Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konfederacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konfederacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lipca 2020

Konfederaci oddają głos na Trzaskowskiego. Tylko Polski żal

Muszę przyznać, że jestem rozczarowany postawą Konfederacji. W pierwszych tygodniach po wyborach byłem zadowolony, że oddałem głos na tę formację. Powitałem ją jako alternatywę dla PiS-u, prawdziwy prawicowy głos. Przestałem też ulegać szantażowi, który mówił o tym, że jeśli nie Zjednoczona Prawica, to wygra PO. Liczyłem na to, że politycy Konfederacji, którzy dostali się do Sejmu, będą punktować różne absurdy rządzącej koalicji, a jednocześnie wyróżniać się pozytywnie od całej reszty opozycji i broniąc fundamentów cywilizacji europejskiej, do jakich należy obrona nienarodzonych. Niestety wraz z upływem czasu mój entuzjazm do Konfederacji słabł. Chyba znaczącym przełomem był tutaj okres epidemii. Zamiast merytorycznej, konserwatywnej opozycji, ujrzałem ludzi nieodpowiedzialnych, którym ewidentnie sukces, jakim było wprowadzenie 11 posłów do Sejmu, uderzył do głowy.

Co gorsza, zwolennicy Konfederacji, którzy zabierają głos na różnych forach, wydają się po prostu nieodpowiedzialnymi małolatami, którym bliżej do „palikociarni” niż ideowej prawicy. Emocje, które wyrażają, niewiele odbiegają od tych, które widzimy u przeciwników PiS-u z lewej strony. Najlepszym wyrazem tych odczuć była słynna już wypowiedź pana Wilka, na którego w życiu bym nie zagłosował. Moje ogólne wrażenie jest takie, że zarówno politykom pokroju Wilka, jak i tym zwolennikom Konfederacji, którzy najgłośniej gardłują na Twitterze i innych forach, najbardziej zależy na niskich podatkach i zemszczeniu się na rządzących niż na Polsce.

Konfederaci nie dorośli do polityki. Zamiast prawdziwych facetów, którzy wykorzystują okazję, by negocjując i targując się (co nie oznacza wcale „sprzedawania się”, jak sugerował jeden z polityków Konfederacji), ugrać dla Polski i Polaków jak najwięcej, ujrzałem histeryczne baby, które czują parszywą satysfakcję, że oto mogą zemścić na „pisiorach” za zniewagi i „ruskie onuce” (jaki jest mój stosunek do tego tematu – łatwo sprawdzić na tym blogu). Pozytywnym wyjątkiem okazał się tutaj jedynie Robert Bąkiewicz.

Co gorsza, nie wyrażając poparcia dla żadnej strony, tzn. ani dla Andrzeja Dudy, ani dla Rafała Trzaskowskiego, tak naprawdę Konfederacja oddaje głos na Trzaskowskiego. Tak bowiem zagłosuje jedna część jej zwolenników (jak już wcześniej sugerowały badania opinii publicznej i wypowiedzi pana Wilka), a druga część zostanie w domu lub odda głosy nieważne, dający tym samym szanse Trzaskowskiemu na zwycięstwo. Jakaś grupa – myśląca rozsądnie i odpowiedzialnie, tak jak pan Robert Bąkiewicz – odda głos na Dudę, zaciskając zęby, ale wiedząc, o co toczy się gra. Pytanie – jak duża ona będzie.

Co więcej, symetryczne traktowanie Dudy i Trzaskowskiego jest fałszowaniem alternatywy, przed jaką stoją Polacy. Nie jest to wcale wybór między dżumą a cholerą, ale co najwyżej między ciężką grypą a cholerą. „Ciężka grypa” to Duda rzecz jasna. Do czego zdolny jest Trzaskowski, każdy mógł się przekonać, obserwując jego działania w Warszawie. Trzaskowski jako prezydent to wprowadzenie do Polski zarazy, przy której koronawirus to pikuś. Duda, przy wszystkich swoich wadach (jak np. sugestiach, że można by zalegalizować tzw. „związki partnerskie”), których mam świadomość, to jednak powstrzymanie najazdu barbarii na Polskę. Ba! Może ośmielony tym, że byłaby to jego ostatnia kadencja, zdecydowałby się na ostrzejsze posunięcia w paru fundamentalnych kwestiach (wiem, być może jestem naiwny).

