Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2020

Sowieckie „wyzwolenie”

To, że rosyjska propaganda może mówić o wyzwoleniu polski przez armię sowiecką, jeszcze można zrozumieć. To, że takie nonsensy może mówić Polak w dzisiejszych czasach (choćby i był nawet byłym komuchem) nie czując niestosowności i kłamliwości takich poglądów, jest po prostu skandalem. Dlatego nigdy dosyć przypominania prawdy o tym, jaką to wolność niosła „niezwyciężona Armia Czerwona”.


poniedziałek, 20 stycznia 2020

Instytucje kultury czy antykultury?

Dzielny arcybiskup Marek Jędraszewski nie przestaje budzić wściekłości środowisk lewicowych i liberalnych. Jego wypowiedź o tęczowej zarazie bardzo je zabolała. Choć krakowski hierarcha nie zaatakował wprost żadnej konkretnej osoby, a jedynie potępił ideologię LGBT, nie przestają się sypać na jego głowę gromy i zwykłe chamskie wulgaryzmy. To wszystko ma znamiona wprowadzania knebla, którym chce się zamknąć usta wszystkim tym, którzy nie idą „z czasem, postępem, osiągnięciami techniki”. Jest też to forma zastraszania, grożenia palcem innym, którzy chcieliby swobodnie podzielić się refleksjami na temat współczesnych totalitarnych ideologii.

Innym przykładem jest przypadek prof. Ewy Budzyńskiej z Uniwersytetu Śląskiego, która stała się obiektem nagonki wyznawców „tęczowej zarazy”. Pani profesor odeszła w proteście z uczelni po 28 latach pracy. Zamiast ukarać studentów, którzy złożyli na nią skargę, rzecznik dyscyplinarny uczelni przychylił się do ich stanowiska. Pani profesor popełniła myślo-zbrodnię, bo nazwała nienarodzone dziecko człowiekiem i podała zdroworozsądkową definicję rodziny. Tak oto uczelnie wyższe w Polsce – po krótkim okresie trzech dekad wolności – stają się ponownie instytucjami propagującymi totalniacką ideologię. Jakby nikt niczego się nie nauczył z niedawnej historii komunistycznego zniewolenia. Jakby nie było PRL-u i tłumienia wolności słowa. Oto skutki „grubej kreski”!

Teraz do tego wszystkiego czytam, że dwie „instytucje kultury” w Krakowie – MOCAK i Bunkier Sztuki – zrezygnowały z patronatów w Radiu Kraków. Powodem jest obecność na falach tej rozgłośni abp. Marka Jędraszewskiego. Nasuwa się jednak pytanie, czy są to jeszcze faktycznie instytucje „kultury”, czy też może raczej antykultury, które dążą do zniszczenia podstaw wiekowej cywilizacji europejskiej, jaka przetrwała w Polsce mimo dwóch totalitarnych i zbrodniczych reżymów? Może MOCAK powinien zmienić nazwę na „MOCARZ” (choć na glinianych nogach), a Bunkier Sztuki zakupić zapas amunicji i karabinów maszynowych dla swoich tęczowych jaczejek, które pewnie niedługo z niego wylegną na ulice, by wprowadzać rządy „miłości i tolerancji”?


piątek, 17 stycznia 2020

Współczesna Targowica tańczy na rurze

Dwa skandale z tego tygodnia.

Wielka Orkiestra Świątecznej Przemocy jest wierna hasłu swojego lidera: „Róbta, co chceta”. Dowodzi tego afera wokół show, który został zorganizowany dla dzieci w gminie Męcinka. Skoro „róbta, co chceta”, to można deprawować małe dzieci, pokazując im występ bardziej kwalifikujący się do burdelu niż do przedszkola.

Przy okazji się okazuje, że lider tego „kościoła”, który molestuje nas co roku „dobroczynnością”, nie jest niczemu winny, bo „każdy z organizatorów (...) działa we własnym imieniu”. Jeśli więc następnym razem odbędzie się tzw. „drag queen reading” dla dzieci lub czarna msza z profanacją Najświętszego Sakramentu, to również można będzie się wykpić, że „każdy działa we własnym imieniu”. A przy okazji dodać, że np. w Stanach Zjednoczonych uznano oficjalnie Świątynię Szatana za „kościół” i wyrazić nadzieję, że już wkrótce w Polsce będzie można uczestniczyć w jego diabelskich obrzędach legalnie i z otwartą przyłbicą.

Drugi skandal to głosowanie nad rezolucją, w której europarlamentarzyści skrytykowali Polskę i Węgry za rzekome „łamanie praworządności”. Rezolucję poparła także część polskich posłów. Tutaj szkoda słów. Wystarczy jedno: Targowica. I należy sobie dobrze zapamiętać te nazwiska: Adamowicz, Arłukowicz, Frankowski, Halicki, Hetman, Hübner, Jarubas, Kalinowski, Kopacz, Lewandowski, Łukaciejewska, Sikorski, Thun und Hohenstein, Belka, Cimoszewicz, Spurek, Miller.


