Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 czerwca 2020

Homobolszewicka cenzura na YouTube powraca!

YouTube ponownie dopuścił się cenzury. Tym razem ocenzurował film wyprodukowany przez portal PCh24.pl pt. „Ich prawdziwe cele”. To nawet do pewnego stopnia zabawne, bo w ten sposób popularny portal potwierdził, jakie są prawdziwe cele homolobby. „Tolerancja”, „prawa człowieka”, „miłość” to w rzeczywistości w ustach wyznawców tej ideologii puste słowa. Im nie chodzi o żadną tolerancję, ale o zwykły zamordyzm i psucie kolejnych pokoleń. Działając na uczucia, chcą wzbudzić współczucie, by w ten sposób przekonać nas do siebie i wpuścić tę zarazę (inaczej się tego nie da nazwać) do naszych domów. Nie można już kupić ubrania w sklepie, nie można się napić kawy w kawiarni, nie można już obejrzeć filmu na jakiejś platformie w Internecie, by nie sponsorować wrogiej nam ideologii. Ich „tolerancja” polega na tym, że musimy zaakceptować ich zachowanie, inaczej zamkną nam usta, wyrzucą z pracy albo wsadzą do więzienia pod pretekstem szerzenia „mowy nienawiści”.

Więcej o sprawie można dowiedzieć się na portalu PCh24.pl. Sam film zaś można obejrzeć bezpośrednio na stronie PCh24.pl tutaj.


środa, 5 lutego 2020

Komu przyłożyć ruską pałką II, czyli świnie się tuczą

Praktycznie dzień po moim wpisie o posługiwaniu się ruską „pałką” okazało się, że i Konfederacja nią też się potrafi posługiwać. Oto na Twitterze znalazłem taki tekst: „JkmMikke: "Na szczęście A. Łukaszenka nie przyłączył Białorusi do Rosji, ale sytuacja, w której Polska nie zagwarantowała Białorusi przepływu potrzebnych ilości ropy i gazu, dowodzi, że PiS to albo ruscy agenci, albo ludzie bez wyobraźni politycznej". #Konfederacja #KORWiN”.

A więc myliłem się, że Konfedracja w nikogo chyba jeszcze nie uderza ruską pałką. Tyle tylko, że Korwin Mikke przynajmniej posłużył się nią z sensem i moim zdaniem walnął celnie. Nie walnął nią w taki sposób, jakby uważał swoich zwolenników za idiotów, tylko zaznaczył, że istnieje jeszcze możliwość, iż PiS to po prostu „ludzie pozbawieni wyobraźni politycznej”. Zwróciłem zresztą uwagę na to, że rządząca partia coś zaczęła ostatnio przebąkiwać o jakimś porozumieniu z Białorusią i wskazałem na fakt możliwego związku z wizytą Mike’a Pompeo u naszych sąsiadów.

Bardzo szybko też okazało się, że byłe komuchy, które teraz stały się „Europejczykami”, nie przegapiły szansy, by się wykazać kompletnym brakiem elementarnego poczucia wstydu. W mediach społecznościowych pojawiły się wypowiedzi „światłych”, którzy jeszcze parę dekad temu służyli Moskwie, biadolących coś o „polexicie” w związku z podpisaniem przez Andrzeja Dudę noweli ustaw sądowych.

Kiedy widzę te ich teksty, mam ochotę zacytować pewną wulgarną piosenkę Kukiza o politykach, ale nie zacytuję, bo nie lubię wulgaryzmów. Jednak pomysł z ostatniej zwrotki, by wsadzić ich w helikopter, jest godny rozpatrzenia. Najlepiej byłoby ich wysłać do Moskwy, w końcu tam powinni czuć się znacznie lepiej wśród starych towarzyszy niż w niebieskiej Unii Europejskiej (choć i ona niebieska jest tylko na powierzchni, a czerwona w głębi).

Zabawne przy tym są brednie pewnej feministki i weganaki czy też wegetarianki, która bełkocze coś o tym, że „demokracja jest najważniejsza” i że potrzeba „twardych rozwiązań”. Tej pani jakoś ciężko zaakceptować, że właśnie w wyniku demokratycznych wyborów w Polsce mamy taki rząd, a nie inny, i że zgodnie z wolą wyborców stanowi on takie, a nie inne prawo.

To jest zabawne, ale tak naprawdę strach pomyśleć, co by było, gdyby ta pani dostała realną władzę i zaczęła wprowadzać w życie te swoje zamordystyczne pomysły, które niszczyłby wieki cywilizacji europejskiej, cofając nas to stanu barbarzyńskiego, w którym krówki byłby święte, dzieci składano by w ofierze postępu – kto wie? może karmiąc nimi święte świnie – a wszyscy jedliby rośliny.


piątek, 24 stycznia 2020

Sowieckie „wyzwolenie”

To, że rosyjska propaganda może mówić o wyzwoleniu polski przez armię sowiecką, jeszcze można zrozumieć. To, że takie nonsensy może mówić Polak w dzisiejszych czasach (choćby i był nawet byłym komuchem) nie czując niestosowności i kłamliwości takich poglądów, jest po prostu skandalem. Dlatego nigdy dosyć przypominania prawdy o tym, jaką to wolność niosła „niezwyciężona Armia Czerwona”.


środa, 15 stycznia 2020

Braun przyjmuje zaproszenie od „Towarzyszki Panienki"

Muszę przyznać, że z dużą przykrością dowiedziałem się o tym, że Grzegorz Braun przyjął zaproszenie do udziału w programie od „Towarzyszki Panienki”, czyli córki Wojciecha Jaruzelskiego. Z jednej strony rozumiem jego motywy, z drugiej strony jednak w tym przypadku kompletnie się z nimi nie zgadzam.

