Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2020

Oddam głos na Dudę

W drugiej turze wyborów oddam głos na Andrzeja Dudę. Obecny prezydent nie jest kandydatem moich marzeń, tak jak rządząca koalicja nie jest rządem, jakiego bym pragnął. Andrzej Duda zawiódł moje pokładane w nim nadzieje. Nie podjął zdecydowanej inicjatywy w obronie życia nienarodzonych, choć głosi, że jest za jego ochroną.

Nie dotrzymał też obietnic danych frankowiczom – w rzeczywistości są oni zdani na długoletnie batalie sądowe z bankami, a więc też ogromne ryzyko, jakie się z tym wiąże. Zostali pozostawieni samym sobie, a sądy, jakie są, każdy widzi. Jest to w gruncie rzeczy uprawomocnienie lichwy, choć trzeba uczciwie przyznać, że są już przypadki wyroków na korzyść oszukanych pożyczkobiorców. Państwo zamiast chronić obywateli, wydaje się być po stronie banksterów, a może też i w ich kieszeni.

Andrzej Duda sugerował także w pewnym momencie możliwość legalizacji tzw. „związków partnerskich”, co kłóci się z deklarowanym przez niego katolicyzmem. Kościół katolicki nie uznaje prawnej legalizacji „związków partnerskich”, a więc nie można popierać takich inicjatyw i jednocześnie być wiernym nauce Kościoła.

Można by pewnie przytoczyć też i wiele innych działań i inicjatyw Andrzeja Dudy, których żadną miarą poprzeć nie sposób, jak na przykład słynny pomysł wpisania do Konstytucji członkostwa Polski w Unii Europejskiej, co nasuwa jak najgorsze skojarzenia z czasami PRL-u.

Mimo tych i innych wad, jest to w obecnej chwili jedyny sensowny wybór. Rafał Trzaskowski jako prezydent Polski oznaczałby przyspieszenie degrengolady naszej ojczyzny. Prezydent RP stojący na czele kolejnej parady LGBT-coś tam to wizja z najkoszmarniejszego snu. Blokowanie inicjatyw ustawodawczych, to z kolei zaostrzenie sporów i faktyczny paraliż funkcjonowania państwa. Jeśli Trzaskowski wygrałby te wybory, mógłby w pierwszej kolejności złożyć podziękowania Konfederacji, o czym piszę z prawdziwą przykrością. Mam wrażenie, że dla tej partii niskie podatki, małostkowa zemsta na wrednych „pisiorach”, którzy wyzywali ich od „ruskich onuc”, liczenie na to, że im gorzej, to tym lepiej dla Konfederacji i tym podobne, są ważniejsze, niż dobro Ojczyzny. Fałszywa też jest symetria mówiąca o wyborze między dżumą o cholerą. Przy wszelkich swoich wadach, Andrzej Duda nie jest jednak rzecznikiem cywilizacji śmierci. Z pewnością nie jest idealnym prezydentem, ale w obecnej sytuacji „beggars can’t be choosers”, jak mawiają Anglicy.


poniedziałek, 23 marca 2020

Z dziennika kwarantanny 04: śmiercionośny wirus w sercu

Nie mam w zasadzie wątpliwości, że obecna pandemia czy też epidemia, a w każdym razie zaraza to jednak kara Boża. Niektórzy, nawet duchowni, obruszają się na takie stwierdzenie. Oczekują pewnie, że Pan Bóg to takie „ciepłe kluchy”, a nie kochający Ojciec. A przecież każdy kochający ojciec (a także matka) karze adekwatnie dzieci za zło, które popełniają. Czasami tak trzeba, jeśli łagodne słowa i siła argumentów nie działają.

Obecna zaraza wydaje się wręcz dość łagodną karą, jeśli weźmie się pod uwagę ilość zła popełnianego każdego dnia na całym świecie. Można się zastanawiać, czy jeśli ludzkość się nie opamięta, to nie spotka nas coś dużo, dużo gorszego.

Żyjemy bowiem w czasach szerzenia się cywilizacji śmierci. A szerzy się ona w zastraszającym tempie. Kiedy obserwuję np. tzw. „czarne marsze” i wykrzywione twarze protestujących, te ich bluzgi, środkowe palce, a nawet plucie i rzucanie różnymi przedmiotami w grupkę modlących się ludzi, to nieodmiennie przychodzi mi do głowy, że chyba nie wiedzą oni, kto tak naprawdę za nimi stoi. Usuńmy dwie litery z drugiego słowa wyrażenia „czarne marsze”, a będziemy mieli odpowiedź, czym tak naprawdę one są.

Ci, którzy obruszają się na stwierdzenie, że koronawirus to kara Boża, chyba nie biorą na poważnie tego, o jaką stawkę chodzi w tej grze. Przecież jeśli stawką jest albo wieczne potępienie, albo wieczne życie w nieskończonej radości bez łez i cierpienia, to tak naprawdę żadna kara na tym świecie nie jest zbyt surowa. Lękamy się bólu, lękamy się śmierci. Większość ludzi lęka się też operacji, wyrwania zęba, głupiego wbicia igły w czasie zastrzyku. A bez poddania się tym niemiłym zabiegom możemy przecież też skończyć fatalnie. Jeśli nawet nie spotka nas to, co i tak nieuniknione, to możemy resztę życia spędzić w cierpieniu, którego przecież chcieliśmy uniknąć.