Photo by Marius on Unsplash

wtorek, 12 listopada 2019

Zachować się jak cham, a potem się dziwić

Wyobraźcie sobie taką sytuację: ktoś przychodzi na urodzinową imprezę osoby, której nie lubi. Próbuje na różne sposoby zakłócić tę uroczystość. W końcu goście i gospodarz, chcąc bawić się dalej, wzywają policję, bo ten ktoś nie chce wyjść po dobroci. Niektórzy zostają wytrąceni z równowagi i używają niecenzuralnych wyrażeń, ale trudno im się dziwić. Bluzgi wprawdzie nie są godne pochwały, ale w końcu nie każdy ma mocne nerwy. Kiedy wreszcie policja wyprowadza intruza, wszyscy oddychają z ulgą i bawią się dalej. Następnego dnia intruz zamieszcza na Tłiterze i innym Fejsbuku komentarz na temat całego zdarzenia, cytując bluzgi, jakimi został obrzucony, i kąśliwie pisząc o „imprezowiczach”.

A teraz powiedzcie: Co myślicie o pani Joannie Scheuring-Wielgus i jej zachowaniu w czasie Święta Niepodległości?


poniedziałek, 11 listopada 2019

W Święto Niepodległości twardy pisarz twardo wali w pysk

Znany pisarz, który niegdyś napisał wzruszające alegoryczne opowiadanko o Polsce, znowu stoi okrakiem, waląc „ostro” w święto niepodległości, ale tak by go jednak kochano. Cały czas się tylko zastanawiam: po co w ogóle pisze po polsku? I cały czas sobie przypominam: najważniejsza jest przecież literatura. No tak, a ile dochodu przyniesie literatura pisana tylko w gwarze śląskiej? To też przecież część tej strategii stawania okrakiem. Jego „odważne” wypowiedzi stają się wobec tego nudne, kiedy się tylko uświadomi tę metodę (a uświadomić ją sobie można dość szybko).

Notabene odnoszę wrażenie, że on tego środowiska, w które wszedł parę lat temu, tak naprawdę nienawidzi i gardzi nim, tak jak gardzi (ale z inych powodów) teraz tym, z którego wyszedł. No cóż... najważniejsza jest literatura.

Może zamiast słuchać jego wypowiedzi, obejrzyjmy sobie nieco baśniową opowiastkę na 101 rocznicę niepodległości:


środa, 6 listopada 2019

Czerwona panienka z okienka i alternatywny polityk-muzyk w samobójczym locie

Muszę powiedzieć, że z dużym zainteresowaniem, rozbawieniem i niesmakiem obserwuję lot piosenkarza, który niegdyś śpiewał „Jak ja was, ku...wy, nienawidzę”. Nawet nie chodzi o to, by do tej pory ten lot był nieposzlakowany, bo przecież co starsi pamiętają jeszcze z pewnością np. piosenkę „ZChN się zbliża”, w której autor wykorzystał znaną melodię kościelną, i kontrowersje wokół tamtego wyskoku. Sam zresztą do najbystrzejszych nie należy. Ale w końcu to też nie jest powód do rozpaczy. Sam do bystrzejszych nie należę i jakoś żyję.

Zasługą twórcy partii/ruchu swojego imienia było – przy wszelkich zastrzeżeniach –wpuszczenie do Sejmu poprzedniej kadencji ludzi, którzy normalnie nie mieliby szansy tam zaistnieć i którzy wprowadzili tam trochę zdrowego fermentu, rozbijając dwupartyjny monopol. I w gruncie rzeczy to by było na tyle...

Najpierw alternatywny muzyk postanowił uratować przefarbowaną na zielono postkomunistyczną partię (ratując swoje miejsce w Sejmie?), w której schroniły się również różne stwory wyrzucone z PO. A teraz wygaduje głupoty w programie czerwonej panienki, która panienką już nie jest, ale której panieńskie nazwisko kojarzy się nieodmiennie z najgorszą komunistyczną swołoczą.

Sama czerwona panienka może sobie robić programy, jakie zechce, jeśli robi to za swoje pieniądze. Można by też powiedzieć, że nie jest jej winą, że takiego, a nie innego, miała ojca. Choć mam wrażenie, że z tego akurat powodu wstyd jej nie jest. Ale czy musi u niej pojawiać się człowiek, który chciał rozwalić skostniały system? I przy tym jeszcze wygadywać bzdury usprawiedliwiające jej ojca i stan wojenny? Gdzie go teraz zobaczymy? W programie Urbana? Popijającego wódeczkę w towarzystwie starych komuchów i planującego „nowe rozdanie”? Aż tak zmienia wejście w politykę?


poniedziałek, 28 października 2019

Zmarł Władimir Bukowski

Wczoraj zmarł Władmir Bukowski. Do tej pory pamiętam, jakie wrażenie wywarła na mnie jego książka I powraca wiatr..., której podziemne wydanie wciąż mam wśród swoich zbiorów. Jest to w zasadzie reprint drobną czcionką publikacji wydawnictwa „Polonia”, który wydało w Polsce z kolei wydawnictwo „Antyk”.

Pamiętam kilka scen z tej książki, m.in. próby zapalenia papierosa w celi, kiedy Bukowski nie miał zapałek i usiłował dostać się do żarówki pod sufitem. A także inną – budowanie w myślach zamku z wieloma komnatami.