Zacznijmy od tego, że nie ruszają mnie kompletnie oskarżenia o to, że Grzegorz Braun jest „ruskim agentem”, bo udzielił wywiadu jakiemuś „Sputnikowi” czy innym rosyjskim mediom. Braun udziela wywiadów różnym mediom i wprost mówi, co o nich myśli. Bez żenady nazywa „gadzinową” telewizję, w której akurat występuje. Gdybyśmy mieli tak rozumować, to kapłani, którzy udzielają wywiadów „Gazecie Wyborczej” czy „Newsweekowi” powinni z miejsca być objęci ekskomuniką, nie mówiąc już o fakcie zamieszczania na łamach tych mediów jakichś artykułów czy felietonów (co samo w sobie jest skandaliczne).

W ogóle nazywanie Brauna „ruskim agentem” jest idiotyczne. Chyba nikt w polskiej kulturze tak jak Braun nie obnażył zarówno systemu komunistycznego, jak i tego, co dzieje się we współczesnej Rosji. Tymczasem spotkałem się z opinią, że jego filmy to „legendowanie agenta”. Takie rzeczy wypisują ludzie skądinąd inteligentni. Sugerowanie, że twórczość Grzegorza Brauna to uwiarygodnianie ruskiego agenta, jest mniej więcej taką samą bzdurą, jak stwierdzenie, że jego pobyt w Stanach Zjednoczonych czyni go agentem CIA.

Braun z pewnością wykorzystuje te różne media jako platformę, z której może dotrzeć do ludzi, którzy normalnie nie mieliby możliwości poznania jego poglądów bezpośrednio. Tak robią z reguły normalni politycy. Nie ma więc w tym nic dziwnego. Jeśli więc udziela wywiadu ruskiej czy niemieckiej gazecie, nie rusza mnie to – powtórzę.

Jednak w przypadku Jaruzelskiej mam poczucie niesmaku. Takie samo, jakie miałem, gdy do jej domu pospieszył Kukiz, czy wówczas, gdy z dumą obwieszczał swój wywiad z nią Ziemkiewicz. Tutaj nie zgadzam się Braunem kompletnie. Udzielanie wywiadu ludziom pokroju Jaruzelskiej to w rzeczywistości utrzymywanie „na topie” i uwiarygodnianie ludzi z postkomunistycznego establishmentu. Jest ich w mediach sporo. Oni tak naprawdę nie doszli do swoich stanowisk w wyniku ciężkiej pracy, ale dzięki temu, że znaleźli się od początku w korzystniejszej sytuacji od ich rówieśników, którzy nie mieli tatusiów w PZPR czy w milicji. To naprawdę smutne, że prawicowi publicyści i politycy tak ochoczo spieszą, by udzielić wywiadu dzieciom byłych komunistów.

Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie, o co mi chodzi, to powiem tak: wiele razy z dużą przykrością myślałem o ostatnich latach moich Rodziców. Ciężko harowali w czasach komuny. W normalnym kraju pewnie mieszkaliby w domku z ogródkiem, a mój Tato jeździłby to pracy własnym autem. Transformacja nie przyniosła im żadnego wynagrodzenia za zmarnowane lata młodości, żadnej rekompensaty. Tymczasem w telewizji mogłem oglądać „brazylijską” parę prezydencką, która na tej transformacji się dorobiła, bo uprzywilejowały ją związki z komunistami. Całkiem niedawno do parlamentu UE wybrano paru byłych komuchów, którzy za swoją lojalność partii powinni być nagrodzeni, jeśli nie celą więzienną, to gorzkimi latami w jakimś obskurnym M-2 bez perspektywy na jakąkolwiek karierę polityczną. Z mediów pouczają mnie, a także obecny rząd, bezwstydni byli członkowie PZPR. Ich dzieci brylują w mediach i jeżdżą na egzotyczne wakacje, gardząc „Januszami”, którzy smażą się na bałtyckiej plaży i jedzą smażonego dorsza... Wystarczy?

Photo by Nikolay Vorobyev on Unsplash


środa, 6 listopada 2019

Czerwona panienka z okienka i alternatywny polityk-muzyk w samobójczym locie

Muszę powiedzieć, że z dużym zainteresowaniem, rozbawieniem i niesmakiem obserwuję lot piosenkarza, który niegdyś śpiewał „Jak ja was, ku...wy, nienawidzę”. Nawet nie chodzi o to, by do tej pory ten lot był nieposzlakowany, bo przecież co starsi pamiętają jeszcze z pewnością np. piosenkę „ZChN się zbliża”, w której autor wykorzystał znaną melodię kościelną, i kontrowersje wokół tamtego wyskoku. Sam zresztą do najbystrzejszych nie należy. Ale w końcu to też nie jest powód do rozpaczy. Sam do bystrzejszych nie należę i jakoś żyję.

Zasługą twórcy partii/ruchu swojego imienia było – przy wszelkich zastrzeżeniach –wpuszczenie do Sejmu poprzedniej kadencji ludzi, którzy normalnie nie mieliby szansy tam zaistnieć i którzy wprowadzili tam trochę zdrowego fermentu, rozbijając dwupartyjny monopol. I w gruncie rzeczy to by było na tyle...

Najpierw alternatywny muzyk postanowił uratować przefarbowaną na zielono postkomunistyczną partię (ratując swoje miejsce w Sejmie?), w której schroniły się również różne stwory wyrzucone z PO. A teraz wygaduje głupoty w programie czerwonej panienki, która panienką już nie jest, ale której panieńskie nazwisko kojarzy się nieodmiennie z najgorszą komunistyczną swołoczą.

