals for Taking Over America”). Wśród komunistycznych celów, które obejmowały m.in. „promowanie ONZ jako jedynej nadziei dla ludzkości, przechwycnie jednej albo obu politycznych partii w Stanach Zjednoczonych, rozmiękczenie programu szkół i infiltrację prasy”, znajdujemy tam również takie, które dotyczą już bezpośrednio mediów i kultury:

-         Pozyskanie kontroli nad kluczowymi stanowiskami w radiu, telewizji i filmie.
-         Kontynuowanie dyskredytowania kultury amerykańskiej poprzez degradację wszystkich form artystycznego wyrazu.
-         Złamanie kulturalnych standardów moralności poprzez promowanie pornografii i nieprzyzwoitości w książkach, czasopismach, filmie, radiu i telewizji.
-         Przedstawianie homoseksualizmu, degeneracji i swobody seksualnej jako „normalnych, naturalnych, zdrowych”.
-         Wyeliminowanie wszystkich praw panujących nad sprośnością poprzez nazwanie ich „cenzurą” i naruszaniem wolności słowa i wolnej prasy.

Dorzućmy do tego jeszcze infiltrację Kościoła w Stanach Zjednoczonych prze komunistów, o której mówiła Bella Dodd (1100 kleryków wprowadzonych do seminariów!), a wszystko staje się jasne. Fragmenty mozaiki się dopełniają i układają w wyraźną całość. Aż trudno uwierzyć, że ten plan udało się im – komunistom – tak doskonale zrealizować.

Kiedy więc ktoś mi opowiada o jakimś kolejnym wzruszającym filmie o tym, jak to intelektualiści cierpieli w Stanach z powodu komisji senatora McCarthy’ego, mam ochotę kopnąć go mocno w zadek albo poradzić, by sam silnie walnął się w łeb.


wtorek, 29 stycznia 2019

Z cyklu: Myszkując po Internecie - Sodoma i Gomora w kościele katolickim

Tym razem niczego nie będę komentował. To się komentuje samo. Wstrząsający odcinek programu Michaela Vorisa o homoseksualistach w katolickim kościele w Stanach zamieścił portal PCh24.pl. Wideo można zobaczyć tutaj. Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy, by oglądać to bluźniercze widowisko, jakie odbyło się przed niedzielną Mszą i to ku aplauzowi wiernych (sic!).


czwartek, 24 stycznia 2019

Przełom XX i XXI wieku – potworna głupota i barbarzyństwo

Jeśli nasz świat przetrwa, to w przyszłości nasza epoka będzie określana wiekiem głupoty i bezprzykładnego barbarzyństwa.

Mimo niesamowitego rozwoju technologii, zwłaszcza w dziedzinie elektroniki, rozwoju wiedzy naukowej i różnych specjalizacji, zdajemy się poziomem moralnym staczać coraz bardziej do poziomu bezprecedensowego barbarzyństwa. Temu ogromnemu rozwojowi nauk technicznych – choć już nie na przykład w eksploracji kosmosu, gdzie postęp jest dużo wolniejszy, niż wyobrażali to sobie pisarze science-fiction – towarzyszy regres w dziedzinie nauk humanistycznych, a w tym w szczególności w etyce. To chyba się ze sobą po prostu wiąże. Rzeczy na pozór tak trywialne, jak upadek nauki łaciny w szkołach; zerwanie z wiekową tradycją, odrzucenie klasyków literatury, wyrzucenie z uczelni wyższych teologii, zwrócenie się „humanistów” przeciwko człowiekowi poprzez popieranie różnych zbrodniczych projektów – takich jak eutanazja, aborcja, in vitro..., zastąpienie prawdziwej nauki o człowieku tzw. „gender studies” – to wszystko (i dużo więcej) się ze sobą wiąże.

Dołóżmy do tego znieczulicę na wprowadzanie coraz bardziej barbarzyńskiego prawa. A przy tym dochodzi zwykły brak reakcji Kościoła katolickiego, który zajmuje się ekologią, zamiast zwrócić uwagę na to, że niedługo nie będzie dla kogo tej ekologii bronić, bo dzieci morduje się łonach matek, a świat zaczynają zaludniać egoistyczne, zimne, zapatrzone w siebie zombi, które łzę uronią co najwyżej nad martwym szczeniakiem i żuczkiem gnojakiem, ale już nie nad martwym człowiekiem.

We Wrocławiu w ubiegłym tygodniu przegłosowano dofinansowywanie in vitro z kieszeni podatnika. Arcybiskup Kupny na razie milczy. Nie słyszałem żadnej reakcji. W Polsce obchodzi się natomiast w Kościele dni jedności chrześcijan, dni judaizmu, dni islamu...