Jeśli Trzaskowski wygra te wybory, będzie mógł w pierwszym rzędzie podziękować Konfederacji. Jeśli wygrana Trzaskowskiego w Warszawie, zamiast Jakiego, który chciał wprowadzać tę samą zarazę bocznymi drzwiami, mogła się okazać pewnym otrzeźwieniem dla Polaków, to jego wygrana w wyborach na prezydenta Polski, może się okazać katastrofalna. Konfederacja zdaje się liczyć na to, że pogorszenie sytuacji w Sejmie, przyczyni się do jej wygranej w przyszłych wyborach. Tym samym jej polityka zdaje się być taka: im gorzej dla Polski, tym lepiej dla nas. Może jednak się okazać tak, że brutalnie się pomyli i utraci głosy tych, którzy liczyli na jej ideowość i odpowiedzialność za Polskę.





sobota, 9 maja 2020

Dziennik kwarantanny 10: Upadek

Jest taki film z Michaelem Douglasem „Upadek” (Falling Down). Tak mi się jakoś przypomniał, gdy oglądałem zdjęcia przedstawiające tzw. „strajk przedsiębiorców”, na którym znalazła się mieszanina różnych Szczurków, wśród których nikt szanujący uczciwość nie chciałby przebywać. Jeszcze smutniej zrobiło mi się wówczas, kiedy czytałem potem komentarze mieszające z błotem, mówiące o „nowym Palikocie”, „ruskiej onucy” i „rosyjskim agencie” oraz wypowiedzi ludzi życzliwych, którzy przestali rozumieć z tego cokolwiek.





środa, 19 lutego 2020

Telewizji publicznej nie sprywatyzuje nikt

Na Twitterze zobaczyłem propozycję kogoś z Konfederacji czy wspierającego Konfederację, by sprywatyzować TVP. Jest to postulat, pod którym mogę się podpisać obiema rękami, tym bardziej, że telewizji nie oglądam od lat, i jednocześnie postulat, który uważam za całkowicie nierealistyczny.

Wyobraźmy sobie, że oto mielibyśmy na przykład dwa TVN-y, bo TVP wykupiliby ci sami ludzie, którzy mają TVN, albo ludzie o podobnych poglądach. Jaki obraz rzeczywistości otrzymywaliby wówczas Polacy? Jakie szanse miałby nie tylko PiS, ale i sama Konfederacja, by zaprezentować swoje poglądy?

Oczywiście próby pomijania Konfederacji czy jej cenzurowania w mediach publicznych są skandaliczne. Nie zmieni to jednak faktu, że obecny układ medialny jest wynikiem układu z Magdalenki i licencji, a nie naturalnych procesów, które doprowadziłyby do wytworzenia się takich, a nie innych mediów. Obraz świata, który zatem otrzymują Polacy, jest obrazem skrzywionym. W tym katolickim kraju nie ma dużej, solidnej stacji katolickiej, która nadawałaby co kilka godzin serwis informacyjny albo miała osobny 24-godziny kanał z wiadomościami. Wyjątek stanowi jedynie telewizja TRWAM. TV Republika nie jest (jeszcze?) na tyle silna, by stanowić konkurencję dla Polsatu i TVN.

Tak więc TVP jest zbyt łakomym kąskiem, by którakolwiek partia go sobie odpuściła. Myślę, że nawet gdyby Konfederacja doszła do władzy, to długo by się zastanawiała, czy TVP sprywatyzować, czy raczej najpierw wyczyścić, a potem obsadzić swoimi ludźmi i walić ludziom swoją propagandę wolnego rynku, niskich podatków i dostępu do broni.


Photo by Trần Toàn on Unsplash

środa, 5 lutego 2020

Komu przyłożyć ruską pałką II, czyli świnie się tuczą

Praktycznie dzień po moim wpisie o posługiwaniu się ruską „pałką” okazało się, że i Konfederacja nią też się potrafi posługiwać. Oto na Twitterze znalazłem taki tekst: „JkmMikke: "Na szczęście A. Łukaszenka nie przyłączył Białorusi do Rosji, ale sytuacja, w której Polska nie zagwarantowała Białorusi przepływu potrzebnych ilości ropy i gazu, dowodzi, że PiS to albo ruscy agenci, albo ludzie bez wyobraźni politycznej". #Konfederacja #KORWiN”.

A więc myliłem się, że Konfedracja w nikogo chyba jeszcze nie uderza ruską pałką. Tyle tylko, że Korwin Mikke przynajmniej posłużył się nią z sensem i moim zdaniem walnął celnie. Nie walnął nią w taki sposób, jakby uważał swoich zwolenników za idiotów, tylko zaznaczył, że istnieje jeszcze możliwość, iż PiS to po prostu „ludzie pozbawieni wyobraźni politycznej”. Zwróciłem zresztą uwagę na to, że rządząca partia coś zaczęła ostatnio przebąkiwać o jakimś porozumieniu z Białorusią i wskazałem na fakt możliwego związku z wizytą Mike’a Pompeo u naszych sąsiadów.

Bardzo szybko też okazało się, że byłe komuchy, które teraz stały się „Europejczykami”, nie przegapiły szansy, by się wykazać kompletnym brakiem elementarnego poczucia wstydu. W mediach społecznościowych pojawiły się wypowiedzi „światłych”, którzy jeszcze parę dekad temu służyli Moskwie, biadolących coś o „polexicie” w związku z podpisaniem przez Andrzeja Dudę noweli ustaw sądowych.