Sama czerwona panienka może sobie robić programy, jakie zechce, jeśli robi to za swoje pieniądze. Można by też powiedzieć, że nie jest jej winą, że takiego, a nie innego, miała ojca. Choć mam wrażenie, że z tego akurat powodu wstyd jej nie jest. Ale czy musi u niej pojawiać się człowiek, który chciał rozwalić skostniały system? I przy tym jeszcze wygadywać bzdury usprawiedliwiające jej ojca i stan wojenny? Gdzie go teraz zobaczymy? W programie Urbana? Popijającego wódeczkę w towarzystwie starych komuchów i planującego „nowe rozdanie”? Aż tak zmienia wejście w politykę?


poniedziałek, 28 października 2019

Zmarł Władimir Bukowski

Wczoraj zmarł Władmir Bukowski. Do tej pory pamiętam, jakie wrażenie wywarła na mnie jego książka I powraca wiatr..., której podziemne wydanie wciąż mam wśród swoich zbiorów. Jest to w zasadzie reprint drobną czcionką publikacji wydawnictwa „Polonia”, który wydało w Polsce z kolei wydawnictwo „Antyk”.

Pamiętam kilka scen z tej książki, m.in. próby zapalenia papierosa w celi, kiedy Bukowski nie miał zapałek i usiłował dostać się do żarówki pod sufitem. A także inną – budowanie w myślach zamku z wieloma komnatami.

Myśląc o tym słynnym antykomuniście, który wykorzystał moment i w roku 1992, po swoim powrocie do Rosji, zeskanował dokumenty Komitetu Centralnego, które między innymi obnażały kłamstwa Jaruzelskiego na temat stanu wojennego, wziąłem z półki i zacząłem przeglądać kieszonkowe podziemne wydanie jego wspomnień. Zauważyłem jeden fragment, który z jakiegoś powodu musiał mnie wówczas przed wielu laty zafascynować lub zafrapować, bo zaznaczyłem go ołówkiem:

„Być samemu – to ogromna odpowiedzialność. Człowiek przyparty do muru uświadamia sobie: „Ja – to lud, ja – to naród, ja – to partia, ja – to klasa; nie ma niczego innego”. Nie może poświęcić części siebie, nie może rozdzielić się, rozpaść a jednak żyć nadal. Nie ma już dokąd się cofać i instynkt samozachowawczy skłania go do skrajności – przedkłada śmierć fizyczną nad śmierć duchową.
I – zadziwiająca rzecz – broniąc swej jednolitości broni jednocześnie swego ludu, swej klasy czy partii. Tacy właśnie ludzie wywalczają prawo do życia dla swojego środowiska, chociaż możliwe, że w ogóle o nim nie myślą.
– Dlaczego ja? – pyta sam siebie każdy w tłumie. – Sam niczego nie zdziałam.
I wszyscy przepadają.
– Jeśli nie ja, to kto? – pyta sam siebie człowiek przyparty do muru. I ratuje wszystkich.
W ten sposób człowiek zaczyna budować swój zamek” (I powraca wiatr..., tłum. Andrzej Mietkowski).

Może kiedyś znajdę czas, by I powraca wiatr... przeczytać raz jeszcze, może wówczas przypomnę sobie, dlaczego akurat tylko ten fragment zaznaczyłem w całej książce.

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie...


poniedziałek, 30 września 2019

Człowiek legenda

W minioną sobotę smutna wiadomość o śmierci Jana Kobuszewskiego, dzisiaj o śmierci Kornela Morawieckiego, który był już za życia legendą. Dla Wrocławian i nie tylko z pewnością założyciel Solidarności Walczącej był ważną postacią, a jego obecność w Sejmie RP tej kadencji stanowiła sygnał, że po latach faktycznie dokonała się ważna zmiana (niezależnie od tego, jak by oceniać jego program polityczny, czy pewne poglądy) i że swoją bezkompromisową walką z komunizmem zasłużył na zaszczyt bycia posłem Rzeczpospolitej Polskiej.

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie.


sobota, 10 sierpnia 2019

Jak Kukiz uratował albo zatopił PSL

Kukiz startujący z list PSL? Gdyby ktoś coś takiego powiedział cztery lata temu, pewnie wszyscy, łącznie z samym liderem partii/ugrupowania swojego imienia, popukaliby się w czoło. A jednak!

Jaką wiarygodność może mieć zatem ów muzyk, który wszedł w politykę (jak w masło), by rozbić kształtujący się dwupartyjny układ? Chyba zerową. Domyślam się, że jacyś zagorzali fani lidera zespołu Piersi pewnie pójdą za nim w ciemno i byle gdzie, ale ci, którzy serio traktowali go jako działacza antysystemowego, chyba już nie bardzo.

To już nie chichot historii, to wręcz rechot i to diabelski. Bo gdybyż, gdybyż Kukiz dogadał się z Konfederacją, to choć nie wszyscy naiwni, którzy za nim szli, poparliby ten wybór, to jednak w dalszym ciągu byłby uznawany za antysystemowca, który stara się rozbić istniejący układ. Ale Kukiz wspierający PSL, które tkwi korzeniami tak naprawdę w komuszym ZSL?

Dlaczego wspierający? Bo istniała szansa, że PSL już do Sejmu nie wejdzie. A teraz, uwzględniwszy ślepotę zagorzałych fanów muzyka, może się okazać, iż Kukiz wyciągnął farbowanym zielonym pomocną dłoń, nawet jeśli sam do PSL nie wstąpił, a tylko korzysta z ich list.