Okazuje się, że są jednak tacy, którzy są kompletnie ślepi na tę rzeczywistość. Zaraza nie przemawia im do wyobraźni, nie skłania do chwili refleksji. Oto okazuje się, że np. aborcjoniści domagają się z powodu koronawirusa prawa do „zdalnych” aborcji, a propagatorzy śmierci na żądanie zdalnego wspomaganego samobójstwa. Śmierć czai się wokół, ale im mało jeszcze śmierci. Niewinne dziecko trzeba usunąć z tego świata, bo mama akurat chce robić karierę albo będzie musiała się zmagać z trudami życia, wychowując jednocześnie dziecko. Schorowanemu i samotnemu człowiekowi, który cierpi najlepiej też podać śmiercionośną ampułkę, zamiast wyciągnąć do niego pomocną dłoń, ofiarować mu choć chwilę wytchnienia w jego cierpieniu.

Czarne msze, czarne serca – śmiercionośny wirus tkwi w nich, jak okruch stłuczonego lustra w oku  i sercu Kaya.


Photo by David DeLorme from FreeImages

sobota, 25 stycznia 2020

Prezydent Trump broni życia nienarodzonych

Prezydent Trump wziął udział w Marszu dla Życia w Waszyngtonie w ten piątek. Jak widać, słupki sondażowe i protesty ubranych na czarno feministek nie martwią go tak bardzo, by tonować swoje wypowiedzi i ograniczyć swoją aktywność na polu obrony życia nienarodzonych. U nas natomiast króluje jak najbardziej dosłowny zabójczy „kompromis aborcyjny” i obawa niepokojów społecznych.

Fragment przemówienia prezydenta Trumpa z Marszu dla Życia:

„Wszyscy z nas tutaj rozumieją odwieczną prawdę: Każde dziecko jest cennym i świętym darem od Boga. Razem musimy chronić, pielęgnować godność i świętość każdego ludzkiego życia i bronić ich .

Kiedy widzimy obraz dziecka w łonie, dostrzegamy przebłysk majestatu Bożego stworzenia. Kiedy trzymamy nowonarodzone dziecko w naszych rękach, znamy nieskończoną miłość, jaką każde dziecko przynosi rodzinie. Kiedy oglądamy, jak dziecko rośnie, widzimy blask, jaki promieniuje z każdej ludzkiej duszy. Jedno życie zmienia świat (...)”.


Źródło: LifeSiteNews, tłum. własne.


Photo by Irina Murza on Unsplash

czwartek, 23 stycznia 2020

Ameryka opowiada się za życiem, ich prezydent nie pęka

Amerykańscy kongresmani upamiętnili wczoraj rocznicę sprawy „Roe kontra Wade” przemówieniami, w których mówili o tym, że należy zakazać zabijania nienarodzonych dzieci. Nie przebierali w słowach i wprost nazywali sprawę po imieniu. Jeden z kongresmanów wspomniał o „dehumanizacji” istot ludzkich ze względu na ich wiek. Inny podkreślił zdumiewający fakt, jakim jest to, że wbrew osiągnięciom wiedzy medycznej i technologii, to ludobójstwo wciąż nie zostało zakazane. Wiedzy medycznej – bo przecież wiemy zbyt wiele o rozwoju człowieka, by udawać, że nienarodzone dziecko nie jest człowiekiem. Technologii – bo przecież można zobaczyć, czym jest ów „zlepek komórek”, o którym mówią feministki.

Z kolei Donald Trump, jeden z najbardziej „pro-liferskich” prezydentów w dziejach Stanów Zjednoczonych wydał specjalną deklarację, w której ogłosił 22 stycznia „Narodowym Dniem Świętości Życia Ludzkiego”. Podkreślił w niej godność każdej osoby ludzkiej od poczęcia po naturalną śmierć i obiecał działać dalej i nie ustępować w swojej walce z aborcją. Robi to w zasadzie w trakcie rozkręcającej się kampanii wyborczej. Nie pęka, że słupki sondażowe pokażą spadek popularności, nie kluczy.

Czy nasi rodzimi politycy, oprócz Konfederacji, mają taką odwagę, by otwarcie, bez obaw, głosić obronę ludzkiego życia, zwłaszcza życia tych najmniejszych, najbardziej bezbronnych? Niestety nie. Oni się boją gniewu czarnych feministek. Oni się obawiają o spadki w słupkach sondażowych. A tymczasem zegar tyka, wieczność czeka...

Swoją drogą, jestem ciekaw, ile mediów głównego nurtu o tym poinformowało, łącznie z TVPiS.


Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

czwartek, 9 stycznia 2020

Aktorka złożyła ofiarę złotemu cielcowi

Tegoroczna uroczystość wręczenia Złotych Globów zasłynęła z występu komika Ricky’ego Gervaisa, który zadał parę celnych ciosów hipokrytom z Hollywood. Jego występem ekscytują się prawicowe i katolickie media oraz tacy sami komentatorzy, choć należy pamiętać, że nie należy on raczej do miłośników prawicy, a jeśli chodzi o jego poglądy, to jest ateistą, co łatwo sprawdzić w Internecie. W dalszym ciągu nie zmienia to faktu, że uderzył środowisko Hollywood boleśnie.

Zauważył on m.in., że wręczenie nagród nie powinno stać się dla aktorów i aktorek platformą do wygłaszania przemówień politycznych, gdyż po prostu nie są w takiej sytuacji, by móc kogokolwiek pouczać. Jak na ironię, aktorka Michelle Williams wygłosiła właśnie taką mowę polityczną. Można by machnąć na to ręką, w końcu nasze polskie aktorki też wygłaszają różne polityczne opinie, częściej głupie albo bardzo głupie niż mądre. Jednak Williams zachęciła kobiety do popierania aborcji i przyznała, że skorzystała ze swojego „prawa do wyboru”. A to wydaje się sugerować dość jednoznacznie, że dla kariery poświęciła swoje nienarodzone dziecko.


Wśród komentarzy, które pojawiły się potem w mediach, ktoś trafnie skojarzył Złoty Glob z biblijnym złotym cielcem. Można by też wspomnieć o Molochu, któremu w ofierze składano właśnie dzieci. Ktoś inny stwierdził również, że o Złotym Globie dla Williams niedługo nikt nie będzie pamiętać, ale ona będzie pamiętać o swoim nienarodzonym maleństwie do końca życia.

