Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 października 2019

Dwa sukcesy Grzegorza Schetyny

Niewątpliwym sukcesem Grzegorza Schetyny jest wejście do Sejmu komunistów. Najpierw zostali oni wprowadzeni dzięki liderowi PO na brukselskie salony (ciekawe za co taka nagroda?), a następnie fakt ten bez wątpienia umożliwił im powrót do Sejmu. Sam powrót tych ludzi do polityki po czterech latach nieobecności jest policzkiem wymierzonym pokoleniom Polaków walczących z komuną, tak jak były nim zarówno pozostawanie ich przy władzy, jak i możliwość kandydowania do Sejmu i Senatu po roku 1989.

Drugim niewątpliwym sukcesem Grzegorza Schetyny jest wprowadzenie do Sejmu pani, której imienia tutaj nie wymienię, a której zachowanie zasługuje na określenie jej najgorszymi epitetami. Założenie jest z pewnością takie, iż pani ta będzie nowym „Sztukmistrzem z Lublina” w spódnicy i podobnie jak on będzie psuć atmosferę polskiego życia politycznego, paląc koty i dążąc jednocześnie do sprowokowania Jarosława Kaczyńskiego albo innych członków jego partii do jakiejś gwałtownej reakcji. Świadczy to niestety jak najgorzej o liderze PO, bo mógł po prostu ją ze swojej listy usunąć, a więc ponosi także odpowiedzialność za to, co będzie się działo.

Wybór tej pani do Sejmu również świadczy jak najgorzej o wyborcach, którzy oddali na nią swój głos. Jakże bowiem trzeba być zaślepionym w swej nienawiści, by zagłosować na kogoś, kto nie ma elementarnego poczucia wstydu i godności, nie mówiąc już o szacunku dla drugiego człowieka i majestatu śmierci?


piątek, 4 października 2019

Jedzcie swoje dzieci, czyli kogo wyprowadzą w kajdankach

Pisałem wczoraj o liście 500 naukowców, którzy podważają panoszącą się propagandę klimatyczną. Wygląda na to, że histeria przejawiająca się w złowieszczych proroctwach o zbliżającym się rychłym końcu świata i apokaliptycznej klimatycznej zagładzie (do której zostało już „tylko kilka miesięcy”) weszła na taki poziom, który eko-szajbusów kwalifikuje nie tylko do wariatkowa. To już rodzaj satanistycznej sekty, która proponuje spożywanie ciał zmarłych ludzi, a nawet dzieci. Tak, tak, proszę państwa! To nie żart! „Musimy zacząć jeść dzieci”! Kto nie ma własnych, może pewnie pożyczyć od sąsiada lub złapać sobie na ulicy. To nie scenariusz nowego filmu grozy czy science-fiction. Takie rzeczy ci wariaci już wypowiadają publicznie. Kto nie wierzy, niech sobie poczyta i obejrzy.

Tymczasem w Polsce szambo wybiło po raz kolejny i tuż przed wyborami pojawiły się kolejne taśmy. Jest oczywiste, że nie pojawiły się one akurat teraz przypadkowo. PiS robi, co może, żeby te wybory wygrać. I powiem szczerze, że specjalnie ich za to nie winię. Z dwojga złego, choć głosować na nich nie będę, wolę jednak PiS niż PO-KO, czy jak tam się teraz ta formacja nazywa.

Zaskakującego w „taśmach Neumanna” nie ma w zasadzie nic. Pogarda tych polityków, nie tylko do wyborców głosujących na konkurentów (słynne „moherowe berety”), ale także do własnego elektoratu nie jest przecież niczym nowym. Notabene tę samą pogardę przejawiają przecież wspierający ich dziennikarze. Współczuję jedynie wyborcom – muszą przecież jakoś to przełknąć, że politycy, których wspierają, traktują ich jak bezmózgie bydło. Nie wiem, czy dotyczy to także tej pysznej szlachty zachciankowej (nie, nie ma tu błędu), do której zalicza się stary i młody Stuhr – w końcu to takie nadworne błazny.