Kiedy widzę te ich teksty, mam ochotę zacytować pewną wulgarną piosenkę Kukiza o politykach, ale nie zacytuję, bo nie lubię wulgaryzmów. Jednak pomysł z ostatniej zwrotki, by wsadzić ich w helikopter, jest godny rozpatrzenia. Najlepiej byłoby ich wysłać do Moskwy, w końcu tam powinni czuć się znacznie lepiej wśród starych towarzyszy niż w niebieskiej Unii Europejskiej (choć i ona niebieska jest tylko na powierzchni, a czerwona w głębi).

Zabawne przy tym są brednie pewnej feministki i weganaki czy też wegetarianki, która bełkocze coś o tym, że „demokracja jest najważniejsza” i że potrzeba „twardych rozwiązań”. Tej pani jakoś ciężko zaakceptować, że właśnie w wyniku demokratycznych wyborów w Polsce mamy taki rząd, a nie inny, i że zgodnie z wolą wyborców stanowi on takie, a nie inne prawo.

To jest zabawne, ale tak naprawdę strach pomyśleć, co by było, gdyby ta pani dostała realną władzę i zaczęła wprowadzać w życie te swoje zamordystyczne pomysły, które niszczyłby wieki cywilizacji europejskiej, cofając nas to stanu barbarzyńskiego, w którym krówki byłby święte, dzieci składano by w ofierze postępu – kto wie? może karmiąc nimi święte świnie – a wszyscy jedliby rośliny.


poniedziałek, 3 lutego 2020

Komu przyłożyć ruską pałką?

KO uderza co jakiś czas w PiS twierdząc, że rządząca partia działa na korzyść Putina. PiS uderza praktycznie bez przerwy w Konfederację, że to „ruscy agenci”. Konfederacja... hm... Konfederacja chyba jeszcze nie uderza w nikogo twierdząc, że to ruscy agenci, choć niewątpliwie politycy tej partii i dziennikarze z nią związani nie mają wątpliwości, że różna agentura działa w Polsce i ma swoje wpływy tu i ówdzie.

Twierdzenie, że PiS działa na korzyść Putina i Rosji jest oczywiście nonsensem. Choć z drugiej strony można by się zastanawiać, dlaczego nie angażuje się mocniej w porozumienie z Białorusią, pozwalając, by ciążyła ona w kierunku Rosji? Chyba ostatnio zaczęto coś na ten temat przebąkiwać, co może mieć związek z niedawną wizytą Mike’a Pompeo na Białorusi. No, ale nie o to chyba krytykom z liberalnej i lewicowej opozycji chodzi, bo sami nie prowadziliby polityki wobec Białorusi innej.

Twierdzenie, że Konfederacja to ruscy agenci, jest tak samo śmieszne, jak sugerowanie, że PiS to partia proputinowska albo „bolszewicka”. Fakt, że ktoś tam z polityków Konfederacji udzielił jakiegokolwiek wywiadu rosyjskim mediom, jeszcze o niczym nie świadczy. Gdyby taką argumentację traktować poważnie, to należałoby jednocześnie wykląć wszystkich polityków prawicy, którzy udzielili kiedykolwiek jakiegokolwiek wywiadu „Gazecie Wyborczej”, albo każdego księdza, który zgodził się na rozmowę z tą gazetą. Już zresztą o tym pisałem.

Intencje PiS-u w przypadku Konfederacji są jasne, a po mediach społecznościowych krąży wywiad z Adamem Lipińskim, który o tym mówi wprost. Gorzej, że poważni ludzie, a także zwykli wyborcy naprawdę traktują to serio (albo tak udają). PiS musi się liczyć z odpływem części elektoratu do Konfederacji, a moim zdaniem jest on nieunikniony. Wypowiedzi takie, jak najnowsza wypowiedź prezydenta Dudy o związkach partnerskich, czy ustępstwa w sprawie obrony życia dzieci nienarodzonych do tego się przyczynią wcześniej czy później. Dopóki konserwatywna alternatywa nie miała swoje reprezentacji w Sejmie, dopóty PiS mógł spać w miarę spokojnie. Choć Konfederacja nie wprowadziła swoich przedstawicieli do europarlamentu, to jednak ma jedenastu reprezentantów w Sejmie, a jeśli dobrze to rozegra, może uda się jej wprowadzić kolejnych.

Mechanizm jest prosty – do tej pory konserwatywni wyborcy myśleli sobie, że lepszy nienajlepszy PiS niż PO, który wpuści całą lewicową zarazę z zachodu do Polski. Teraz widzą, że jest szansa, by rozwalić układ. Dlatego PiS zastrzega się, że nie będzie żadnej koalicji z Konfederacją. Wciąż chce utrzymywać to motywowane strachem poparcie dla siebie. Może się na tym przejechać.