Naprawdę warto było?


piątek, 13 grudnia 2019

Czuły barbarzyńca i licencja na zabijanie

Chyba każdy zdrowo myślący człowiek nie przestanie się dziwić, jak różnej maści „postępowe” lewactwo łączy to wszystko w swojej głowie, jak pracują ich zwoje mózgowe? Oto z jednej strony ogromna czułość dla wszelkiej maści stworzonek: kotków, piesków, dzików, krówek, świnek, a nawet żuczków, a z drugiej bezwzględne domaganie się nieograniczonego prawa do mordowania najniewinniejszych i najbardziej bezbronnych ze wszystkich stworzeń: nienarodzonych dzieci.

Co gorsza dyskusja z nimi nie ma z reguły sensu. Do nich nie docierają żadne argumenty racjonalne, logiczne. To jest myślenie magiczne. Nie trzeba naprawdę posługiwać się racjami religijnymi, by udowodnić, że zabijanie nienarodzonych, zwane eufemistycznie „aborcją”, powinno być zakazane. Na moim blogu przytoczyłem kiedyś argumenty Petera Kreefta, który posługuje się zasadą niesprzeczności i klasycznym rozumowaniem zgodnym z prawami logiki. Tylko tyle: zdrowa logika. Ale ich się to nie chwyta.

Zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci będą mówić wbrew wszelkiej logice, że do chwili narodzin dziecko nie jest człowiekiem. Ani zdjęcia USG, ani próby przekonania ich logiczną argumentacją nie odnoszą skutku. W ich świecie człowiek staje się w magiczny sposób człowiekiem, gdy się urodzi, nie gdy się pocznie.

Ostatnio popis daje m.in. europosłanka Spurek, która popiera organizację „Aborcja bez granic”. Ta sama pani, która użala się nad „gwałconymi” krówkami i innymi stworzonkami, nie ma serca dla bezbronnych dzieci, których jedyną „winą” jest to, że się poczęły. Nieważne, że one też czują ból. Ważne są „prawa kobiet”!

Tak oto Europa stacza się w wieki ciemne, w których rządzi zabobon i myślenie magiczne. Tak oto Europę i cywilizację zachodnią stworzoną przez Kościół katolicki opanowują powoli czuli barbarzyńcy, którzy z zimną krwią skazują na śmierć tysiące niewinnych istnień.


poniedziałek, 18 listopada 2019

Czy Danny DeVito popiera zabijanie niewinnych ludzi?

Przeglądanie niektórych mediów społecznościowych może być przygnębiającym zajęciem. Oto nagle natykasz się na zdjęcie swojego ulubionego i sympatycznego aktora wspierającego organizację, którą trudno nazwać inaczej, jak tylko zbrodniczą. Czym jest bowiem Planned Parenthood jak nie jedną z największych na świecie mordowni nienarodzonych?

Tak, tak, do wspierających tę ludobójczą instytucję należy również Danny DeVito. Dzisiaj rano zobaczyłem jego zdjęcie, na którym z jeszcze innym aktorem dumnie prężyli się w koszulkach „I stand with Planned Parenthood” („Jednoczę się z Planned Parenthood”).

I jak zwykle w takim przypadku zastanawiam się: Jak to się dzieje, że ludziom, którzy często są w stanie wyrazić najsubtelniejsze uczucia swą doskonałą grą aktorską, którzy potrafią się na ekranie wczuć w tragedię odgrywanej postaci, jednocześnie tak bardzo brakuje wyobraźni, że nie potrafią sobie uzmysłowić, jaką potwornością jest aborcja, czyli po prostu zabijanie nienarodzonych. Czy to jakiś defekt mózgu? Czy po prostu są użytecznymi idiotami, którzy nawet nie wnikają w to, czym jest tak naprawdę instytucja, której istnienia bronią? Ot, po prostu: inni w przemyśle rozrywkowym to robią, to ja też?

Jest jeszcze inna możliwość: szatańskie opętanie, jak jest niewątpliwie w przypadku tych pań, które dziękują Bogu (sic!) za aborcję.


czwartek, 14 listopada 2019

„Jakby Hitler był przewodniczącym komisji ds. antysemityzmu”

Tak ktoś skomentował tę hucpę z komisją Rodziny i Polityki Społecznej. Chyba nic dodawać nie trzeba. Hańba posłom PiS, którzy na tę panią głosowali.


środa, 30 października 2019

Kompromis eksterminacyjny albo niech żyje prawo i sprawiedliwość!

Nie oglądam telewizji, o czym wiedzą czytelnicy tego bloga, jednak ostatnio mnie pokusiło, by odnaleźć w Internecie stronę Telewizji Polskiej i obejrzeć obszerne fragmenty zarejestrowanego programu, w którym prowadzący rozmawiał z przedstawicielami partii, które dostały się do Sejmu w ostatnich wyborach. Po lewej stronie prezentera znalazły się panie z lewicy, jedna skrajniejsza, druga nieco bardziej powściągliwa. Naprzeciwko byli panowie z prawicy, a ze studia chyba w Radomiu łączył się Grzegorz Braun.

Muszę przyznać, że było to żałosne widowisko. Głównie za sprawą pań z lewicy, które reprezentowały jednocześnie mocny nurt bezmyślności w polskiej (i nie tylko) polityce, nurt, który można by też określić jako emocje bez wsparcia rozumu. To zresztą nie pierwsza i nie ostatnia kompromitacja tych pań, o czym świadczy niedawny głośny wyskok innej ich reprezentantki, a mianowicie pani, która ubolewała nad spaleniem na stosie Brunona Schulza.