Może się jednak okazać, że ten „ożenek” z rozsądku doprowadzi do wyeliminowania obu formacji, bo tyleż zyskają, co więcej stracą. I to chyba byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć osobiście wolałbym raczej oglądać Kukiza w Sejmie niż tęczową Wiosnę Biedronia.


wtorek, 6 sierpnia 2019

Tęczowy cenzor szaleje po sieci i tnie nożycami

Jeszcze trochę, a w sieci będzie można poczytać i pooglądać jedynie lewomyślne treści, bo innych już nie będzie. Tęczowy cenzor szaleje po polskim Internecie i wycina kolejne materiały. Tym razem naraził się mu Abp Marek Jędraszewski, którego kazanie wycięto ze strony Radia Maryja. Ktoś może lubić lub nie lubić Radia Maryja, ale musi przyznać, że jest to łamanie podstawowych wolności, w tym przypadku wolności słowa.

Tęczowi cenzorzy i macherzy coraz ostrzej biorą się za Polskę. Tęczowe piątki, tęczowa partia, tęczowe marsze, tęczowe straszenie więzieniem za tzw. „mowę nienawiści”, tęczowa cenzura... Jeszcze trochę, a udział w tzw. „paradach równości” będzie równie obowiązkowy, jak był w pochodach pierwszo-majowych za czasów PRL-u. Nie pójdziesz – stracisz autko służbowe i pracę, a potem mieszkanie kupione na kredyt. Już się oni dobiorą Polakom do ... I to dosłownie i w przenośni.


piątek, 2 sierpnia 2019

O cenzorskich zapędach YouTube w Polsce głośno już w Stanach Zjednoczonych

A kto chce sobie poczytać, może zerknąć na stronę Church Militant, gdzie znajdzie artykuł na temat ostatnich cenzorskich praktyk medialnych gigantów. Tekst można przeczytać tutaj. Proszę zwrócić uwagę na ciekawą grafikę, jaką zamieszczono pod tytułem artykułu. Miejmy nadzieję, że Ordo Iuris nie odpuści, ale wskóra swoje. Moim zdaniem medialni giganci powinni zapłacić za takie praktyki karę.

Widać, że wielkie koncerny nasiliły inicjatywę przed jesiennymi wyborami.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Mrok zapada nad Europą, a oni się bawią tęczą

Jak pisałem już w jednym ze swoim poprzednich wpisów, właściwie każdego dnia jest taka masa „njusów”, że nawet najbardziej wytrwały komentator nie byłby w stanie tego wszystkiego ogarnąć. A wszystkie one świadczą o jednym – o staczaniu się Europy (i reszty świata, który reprezentuje zachodnią cywilizację) w prawdziwe wieki ciemne. Niestety orędowników tego staczania się po równi pochyłej mamy również w Polsce, w kraju, który doświadczył dwóch lewicowych totalitaryzmów – komunizmu i nazizmu.

Dwa najnowsze przykłady to sprawa Vincenta Lamberta z Francji (o którym już pisałem wcześniej) i sprawa 17-letniego ucznia ze Szkocji, któremu postanowiono spieprzyć (przepraszam za słowo, ale cisną się na usta same wulgaryzmy, których nie lubię, a ten jest najłagodniejszy) życie. Oba przypadki mają oczywiście inny kaliber, choć w obu chodzi o życie właśnie.

W pierwszym w majestacie prawa – czy raczej bezprawia albo też „w majestacie lewa” – morduje się człowieka w szpitalu (sic!), odmawiając utrzymywania go przy życiu. Robi się to nie w jakiejś jawnej, zamordystycznej dyktaturze, ale w państwie rzekomo demokratycznym i cywilizowanym i dysponującym rozwiniętą medycyną i technologią.

W drugim uczy się w szkole (sic!) bzdur i wyrzuca z klasy ucznia za to, że mówi prawdę. Teraz okazuje się, że nie tylko został on wyrzucony z lekcji (na której uczy się uczniów oportunizmu i niewystawiania głowy ponad szary tłum), ale także wyrzucony ze szkoły. Co gorsza zablokowano mu konto, na którym próbowano zebrać pieniądze na pokrycie wydatków nastolatka w czasie szukania nowej szkoły, która by go przyjęła. Wprawdzie nie poddano go jeszcze eutanazji za podważanie jedynie słusznej wizji rzeczywistości, ale próbuje się go zamordować w sposób symboliczny – pozbawiając go możliwości kształcenia i rozwijania umiejętności i talentów, jakie otrzymał od Boga.

To jedynie dwa najnowsze przykłady barbarzyństwa i totalitaryzmu, w jakie stacza się świat cywilizowany. W Polsce mamy jeszcze wolność, ale siły ciemności robią wszystko, by wprowadzić i u nas dyktaturę homobolszewicką (jeśli ktoś woli, może używać określenia: „homofaszystowską”). Homobolszewicy posługują się przy tym różnego rodzaju manipulacjami. Rzekomo broniąc „tolerancji”, chcą tak naprawdę wprowadzić dyskryminację katolików. Rzekomo broniąc „wolności słowa”, chcą tak naprawdę wprowadzić znowu cenzurę. Rzekomo walcząc z „mową nienawiści”, szerzą nienawiść do Kościoła katolickiego. Rzekomo broniąc dzieci przed pedofilią, chcą te dzieci deprawować, by uczynić z nich materiał do zaspakajania swoich zdeprawowanych chuci. Rzekomo broniąc praw człowieka, chcą tak naprawdę doprowadzić do łamania tych praw.