Dobrze też dowiedzieć się z ust samego polityka opozycji (jeśli taśmy są prawdziwe), co tak naprawdę myśli się w tym gronie o zmarłym tragicznie Pawle Adamowiczu. Wygląda na to bowiem, że ci sami politycy, którzy oskarżali PiS o „polityczną nekrofilię” sami ją uprawiają, bo tak wygodnie. I to uprawiają z prawdziwą perfidią, pozwalając na to, by w katedrze pochowano człowieka, który miał „mega twarde rzeczy, które mogłyby go wyprowadzić w kajdankach”. Nie wiem tylko, co na to hierarchowie, którzy na tę hucpę, na ten „mega” skandal pozwolili. W końcu o śp. Lechu Kaczyńskim różnie można by mówić, ale z pewnością nie to, że prowadził działalność o charakterze kryminalnym.


poniedziałek, 27 maja 2019

Idą po nas sodomici albo kto zamienił leśniczówkę na apartament w Brukseli?

Wyniki wyborów w gruncie rzeczy nie są dużym zaskoczeniem. Osobiście nie wierzyłem w możliwość zwycięstwa Koalicji Europejskiej. Chyba trzeba było być pozbawionym jakiegokolwiek rozeznania politycznego albo być zacietrzewionym, ślepym anty-PiSowcem, by na nią głosować. Co ciekawe, to postsolidarnościowa partia, jaką jest PO, przyczyniła się do reanimacji PZPR. Jeśli się nie mylę, Grzegorz Schetyna swego czasu nie głosował w kontraktowych wyborach 4 czerwca. Teraz osobiście doprowadził do tego, że dinozaury z PZPR będą wciąż brylować na salonach i bezczelnie pouczać naród i polityków wywodzących się z Solidarności. No i trzepać kasę, bo posadka eruodeputowanego to okazja do napchania sobie kabzy. Zwłaszcza, gdy się dobrze pokombinuje. Niektórzy będą sobie mogli zrekompensować z nawiązką utraconą leśniczówkę.

Rozczarowuje wynik Konfederacji, która była o włos od zdobycia przynajmniej trzech miejsc w europarlamencie. Ale to też może być bodziec do przemyślenia strategii. Wydaje mi się, że Konfederaci powinni jednak trochę popracować nad retoryką, bo niebezpiecznie staczali się momentami w leperiadę, a przecież nie brak wśród nich ludzi inteligentnych, którzy wiedzą, jak właściwie posługiwać się językiem.

Na słabszy wynik (choć i tak lepszy od wielu sondaży) Konfederacji zaważyła też pewnie decyzja prawicowych wyborców, być może nawet w ostatnim momencie przed wrzuceniem kartki wyborczej do urny, że oddając na nią głos, daje się szansę na wygraną lewakom. I to pewnie będzie czynnik, który zadecyduje również o ostatecznym wyniku wyborów do Sejmu i Senatu jesienią. Wizja powrotu PO do władzy i to jeszcze w towarzystwie towarzyszy z PZPR będzie dla wielu wystarczającym argumentem do oddania głosu na PiS. Zwłaszcza w kontekście deklaracji Prezesa wykluczającej wszelką koalicję z Konfederatami.

Smuci przekroczenie progu wyborczego przez homoseksualną Wiosnę. Partia homoseksualna reprezentująca katolicką Polskę w europarlamencie to dość przykra sprawa. Nawet jeśli to tylko 3 eurodeputowanych, którzy sobie w ten sposób zapewnią bezkarne głoszenie antykatolickiej (a tym samym antyeuropejskiej) propagandy. Widać jest spora grupa antyklerykalnych wyborców, być może wychowanków urbanowego „Nie” i innych antykatolickich pism. To – wbrew niektórym komentarzom bagatelizującym wygraną Wiosny – duży sukces środowisk homoseksualnych, które ewidentnie nasiliły ofensywę w Polsce, robiąc wszystko, by o nich było głośno. Nie łudźmy się – ich celem jest zniszczenie Kościoła katolickiego, a tym samym cywilizacji europejskiej w Polsce. Mimo tarć, mają one też sojusznika w PO, a generalnie w Koalicji Europejskiej.