Znaczna część programu, którą można było sobie odpuścić, miała charakter bardziej kabaretowy niż poważny. Cóż bowiem myśleć o dywagacjach językowych pani z lewicy, która domagała się żeńskich form rzeczowników, które zwyczajowo są w języku polskim używane w formach męskich? Może tyle tylko, że było to specyficzne zaklinanie rzeczywistości? A poza tym bicie piany, w którym prowadzący program usiłował przekonać lewaczkę, że trzeba by było również zmienić treść odpowiednich dokumentów państwowych, łącznie z samą Konstytucją.

Zgrozę natomiast wywoływała u mnie następna część programu, w którym zaczęto dywagować nad tematem aborcji. Panowie, słusznie zresztą, dowodzili, że zgodnie z nauką nienarodzone dziecko jest człowiekiem. Pani z lewicy uważała natomiast, że kiedy była w ciąży, to była po prostu... w ciąży i nie było mowy o żadnym „noszeniu dziecka pod sercem” – który to termin zresztą uznała za „kościelną mowę” – bo to, co nosiła, nie było dzieckiem. Nawet nie próbuję się domyślić, dlaczego wobec tego ta pani uważała, że zabijanie nienarodzonych – nazywane dla zmyłki „aborcją” – może być dopuszczalne do dwunastego tygodnia ciąży. Skoro to nie jest dziecko, to po co te ograniczenia? Logiki w tym nie było żadnej, a zasada niesprzeczności była pewnie tak obca tej pani, jak przeciętnemu człowiekowi życie na obcej planecie w innym systemie słonecznym.

To, że owa pani miała mózg w doskonałym stanie, bo nieużywany, było aż nadto widoczne, więc szkoda poświęcać na nią więcej czasu. Zdumienie natomiast wywoływali panowie – z wyjątkiem samotnego w tym towarzystwie Grzegorza Brauna – którzy z zasadą niesprzeczności wydawali się też mieć widoczny problem, choć z początku stwarzali pozory, że z szarych komórek mózgowych korzystają. Pomijam już nawet uleganie mowie-trawie pani z lewicy i pozwolenie na to, by wpuściła ich w kanał, jakim były dywagacje o tzw. „średniowieczu”.

Otóż pan z PiS-u nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że nienarodzone dziecko jest po prostu człowiekiem. Jednocześnie jednak obstawał przy tzw. „kompromisie” aborcyjnym, zarzucając Grzegorzowi Braunowi i ogólnie Konfederacji ekstremizm. Rzecz jasna pojawiły się argumenty zgodne z linią partii, że ten zgniły „kompromis” pozwala ocalić dzieci, które inaczej byłyby mordowane w wyniku zmiany przepisów.

Aby uświadomić sobie całą grozę takiego rozumowania, wyobraźmy sobie sytuację z rzeczywistości alternatywnej. Oto Europa po kontrolowanym upadku III Rzeszy. W jednym z państw europejskich (podobnie jak i w pozostałych) ciągle obowiązują jeszcze pozostałości prawa hitlerowskich Niemiec. Eksterminacja Żydów istnieje, ale w ograniczonym zakresie. W wyniku tzw. „kompromisu eksterminacyjnego” Żydów można mordować jedynie w ściśle określonych przypadkach. Na przykład wówczas, kiedy Żyd stanowi zagrożenie życia lub zdrowia. Albo wówczas, kiedy Żyd ma wrodzone wady, które uniemożliwią mu normalne funkcjonowanie.

W kolejnych wyborach do parlamentu tego kraju dostaje się partia konserwatywna, która jako jedyna stoi na stanowisku, że Żydzi jako ludzie mają prawo do życia i w związku z tym obowiązujące przepisy należy zmienić. Partia prawicowa, która po raz drugi wygrała wybory stoi na stanowisku podobnym, ale twierdzi, że niestety wszelka zmiana prawa doprowadzi do przesunięcia wahadła i w następnych wyborach ustawodawstwo zostanie zmienione tak, by dopuścić eksterminację Żydów bez ograniczeń. Dlatego regulacji nie zmieni i będzie bronić „kompromisu eksterminacyjnego”. Dodam, że w tej rzeczywistości alternatywnej owa partia prawicowa, która broni sprawiedliwości i prawa, również nie robi nic, by zmienić mentalność obywateli swego kraju. Straszy natomiast ekstremizmami.


poniedziałek, 7 października 2019

Nie będę głosował na tchórzy!

Choć wspierałem działania Prezesa przez wiele lat i konsekwentnie oddawałem głos najpierw na PC, a potem na PiS, to tym razem – tak jak w wyborach samorządowych – nie oddam głosu na PiS. Nie mogę z czystym sumieniem zagłosować na tchórzy, którzy nie potrafią bronić ludzkiego życia od chwili poczęcia. Opowiadanie się za utrzymaniem obecnego zgniłego „kompromisu aborcyjnego”, to głosowanie za segregacją ludzi (na co zwrócił uwagę ksiądz Isakowicz-Zaleski). Co te biedne dzieci, szlachtowane w ludzkich rzeźniach tylko z tego powodu, że zdiagnozowano u nich wady genetyczne, zawiniły członkom PiS-u, że nie chcą ich bronić?

Zabijanie nienarodzonych to nie jest kwestia poboczna. To nie jest problem drugorzędny. Akceptacja jakiegokolwiek „kompromisu” w tej kwestii, to godzenie się na negowanie praw Bożych, to banie się bardziej ludzi niż Boga. Przyjdzie nam za to zapłacić. Wcześniej czy później. Krew niewinnych woła do nieba!


piątek, 27 września 2019

„Zło dobrem zwyciężaj”, czyli szlachtowanie niewinnych dzieci jest dobrem

Wypowiedź pana premiera dla „Gościa Niedzielnego” w zasadzie sama się komentuje. Ślepota polskich polityków jest po prostu zatrważająca. Przeczytajcie sobie sami. Ja w każdym razie głosu na PiS już nie oddam. Martwi mnie tylko, że Konfederacja nie wystawiła nikogo do Senatu we Wrocławiu.


sobota, 31 sierpnia 2019

Moja zachcianka nie jest twoją zachcianką. A powinna?