Jednym z bezczelniejszych socjotechnicznych chwytów homobolszewików jest porównywanie się do ofiar hitlerowskiego totalitaryzmu. Dzisiaj nawet widziałem wideo z internetowego programu, w którym homoseksualista obnosił się z tęczową opaską, sugerując, że być może wkrótce homoseksualiści będą musieli nosić takie opaski na wzór Żydów, by „prawdziwi Polacy wiedzieli, komu spuścić łomot”.

Ta manipulacja jest o tyle bezczelna, że miesza pojęcia i posługuje się kłamstwem, które opisał nie tylko Orwell. Po pierwsze homoseksualizm to po prostu zboczony pociąg do osobników tej samej płci i nie można tego stawiać na równi z rasą ani narodowością. Po drugie to homobolszewicy chcą wprowadzić właśnie dyskryminację i zamknąć usta tym, którzy ich krytykują. Po trzecie o łomot proszą się sami, robiąc wszystko, by sprowokować Polaków do gwałtownych reakcji, obrażając ich wierzenia, szydząc ze świętych sakramentów, kpiąc z Matki Bożej, nie szanując miejsc świętych. I w gruncie rzeczy o to im albo ich mocodawcom chodzi: by doszło do jakichś aktów przemocy wobec nich, bo wówczas będą mogli chodzić w glorii męczenników za sprawę i zamykać usta krytykom, prezentując swoich „poległych”.

Europa stacza się w mrok. Nadzieja jest jeszcze w Polsce, że oprze się tej nawale, tak jak oparła się w roku 1920. Pozostaje się modlić i działać, by zbliżająca się okrągła setna rocznica Bitwy Warszawskiej była jednocześnie nowym ocaleniem Europy przed tą barbarią.


poniedziałek, 1 lipca 2019

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę

Wraz z ofensywą harcowników Sodomy i Gomory nad Wisłą wychodzi coraz więcej szczegółów na temat tego, kto za nimi tak naprawdę stoi i jakie są ich prawdziwe cele. Rosji Niemcy wysłali w zaplombowanym pociągu Lenina, by zrobił im rewolucję, czyli jak to kolokwialnie się mówi: „rozpierduchę”. Dzisiaj współczesnych homobolszewików wspierają nie tylko Niemcy, ale i wielkie koncerny, które totalitarną ideologię LGBT-coś-tam próbują narzucić polskim pracownikom. Tym koncernom, jak widać, też zależy na tym, by zrobić „rozpierduchę” w Polsce, czyli przerobić Polaków na cioty zainteresowane tylko dogadzaniem sobie. Polak-katolik widać jest zbyt niezależny.

Tak się jakoś dziwnie składa, że zbiega się to z setną rocznicą wojny polsko-bolszewickiej. Wrażenie chyba jest podobne do ówczesnego – że oto jeszcze trochę, a tęczowa bolszewia pochłonie całą Europę. Trudno nie marzyć w tej sytuacji, by również w dokładnie setną rocznicę bitwy warszawskiej dokonał się podobny cud i by homobolszewików wyparto z Polski. 15 sierpnia 2020 roku to byłaby dobra data na kolejny cud nad Wisłą. Pamiętać jednak należy też i o tym, że wówczas Polska obroniła swą niepodległość niestety na krótki czas. Dobrze by było, aby ówczesnych błędów nie powtórzyła.

O paraleli pomiędzy „wolnością” bolszewicką, którą sto lat temu nieśli nam czerwonoarmiści, a dzisiejszą „wolnością” homobolszewicką pisałem jeszcze w roku 2013. Chyba wówczas nie przypuszczałem, że tak szybko międzynarodówka homobolszewicka uzna, że Polska jest już gotowa do podboju. Okazuje się, że po Irlandii współcześni komisarze postanowili zaprowadzić porządek nad Wisłą. Marzy im się tęczowa Polska i urabianie dzieci na wzorowych członków homobolszewickiej ojczyzny.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, o co tak naprawdę im chodzi, jeśli ma złudzenia i łudzi się, niech spojrzy na to, co działo się przedwczoraj w Paryżu. Tam swoje cele współcześni wyznawcy totalitarnej ideologii, jaką jest LGBT-coś-tam wyrazili wystarczająco jasno.

W Polsce potrzebne jest stanowcze działanie rządu, stosowne ustawy zabraniające propagowania tej totalitarnej ideologii przez koncerny i media. Potrzebne jest też przebudzenie się Polaków. W IKEI jeden z nich się przebudził i zrozumiał, że nie można kolegi zostawić samego, zwolnił się w geście solidarności. A co robi reszta? Będzie trząść tyłkami (do których wkrótce dobiorą się „tolerancyjni” inaczej), czy przypomni sobie o sierpniu 1980 i innych zrywach Polaków?

Gonić tęczową hołotę! Chce z Polaka zrobić ciotę!


sobota, 22 czerwca 2019

Déjà vu

Współczesna Europa coraz bardziej przypomina coś, co moje pokolenie zna doskonale z czasów komunizmu. Najwidoczniej ta Europa nie odrobiła lekcji z historii. Tak jak nie odrobili lekcji z historii ci, którzy u nas, w Polsce, powinni znać ją z własnego doświadczenia lub przynajmniej z podręczników.


Oto w Szwecji mamy współczesną Zoję komunistkę albo raczej Zoję ekologistkę. Nazywa się tak naprawdę Greta Thunberg i ponoć postępowy świat za nią szaleje. Nawet wygląda z tym warkoczem jak dziewczynka z komunistycznych plakatów propagandowych. Oby więcej takich Zoj czy Gret ekologistek, a będziemy jeździć zaprzęgami konnymi, jak amisze. Nie wiem tylko, co na to konie.