  

czwartek, 23 maja 2019

W nadchodzących wyborach oddam głos na Konfederację

Mimo swoich wątpliwości co do niektórych ludzi w Konfederacji, na których prawdopodobnie normalnie bym nie zagłosował, postanowiłem oddać swój głos w wyborach do parlamentu UE właśnie na tę nową siłę na prawicy. To już drugi raz, kiedy nie oddam głosu na PiS. Jakoś nie przerażają mnie ataki na Konfederatów i brednie o „ruskich agentach”. PiS-owi należy się czerwona kartka i postanowiłem w tym roku nie ulegać szantażowi, że jeśli nie zagłosuję na PiS, to wygra lewica.

Pisałem już na tym blogu, że wygrana Zjednoczonej Prawicy w wyborach prawie cztery lata temu mnie cieszyła. W dalszym ciągu uważam, że był to ważny przełom, a kolejne lata tylko potwierdziły, że dobrze się stało. Śmieszą mnie też próby zwracania się przez liderów PO do wyborców PiS-u. Nie miejmy złudzeń – normalny wyborca PiS-u nigdy na PO nie zagłosuje. Prędzej już chyba oddałby głos na skrajnych nacjonalistów, gdyby tacy mieli jakąkolwiek szansę. PO skompromitowała się do cna, a fasada, jaką tworzyła ta partia, już dawno się pokruszyła i rozpadła. Jeśli ktoś tego nie widzi, to jest po prostu bardzo naiwny. Wzięcie na pokład postkomuchów, coraz wyraźniejsze deklaracje o wprowadzaniu związków partnerskich, ukłony w stronę lobby homoseksualnego – to wszystko wyraźnie świadczy o tym, że nie mamy tutaj żadnej „chrześcijańskiej demokracji”, żadnego „Kościoła łagiewnickiego”, ale po prostu coraz radykalniejszą lewicę.

Ale moje sympatie do PiS-u, które żywiłem przez długie lata, nie mogą przesłonić faktu nie wywiązania się z pewnych istotnych obietnic wyborczych i robienia prawicowych wyborców w konia. Uważam zatem, że np. ochrona życia nienarodzonych jest wręcz ważniejsza niż wszelkie projekty poprawiający dobrobyt i zamożność społeczeństwa. Podważanie podstaw cywilizacji europejskiej, a tym jest brak pełnej ochrony nienarodzonych, skończy się wcześniej czy później totalitaryzmem i nie ukryją tego najpiękniejsze słowa o tolerancji i braterstwie. Tchórzostwo PiS-u w tej sprawie jest czymś, co szczególnie mnie bulwersuje. Nie jest to też jedyna kwestia.

Konfederacja nie jest dla mnie ideałem. Gdyby odniosła nawet sukces umożliwiający w przyszłości rządzenie, z pewnością doszłoby do spięć i konfliktów w paru sprawach. Jednak jest tam paru ludzi, na których spokojnie mogę oddać głos. Jest jakaś szansa, że pojawią się tam wcześniej czy później jacyś młodzi, którzy mają poukładane w głowach i może w jakiejś przyszłości, jeśli ta formacja przetrwa, poprowadzą ją do zwycięstwa, broniąc prawdziwej cywilizacji europejskiej i Kościoła katolickiego.
Tymczasem PiS-owi należy się czerwona kartka. Zamiast wstrzymać się od głosu albo głosować z zaciśniętymi zębami na PiS (bo wygra lewica), moim zdaniem lepiej oddać ten głos na Konfederację. Po tych wyborach pomyślimy, co dalej. Może też liderzy Zjednoczonej Prawicy przemyślą sprawę.


wtorek, 21 maja 2019

„Progresywnie” do mroków barbarzyństwa

Vincent Lambert uratowany. Przynajmniej na jakiś czas… Ale nie wiadomo, jak długo niestety. To dobra wiadomość, bo choć na chwilę cywilizacja śmierci przegrała.