W jednym ze swoich wpisów napisałem, że w przypadku różnych lewicowych i liberalnych establishmentów trudno mówić o hipokryzji, kiedy ich postępowanie nie jest konsekwentne. Trudno bowiem mówić – jak mi się wydaje – o hipokryzji tam, gdzie nie ma stałych punktów orientacyjnych, a tak jest w tym przypadku. Stąd trafniejsze jest określenie zaczerpnięte z „W pustyni i puszczy” Sienkiewicza – „moralność Kalego”.

Najnowszym przykładem takiego postępowania jest warszawska afera z szambem (by nie użyć grubszego słowa). Konia z rzędem temu, kto przedstawi choć jednego „zielonego”, który zaprotestował przeciwko decyzji wypuszczenia tych ścieków do Wisły. A przecież ci sami ludzie użalają się na kornikiem drukarzem i każdym drzewkiem, które ktoś zetnie na swojej działce. Czegoś nie zauważyli? Byli w tym czasie na wakacjach?

Ponieważ lewacy wydają się nie mieć stałych punktów orientacyjnych, jakichś stałych punktów odniesienia w swojej „płynnej postnowoczesności”, być może w dyskusji z nimi trzeba zastosować trochę inny język, by zapędzić ich w kozi róg i następnie wyjaśnić im to, co dla nich nie jest takie oczywiste.

Weźmy taki przykład. Kiedyś – spory czas temu – naszło mnie, by przejrzeć „fejsbukowe” profile dawnych moich znajomych ze szkoły średniej. Po poczytaniu sobie i oglądnięciu tego, co na nich zamieszczają, doszedłem do wniosku, że chyba niespecjalnie mam ochotę do nawiązania kontaktu z większością z nich. Mniejsza jednak o to. Na jednej ze stron natknąłem się na wyrazy oburzenia z powodu klauzuli sumienia (był to wtedy głośny temat) i faktu, że ktoś autorce tego wpisu mógłby nie sprzedać środków antykoncepcyjnych, które ona ma ochotę nabyć.

I słusznie! Słusznie pod warunkiem, że przyjmie się założenie, iż mam niezbywalne prawo do realizacji moich zachcianek i jeśli chcę sobie kupić np. środek dzieciobójczy, to mam do tego prawo i już! Ok. A teraz spójrzmy na to z drugiej strony. Jestem aptekarzem i mam taki kaprys, taką zachciankę, żeby nie sprzedawać środków antykoncepcyjnych, nawet jeśli ktoś bardzo je chce kupić i wręcz twierdzi, że jest to dla niego sprawa życia i śmierci. Otóż dla mnie jest to również sprawa życia i śmierci (nienarodzonego dziecka) i w związku z tym oburza mnie, że ktoś próbuje mnie przymusić do sprzedaży tychże środków. Prowadzę sobie aptekę i oto ktoś przychodzi do mnie i mówi mi, że mam sprzedawać to, co tej osobie akurat zachciało się kupić! A ja nie mam na to najmniejszej ochoty!

Jasne? Obawiam się, że chyba nie. W końcu mamy do czynienia z moralnością Kalego.


piątek, 19 lipca 2019

Daniel i złoty posąg, przed którym pokłony bije współczesna polityka

Przeczytałem sobie ostatnio fragment z Księgi Daniela, w którym mowa o wrzuceniu Daniela i jego towarzyszy do pieca ognistego za odmowę oddania czci złotemu posągowi. Daniel mówi tam tak:

„Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś”.

Daniel więc liczy się z tym, że plany Boże mogą być inne i że mówiąc po ludzku może przegrać. Jednak przykazania Boże i Boża prawda są ważniejsze, nawet jeśli po ludzku dla Daniela miałoby to oznaczać klęskę. Jak wiemy, mimo wrzucenia do pieca ognistego, którego żar pochłonął tych, którzy ich tam wrzucali lub się doń zbliżyli, Daniel i jego towarzysze ocaleli. Wciąż jednak należy pamiętać, że Daniel chciał być wierny zasadom Bożym nawet, gdyby miało to oznaczać, że poniesie śmierć, że po ludzku przegra starcie z satrapą.

Współcześni politycy, którzy określają się mianem „chrześcijańskich” czy „katolickich”, idą na kompromisy z prawem Bożym dla słupków popularności. Wystarczyło, że parę ubranych na czarno bab (jeśli to w ogóle były baby) wyszło na ulice, a PiS przestraszył się, że może mieć to konsekwencje wyborcze i przestał stanowczo bronić dzieci nienarodzonych (jeśli w ogóle kiedykolwiek stanowczo je bronił). Sondaże, popularność ludu, naciski jakiejś komisji zlokalizowanej w Brukseli i tym podobne nakazują politykom korygowanie tego, co jest niezmiennym prawem Bożym, albo granie tym, co nie powinno być przedmiotem żadnej gry politycznej.

Demokratyczni politycy boją się, że obrona praw Bożych może kosztować ich kilka krzyżyków mniej na karcie wyborczej. Daniel nie bał się śmierci w piecu ognistym, wolał umrzeć, niż pokłonić się przed złotym posągiem. Miał nadzieję w Bogu, ale liczył się z tym, że z jakiegoś powodu Pan Bóg może dopuścić do jego śmierci. Nie tłumaczył sobie: „Co mi szkodzi, pokłonię się, przecież i tak wiem, że to jedynie kupa złota, a nie żaden bóg! Dzięki temu będę miał władzę i pomogę swojemu ludowi”. Nie, był gotów ponieść śmierć w płomieniach. Nie poniósł.