O intencjach KO nawet nie ma, co mówić. Dość powiedzieć, że są wśród nich politycy, którzy dawniej służyli wiernie PZPR, a teraz mają czelność pouczać innych na temat integracji europejskiej. Udając amnezję, chętnie też mówią o bolszewizmie PiS-u. Z obrzydzenia nie powiem już nic więcej.


poniedziałek, 27 stycznia 2020

Czy ruscy agenci mówią płynnie po angielsku?

Ostatnio w mediach społecznościowych pojawiły się kpiny z prezydenta Dudy z powodu jego znajomości języka angielskiego. Nagranie z jakiegoś spotkania – mniejsza teraz o które spotkanie chodzi – spotkało się z drwiącymi komentarzami zwolenników Konfederacji i dziennikarza, który wspiera tę partię medialnie. Rozumiem, że taka reakcja jest próbą propagandowego zdyskredytowania urzędującego prezydenta i jakąś odpowiedzią na ataki na Konfederację, której zarzuca się bycie „ruską agenturą”.

Nawet jeśli przyjmiemy, że w ustach niektórych „ruska agentura” to tak naprawdę skrót myślowy, który oznacza, że działania Konfederacji de facto sprzyjają Rosji, to w większości przypadków szermujący tym argumentem wydają się naprawdę sądzić, że mamy do czynienia z ruskimi szpiegami. Wspomniałem już w jednym ze swoich poprzednich wpisów, że skądinąd inteligentni ludzie wydają się naprawdę wierzyć w to, iż np. Grzegorz Braun jest „ruskim agentem”, a sam fakt przebywania na terenie Rosji w trakcie robienia filmów ma ten fakt potwierdzać. Ba! Oni wręcz twierdzą, że świetne kino dokumentalne Brauna, które obnaża zarówno system komunistyczny, jak i postsowiecki w Rosji, jest tak naprawdę „legendowaniem agenta”!

Tak oto siermiężna propaganda, która uwłacza inteligencji przeciętnego wyborcy i której celem jest zdyskredytowanie konkurencji PiS-u, która może odebrać mu część konserwatywnego elektoratu, mającego dość niepoważnego traktowania pryncypiów, uderzyła niektórym na mózg.

Oczywiście kpiny z umiejętności językowych Dudy nie tylko są reakcją na bzdurny (ale i też poważny) zarzut agenturalności Konfederacji. To także rozwijająca się kampania prezydencka. Tyle tylko, że oczekiwałbym od zwolenników Konfederacji czegoś lepszego. Nabijanie się z czyichś umiejętności językowych jest po prostu nędzne. Chyba większość polskich polityków nie mówi za dobrze po angielsku, a ci, którzy mówią, robią to z błędami. Chciałoby się, aby ich znajomość obcych języków była lepsza, ale jest jak jest. To może uderzyć rykoszetem w samą Konfederację, gdyż ich kandydat mówi wprawdzie po angielsku, ale i jego angielszczyzna pozostawia wiele do życzenia. Jeśli ktoś ma wątpliwości, a wykazuje się świetną albo chociaż przeciętną znajomością tego języka, niech sobie znajdzie w sieci nagrania, na których Bosak w nim mówi (nie ma tego za wiele). Jeśli to jest świetna znajomość języka obcego, to ja jestem Szekspirem.

Photo by Kyle Glenn on Unsplash

sobota, 18 stycznia 2020

Na Bosaka nie idę

Wybranie Krzysztofa Bosaka na kandydata na prezydenta przez Konfederację jest dla mnie pewnym zaskoczeniem. Moim zdaniem jest to bowiem bardzo zła kandydatura.

Ze zdziwieniem obserwowałem wyniki prawyborów, w których Bosak wysunął się na prowadzenie przed Grzegorza Brauna. Ani intelektualnie, ani pod względem formatu jako polityk nie dorasta bowiem Grzegorzowi Braunowi do pięt. Być może zarówno samej Konfederacji, jak i wyborcom chodziło o wybranie takiego przeciwnika Andrzeja Dudy, który byłby młody, tańczył z gwiazdami i umiał się zaprezentować w telewizji. Ale co poza tym? Jakie walory przedstawia sobą Bosak? A może po prostu zwyciężył interes partyjny i chodziło o pokazanie siły narodowców?

Jednak nawet, gdyby ktoś przedstawił mi atuty, o których nie wiem, to Bosak zdyskredytował się dla mnie jedną swoją wypowiedzią – wypowiedzią kuriozalną. Oto w listopadzie 2019 roku tako rzekł Bosak na Twitterze: „Jeśli rynek pracy i gospodarka rozwijają się bardziej dynamicznie niż sama populacja narodu polskiego, zamieszkująca polskie terytorium to być może trzeba nieco spowolnić tworzenie nowych miejsc pracy, dopóki nie urodzi się więcej dzieci” (pisownia oryginalna).