W stanie Nowy Jork pogorszono prawo jeszcze bardziej, wprowadzając już coś, co trudno tak naprawdę nazwać w ogóle prawem (jeśli to poprzednie można takim było określić). Nowe bezprawie dopuszcza mordowanie dzieci nawet w końcowym etapie ciąży. To barbarzyństwo uczczono radosną iluminacją Mostu Kościuszki i budynku One World Trade Center (sic!).


wtorek, 11 grudnia 2018

Czy zniszczono cud eucharystyczny?

Poświęciłem kilka odcinków swojego wideobloga (z którym eksperymentuję od niedawna) tematowi cudów eucharystycznych w Sokółce i w Legnicy. Tymczasem okazuje się, że być może do podobnego cudu eucharystycznego i w podobnych okolicznościach doszło pod koniec listopada w... stanie Nowy Jork!

Różnica jednak jest taka, że – jak donosi portal Church Militant – ów prawdopodobny cud eucharystyczny w Springbrook w stanie Nowy Jork został... zniszczony! Proboszcz parafii ks. Karl Loeb poinformował o możliwym cudzie bp. Richarda Malone i biskupa pomocniczego Edwarda Grosza, ale obaj biskupi stwierdzili ku zaskoczeniu proboszcza, że włożona do naczynka z wodą hostia rozpuściła się i nakazali księdzu pozbycie się tego, co według świadków było w rzeczywistości cudem eucharystycznym. Jak pisze portal, kapłan, wierny ślubom posłuszeństwa, posłuchał biskupów, choć zrobił to niechętnie.

Artykuł zilustrowany jest dwoma fotografiami, które przypominają cuda eucharystyczne w Sokółce i Legnicy. Przed powiadomieniem biskupów zostały wykonane zdjęcia rzekomego cudu, który odkryto 30 listopada. Wśród wiernych panuje wzburzenie w związku z decyzją biskupów.


środa, 5 grudnia 2018

To nawet nie jest śmieszne, czyli w koszulce na pogrzebie

Tak, to nawet nie jest śmieszne, to jest po prostu żałosne. Wyobrażacie sobie, że na pogrzeb np. kogoś wam bliskiego przyjeżdża jeden osobnik, który zamiast zachować godność i powagę paraduje w koszulce z napisem o wymowie politycznej, by dać do zrozumienia jednemu z żałobników, co o nim myśli? Wokół wszyscy w żałobie, a tu jeden taki... No cóż...

I naprawdę nie było nikogo wśród zwolenników tego pana, by mu to wybić z głowy? Aby mu chociaż uświadomić, że przez szacunek dla zmarłego... Eh! Szkoda słów!

piątek, 21 września 2018

Episkopat jak drogówka, czyli matka siedzi z tyłu


Żyjemy w chwili być może jednego z największych kryzysów w dziejach Kościoła katolickiego. Niektórzy katolicy świeccy w Stanach Zjednoczonych domagają się wręcz ustąpienia papieża Franciszka, a przede wszystkim solidnego śledztwa na temat świadectwa arcybiskupa Vigano i wyczyszczenia tej stajni Augiasza żelazną miotłą. W mediach amerykańskich zarówno katolickich, jak i świeckich wre, co jakiś czas na światło dzienne wychodzą nowe fakty.

Jednym z ciekawszych wątków w tej całej sprawie jest m.in. infiltracja Kościoła katolickiego w USA przez komunistów i umieszczanie w seminariach kandydatów, których celem było rozwalenie Kościoła od środka. Komentatorzy przypuszczają na podstawie świadectwa nawróconej komunistki Belli Dodd, że to jest jedno ze źródeł obecnej sytuacji w amerykańskim Kościele. Sama Bella Dodd opowiedziała Dietrichowi i Alice von Hildebrand, że udało się jej umieścić ponad 1000 młodych mężczyzn w różnych seminariach, którzy udawali wiernych katolików.

Co z tego dociera do polskich czytelników, widzów i słuchaczy? Czy przeciętny katolik jest świadom tego, co dzieje się w Kościele katolickim? Zaznaczam: tu nie chodzi o jakiś zbór protestancki, który targany jest skandalem i którego hierarchia nie chce potraktować poważnie problemu. Tu chodzi o Kościół katolicki, czyli Kościół powszechny! W ciągu minionych tygodni chyba tylko raz zdarzyło mi się usłyszeć na Mszy kapłana, który w modlitwie wspomniał trudną sytuację w Kościele katolickim. Może mam pecha. A przecież prośba o pomyślne rozwiązanie tego kryzysu powinna być główną intencją każdej Mszy św. i każdego nabożeństwa. 