Myśląc o tym słynnym antykomuniście, który wykorzystał moment i w roku 1992, po swoim powrocie do Rosji, zeskanował dokumenty Komitetu Centralnego, które między innymi obnażały kłamstwa Jaruzelskiego na temat stanu wojennego, wziąłem z półki i zacząłem przeglądać kieszonkowe podziemne wydanie jego wspomnień. Zauważyłem jeden fragment, który z jakiegoś powodu musiał mnie wówczas przed wielu laty zafascynować lub zafrapować, bo zaznaczyłem go ołówkiem:

„Być samemu – to ogromna odpowiedzialność. Człowiek przyparty do muru uświadamia sobie: „Ja – to lud, ja – to naród, ja – to partia, ja – to klasa; nie ma niczego innego”. Nie może poświęcić części siebie, nie może rozdzielić się, rozpaść a jednak żyć nadal. Nie ma już dokąd się cofać i instynkt samozachowawczy skłania go do skrajności – przedkłada śmierć fizyczną nad śmierć duchową.
I – zadziwiająca rzecz – broniąc swej jednolitości broni jednocześnie swego ludu, swej klasy czy partii. Tacy właśnie ludzie wywalczają prawo do życia dla swojego środowiska, chociaż możliwe, że w ogóle o nim nie myślą.
– Dlaczego ja? – pyta sam siebie każdy w tłumie. – Sam niczego nie zdziałam.
I wszyscy przepadają.
– Jeśli nie ja, to kto? – pyta sam siebie człowiek przyparty do muru. I ratuje wszystkich.
W ten sposób człowiek zaczyna budować swój zamek” (I powraca wiatr..., tłum. Andrzej Mietkowski).

Może kiedyś znajdę czas, by I powraca wiatr... przeczytać raz jeszcze, może wówczas przypomnę sobie, dlaczego akurat tylko ten fragment zaznaczyłem w całej książce.

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie...


poniedziałek, 30 września 2019

Człowiek legenda

W minioną sobotę smutna wiadomość o śmierci Jana Kobuszewskiego, dzisiaj o śmierci Kornela Morawieckiego, który był już za życia legendą. Dla Wrocławian i nie tylko z pewnością założyciel Solidarności Walczącej był ważną postacią, a jego obecność w Sejmie RP tej kadencji stanowiła sygnał, że po latach faktycznie dokonała się ważna zmiana (niezależnie od tego, jak by oceniać jego program polityczny, czy pewne poglądy) i że swoją bezkompromisową walką z komunizmem zasłużył na zaszczyt bycia posłem Rzeczpospolitej Polskiej.

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie.


poniedziałek, 23 września 2019

Prorocze słowa Agnieszki Holland – ciarki chodzą po plecach

Agnieszka Holland o filmie Mela Gibsona Pasja w roku 2004:

„Film ma złą energię. Nie chodzi o to, że jest kiczem, bo w końcu kicze powstają ciągle i kiczowatych jest bardzo wiele dzieł sztuki. Niebezpieczeństwo polega na tym, że Pasja otwiera jakąś otchłań przemocy, nieporozumienia, gwałtu, odległych – w moim poczuciu – od tego, co jest treścią Ewangelii. A w kontekście fundamentalizmów, które zaczynają władać światem, może stać się zaczynem czegoś znaczenie straszniejszego, niż możemy sobie dzisiaj wyobrazić. Jeśli film będzie miał takie znacznie, jak na to wygląda (w sensie skali odbioru i identyfikacji z nim bardzo wielu grup chrześcijan), może oznaczać powrót do najciemniejszych czasów i klęskę dwóch tysięcy lat nauki Chrystusa. Ja u Gibsona nauki Chrystusa nie zobaczyłam. Zobaczyłam natomiast bezinteresowne, bezmyślne okrucieństwo. Zobaczyłam Chrystusa nie jako człowieka, który daje miłość, wiarę i nadzieję, ale jako jakiś potworny, skrwawiony strzęp. I zobaczyłam straszną nienawiść do Żydów. W moim pojęciu Pasja my tyle wspólnego z Ewangelią, ile Osama ben Laden z Koranem”.

Jestem ciekaw, ile jeszcze widzów i czytelników pamięta z tamtych czasów to wzmożenie różnej maści tzw. „autorytetów intelektualnych”, którzy jeździli po tym wybitnym filmie, jakim bez wątpienia jest Pasja, i po Melu Gibsonie, jak po łysej kobyle. Słuchając ich słów można było się spodziewać fali wszelkiego rodzaju przemocy i pogromów. Jak dobrze wiemy, ta histeria nie była nieuzasadniona, tak się przecież stało, płonęły żydowskie sklepy i sklepiki, agresja i fundamentalistyczna nietolerancja zalały ulice, a Agnieszka Holland jest jedną z nielicznych ocalonych. Młodsze pokolenie, które nie czyta książek, chodzi zapewne w błogiej nieświadomości tego, co się wówczas wydarzyło.

Proszę też zwrócić uwagę na to, że przytoczony powyżej fragment wskazuje na autorytet Agnieszki Holland nie tylko w dziedzinie ogólnie pojmowanego intelektu i sztuki filmowej, ale również w dziedzinie religii, a zwłaszcza biblioznawstwa i interpretacji Koranu. Powinniśmy hołubić ją jako dobro narodowe i już za życia otaczać czcią należną wręcz bogom.