Ta jedna, jedyna wypowiedź mi wystarczy. Bosak po prostu nie ma wizji. Jak na polityka to kiepsko. Spowolnienie rozwoju gospodarczego, by nie przyjechali do nas Koreańczycy, Ukraińcy, Białorusini, Niemcy czy kogokolwiek sobie tam Bosak wyobraża, świadczy o bardzo ograniczonym światopoglądzie tego pana. On po prostu nie potrafi sobie chyba wyobrazić Polski jako kraju o tak atrakcyjnej kulturze i tradycji, iż sprawiałyby one, że ci wszyscy imigranci chcieliby być Polakami, chcieliby stać się częścią polskiej kultury, chcieliby przyjąć nasze wierzenia i zwyczaje, choćby pierwotnie motywacją ich przyjazdu do Polski były tylko czynniki ekonomiczne. On potrafi sobie wyobrazić jedynie najazd obcych, którzy stanowią dla nas zagrożenie i w związku z tym lepiej zostać gospodarczo w tyle za resztą świata, „byle polska wieść spokojna”. Od razu zaznaczam, że nie jestem fanem idiotycznych haseł: „Po pierwsze gospodarka, głupcze!”

Cóż zatem począć w tej sytuacji? Choć miałem chęć zagłosować na kandydata Konfederacji w wyborach prezydenckich, tym razem pozostaje mi siedzenie w domu albo oddanie głosu nieważnego. W drugiej turze prawdopodobnie trzeba będzie oddać głos na Andrzeja Dudę, z którym niegdyś wiązałem duże nadzieje, a straciłem je bardzo szybko. Oddać głos na niego tylko po to, by uniknąć jakiegoś większego nieszczęścia. Bosak bowiem nie wydaje się być lepszym kandydatem od Dudy. Braun takim byłby z całą pewnością. A oddanie głosu na Bosaka jedynie po to, aby dokopać PiS-owi, mnie nie interesuje.


sobota, 11 stycznia 2020

Nie żałuję, że głosowałem na Konfederację

Muszę przyznać, że nie żałuję swojej decyzji, by zagłosować na Konfederację w ostatnich wyborach. W dalszym ciągu nie oddałbym głosu na niektórych z polityków tej koalicji, ale wnieśli oni świeży powiew do Sejmu. Ktoś wreszcie mówi raz lepiej, raz gorzej jak prawdziwa prawica, broniąc takich wartości, jak wolność, rodzina, własność, tradycja.

Konfederacja dba o to, by relacje z ich działań ukazywały się w sieci i dzięki temu każdy, kto miał jakieś wątpliwości, może się zorientować dość dobrze, że nie mamy do czynienia z żadnymi „ruskimi agentami” czy „ekstremistami”, ale po prostu z formacją konserwatywną (mniejsza teraz o definicje, co tak naprawdę oznacza konserwatyzm). Polsce potrzebne jest ugrupowanie, które będzie jednocześnie i eurosceptyczne, i będzie bronić podstawowych wolności.

Z Konfederatów moim zdaniem wybija się Grzegorz Braun, który może czasami się zapędza w zbyt długie dywagacje, ale potrafi też sobie z tym radzić, zwłaszcza, gdy jest ograniczony czasem. Jego wypowiedzi są wówczas nie tylko merytoryczne, ale i też wybijają się piękną polszczyzną. Przy okazji swoją wiedzą może zgasić niejednego oponenta. Trochę szkoda, że ucierpi na tym sztuka dokumentu, bo chyba posłowanie nie pozostawia znanemu reżyserowi za dużo czasu na robienie kolejnych filmów.

PiS robi błąd, gdy zastrzega się, że z Konfederacją koalicja jest wykluczona. Już za cztery lata być może będzie musiał się zmierzyć z taką opcją. Co zrobi wówczas? Aliansów z PSL, w którym znaleźli się też byli posłowie PO, raczej im elektorat nie wybaczy.


sobota, 10 sierpnia 2019

Jak Kukiz uratował albo zatopił PSL

Kukiz startujący z list PSL? Gdyby ktoś coś takiego powiedział cztery lata temu, pewnie wszyscy, łącznie z samym liderem partii/ugrupowania swojego imienia, popukaliby się w czoło. A jednak!

Jaką wiarygodność może mieć zatem ów muzyk, który wszedł w politykę (jak w masło), by rozbić kształtujący się dwupartyjny układ? Chyba zerową. Domyślam się, że jacyś zagorzali fani lidera zespołu Piersi pewnie pójdą za nim w ciemno i byle gdzie, ale ci, którzy serio traktowali go jako działacza antysystemowego, chyba już nie bardzo.