Niedawno pisałem, że Jerzy Buzek chyba chlapnął coś, co media prawicowe przeoczyły, a mianowicie, jaki jest plan PO dla Polski: wprowadzanie „oświecenia” stopniowo. „To trzeba robić stopniowo” powinno być na czołówkach wszystkich portali prawicowych, bo wygląda na to, że Buzek zdradził strategię tych lepszych – z miast, z wyższym wykształceniem, rozumnych, którzy teraz zbratali się z postkomuchami, wciągając ich na pokład, zamiast dać zatonąć.

Dlaczego o tym piszę, bo pewien szum wywołała w ostatni łykend wypowiedź Rafała Grupińskiego o tym, że największa partia opozycyjna „nie może wszystkich swoich zamiarów zdradzać Polakom, bo ich pogonią” – jak pisze portal wPolityce. Dotyczy to także tzw. „związków partnerskich”. Oni chcą działać „progresywnie”. Taka to „chrześcijańska demokracja”, taki to „Kościół Łagiewnicki”.

Buzek więc mówi o działaniu „stopniowym”, a Grupiński o „progresywnym”. A to nie oznacza nic innego, jak tylko stopniowe, progresywne oswajanie Polaków z Sodomą i Gomorą, a także z przypadkami podobnymi do przypadku Vincenta Lamberta, czyli z wprowadzaniem do Polski barbarzyństwa i likwidacji tego, czego zlikwidować się nie udało ich partnerom w wyborach – komuchom, a mianowicie: cywilizacji chrześcijańskiej, która oznacza prawdziwą cywilizację europejską, a nie tę atrapę i imitację, jaką różnej maści lewicowcy i liberałowie usiłują budować.


poniedziałek, 6 maja 2019

Świnia przy mikrofonie, czyli co pali kota?

Miniony „długi łykend” był łykendem lansu. Wylansowano pana, który raczej nie był do tej pory znany szerszej publiczności. Konia z rzędem temu, kto to nazwisko wcześniej z czymkolwiek kojarzył. Wylansowano też internetowe czasopismo, o którym z pewnością również niewiele osób słyszało. Teraz ów pan, a może raczej hiena (czy też świnia?), którą spuszczono ze smyczy, stanie się ekspertem i rozchwytywanym komentatorem, a jego czasopismo organem „opiniotwórczym”. Organ opiniotwórczy pewnie będzie cieszył się poczytnością wśród celebrytów i celebrytek, feministek i lewackich profesorów i profesorek oraz intelektualistów o umysłach tak otwartych, że mózg wypada.

Ów mało dotąd znany jegomość, wziąwszy pod uwagę okoliczności, w jakich go wylansowano, ma zapewne pełnić rolę „sztukmistrza z Lublina” (czy też z Biłgoraju), który dawno już popadł w zapomnienie. Nie wiadomo, czy będzie obalał „małpki”, ale z pewnością przez jakiś czas nie dadzą nam o nim zapomnieć. Może będzie nawet zapraszany do różnych studiów i redakcji, by podnieść oglądalność i czytelnictwo. Dowiemy się, co myśli nie tylko o Kościele, ale również i o polskiej polityce, obyczajowości, produkcji alkoholi wyskowych i „tymkraju”. Może nawet poznamy jego rodzinę albo elegancko i ze smakiem urządzoną willę. To znaczy to ostatnie poznają czytelniczki czasopism dla pań wyzwolonych, które będą mogły nacieszyć oko pięknie skadrowanymi zdjęciami na kredowym papierze.

Temu wszystkiemu będzie się z dystansem i zagadkowym uśmieszkiem na twarzy przyglądał „król Europy”, któremu nie wiadomo, czy pomysł ów sam przyszedł do głowy, czy też podsunęli mu go spece od politycznego marketingu. To nic, że sprawia on wrażenie politycznego deja vu. Ważne by gadali. Ważne, by świnia tarzała się w błocie. Króla to nie ochlapie, choć powinno. I nawet jakiś ksiądz Sowa czy inny Puchacz przyklaśnie albo przynajmniej nie powie złego słowa.