Tym bardziej, że Agnieszka Holland znowu wieszczy i znowu ostrzega. Oto dowiadujemy się, że mówi o „inżynierii społecznej megalomańskiej władzy”, a dopytywana przez dziennikarkę, co to znaczy stwierdza, jak donosi tygodnik „Do Rzeczy”:

„No jest to aluzja do tych populistycznych przywódców, którzy uważają, że władza daje im prawo do tego, żeby projektowali człowieka, żeby projektowali społeczeństwo, żeby projektowali naturę albo żeby niszczyli naturę. I takich populistów mamy niestety w tej chwili sporo. Od Trumpa (prezydent USA – red.) przez Bolsonaro (prezydent Brazylii – red.) do prezesa Kaczyńskiego. (...) No właśnie boję się, że będzie niedobrze. (...) mówmy o głównych ideowych założeniach. Jak pani odbiera fakt, że de facto proklamują państwo wyznaniowe? Jak pani odbiera fakt, że wyklucza rodziny, które nie mieszczą się w »kobieta, mężczyzna i dzieci«? Jak pani odbiera fakt, że połowa obywateli albo więcej znajduje się poza centrum jego zainteresowania czy że tak wielką część obywateli uważa za obywateli gorszej kategorii – jak pani to odbiera? Jak pani odbiera próby tzw. repolonizacji czy – teraz to się inaczej nazywa – repluralizacji mediów? Jak pani sobie to wyobraża? Do czego to ma prowadzić?”

Muszę przyznać, że po tych słowach zacząłem ze strachem ukradkiem spoglądać przez szparę w zasłonie na ulicę, nerwowo reaguję na każdy dzwonek u drzwi, a kiedy listonosz przynosi mi urzędową korespondencję, nerwowo trzęsą mi się ręce i pot ciurkiem ścieka mi po plecach. Skoro to wszystko mówi nasz wybitny autorytet intelektualny (i filmowy), to musi być naprawdę źle! Czas szykować szczoteczkę do zębów i zapas bielizny albo czym prędzej prosić o azyl w jakimś cywilizowanym kraju. W końcu „bezmyślne okrucieństwo” już ostrzy noże.


czwartek, 19 września 2019

Czy ruch LGBT ma podłoże satanistyczne?

Oczywiście wszyscy ci, którzy nie wierzą w diabła, czytając taki tytuł popukają się w głowę. Trudno jednak nie uciec przed taką myślą, jeśli patrzy się na to, jak wyglądają demonstracje aktywistów i zwolenników LGBT: bluźnierstwa, profanacje, szyderstwa.

Obnoszą zatem obrzydliwe bluźniercze wizerunki wagin, penisów, które przedstawione są w taki sposób, by naśladować monstrancję, w której znajduje się Najświętszy Sakrament. Odprawiają bluźnierczą „mszę” – co można wprost porównać do tzw. „czarnej mszy”. Kpią z Matki Boskiej poprzez dekorowanie Jej wizerunku satanistyczną tęczą (jeden z moich znajomych zdziwił się, gdy mu uświadomiłem, że tęcza na starych obrazach religijnych nie jest jednak tą samą tęczą, jaką genderowi rewolucjoniści dekorują święte wizerunki i powiewają na swoich banerach). Do tego mamy jeszcze ataki na księży i kościoły oraz szydercze parodiowanie strojów duchownych i zakonnic.

A to wszystko dzieje się przy głoszeniu haseł tolerancji, miłości, poszanowania cudzych poglądów i stylu życia. Politycy i celebryci, którzy bronią homoseksualnych rewolucjonistów, wydają się tego wszystkiego nie dostrzegać. Odcinają się co najwyżej od tych ekscesów dopiero po tym, gdy podniesie się krzyk oburzenia i widzą, że może im to zaszkodzić w popularności.

Z jednej strony można się oburzać i wręcz należy się oburzać. Z drugiej strony nie trudno patrzeć na tych biednych ludzi z wyrazem politowania. Kiedy my, katolicy, idziemy w procesji za Najświętszym Sakramentem, wierzymy, że w tym cieniutkim, białym opłatku jest sam Bóg, Stwórca wszechświata, rzeczy widzialnych i niewidzialnych. On karmi nas swoim Ciałem, by dać nam życie wieczne. Homoseksualni rewolucjoniści (za czyim to podszeptem?) idą za bluźnierczym wizerunkiem, który jest diabelską parodią Najświętszego Sakramentu, ale jednocześnie określa, co jest dla nich najważniejsze. A cóż to takiego? Organy płciowe i nic więcej. Coś, co łączy nas ze zwierzętami. Cóż za upadek!

Tak więc szydząc z Najświętszego Sakramentu ci biedni ludzie nie widzą, że szydzą również z samych siebie. To nie jest już zapatrzenie we własny pępek, to zapatrzenie we własne genitalia albo genitalia, a nawet odbyt tzw. „partnera seksualnego”.