To już nie chichot historii, to wręcz rechot i to diabelski. Bo gdybyż, gdybyż Kukiz dogadał się z Konfederacją, to choć nie wszyscy naiwni, którzy za nim szli, poparliby ten wybór, to jednak w dalszym ciągu byłby uznawany za antysystemowca, który stara się rozbić istniejący układ. Ale Kukiz wspierający PSL, które tkwi korzeniami tak naprawdę w komuszym ZSL?

Dlaczego wspierający? Bo istniała szansa, że PSL już do Sejmu nie wejdzie. A teraz, uwzględniwszy ślepotę zagorzałych fanów muzyka, może się okazać, iż Kukiz wyciągnął farbowanym zielonym pomocną dłoń, nawet jeśli sam do PSL nie wstąpił, a tylko korzysta z ich list.

Może się jednak okazać, że ten „ożenek” z rozsądku doprowadzi do wyeliminowania obu formacji, bo tyleż zyskają, co więcej stracą. I to chyba byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć osobiście wolałbym raczej oglądać Kukiza w Sejmie niż tęczową Wiosnę Biedronia.


wtorek, 28 maja 2019

Pogarda i goła prawda

Pogarda naszych nieszczęsnych „elit” wobec przeciętnych ludzi w Polsce jest zatrważająca. Mentalnie ci ludzie tkwią chyba w czasach głębokiej komuny. Albo po prostu w rzeczywistości wirtualnej, którą tworzą pewne główne media opiniotwórcze. Mogę zrozumieć jeszcze ich rozgoryczenie, że do europarlamentu nie dostali się ci, na których głosowali. Ale wyrażać je w taki sposób, w jaki wyrażają to ci aktorzy, celebryci, „dziennikarze”, „intelektualiści”, „autorytety moralne”!?! Oni po prostu gardzą Polakami, brzydzą się nimi, czują do nich wstręt. Aż dziwne, że w ogóle tutaj jeszcze mieszkają. No cóż, może po prostu nie znają języków, a w tej ich cudownej „Europie” pewnie nie mieliby takich warunków, jakie mają żyjąc tutaj i plując.

Żeby nie było tak różowo po „naszej” stronie: zadziwia mnie również buńczuczność niektórych reprezentantów władzy i sprzyjających im dziennikarzy („dziennikarzy”?), którzy z niemniejszą pogardą i chełpliwą butą odnoszą się do przegranej Konfederacji.

Panowie i Panie, Wy również gardzicie wyborcami, którzy na nich zagłosowali. Chciałbym zauważyć, że wśród nich znajdują się także ci, którzy wcześniej głosowali na Was, ale rozczarowali się Waszym stosunkiem do tak ważnych (wręcz ważniejszych od pomnażania dobrobytu) kwestii jak ochrona życia ludzkiego czy wystawieniem do wiatru frankowiczów. Potraficie w jeden dzień zmienić ustawę, by uspokoić lobby żydowskie, nie potraficie od wielu miesięcy zrobić nic, by uchronić niewinne dzieci przed śmiercią! Kiedyś przyjdzie Wam za to zapłacić. Utrata głosów nie będzie jeszcze największą karą. Każdy z nas wcześniej czy później musi spotkać się ze swoim Stwórcą. Wtedy nie będzie już żadnych wykrętów, tylko goła prawda.


poniedziałek, 27 maja 2019

Idą po nas sodomici albo kto zamienił leśniczówkę na apartament w Brukseli?

Wyniki wyborów w gruncie rzeczy nie są dużym zaskoczeniem. Osobiście nie wierzyłem w możliwość zwycięstwa Koalicji Europejskiej. Chyba trzeba było być pozbawionym jakiegokolwiek rozeznania politycznego albo być zacietrzewionym, ślepym anty-PiSowcem, by na nią głosować. Co ciekawe, to postsolidarnościowa partia, jaką jest PO, przyczyniła się do reanimacji PZPR. Jeśli się nie mylę, Grzegorz Schetyna swego czasu nie głosował w kontraktowych wyborach 4 czerwca. Teraz osobiście doprowadził do tego, że dinozaury z PZPR będą wciąż brylować na salonach i bezczelnie pouczać naród i polityków wywodzących się z Solidarności. No i trzepać kasę, bo posadka eruodeputowanego to okazja do napchania sobie kabzy. Zwłaszcza, gdy się dobrze pokombinuje. Niektórzy będą sobie mogli zrekompensować z nawiązką utraconą leśniczówkę.

Rozczarowuje wynik Konfederacji, która była o włos od zdobycia przynajmniej trzech miejsc w europarlamencie. Ale to też może być bodziec do przemyślenia strategii. Wydaje mi się, że Konfederaci powinni jednak trochę popracować nad retoryką, bo niebezpiecznie staczali się momentami w leperiadę, a przecież nie brak wśród nich ludzi inteligentnych, którzy wiedzą, jak właściwie posługiwać się językiem.