Współczesnym politykom „chrześcijańskim” i „katolickim” wydaje się, że nie poniosą śmierci w płomieniach, jeśli pokłonią się złotemu posągowi wyborów i władzy. Zapominają, że ten płomień fizyczny czy nawet metaforyczny, to nie jedyny płomień, który ich może czekać. A różnica jest taka, że ten, który ich czeka, płonie wiecznie, obojętnie czy w to wierzą, czy nie.


czwartek, 18 lipca 2019

Batalia o kolejne dziecko w Wielkiej Brytanii

Polskie media chyba nie poświęciły zbytnio uwagi tej sprawie, a tymczasem wygląda na to, że toczy się batalia o życie kolejnego dziecka w Wielkiej Brytanii. Był Charlie, był Alfie, a teraz jest Tadifa, której terapię lekarze chcą przerwać wbrew rodzicom, którzy pragną dziecko ratować. Co gorsza scenariusz jest podobny, jak w przypadku Afliego i Charliego, to znaczy szpital nie chce dziecka wydać rodzicom, by mogli je przewieźć na leczenie do innego szpitala we Włoszech.

Smutne, by było, gdybyśmy się przyzwyczaili do takich sytuacji i przestali reagować, tak jak wielu z nas przyzwyczaiło się do mordowania nienarodzonych dzieci do tego stopnia, że przestajemy tym problemem się zajmować, a politycy (i to „nasi”!) traktują ten problem jako element rozgrywki politycznej, zamiast odważnie stanąć po stronie prawdy i bronić niewinnych dzieci wbrew wszelkim kalkulacjom wyborczym.

Więcej o sprawie małej Tadify można przeczytać tutaj.


wtorek, 25 czerwca 2019

W absurdalnych oparach piekła

Patrząc na obłęd, w jaki stacza się świat, nietrudno uwierzyć w diabła i aż dziw, że są tacy, którzy w jego istnienie nie wierzą. Jak to bowiem wytłumaczyć, że w wieku rozwoju nauki i techniki, w wieku, który zdaje się być nowym otwarciem w podboju kosmosu, ludzie wierzą w takie bzdury, jak ideologia gender, że kwestionują istnienie jedynie dwóch płci, że wyrzucają za to ze szkoły, jeśli uczeń upiera się przy faktach, że domagają się tzw. „małżeństw” homoseksualnych, że sądzą, iż mała istota ludzka w łonie matki nie jest człowiekiem, że można z pomocą operacji plastycznej i hormonów zrobić z dziewczynki chłopca, a z chłopca dziewczynkę, że islam jest równie dobrą religią, jak chrześcijaństwo, że pierwotne wspólnoty dysponują mądrością, która jest nie gorsza od tej, którą oferowała jeszcze do niedawna rozwinięta cywilizacja Zachodu itp., itd.? Przecież trudno uwierzyć w to, że człowiek rozumny może te wszystkie idiotyzmy przyjmować bez mrugnięcia okiem, że może w tę fikcję wierzyć bez zaczadzenia rozumu piekielnymi wyziewami!

Jeśli spojrzy się trzeźwym okiem dookoła, ma się wrażenie, iż znalazło się w jednym wielkim domu wariatów. Aż dziw, że ten świat jest jeszcze w stanie stworzyć coś takiego jak Falcon Heavy czy dokonać odkryć w dziedzinie medycyny! Dziw, że w ogóle jest w stanie funkcjonować, że po drogach jeżdżą jeszcze auta, że samoloty nie spadają jak grad z nieba, a w sklepach można jeszcze kupić w miarę normalne masło i chleb. Zapaść jest ogromna i jeśli cierpliwość Pana Boga się nie wyczerpie, to będzie to świadczyć, że kryje się za tym jakiś plan Opatrzności. Trudno bowiem uwierzyć w to, by Bóg pozwolił z siebie tak dłużej szydzić, jak stwierdził nas znajomy ksiądz.

Obłęd zresztą dotyka także Kościoła. Niepokojące są doniesienia na temat tzw. Instrumentum laboris, czyli dokumentu roboczego, synodu amazońskiego. Niepokojące są sygnały, że oto katoliccy księża domagają się święcenia kobiet. Niepokojące są informacje o tym, że katoliccy biskupi wycofują się ze zdrowej nauki Kościoła na temat płciowości człowieka. Niepokojące są wieści o tym, że szaleństwo zdaje się ogarniać także część duchownych w Kościele, który ceni przecież fides et ratio.

Arcybiskup Fulton J. Sheen napisał w jednej ze swoich książek, że Kościół kocha rozum. Podkreślał też, że posłaniec od Boga nie mógłby głosić nic, co byłoby sprzeczne z rozumem, nie poddawałoby się weryfikacji rozumowej. Tymczasem nawet niektórzy duchowni katoliccy, zarówno zwykli księża, jak i wysoko postawieni hierarchowie, wydają się dotknięci oparami absurdu, wierzą w to, co nielogiczne, nierozumne, magiczne, idiotyczne, kwestionując jednocześnie wieki nauczania Kościoła. Czyżby ich rozum zaczadziły trujące wyziewy piekła?


poniedziałek, 24 czerwca 2019

Feministki ostrzą noże albo rzeźnia ludzka w kadrze

Trudno sobie wyobrazić chyba większy przykład nikczemności i zła we współczesnym „cywilizowanym” świecie niż kobieta, która chełpi się aborcją, czyli zabiciem swojego dziecka. Teraz mamy jeszcze konkurs fotograficzny. Jak informuje portal „wPolityce.pl”, feministki ogłosiły konkurs fotograficzny na temat aborcji w Polsce w XXI wieku.