Oto w Szkocji nauczyciel wyrzuca z klasy ucznia, który stwierdza fakt niezaprzeczalny dla każdej istoty rozumnej, a mianowicie, że istnieją tylko dwie płcie. Radzi mu też, aby zachował swoje poglądy dla siebie, bo szkoła jest inkluzywna. Niektórzy mało rozgarnięci mówią: „średniowiecze”, kiedy uważają coś za ciemne, nieoświecone i niepostępowe. Z pewnością kiedyś będzie się mówić „początek XXI wieku” (czy jak tam też określą naszą głupią epokę) na określenie ciemnogrodu i zabobonu i z pewnością nie będzie to wymysł propagandzistów oświecenia, którzy epoce rozwiniętej filozofii, teologii i logiki, jaką było średniowiecze, przypisali coś, z czym ono nie miało żadnego związku. Myślę, że nawet Łysenko przewraca się w grobie.


Na wakacjach, odcinając się od wiadomości i przebywając w kraju, w którym posługują się językiem dla mnie niezrozumiałym, mogłem odpocząć od tych idiotyzmów. Teraz codziennie zalewany jestem kolejnymi niewyobrażalnymi bzdurami. Ja to już skądś znam. I wiem dobrze skąd, a przecież nie należę do jakoś szczególnie inteligentnych. Cywilizacja Zachodu niestety oblewa egzamin z historii. Wystawiona ocena będzie bardzo bolesna. Nie wiem, czy będzie szansa na poprawkę.

poniedziałek, 27 maja 2019

Idą po nas sodomici albo kto zamienił leśniczówkę na apartament w Brukseli?

Wyniki wyborów w gruncie rzeczy nie są dużym zaskoczeniem. Osobiście nie wierzyłem w możliwość zwycięstwa Koalicji Europejskiej. Chyba trzeba było być pozbawionym jakiegokolwiek rozeznania politycznego albo być zacietrzewionym, ślepym anty-PiSowcem, by na nią głosować. Co ciekawe, to postsolidarnościowa partia, jaką jest PO, przyczyniła się do reanimacji PZPR. Jeśli się nie mylę, Grzegorz Schetyna swego czasu nie głosował w kontraktowych wyborach 4 czerwca. Teraz osobiście doprowadził do tego, że dinozaury z PZPR będą wciąż brylować na salonach i bezczelnie pouczać naród i polityków wywodzących się z Solidarności. No i trzepać kasę, bo posadka eruodeputowanego to okazja do napchania sobie kabzy. Zwłaszcza, gdy się dobrze pokombinuje. Niektórzy będą sobie mogli zrekompensować z nawiązką utraconą leśniczówkę.

Rozczarowuje wynik Konfederacji, która była o włos od zdobycia przynajmniej trzech miejsc w europarlamencie. Ale to też może być bodziec do przemyślenia strategii. Wydaje mi się, że Konfederaci powinni jednak trochę popracować nad retoryką, bo niebezpiecznie staczali się momentami w leperiadę, a przecież nie brak wśród nich ludzi inteligentnych, którzy wiedzą, jak właściwie posługiwać się językiem.

Na słabszy wynik (choć i tak lepszy od wielu sondaży) Konfederacji zaważyła też pewnie decyzja prawicowych wyborców, być może nawet w ostatnim momencie przed wrzuceniem kartki wyborczej do urny, że oddając na nią głos, daje się szansę na wygraną lewakom. I to pewnie będzie czynnik, który zadecyduje również o ostatecznym wyniku wyborów do Sejmu i Senatu jesienią. Wizja powrotu PO do władzy i to jeszcze w towarzystwie towarzyszy z PZPR będzie dla wielu wystarczającym argumentem do oddania głosu na PiS. Zwłaszcza w kontekście deklaracji Prezesa wykluczającej wszelką koalicję z Konfederatami.

Smuci przekroczenie progu wyborczego przez homoseksualną Wiosnę. Partia homoseksualna reprezentująca katolicką Polskę w europarlamencie to dość przykra sprawa. Nawet jeśli to tylko 3 eurodeputowanych, którzy sobie w ten sposób zapewnią bezkarne głoszenie antykatolickiej (a tym samym antyeuropejskiej) propagandy. Widać jest spora grupa antyklerykalnych wyborców, być może wychowanków urbanowego „Nie” i innych antykatolickich pism. To – wbrew niektórym komentarzom bagatelizującym wygraną Wiosny – duży sukces środowisk homoseksualnych, które ewidentnie nasiliły ofensywę w Polsce, robiąc wszystko, by o nich było głośno. Nie łudźmy się – ich celem jest zniszczenie Kościoła katolickiego, a tym samym cywilizacji europejskiej w Polsce. Mimo tarć, mają one też sojusznika w PO, a generalnie w Koalicji Europejskiej.

  

sobota, 25 maja 2019

Komsomolska czujność, czyli wróg ludu i postępowego ruchu LGBT-coś-tam nie śpi!

Okazuje się, że największa gazeta postępowej inteligencji z dużych miast powinna dostać oznakę Pawki Morozowa. W najbliższą niedzielę komsomolskie piątki będą sprawdzać, czy wrogowie ludu nie brużdżą w kościołach i z notatnikami w ręku będą pilnie słuchać, czy aby księża nie wyłamują się z obowiązku i odczytają list Episkopatu Polski. Donosy pewnie wylądują na biurku redaktora naczelnego, gdzie zostaną podane wnikliwej analizie, a postępowi informatorzy dostaną odznakę wzorowego komsomolca i bezpłatny egzemplarz gazety.