Na słabszy wynik (choć i tak lepszy od wielu sondaży) Konfederacji zaważyła też pewnie decyzja prawicowych wyborców, być może nawet w ostatnim momencie przed wrzuceniem kartki wyborczej do urny, że oddając na nią głos, daje się szansę na wygraną lewakom. I to pewnie będzie czynnik, który zadecyduje również o ostatecznym wyniku wyborów do Sejmu i Senatu jesienią. Wizja powrotu PO do władzy i to jeszcze w towarzystwie towarzyszy z PZPR będzie dla wielu wystarczającym argumentem do oddania głosu na PiS. Zwłaszcza w kontekście deklaracji Prezesa wykluczającej wszelką koalicję z Konfederatami.

Smuci przekroczenie progu wyborczego przez homoseksualną Wiosnę. Partia homoseksualna reprezentująca katolicką Polskę w europarlamencie to dość przykra sprawa. Nawet jeśli to tylko 3 eurodeputowanych, którzy sobie w ten sposób zapewnią bezkarne głoszenie antykatolickiej (a tym samym antyeuropejskiej) propagandy. Widać jest spora grupa antyklerykalnych wyborców, być może wychowanków urbanowego „Nie” i innych antykatolickich pism. To – wbrew niektórym komentarzom bagatelizującym wygraną Wiosny – duży sukces środowisk homoseksualnych, które ewidentnie nasiliły ofensywę w Polsce, robiąc wszystko, by o nich było głośno. Nie łudźmy się – ich celem jest zniszczenie Kościoła katolickiego, a tym samym cywilizacji europejskiej w Polsce. Mimo tarć, mają one też sojusznika w PO, a generalnie w Koalicji Europejskiej.

  

czwartek, 23 maja 2019

W nadchodzących wyborach oddam głos na Konfederację

Mimo swoich wątpliwości co do niektórych ludzi w Konfederacji, na których prawdopodobnie normalnie bym nie zagłosował, postanowiłem oddać swój głos w wyborach do parlamentu UE właśnie na tę nową siłę na prawicy. To już drugi raz, kiedy nie oddam głosu na PiS. Jakoś nie przerażają mnie ataki na Konfederatów i brednie o „ruskich agentach”. PiS-owi należy się czerwona kartka i postanowiłem w tym roku nie ulegać szantażowi, że jeśli nie zagłosuję na PiS, to wygra lewica.

Pisałem już na tym blogu, że wygrana Zjednoczonej Prawicy w wyborach prawie cztery lata temu mnie cieszyła. W dalszym ciągu uważam, że był to ważny przełom, a kolejne lata tylko potwierdziły, że dobrze się stało. Śmieszą mnie też próby zwracania się przez liderów PO do wyborców PiS-u. Nie miejmy złudzeń – normalny wyborca PiS-u nigdy na PO nie zagłosuje. Prędzej już chyba oddałby głos na skrajnych nacjonalistów, gdyby tacy mieli jakąkolwiek szansę. PO skompromitowała się do cna, a fasada, jaką tworzyła ta partia, już dawno się pokruszyła i rozpadła. Jeśli ktoś tego nie widzi, to jest po prostu bardzo naiwny. Wzięcie na pokład postkomuchów, coraz wyraźniejsze deklaracje o wprowadzaniu związków partnerskich, ukłony w stronę lobby homoseksualnego – to wszystko wyraźnie świadczy o tym, że nie mamy tutaj żadnej „chrześcijańskiej demokracji”, żadnego „Kościoła łagiewnickiego”, ale po prostu coraz radykalniejszą lewicę.

Ale moje sympatie do PiS-u, które żywiłem przez długie lata, nie mogą przesłonić faktu nie wywiązania się z pewnych istotnych obietnic wyborczych i robienia prawicowych wyborców w konia. Uważam zatem, że np. ochrona życia nienarodzonych jest wręcz ważniejsza niż wszelkie projekty poprawiający dobrobyt i zamożność społeczeństwa. Podważanie podstaw cywilizacji europejskiej, a tym jest brak pełnej ochrony nienarodzonych, skończy się wcześniej czy później totalitaryzmem i nie ukryją tego najpiękniejsze słowa o tolerancji i braterstwie. Tchórzostwo PiS-u w tej sprawie jest czymś, co szczególnie mnie bulwersuje. Nie jest to też jedyna kwestia.