Chrześcijańskie średniowiecze (które dla ludzi niewykształconych jest symbolem ciemnoty) stworzyło wspaniałą architekturę, rzeźbę, malarstwo, muzykę, literaturę, filozofię, teologię, logikę... Nietrudno dopatrzyć się tutaj związku między wiarą tych ludzi a ich kulturą. Jaką kulturę można zbudować, jeśli w centrum stawia się organ płciowy? Diabeł obiecał pierwszym ludziom, że będą jak Bóg. Okazało się to w rzeczywistości totalnym upadkiem. Teraz tym biedakom obiecuje wyzwolenie. Trudno chyba o bardziej nikczemne i poniżające zniewolenie.


sobota, 3 sierpnia 2019

Byle tylko dopiec, czyli jak zostać najgłupszym głupcem

Było już pomysł „świętowania” rocznicy wybuchu II wojnyświatowej radosnym marszem i tańcem. Ale okazuje się, że głupota wydaje się być bardziej bezdenna, niż się to filozofom wyśniło. To już istny konkurs, który można by zatytułować „Głupi, głupszy” albo „Najgłupszy głupiec Twittera”.

Otóż, proszę Państwa, okazuje się, że powinniśmy użalić się nad Niemcami, którzy rozpoczęli II wojnę światową atakiem na Polskę! Tak, tak! Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, to nasi okupanci „mieli wyższe straty” i z tego powodu najwidoczniej to im należy się „godne upamiętnienie”. Nie, nie Polakom – tak uważa przecież „łamacz konstytucji” Andrzej Duda i ten cały ciemnogród PiS-owsko-endecko-katolicki. A to nie może być ani słuszne, ani prawdziwe!

Myślicie, że to bajki? Nie wierzycie, że mógł się pojawić taki „geniusz”, to poczytajcie tutaj.


środa, 17 lipca 2019

Car jak umierający na krzyżu Chrystus

Ubiegłej nocy minęła 101 rocznica zamordowania przez bolszewików ostatniego cara Rosji wraz z jego rodziną. Rok temu napisałem tekst w dwóch odcinkach o niepokojącej wizji angielskiej XX-wiecznej mistyczki Caryll Houselander. Wizji, która szczególnie u Polaków musi budzić mieszane uczucia, gdyż idzie niejako pod prąd naszym stereotypom i niechęci do rosyjskiego caratu. Chciałbym dzisiaj przypomnieć ten tekst, gdyż wydaje mi się, że zarówno sama wizja, jak i postać Caryll Houselander są w Polsce praktycznie nieznane. Pierwszą część tego tekstu można przeczytać tutaj, a drugą tutaj.


wtorek, 16 lipca 2019

Nacjonalizm i mowa nienawiści nie przejdą!

Pisałem już chyba dwa razy na tym blogu o szkockim uczniu, który został wyrzucony z klasy, a potem też ze szkoły za stwierdzenie prostego, zdroworozsądkowego i naukowego przecież faktu, że istnieją dwie płcie. Coraz częściej niestety zdarza się, że w szkole uczniowie mają problemy za to, że mówią prawdę wbrew nauczycielom, którzy z kolei uczą dzieci i młodzież bzdur (nie mówiąc już o uczeniu ich zwykłego konformizmu). Chodzi o szkoły na zachodzie Europy, gdzie barbarzyństwo zajmuje coraz większe obszary niegdyś opanowane przez cywilizację zachodnią. I chodzi tutaj zarówno o barbarię w instytucjach europejskich, która nie szanuje wielkiego dziedzictwa europejskiego, jak i napływ barbarii z krajów muzułmańskich (która akurat barbarii europejskiej się przeciwstawia tam, gdzie koliduje ona z ich kulturą).

Coraz częściej więc współczesne szkoły nie są placówkami edukacyjnymi, ale forpocztami nowej barbarzyńskiej inwazji, pralniami mózgów, w których wiedzę zastępuje się myśleniem magicznym, zaklinaniem rzeczywistości. Jeśli w końcu w placówkach szkolnych zacznie się uczyć wróżbiarstwa, guseł i tym podobnych, nie powinno to już chyba nikogo specjalnie dziwić. Przecież jeśli można uczyć, że istnieje więcej niż dwie płcie, że homoseksualiści mogą wstępować w związki małżeńskie i tym podobne idiotyzmy, to czas na lekcje wróżenia z kryształowej kuli i rzucania czarów jest już bliski.

W Polsce szkoły jeszcze się opierają i bronią przed ofensywą prymitywizmu zamaskowanego pod postacią nowoczesności, ale homobolszewia i „postępowi” edukatorzy robią wszystko, by to zmienić. Wprawdzie jeszcze chyba w żadnej szkole polskiej nie wyrzucono ucznia z lekcji biologii za stwierdzenie faktu naukowego, okazuje się jednak, że można mieć poważne kłopoty za stwierdzenie faktu historycznego. Oto nazwanie Bandery bandytą może w polskiej szkole skończyć się sprawą w sądzie, a rodzice ucznia, który to powiedział, mogą być pozbawieni praw rodzicielskich! Mówienie prawdy o przeszłości nazywa się teraz „nacjonalizmem”!

Domyślam się też, że gdyby wprowadzono do polskiego prawa zapisy o tzw. „mowie nienawiści”, to rodzice tego ucznia zostaliby rozstrzelani, a ich dziecko zamknięto by w specjalnym obozie korekcyjnym dla trudnej młodzieży, gdzie od świtu do zmierzchu bombardowany byłby „miłością” i filmami Sekielskiego oraz Patryka Vegi.


piątek, 12 lipca 2019

Z cyklu: Myszkując po Internecie, czyli kto nam nasłał Uranian?