Walka z „czarnymi” przeszła do kolejnego etapu. A mądrość etapu jest taka, że każdy klecha to potencjalny pedofil o konserwatywnych poglądach, który będzie szedł pod prąd postępu postępów. Komsomolskim piątkom z pewnością ochoczo pomogą towarzysze z postępowego ruchu LGBT-coś-tam. Ruch LGBT-coś-tam jest szczególnie oburzony pedofilią wśród kleru, a swoje oburzenie wyraża wyświetlaniem filmów na murach domów, w czym przeszkadza faszystowska policja, która rekwiruje projektory.


sobota, 4 maja 2019

Symetria, czyli przewodnia rola partii wraca jak bumerang

Kiedy swego czasu Andrzej Duda podniósł z ziemi hostię, uważałem to za zdarzenie symboliczne w swojej wymowie. Wydawało mi się, że nowy prezydent będzie oznaczać naprawdę nowe otwarcie i nową jakość w polskiej polityce. Ale przede wszystkim, że będzie bronił tego, co stanowi podstawę cywilizacji europejskiej – chrześcijaństwa, a jeszcze ściślej – Kościoła katolickiego.

Po niemal czterech latach jego prezydentury mam co do tego pewne wątpliwości. W dalszym ciągu uważam, że Duda jest lepszy niż Komorowski. Ale czy to oznacza zaraz, że jest najlepszym z możliwych prezydentów? Z pewnością, jeśli oddam na niego głos, to tylko w drugiej turze wyborów, jeśli będzie grozić nam gorsze nieszczęście.

Obok szeregu różnych mankamentów jego prezydentury, doszedł ostatnio kolejny. Kuriozalna propozycja wprowadzenia do naszej konstytucji zapisu o Unii Europejskiej i obecności w NATO. Nasuwa mi to najgorsze z możliwych skojarzeń i dziwne wydaje mi się, że takich skojarzeń najwidoczniej nie nasuwa to prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Proponuję kolejne pomysły: na przykład wpisanie do naszej konstytucji zapisu o stałym stacjonowaniu wojsk amerykańskich na terenie Polski; o odwiecznym i nierozerwalnym sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi; o przewodniej roli PiS-u; o obowiązku składania pierwszej wizyty przez kolejnego prezydenta w Waszyngtonie; o odwiecznej wrogości wobec Moskwy; o zależności i podrzędności wobec Brukseli; o nadrzędności praw UE nad prawami Polski itp., itd. Myślę, że pomysłowość internautów może podsunąć panu prezydentowi szereg innych wpisów, które należałoby uwzględnić. Najlepiej byłoby stworzyć cały aneks do Konstytucji RP jako osobny dokument i wydać to w postaci książeczki do nabożnego czytania w domu.

A co z frankowiczami, panie prezydencie? – że się tak zapytam z głupia frant.


czwartek, 2 maja 2019

Krótsza lista „Prawych mediów”

Postanowiłem wywalić z listy „Prawych mediów” dwa kolejne tytuły. Wywalam je z dwóch różnych powodów.

Pierwszy jest portal „Niezależnej”. Już od dawna mam dość propisowskiej propagandy, jaką uprawia to medium. Nie chciałbym, być źle zrozumiany – wygraną PiS-u w wyborach uważałem i dalej uważam za wybawienie od sitwy PO-PSL. Jaka jest PO-wska wizja Polski i jej miejsca w Europie, najlepiej świadczy stworzenie wielkiej koalicji wyborczej, w której uczestniczą byli komuniści. Choć Grzegorz Schetyna nie brał udziału jako wyborca w pierwszych kontraktowych wyborach, teraz jego partia sojuszników znajduje wśród byłych komuchów, lansując ich do parlamentu UE.

Nie potrafię jednak bezkrytycznie patrzeć na to, co robi obecnie PiS, a rolą mediów sprzyjających obecnie rządzącej partii nie powinno być bałwochwalcze kadzenie, ale rozsądna krytyka. Jestem gotów strawić popieranie rządu, nawet jeśli miałbym odmienne zdanie. Trudno jednak mi popierać tego rządu okadzanie. Szalę przeważyła idiotyczna krytyka Konfederacji, która (nie po raz pierwszy zresztą) przypisuje jej politykom pro-rosyjskie sympatie, a nawet zarzuca im, że są drugą Targowicą.

Drugim portalem, który postanowiłem zdjąć z listy „Prawych mediów”, jest strona internetowa... przeciwników ideowych „Niezależnej” i „Gazety Polskiej”, a mianowicie: „Najwyższego Czasu!”. Muszę powiedzieć, że jest to, jak dla mnie, człowieka przywiązanego do wartości konserwatywnych, bardzo dziwna strona. Coś, jakby skrzyżowanie pomiędzy portalem plotkarskim a poważnym dziennikiem. Choć moje wrażenie jest takie, że przechył jest bardziej w stronę tego pierwszego. To znaczy, ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu, lansuje się na tej stronie pewnego „jasnowidza”. I nie jest to kwestia jednego czy dwóch tekstów, ale całej serii. Chyba niemal co kilka dni pojawia się o nim jakaś informacja. Częstotliwość tych artykułów jest tak duża, że mogłoby to skłaniać do przypuszczeń, że ów „jasnowidz” sobie ten lans sam sfinansował.

Odkąd zacząłem stronę „Najwyższego Czasu!” odwiedzać regularnie, nagle przypomniałem też sobie o istnieniu różnych gwiazdek i celebrytów, o których już dawno zapomniałem i których istnienie do szczęścia nie było mi w ogóle potrzebne. Nawet gdyby inne prawicowe media zawzięcie milczały na ich temat, to „Najwyższy Czas!” nie dałby mi o nich zapomnieć. Poczesne miejsce zajmuje wśród nich m.in. „król TVN-u”. Co chwilę kolejne teksty poświęca się problemom rodzinnym pewnej gwiazdy disco-polo. Bohaterowie seriali telewizyjnych wydają się być na tej stronie równie ważni, co działacze Konfederacji. Cała plejada bohaterów kultury pop defiluje przede mną każdego dnia, kiedy odwiedzam to medium.