Konfederacja nie jest dla mnie ideałem. Gdyby odniosła nawet sukces umożliwiający w przyszłości rządzenie, z pewnością doszłoby do spięć i konfliktów w paru sprawach. Jednak jest tam paru ludzi, na których spokojnie mogę oddać głos. Jest jakaś szansa, że pojawią się tam wcześniej czy później jacyś młodzi, którzy mają poukładane w głowach i może w jakiejś przyszłości, jeśli ta formacja przetrwa, poprowadzą ją do zwycięstwa, broniąc prawdziwej cywilizacji europejskiej i Kościoła katolickiego.
Tymczasem PiS-owi należy się czerwona kartka. Zamiast wstrzymać się od głosu albo głosować z zaciśniętymi zębami na PiS (bo wygra lewica), moim zdaniem lepiej oddać ten głos na Konfederację. Po tych wyborach pomyślimy, co dalej. Może też liderzy Zjednoczonej Prawicy przemyślą sprawę.


czwartek, 2 maja 2019

Krótsza lista „Prawych mediów”

Postanowiłem wywalić z listy „Prawych mediów” dwa kolejne tytuły. Wywalam je z dwóch różnych powodów.

Pierwszy jest portal „Niezależnej”. Już od dawna mam dość propisowskiej propagandy, jaką uprawia to medium. Nie chciałbym, być źle zrozumiany – wygraną PiS-u w wyborach uważałem i dalej uważam za wybawienie od sitwy PO-PSL. Jaka jest PO-wska wizja Polski i jej miejsca w Europie, najlepiej świadczy stworzenie wielkiej koalicji wyborczej, w której uczestniczą byli komuniści. Choć Grzegorz Schetyna nie brał udziału jako wyborca w pierwszych kontraktowych wyborach, teraz jego partia sojuszników znajduje wśród byłych komuchów, lansując ich do parlamentu UE.

Nie potrafię jednak bezkrytycznie patrzeć na to, co robi obecnie PiS, a rolą mediów sprzyjających obecnie rządzącej partii nie powinno być bałwochwalcze kadzenie, ale rozsądna krytyka. Jestem gotów strawić popieranie rządu, nawet jeśli miałbym odmienne zdanie. Trudno jednak mi popierać tego rządu okadzanie. Szalę przeważyła idiotyczna krytyka Konfederacji, która (nie po raz pierwszy zresztą) przypisuje jej politykom pro-rosyjskie sympatie, a nawet zarzuca im, że są drugą Targowicą.

Drugim portalem, który postanowiłem zdjąć z listy „Prawych mediów”, jest strona internetowa... przeciwników ideowych „Niezależnej” i „Gazety Polskiej”, a mianowicie: „Najwyższego Czasu!”. Muszę powiedzieć, że jest to, jak dla mnie, człowieka przywiązanego do wartości konserwatywnych, bardzo dziwna strona. Coś, jakby skrzyżowanie pomiędzy portalem plotkarskim a poważnym dziennikiem. Choć moje wrażenie jest takie, że przechył jest bardziej w stronę tego pierwszego. To znaczy, ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu, lansuje się na tej stronie pewnego „jasnowidza”. I nie jest to kwestia jednego czy dwóch tekstów, ale całej serii. Chyba niemal co kilka dni pojawia się o nim jakaś informacja. Częstotliwość tych artykułów jest tak duża, że mogłoby to skłaniać do przypuszczeń, że ów „jasnowidz” sobie ten lans sam sfinansował.

Odkąd zacząłem stronę „Najwyższego Czasu!” odwiedzać regularnie, nagle przypomniałem też sobie o istnieniu różnych gwiazdek i celebrytów, o których już dawno zapomniałem i których istnienie do szczęścia nie było mi w ogóle potrzebne. Nawet gdyby inne prawicowe media zawzięcie milczały na ich temat, to „Najwyższy Czas!” nie dałby mi o nich zapomnieć. Poczesne miejsce zajmuje wśród nich m.in. „król TVN-u”. Co chwilę kolejne teksty poświęca się problemom rodzinnym pewnej gwiazdy disco-polo. Bohaterowie seriali telewizyjnych wydają się być na tej stronie równie ważni, co działacze Konfederacji. Cała plejada bohaterów kultury pop defiluje przede mną każdego dnia, kiedy odwiedzam to medium.

Ten bulwarowy charakter „Najwyższego Czasu!” bulwersował mnie już od dłuższego czasu. Był już kiedyś taki moment, kiedy chciałem ściągnąć tę stronę ze swojej listy. Zamieszczono tam artykuł o jakimś procesie, w którym partner seksualny jakiejś gwiazdy zeznawał w sądzie i przytaczał intymne szczegóły ich pożycia. Dziennikarz „Najwyższego Czasu!” informował o tym z oburzeniem, przy czym... przytaczał właśnie te szczegóły, których ujawnienie uważał za skandal! Litościwie uznałem to wówczas za wypadek przy pracy i postanowiłem jeszcze poczekać. W końcu powiedziałem sobie, że „enough is enough” i najwyższy czas pożegnać się z „Najwyższym Czasem!”