Tak, wiem, miało o tym już nie być, przynajmniej przez jakiś czas, ale artykuł jest na tyle interesujący i wyjaśnia, skąd się wzięły pewne panujące do dziś (a zwłaszcza dziś!) mity na temat „kochających inaczej”, że warto go polecić na łykend (choć sama lektura zabierze niewiele czasu).

Tekst Jakuba Maciejewskiego sięga nieco dalej w głąb historii niż tylko rewolucja lat sześćdziesiątych XX wieku i pokazuje źródła i prekursorów ruchu określanego jako „LGBT”. Warto wiedzieć, że przed LGBT-coś-tam byli na przykład „Uranianie”. A skąd się oni wzięli, kto ich wprowadził na scenę i po co, tego można dowiedzieć się tutaj.


czwartek, 11 lipca 2019

Vincent Lambert – ofiara nowej barbarii

Dzisiaj przyszła niestety smutna wiadomość. Tak się składa, że Vincenta Lamberta zagłodzono na śmierć w 76 rocznicę wołyńskiej rzezi. To dość symboliczne, choć z pozoru nie ma związku.

Na Wołyniu mordowano Polaków w brutalny i okrutny sposób. Kobiety, dzieci, starców, mężczyzn. Nie oszczędzano matek ciężarnych. Bestialstwo, do którego tam doszło, jest wciąż niezaleczoną raną, która waży na stosunkach polsko-ukraińskich. To ludobójstwo było zaprzeczeniem cywilizacji europejskiej, która niegdyś sięgała daleko na wschód – tam, gdzie biegły granice I Rzeczpospolitej. W imię nacjonalizmu rzeźnicy z UPA rozpętali piekło.

Vincent Lambert nie zginął w tak drastycznie brutalny i makabrycznie „widowiskowy” sposób, choć trudno znaleźć odpowiednie słowa na to, co z nim zrobiono w majestacie „prawa” – zagładzając go na śmierć. Wciąż niezmiennie przychodzi mi na myśl św. o. Maksymilian Kolbe, który został zagłodzony obozie koncentracyjnym.

Różnica pomiędzy rzezią wołyńską i śmiercią o. M. Kolbego a śmiercią Vincenta Lamberta jest taka, że Lamberta zamęczono (a jak inaczej to określić?) w szpitalu, który powinien ratować ludzi, w rzekomo cywilizowanym kraju! We wszystkich tych przypadkach zanegowano cywilizację europejską, którą budował Kościół katolicki. We wszystkich tych przypadkach odrzucono Dekalog, odrzucono naukę Chrystusa. Vincent Lambert nie umierał na brudnej podłodze celi obozu koncentracyjnego, umierał w szpitalu, który dysponował nowoczesną aparaturą mogącą podtrzymać go przy życiu.

Niestety postęp techniczny nie oznacza postępu moralnego. Współcześni barbarzyńcy i poganie posługują się najnowocześniejszą aparaturą, już nie roztrzaskują czaszek siekierą.


sobota, 22 czerwca 2019

Déjà vu

Współczesna Europa coraz bardziej przypomina coś, co moje pokolenie zna doskonale z czasów komunizmu. Najwidoczniej ta Europa nie odrobiła lekcji z historii. Tak jak nie odrobili lekcji z historii ci, którzy u nas, w Polsce, powinni znać ją z własnego doświadczenia lub przynajmniej z podręczników.


Oto w Szwecji mamy współczesną Zoję komunistkę albo raczej Zoję ekologistkę. Nazywa się tak naprawdę Greta Thunberg i ponoć postępowy świat za nią szaleje. Nawet wygląda z tym warkoczem jak dziewczynka z komunistycznych plakatów propagandowych. Oby więcej takich Zoj czy Gret ekologistek, a będziemy jeździć zaprzęgami konnymi, jak amisze. Nie wiem tylko, co na to konie.

Oto w Szkocji nauczyciel wyrzuca z klasy ucznia, który stwierdza fakt niezaprzeczalny dla każdej istoty rozumnej, a mianowicie, że istnieją tylko dwie płcie. Radzi mu też, aby zachował swoje poglądy dla siebie, bo szkoła jest inkluzywna. Niektórzy mało rozgarnięci mówią: „średniowiecze”, kiedy uważają coś za ciemne, nieoświecone i niepostępowe. Z pewnością kiedyś będzie się mówić „początek XXI wieku” (czy jak tam też określą naszą głupią epokę) na określenie ciemnogrodu i zabobonu i z pewnością nie będzie to wymysł propagandzistów oświecenia, którzy epoce rozwiniętej filozofii, teologii i logiki, jaką było średniowiecze, przypisali coś, z czym ono nie miało żadnego związku. Myślę, że nawet Łysenko przewraca się w grobie.


Na wakacjach, odcinając się od wiadomości i przebywając w kraju, w którym posługują się językiem dla mnie niezrozumiałym, mogłem odpocząć od tych idiotyzmów. Teraz codziennie zalewany jestem kolejnymi niewyobrażalnymi bzdurami. Ja to już skądś znam. I wiem dobrze skąd, a przecież nie należę do jakoś szczególnie inteligentnych. Cywilizacja Zachodu niestety oblewa egzamin z historii. Wystawiona ocena będzie bardzo bolesna. Nie wiem, czy będzie szansa na poprawkę.