I tak mi się przy tym wszystkim przypomniał stary skecz jeszcze z czasów PRL-u. Bodajże Laskowika, który szedł mniej więcej tak: „Biegnie świnia, biegnie, berecik ma, aktówkę, garnitur...” Wszystko w zasadzie się zgadza. Tylko czasy trochę się zmieniły i berecika już nie ma, jest za to elegancki, dobrze skrojony garnitur. A zamiast aktóweczki – laptop albo tablet. Świnia (czy też hiena) może sobie też zaśpiewać: „Stoję przy mikrofonie, niech mnie który przegoni...” Nikt nie przegoni, będą zapraszać i nagłaśniać i z pewnością „różne sceny, brygady” (a może „sceny brygady”) nie dadzą mu rady. Kto wie, może na jakimś kolejnym lansie czy benefisie tę piosenkę zaśpiewa młody Stuhr nawet, który przecież też jest do przodu (choć nie wiem, czy aż tak bardzo, więc tylko gdybam).


czwartek, 2 maja 2019

Krótsza lista „Prawych mediów”

Postanowiłem wywalić z listy „Prawych mediów” dwa kolejne tytuły. Wywalam je z dwóch różnych powodów.

Pierwszy jest portal „Niezależnej”. Już od dawna mam dość propisowskiej propagandy, jaką uprawia to medium. Nie chciałbym, być źle zrozumiany – wygraną PiS-u w wyborach uważałem i dalej uważam za wybawienie od sitwy PO-PSL. Jaka jest PO-wska wizja Polski i jej miejsca w Europie, najlepiej świadczy stworzenie wielkiej koalicji wyborczej, w której uczestniczą byli komuniści. Choć Grzegorz Schetyna nie brał udziału jako wyborca w pierwszych kontraktowych wyborach, teraz jego partia sojuszników znajduje wśród byłych komuchów, lansując ich do parlamentu UE.

Nie potrafię jednak bezkrytycznie patrzeć na to, co robi obecnie PiS, a rolą mediów sprzyjających obecnie rządzącej partii nie powinno być bałwochwalcze kadzenie, ale rozsądna krytyka. Jestem gotów strawić popieranie rządu, nawet jeśli miałbym odmienne zdanie. Trudno jednak mi popierać tego rządu okadzanie. Szalę przeważyła idiotyczna krytyka Konfederacji, która (nie po raz pierwszy zresztą) przypisuje jej politykom pro-rosyjskie sympatie, a nawet zarzuca im, że są drugą Targowicą.

Drugim portalem, który postanowiłem zdjąć z listy „Prawych mediów”, jest strona internetowa... przeciwników ideowych „Niezależnej” i „Gazety Polskiej”, a mianowicie: „Najwyższego Czasu!”. Muszę powiedzieć, że jest to, jak dla mnie, człowieka przywiązanego do wartości konserwatywnych, bardzo dziwna strona. Coś, jakby skrzyżowanie pomiędzy portalem plotkarskim a poważnym dziennikiem. Choć moje wrażenie jest takie, że przechył jest bardziej w stronę tego pierwszego. To znaczy, ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu, lansuje się na tej stronie pewnego „jasnowidza”. I nie jest to kwestia jednego czy dwóch tekstów, ale całej serii. Chyba niemal co kilka dni pojawia się o nim jakaś informacja. Częstotliwość tych artykułów jest tak duża, że mogłoby to skłaniać do przypuszczeń, że ów „jasnowidz” sobie ten lans sam sfinansował.

Odkąd zacząłem stronę „Najwyższego Czasu!” odwiedzać regularnie, nagle przypomniałem też sobie o istnieniu różnych gwiazdek i celebrytów, o których już dawno zapomniałem i których istnienie do szczęścia nie było mi w ogóle potrzebne. Nawet gdyby inne prawicowe media zawzięcie milczały na ich temat, to „Najwyższy Czas!” nie dałby mi o nich zapomnieć. Poczesne miejsce zajmuje wśród nich m.in. „król TVN-u”. Co chwilę kolejne teksty poświęca się problemom rodzinnym pewnej gwiazdy disco-polo. Bohaterowie seriali telewizyjnych wydają się być na tej stronie równie ważni, co działacze Konfederacji. Cała plejada bohaterów kultury pop defiluje przede mną każdego dnia, kiedy odwiedzam to medium.