Wydaje się, że nasi hierarchowie postępują w myśl zasady:

Niech na całym świecie wojna,
byle polska wieś zaciszna,
byle polska wieś spokojna.

Gdzie „wieś” symbolizuje po prostu Polskę. Po co w końcu niepotrzebnie burzyć spokój przeciętnemu Kowalskiemu? Niech żyje sobie w błogiej nieświadomości.

Taki obraz polskiego Kościoła chyba chcą polscy biskupi posłać również w świat, którym wstrząsają wspomniane wyżej kolejne informacje o skandalu homoseksualnym w Kościele katolickim. Cóż bowiem takiego uznano za temat godny uwagi czytelnika zagranicznego i przetłumaczenia na język angielski oraz umieszczenia na oficjalnej stronie Episkopatu? Ekumeniczną (tak, tak – ekumeniczną!) akcję, której celem jest bezpieczeństwo na drodze! Nie wierzycie, to sobie zerknijcie tutaj.



Dodam, że do tej pory angielska wersja strony Episkopatu była dość rzadko aktualizowana, a przynajmniej w nieregularnych odstępach. Wydawałoby się więc, że jeśli już coś zostaje tu zamieszczone, to powinna to być przynajmniej naprawdę istotna kwestia dla Kościoła i wiernych (i nie chodzi mi o to, bym lekceważył bezpieczeństwo na drogach). Być może dla tłumacza zatrudnionego przez biskupów to takie wprawki w różnej tematyce, więc treść tak naprawdę nie jest istotna. Też ciekawe zajęcie.

A swoją drogą, mówiąc poważnie, przykład zdaje się iść z góry. Ojciec święty wśród skandalu molestowania seksualnego uznał, że ważnym tematem są plastykowe butelki wyrzucane do oceanu. Świeccy w Stanach Zjednoczonych domagają się jego ustąpienia, a papież Franciszek mówi o plastykowych butelkach! Może nic dziwnego zatem, że miał ostatnio czas dla proaborcyjnego piosenkarza Bono, a nie ma do tej pory tego czasu na odpowiedź na dubia lub dla argentyńskich kobiet, ofiar molestowania seksualnego, które chciałyby się z nim spotkać.

środa, 25 lipca 2018

KOD po amerykańsku

U nas nasila się walka rewolucyjna i nawet niektórzy wypoczywający „apolityczni” dziennikarze są przerażeni, że nie będziemy mieli już wolnych sądów. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych mają również swoje wersje naszego KOD-u i „apolitycznych” dziennikarzy, którzy są niezmiernie zatroskani o stan państwa i demokracji. Tak zatroskani, że wręcz mówią jednym głosem w wielu niezależnych stacjach telewizyjnych. I to dosłownie. Nie wierzycie, że takie numery są tam możliwe, to posłuchajcie (napisy polskie po włączeniu w ustawieniach):


sobota, 28 stycznia 2017

Marsz za życiem – Marsz za śmiercią

W mediach wciąż jeszcze można przeczytać wiadomości z wczorajszego Marszu za życiem w Waszyngtonie, w którym udział wziął również wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Tymczasem w zeszłą sobotę odbył się tzw. „Marsz Kobiet”, który był dość zasmucającym wydarzeniem i chyba stosowniejszą nazwą byłaby "Marsz za śmiercią". Może warto przypomnieć i tamto wydarzenie, tak odmienne od wczorajszego. Dość emocjonalny komentarz wygłosił na jego temat Michael Voris (polskie napisy):

czwartek, 26 stycznia 2017

Aborcja i dwa światy polityki


Kiedy polski polityk prawicowy mówi, że będzie bronił życia nienarodzonych, to mówi.

Kiedy amerykański polityk prawicowy mówi, że będzie bronił życia nienarodzonych, to broni. Tuż po objęciu urzędu. Od razu.

wtorek, 8 listopada 2016

środa, 30 marca 2016

Zje obiad, nie zje obiadu

Spotka się, nie spotka się. 

Ile w tym kompleksów, poczucia niskiej wartości! I to po obu stronach politycznego sporu!

Chciałbym, aby Polacy wreszcie nabrali szacunku dla samych siebie, aby Polska przestała być tą, którą „błyskotkami łudzą”, przestała zarówno „pawiem narodów być i papugą”, jak i „służebnicą cudzą”.