środa, 22 maja 2019

Jak blednie gwiazda Polańskiego, czyli Manuela Gretkowska żyje swobodnie

Pisałem już na tym blogu, że zachowania lewaków nie są moim zdaniem „hipokryzją”, tylko mentalnością, którą znakomicie opisał Sienkiewicz w „Pustyni i puszczy”, a którą określa się zatem „moralnością Kalego”. Hipokryzja, to jak podaje słownik PWN: „obłuda, dwulicowość, nieszczerość”, a ci nieszczęśnicy naprawdę, szczerze wierzą w to, co głoszą.

Weźmy taką Manuelę Gretkowską, która wygaduje te swoje bzdury i nie dostrzega, że ma ideologicznie wyprany mózg, w którym podzieliła sobie wygodnie świat według określonych schematów i nie potrafi dostrzec, że coś tu nie styka. Wygaduje jakieś totalne nonsensy, których nasz – obecnie słynny – grubcio-celebryta (wiem – miało już o nim nie być) słucha, niemal spijając jej z ust, i ten dziennikarzyna nawet nie parsknie śmiechem. Gdyby serio przejmował się losem ofiar pedofilów, to od razu wytknąłby jej, że w takim razie pedofile powinni mieć prawo postępować tak, jak dyktuje im natura nieograniczona patriarchalnym zniewoleniem, czy co tam sobie jeszcze pani Gretkowska wyobraziła.

Ale wydaje się, że pani Gretkowska „żyjąc swobodnie”, nie dostrzega, że wygaduje bzdury. Ona to wszystko mówi szczerze i z przekonaniem. Ona pewnie boi się wyjść z domu i z tego auta, w którym udziela wywiadu, bo może jakiś patriarchalnie zniewolony katolik ją dopadnie i będzie grzebał jej w majtkach albo coś.

Hipokrytą może natomiast być właśnie katolik, który głosząc jedno, robi coś innego. Jak ktoś jednak zauważył: „hipokryzja to hołd, jaki cnocie składa występek”. Jeśli ktoś nazwie mnie, katolika, hipokrytą, to nawet się z nim zgodzę, bo bardzo często nie dorastam do tego, co głoszę. Wstyd mi z tego powodu i dlatego się nie obnoszę z moimi przewinami, co z kolei może wiązać się z posądzeniem mnie o hipokryzję. Nigdy jednak nie czuję się tak swobodnie i tak wolny, gdy zmyję to plugastwo z siebie w spowiedzi (mimo że spowiedzi jako takiej nie cierpię). Pani Gretkowska pewnie dorobiłaby do tego zaraz jakąś ideologię i stwierdziła, że w rzeczywistości łudzę się, bo zniewolił mnie opresyjny Kościół.

Pani Manuela Gretkowska natomiast i jej podobni „żyją swobodnie”, więc pewnie nie mają dylematów, że nie dorastają do jakiegoś ideału. Znając historię niektórych takich ludzi, domyślam się, że nienawiść do Kościoła wynika u nich często z chęci zagłuszenia własnego sumienia, które mimo wszystko, mimo całej tej „swobody” pewnie się u nich odzywa.

Ta wyimaginowana „swoboda” pozwala im na ocenienie tego samego zachowania inaczej, w zależności od tego, kogo oceniają. I to jest właśnie ta moralność Kalego, a nie hipokryzja, bo oni przecież nie mają żadnego stałego punktu odniesienia. Nie wiem, jak pani Gretkowska oceniała czy ocenia np. Romana Polańskiego, ale pamiętam innych lewicowych i liberalnych krytyków, reżyserów, aktorów, dziennikarzy, intelektualistów i tym podobnych „autorytetów”, którzy bronili twórcę „Dziecka Rosemary” przed zarzutami o pedofilię. Jeśliby się okazało, że 100% tych obrońców Polańskiego jednocześnie potępia księży pokazanych w głośnym ostatnio filmie, to wcale bym się nie zdziwił.

„Swobodnie” jednak nie żyje najwidoczniej anonimowy komentator rzeczywistości, który dopisał Polańskiemu tytuł „pedofil” w warszawskiej „Alei gwiazd”. Z pewnością jest on „zniewolony” patriarchalnym Kościołem. Być może mózg przytłoczył mu polski patriotyzm.

Gretkowska i jej podobni „intelektualiści” mają swobodne, wolne mózgi i odgrzewają stare kotlety, jakim jest złudzenie o powrocie do swobody i szczęśliwości człowieka pierwotnego sprzed wieków, i nawet tego nie dostrzegają, jak bardzo są anachroniczni. No cóż, ale w końcu moralność Kalego to moralność człowieka pierwotnego...


poniedziałek, 20 maja 2019

Hitler patronem współczesnej Europy?

Wygląda na to, że tak. Europa, która odrzuca odwołanie do chrześcijaństwa i Boga, stacza się w coraz większe barbarzyństwo, negując cały swój dorobek, przecząc swemu dziedzictwu, tradycji, kulturze. Coraz bliżej jej do hitlerowskich Niemiec niż do średniowiecznej Civitas Christiana.

