Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lipca 2019

Batalia o kolejne dziecko w Wielkiej Brytanii

Polskie media chyba nie poświęciły zbytnio uwagi tej sprawie, a tymczasem wygląda na to, że toczy się batalia o życie kolejnego dziecka w Wielkiej Brytanii. Był Charlie, był Alfie, a teraz jest Tadifa, której terapię lekarze chcą przerwać wbrew rodzicom, którzy pragną dziecko ratować. Co gorsza scenariusz jest podobny, jak w przypadku Afliego i Charliego, to znaczy szpital nie chce dziecka wydać rodzicom, by mogli je przewieźć na leczenie do innego szpitala we Włoszech.

Smutne, by było, gdybyśmy się przyzwyczaili do takich sytuacji i przestali reagować, tak jak wielu z nas przyzwyczaiło się do mordowania nienarodzonych dzieci do tego stopnia, że przestajemy tym problemem się zajmować, a politycy (i to „nasi”!) traktują ten problem jako element rozgrywki politycznej, zamiast odważnie stanąć po stronie prawdy i bronić niewinnych dzieci wbrew wszelkim kalkulacjom wyborczym.

Więcej o sprawie małej Tadify można przeczytać tutaj.


piątek, 19 października 2018

Czym jest in vitro?


Nic chyba lepiej nie pokazuje, czym tak naprawdę jest in vitro niż kampania na ulicach Rzymu, Mediolanu i Turynu, jaką zorganizowali włoscy obrońcy życia i rodziny. O samej kampanii można więcej poczytać tutaj. Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na zamieszczone tam zdjęcie plakatu, jakim posłużyli się obrońcy tradycyjnej moralności i rodziny.


Plakat przedstawia dziecko w wózku... sklepowym. Na jego gołej piersi widnieje kod kreskowy. Wózek jest pchany przez dwóch „tatusiów”. Czasami jeden obraz ujmuje istotę rzeczy lepiej niż tysiące słów. Takie są właśnie konsekwencje in vitro. Człowiek staje się po prostu towarem. Wprawdzie jeszcze nie kupuje się ludzi w supermarketach, wybierając z półek „towar”, który nam najlepiej pasuje rozmiarem, kolorem oczu, płcią, barwą skóry i włosów i potencjalnymi predyspozycjami, ale taka wizja wydaje się być dość bliska realizacji. „Nowy wspaniały świat” na wyciągnięcie ręki!


Rację miała Anna Golędzinowska, nawrócona była modelka, która określiła in vitro handlem żywym towarem. Tak właśnie jest. A jeśli ktoś tego nie dostrzega i mydli nam oczy sentymentalnymi opowiastkami o rodzicach, którzy tak bardzo chcieliby mieć dziecko, to jest po prostu krótkowzroczny albo jest na wskroś złym człowiekiem.


Czy zatem polityk, który nie potrafi przewidzieć konsekwencji tak oczywistych dla byłej modelki, powinien w ogóle być traktowany poważnie? Najpiękniejsze wizje i wizualizacje polskich miast, które pławią się w zieleni i mają wszelkie możliwe udogodnienia dla swoich mieszkańców, są niczym, jeśli polityk je prezentujący gotuje piekło przyszłym pokoleniom. Cóż z tego, że jest to piekło, w którym na pozór żyje się dobrze i bezproblemowo, bo wszystko w nim idzie gładko za naciśnięciem kolorowego guzika na panelu elektronicznego gadżetu! Krótkowzroczny polityk, który widzi jedynie pozorne dobro żyjących pokoleń, a nie dostrzega prawdziwej katastrofy, jaką szykują jego działania pokoleniom przyszłym, powinien zniknąć ze sceny politycznej na zawsze i jak najszybciej. Obojętnie, czy jest to „nasz” polityk, czy „ich”.


czwartek, 12 stycznia 2017

Rzym I – Plac św. Piotra

Na pl. św. Piotra najlepiej znaleźć się o świcie. Wówczas można na przykład zobaczyć coś takiego, ale nie tylko...


środa, 11 stycznia 2017

Florencja raz jeszcze


Do Florencji, tak jak do wielu innych miast i miasteczek włoskich, z pewnością warto wybrać się na dłużej niż jeden dzień tylko. 


Miasto ma w sobie coś swojskiego, jakby nieco znajomego z Krakowa, Lwowa czy innych miast polskich. Choć bez wątpienia nie do końca to samo. Mimo gigantycznych budowli nie przytłacza, tak jak przytłaczał mnie industrialny Turyn. Tu niewątpliwie warto mieć czas na powolne zwiedzanie, na wędrówkę po mieście z dobrym przewodnikiem pod pachą. Myśmy tylko trochę to miasto „liznęli”. 

W pamięci niewątpliwie zostaje imponująca katedra Stanta Maria del Fiore (zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz), słynny Most Złotników, plac przed Palazzo Vecchio z rzeźbami Giambologni i Ammantiego, niesamowity obraz widziany krótko, zbyt krótko w pewnym kościele oraz... restauracja czy też kawiarnia o swojsko brzmiącej nazwie: „Paszkowski”. Nie założył jej jednak polski powstaniec styczniowy, jak mylnie powiedziała nam, sympatyczna zresztą, przewodniczka (chyba, że to mnie się mylnie zakonotowało). Ma to miejsce wprawdzie związek z owym powstańcem, ale taki, że był to jego syn. I nie założył on tej kawiarni (gdyż był producentem piwa), choć nadano jej jego imię. Historia jest jednak nie mniej ciekawa, a po ilustrowany zdjęciami tekst i informacje, skąd ta nazwa, odsyłałam na bloga „W altanie przy kawie”. 

Warto notabene przysiąść sobie w Ristorante Paszkowski na obiad. Dobre wino, dobre jedzenie i sympatyczna obsługa, która mówi po angielsku (choć nie po polsku niestety). 

Aha! I nie można zapomnieć o Dantem rzecz jasna.