Z drugiej strony myślę, że organizacje broniące życia mogłyby dostarczyć paniom z piekła rodem odpowiednią dokumentację. Zarówno zdjęcia zabitych nienarodzonych dzieci, jak i zdjęcia pokazujące niszczenie antyaborcyjnych wystaw, jakiego dopuszczają się zwolennicy „tolerancji” i bezkarnego mordowania niewinnych istot ludzkich.

Dożyliśmy wstrząsających czasów. Z jednej strony Rzecznik Praw Niektórych wstawia się za bandytą, który w bestialski sposób zamordował dziecko, i broni tego zwyrodnialca godności. Z drugiej kobiety – te, które powinny chronić kruche i bezbronne życie – domagają się bezkarnego mordowania dzieci w swoich łonach, czyli pozbawienia tych dzieci wszelkiej godności i ochrony. Tutaj Rzeczenik Praw Niektórych nie protestuje.

wtorek, 28 maja 2019

Pogarda i goła prawda

Pogarda naszych nieszczęsnych „elit” wobec przeciętnych ludzi w Polsce jest zatrważająca. Mentalnie ci ludzie tkwią chyba w czasach głębokiej komuny. Albo po prostu w rzeczywistości wirtualnej, którą tworzą pewne główne media opiniotwórcze. Mogę zrozumieć jeszcze ich rozgoryczenie, że do europarlamentu nie dostali się ci, na których głosowali. Ale wyrażać je w taki sposób, w jaki wyrażają to ci aktorzy, celebryci, „dziennikarze”, „intelektualiści”, „autorytety moralne”!?! Oni po prostu gardzą Polakami, brzydzą się nimi, czują do nich wstręt. Aż dziwne, że w ogóle tutaj jeszcze mieszkają. No cóż, może po prostu nie znają języków, a w tej ich cudownej „Europie” pewnie nie mieliby takich warunków, jakie mają żyjąc tutaj i plując.

Żeby nie było tak różowo po „naszej” stronie: zadziwia mnie również buńczuczność niektórych reprezentantów władzy i sprzyjających im dziennikarzy („dziennikarzy”?), którzy z niemniejszą pogardą i chełpliwą butą odnoszą się do przegranej Konfederacji.

Panowie i Panie, Wy również gardzicie wyborcami, którzy na nich zagłosowali. Chciałbym zauważyć, że wśród nich znajdują się także ci, którzy wcześniej głosowali na Was, ale rozczarowali się Waszym stosunkiem do tak ważnych (wręcz ważniejszych od pomnażania dobrobytu) kwestii jak ochrona życia ludzkiego czy wystawieniem do wiatru frankowiczów. Potraficie w jeden dzień zmienić ustawę, by uspokoić lobby żydowskie, nie potraficie od wielu miesięcy zrobić nic, by uchronić niewinne dzieci przed śmiercią! Kiedyś przyjdzie Wam za to zapłacić. Utrata głosów nie będzie jeszcze największą karą. Każdy z nas wcześniej czy później musi spotkać się ze swoim Stwórcą. Wtedy nie będzie już żadnych wykrętów, tylko goła prawda.


środa, 17 kwietnia 2019

Pożar Notre Dame – wstrząsający symbol upadku czy jednak nadzieja odrodzenia?

Trudno uwierzyć w to, że katedra Notre Dame spłonęła przez zwykły przypadek. Zwłaszcza, jeśli były we Francji w ostatnich czasach inne próby podpalenia czy dewastacji katolickich świątyń, włączając w to świętokradztwa. Kościół, który budowano niemal 200 lat, został zniszczony przez ogień w dobie coraz ostrzejszych przepisów bezpieczeństwa, które regulują zarówno przepisowy strój robotników, zakazują palenia w miejscu pracy, jak i uwzględniają, jakie materiały są bezpieczne, a jakich nie wolno używać czy to w pracach budowlanych, czy remontowych. Aż trudno uwierzyć, by do tego pożaru mogło dojść właśnie w naszej, tak pewnej siebie epoce. Świątynia, która przetrwała tyle wieków, została zniszczona w ciągu paru godzin.

Trudno też uciec myślą przed wstrząsającą symboliką tego pożaru, który wybuchł na początku Wielkiego Tygodnia. Tak, jak nie można było jej nie dostrzec również wówczas, gdy trzęsienie ziemi zniszczyło katedrę i bazylikę św. Benedykta w Nursji. Nawet jeśli pożar francuskiej katedry był celowym działaniem, to sprawcy mimo woli wpisali się w tę dostrzegalną symbolikę. Europa stacza się w szaleństwo. Odchodząc od Boga promuje dewiacje i postawy, które są wypaczeniem Bożego obrazu w nas. Świat cywilizacji Zachodu, który niegdyś budował tak wspaniałe dzieła, jakim jest zniszczona katedra Notre Dame, kręci się teraz wokół własnego pępka, a nawet nie pępka, tylko genitaliów. Niszczenie tradycyjnych fundamentów Europy przybiera zastraszające rozmiary, a jego przykładem jest uderzenie w rodzinę, a więc podstawową – jak to się mówi banalnie, ale prawdziwie – komórkę społeczną, poprzez promowanie m.in. aborcji i tzw. „małżeństw jednopłciowych” czy związków, które już nawet nie są parodią rodziny, ale czymś naprawdę z piekła rodem.

Symboliczne zdaje się też ocalenie relikwii Jana Pawła II i kopii obrazu Jasnogórskiej Madonny. To nadzieja dla Polski, ale też i ostrzeżenie. Także potężne wyzwanie. W końcu oczy katolickiego świata patrzą w naszą stronę, a walka z chrześcijańską cywilizacją w naszym kraju przybiera coraz bardziej na sile. W końcu doszło już i do tego, że homoseksualiści mają własną partię, a „chrześcijańska” opozycyjna partia, która reprezentowała niegdyś „katolicyzm łagiewnicki”, zapowiada wprowadzenie „związków partnerskich”.