Ten bulwarowy charakter „Najwyższego Czasu!” bulwersował mnie już od dłuższego czasu. Był już kiedyś taki moment, kiedy chciałem ściągnąć tę stronę ze swojej listy. Zamieszczono tam artykuł o jakimś procesie, w którym partner seksualny jakiejś gwiazdy zeznawał w sądzie i przytaczał intymne szczegóły ich pożycia. Dziennikarz „Najwyższego Czasu!” informował o tym z oburzeniem, przy czym... przytaczał właśnie te szczegóły, których ujawnienie uważał za skandal! Litościwie uznałem to wówczas za wypadek przy pracy i postanowiłem jeszcze poczekać. W końcu powiedziałem sobie, że „enough is enough” i najwyższy czas pożegnać się z „Najwyższym Czasem!”


środa, 20 lutego 2019

Wraca nowe? Cenzura w sieci

Czy przypuszczałbym, kiedy komuchy dokonywały tzw. „transformacji ustrojowej” wraz z przedstawicielami ze strony „naszych”, że dożyję czasów, kiedy znowu zacznie się wprowadzać cenzurę? A jednak! Posłuchajcie:


czwartek, 7 lutego 2019

Pełny sukces agitpropu w Hollywood

Pisałem już na tym blogu o moim zdumieniu, z jakim oglądałem nagradzany film Kształt wody. Film przypominający czasy najgorszej propagandy komunistycznej – stwierdziłem, że tak właśnie mogłaby wyglądać socrealistyczna baśń dla dorosłych, socrealistyczne fantasy. Jedyna różnica to uwzględnienie wątku homoseksualnego.

Ponieważ nie jestem jakimś szczególnie zapalonym kinomanem, więc pewnie wiele mi umyka (choć nie umknęła mi obecność wątku homoseksualnego w jakimś nowym epizodzie Star Trek, który obejrzałem licząc na dobre kino science-fiction). Wiem jednak, że wątki homoseksualne pakuje się do popularnych seriali telewizyjnych, że pojawiają się one już nawet w kreskówkach dla dzieci, że wręcz nie sposób się od nich uwolnić choćby w niby niewinnej komedii romantycznej (obojętnie: polskiej czy zagranicznej).

To samo dotyczy lewicowej propagandy, jeśli chodzi o wszelkie inne sfery życia, w których lewacy chcą nas wywzolić. Kształt wody jest wręcz modelowym tego przykładem.

Na łamach pisma „Crisis” ukazał się ciekawy artykuł Toma Allena, który współpracował m.in. z Melem Gibsonem. Artykuł Allena zdaje się wiele wyjaśniać, jeśli chodzi o moje zaskoczenie, że taki gniot jak Kształt wody mógł w ogóle dostać jakąkolwiek nagrodę.

Autor pisze m.in.: „w filmach Hollywoodu jest tendencja komunistyczna – niemal we wszystkich z nich. Kulturowy marksizm wywołany niemal wiek temu przez „szkołę frankfurcką” stał się dominującą filozofią świata zachodniego. Jej jawny prozelityzm jest wszechobecny i niepowstrzymany. Hollywoodzka propagandowa machina zmieniła naszą kulturę w zdumiewający sposób w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, a następnie musimy spodziewać się wymuszonej zmiany samej naszej tożsamości męskiej i żeńskiej”.

Autor przypomina dokument ze stycznia roku 1963 wprowadzony do archiwów Kongresu Stanów Zjednoczonych, który był zatytułowany „Komunistyczne cele przejęcia Ameryki” („Communist Goals for Taking Over America”). Wśród komunistycznych celów, które obejmowały m.in. „promowanie ONZ jako jedynej nadziei dla ludzkości, przechwycnie jednej albo obu politycznych partii w Stanach Zjednoczonych, rozmiękczenie programu szkół i infiltrację prasy”, znajdujemy tam również takie, które dotyczą już bezpośrednio mediów i kultury:

-         Pozyskanie kontroli nad kluczowymi stanowiskami w radiu, telewizji i filmie.
-         Kontynuowanie dyskredytowania kultury amerykańskiej poprzez degradację wszystkich form artystycznego wyrazu.
-         Złamanie kulturalnych standardów moralności poprzez promowanie pornografii i nieprzyzwoitości w książkach, czasopismach, filmie, radiu i telewizji.
-         Przedstawianie homoseksualizmu, degeneracji i swobody seksualnej jako „normalnych, naturalnych, zdrowych”.
-         Wyeliminowanie wszystkich praw panujących nad sprośnością poprzez nazwanie ich „cenzurą” i naruszaniem wolności słowa i wolnej prasy.

Dorzućmy do tego jeszcze infiltrację Kościoła w Stanach Zjednoczonych prze komunistów, o której mówiła Bella Dodd (1100 kleryków wprowadzonych do seminariów!), a wszystko staje się jasne. Fragmenty mozaiki się dopełniają i układają w wyraźną całość. Aż trudno uwierzyć, że ten plan udało się im – komunistom – tak doskonale zrealizować.

Kiedy więc ktoś mi opowiada o jakimś kolejnym wzruszającym filmie o tym, jak to intelektualiści cierpieli w Stanach z powodu komisji senatora McCarthy’ego, mam ochotę kopnąć go mocno w zadek albo poradzić, by sam silnie walnął się w łeb.