Oto w majestacie prawa skazuje się kolejnego człowieka na śmierć, odmawiając podawania mu pożywienia, czyli po prostu zagładzając go na śmierć. Naziści nie mieli litości dla słabych, upośledzonych, reprezentujących inną rasę. Współczesna Europa też nie ma litości dla słabych, starych, schorowanych. Vincent Lambert zostanie zagłodzony tak, jak zagłodzony został np. ojciec Maksymilian Kolbe.

Nie chcę przez to powiedzieć, że Vincent Lambert jest świętym. Być może jest i nawet o tym nie wiemy. Ale skojarzenia nasuwają się same. Ojciec Maksymilian Kolbe został zagłodzony w celi w obozie koncentracyjnym. Vincent Lambert zostanie zagłodzony w szpitalu. Nie wiem, czy wstrzykną mu fenol, jeśli będzie żył za długo czy po prostu spokojnie poczekają, aż umrze. Współczesna barbaria zajmuje coraz większe połacie Europy. Najpierw świat obserwował, jak mordowano dwóch chłopców w Wielkiej Brytanii, teraz będzie obserwować, jak mordują dorosłego człowieka we Francji.


czwartek, 2 maja 2019

Krótsza lista „Prawych mediów”

Postanowiłem wywalić z listy „Prawych mediów” dwa kolejne tytuły. Wywalam je z dwóch różnych powodów.

Pierwszy jest portal „Niezależnej”. Już od dawna mam dość propisowskiej propagandy, jaką uprawia to medium. Nie chciałbym, być źle zrozumiany – wygraną PiS-u w wyborach uważałem i dalej uważam za wybawienie od sitwy PO-PSL. Jaka jest PO-wska wizja Polski i jej miejsca w Europie, najlepiej świadczy stworzenie wielkiej koalicji wyborczej, w której uczestniczą byli komuniści. Choć Grzegorz Schetyna nie brał udziału jako wyborca w pierwszych kontraktowych wyborach, teraz jego partia sojuszników znajduje wśród byłych komuchów, lansując ich do parlamentu UE.

Nie potrafię jednak bezkrytycznie patrzeć na to, co robi obecnie PiS, a rolą mediów sprzyjających obecnie rządzącej partii nie powinno być bałwochwalcze kadzenie, ale rozsądna krytyka. Jestem gotów strawić popieranie rządu, nawet jeśli miałbym odmienne zdanie. Trudno jednak mi popierać tego rządu okadzanie. Szalę przeważyła idiotyczna krytyka Konfederacji, która (nie po raz pierwszy zresztą) przypisuje jej politykom pro-rosyjskie sympatie, a nawet zarzuca im, że są drugą Targowicą.

Drugim portalem, który postanowiłem zdjąć z listy „Prawych mediów”, jest strona internetowa... przeciwników ideowych „Niezależnej” i „Gazety Polskiej”, a mianowicie: „Najwyższego Czasu!”. Muszę powiedzieć, że jest to, jak dla mnie, człowieka przywiązanego do wartości konserwatywnych, bardzo dziwna strona. Coś, jakby skrzyżowanie pomiędzy portalem plotkarskim a poważnym dziennikiem. Choć moje wrażenie jest takie, że przechył jest bardziej w stronę tego pierwszego. To znaczy, ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu, lansuje się na tej stronie pewnego „jasnowidza”. I nie jest to kwestia jednego czy dwóch tekstów, ale całej serii. Chyba niemal co kilka dni pojawia się o nim jakaś informacja. Częstotliwość tych artykułów jest tak duża, że mogłoby to skłaniać do przypuszczeń, że ów „jasnowidz” sobie ten lans sam sfinansował.

Odkąd zacząłem stronę „Najwyższego Czasu!” odwiedzać regularnie, nagle przypomniałem też sobie o istnieniu różnych gwiazdek i celebrytów, o których już dawno zapomniałem i których istnienie do szczęścia nie było mi w ogóle potrzebne. Nawet gdyby inne prawicowe media zawzięcie milczały na ich temat, to „Najwyższy Czas!” nie dałby mi o nich zapomnieć. Poczesne miejsce zajmuje wśród nich m.in. „król TVN-u”. Co chwilę kolejne teksty poświęca się problemom rodzinnym pewnej gwiazdy disco-polo. Bohaterowie seriali telewizyjnych wydają się być na tej stronie równie ważni, co działacze Konfederacji. Cała plejada bohaterów kultury pop defiluje przede mną każdego dnia, kiedy odwiedzam to medium.

Ten bulwarowy charakter „Najwyższego Czasu!” bulwersował mnie już od dłuższego czasu. Był już kiedyś taki moment, kiedy chciałem ściągnąć tę stronę ze swojej listy. Zamieszczono tam artykuł o jakimś procesie, w którym partner seksualny jakiejś gwiazdy zeznawał w sądzie i przytaczał intymne szczegóły ich pożycia. Dziennikarz „Najwyższego Czasu!” informował o tym z oburzeniem, przy czym... przytaczał właśnie te szczegóły, których ujawnienie uważał za skandal! Litościwie uznałem to wówczas za wypadek przy pracy i postanowiłem jeszcze poczekać. W końcu powiedziałem sobie, że „enough is enough” i najwyższy czas pożegnać się z „Najwyższym Czasem!”