Nie sposób nie dostrzec, że pożar Notre Dame podziałał na Francuzów jak wstrząs. Ogromne zgromadzenia modlitewne są tego przykładem. Pytanie jednak, na ile te tłumy modlących się na ulicach Francuzów są oznaką budzenia się autentycznej wiary, a na ile tylko ostatnimi śmiertelnymi podrygami starej, arcykatolickiej Francji, nim zawali się ona z hukiem albo skomleniem, opanowana przez islamski zamordyzm? Antyeuropejska i barbarzyńska dzicz już zdążyła wyrazić swoją radość. Zresztą odezwała się także i u nas. Ale ich na swoim blogu promować nie będę. Wulgarność ich wypowiedzi świadczy wyraźnie o tym, jakie siły za nimi stoją, nawet jeśli sobie z tego nie zdają sprawy, uważając, że diabeł nie istnieje. Pozostaje się jedynie za nich modlić. Zwłaszcza o to, by dobry Pan przywrócił im rozum.

sobota, 13 kwietnia 2019

Czy Elon Musk podbije kosmos albo po kim ta pustka?

Tytuł jest trochę na wyrost, ale działania Elona Muska wydają się być po prostu imponujące i dawać nadzieję, że w jakiejś bliższej lub dalszej perspektywie może nastąpić wreszcie długo oczekiwany rozwój podboju kosmosu, a przynajmniej eksploracji naszego systemu słonecznego.

Żyjemy w czasach, kiedy nastąpił niebywały rozwój środków komunikacji. Każdy z nas nosi w kieszeni mały komputer, który pozwala nie tylko łączyć się z innymi na całym świecie, a nawet oglądać ich w trakcie rozmowy, ale robić zdjęcia, zamieszczać opinie na stronach internetowych, przeglądać najnowsze informacje na bieżąco, sprawdzić najkrótszą trasę, słuchać radia i pewnie jeszcze z tuzin innych rzeczy, takich jak np. robienie własnego programu telewizyjnego bez potrzeby profesjonalnego studia.

Tymczasem, jeśli chodzi o eksplorację kosmosu, nie posunęliśmy się za daleko. Wizje z dawnych książek science-fiction, które w naszych czasach umieszczały ludzi na księżycu, Marsie, a nawet na odległych planetach w innych systemach słonecznych, się nie sprawdziły. Tutaj wyobraźnia wyprzedziła możliwości techniczne. Pewnych rzeczy nie przewidziała, ale wobec innych była zbyt optymistyczna.

I kiedy o tym myślę, zastanawiam się nad czymś, co tylko z pozoru nie jest powiązane. Ilu bowiem wybitnych naukowców, odkrywców, wynalazców po prostu się nie urodziło, bo nasza cywilizacja składa Molochowi krwawą ofiarę z dzieci nienarodzonych? Idziemy ulicami, mijamy place, budynki, pomniki i nawet nie zastanawiamy się, że być może brakuje obok nas kogoś, że być może przy tym lub innym skrzyżowaniu mógłby stać pomnik wybitnego wynalazcy, profesora, inżyniera, lekarza... Ale ich nie ma. Po prostu nie ma, choć na chwilę zaistnieli. I znikli. Po cichu. Bezszelestnie. Zostawiając dotkliwą pustkę.


środa, 3 kwietnia 2019

Antyaborcyjny film fabularny już w kinach

Jeszcze nie w Polsce, ale już w Stanach. Nie wiem, czy Unplanned okaże się dobrym filmem. Kiedyś wypowiadałem się na tym blogu pozytywnie o filmie Bóg nie umarł (który promowano wówczas w Polsce jako Dowód wiary), aczkolwiek zwracałem przy tym uwagę na nierówności tego dzieła. Unplanned to film tej samej wytwórni i w reżyserii autorów scenariusza do Bóg nie umarł, a dotyczy tym razem problemu aborcji i – jak można sądzić z recenzji – nie unika drastycznych scen. Całość została oparta na książce Abby Johnson, która opisała w niej swoje doświadczenia pracy w klinice aborcyjnej Planned Parenthood w Teksasie, której była dyrektorem. Abby Johnson, asystując przy aborcji, która wyjątkowo była wykonana przy pomocy ultrasonografu, zrozumiała, że tak naprawdę jest współuczestniczką zabójstwa. Ów wstrząs zmienił jej drogę życiową i wprowadził na ścieżkę obrony życia nienarodzonych.


Wiemy już, że film Cary Solomona i Chucka Konzelmana odniósł sukces w weekend otwarcia w Stanach. Są także pierwsze recenzje. Z tego, co udało mi się przeczytać, wnioskuję, że film prawdopodobnie ma podobne wady, jakie miał omawiany przeze mnie film Bóg nie umarł. Kiedy czytałem informacje o Unplanned, pomyślałem sobie, że szkoda, iż do tej pory takiego filmu nie wyprodukowała jakaś katolicka wytwórnia (jeśli w ogóle takowa istnieje). Chciałoby się, żeby powstało coś w rodzaju katolickiego Hollywood, które produkowałoby takich filmów dziesiątki i bez sentymentalnej, uczuciowej otoczki filmów protestanckich, ale z mocnym przesłaniem. To, że takiego katolickiego Hollywood do tej pory nie ma, świadczy tylko o tym, że te worki pieniędzy, którymi w razie potrzeby sypią księża biskupi, to mit. Cóż bowiem prostszego by było, jak stworzyć za te worki mamony taką wytwórnię i obsypać honorariami najlepszych aktorów, by przynosili jej krociowe zyski, a więc coraz więcej worków pobrzękujących ciężkim groszem?

Po polsku o filmie można poczytać tutaj.