Ten bulwarowy charakter „Najwyższego Czasu!” bulwersował mnie już od dłuższego czasu. Był już kiedyś taki moment, kiedy chciałem ściągnąć tę stronę ze swojej listy. Zamieszczono tam artykuł o jakimś procesie, w którym partner seksualny jakiejś gwiazdy zeznawał w sądzie i przytaczał intymne szczegóły ich pożycia. Dziennikarz „Najwyższego Czasu!” informował o tym z oburzeniem, przy czym... przytaczał właśnie te szczegóły, których ujawnienie uważał za skandal! Litościwie uznałem to wówczas za wypadek przy pracy i postanowiłem jeszcze poczekać. W końcu powiedziałem sobie, że „enough is enough” i najwyższy czas pożegnać się z „Najwyższym Czasem!”


sobota, 16 marca 2019

Dlaczego Trzaskowski jest lepszy od Jakiego?

Patrząc na poczynania Rafała Trzaskowskiego w Warszawie mam pewną satysfakcję. Jeszcze w trakcie wyborów samorządowych pisałem:

pan Trzaskowski nie ukrywa, że chce z Warszawy zrobić Sodomę. Mówi to wystarczająco jasnym językiem, by dotarło to nawet do najbardziej tępego człowieka. Patryk Jaki natomiast stwierdza, że nie chce „Warszawy ideologicznej” i w taki sposób szykuje nam ów koszmar – ów korowód, o którym pisze Chesterton w powieści Człowiek, który był czwartkiem.

(...)

Otwieranie szeroko drzwi Sodomie jest rzecz jasna złe. Ale czy wpuszczanie jej bocznymi drzwiami jest lepsze? W tym pierwszym przypadku przynajmniej ludzie mogą się od razu przekonać, co się szykuje i zareagować. W tym drugim – kiedy się zorientują, co się stało, może być już za późno – ich dom otoczą sodomici, by poobcować z aniołami.

Dlatego zdecydowanie wolę Trzaskowskiego. Choć nie znaczy, bym na niego głosował. W końcu zło jest złem. Również i to przebrane w skórę „nieidologicznej” owcy.

Moja satysfakcja wynika oczywiście nie ze skandalicznych poczynań pana Trzaskowskiego i jego świty, ale z tego, że ludzie zareagowali. A więc miałem rację, że wprowadzanie Sodomy wprost spotka się z oporem. Zareagowali rodzice, zareagowały organizacje pro-rodzinne, zareagował PiS, zareagowali nawet biskupi, choć wcześniej milczeli, kiedy Patryk Jaki głosił poglądy, za jakie powinna spotkać go ekskomunika. Zaprotestowali liderzy protestanckich zborów.

Gdyby Patryk Jaki został prezydentem, pomysły, jakie otwarcie zaczął realizować Trzaskowski, byłyby wprowadzane stopniowo – kropla drążyłaby skałę. On „tylko” pozwalałby na sodomickie parady, „tylko” podpisałby się pod dofinansowywaniem in vitro, może nawet „tylko” wyasygnowałby jakieś pieniądze na hotelik dla homoseksualistów, gdyby jego wiceprezydent go o to poprosił. A to wszystko przy milczeniu duchowieństwa, bo to przecież „nasz” prezydent. Kto wie, może nawet po zakończeniu kadencji odprawiono by Mszę dziękczynną za te wszystkie „zbożne” dzieła.

Na szczęście mamy jednak otwartą wojnę.


środa, 6 lutego 2019

Monarchista w obronie demokracji

Sytuacja przedwyborcza w Gdańsku wygląda bardzo interesująco. Po pierwsze zupełnie niezrozumiały jest fakt rezygnacji PiS-u z wystawienia swojego kandydata lub kandydatki w tych wyborach. To znaczy, może inaczej: zrozumiałe jest to, że PiS próbuje odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia o ewentualne wykorzystanie tragedii, jaka się tam rozegrała, do swoich celów politycznych, odrzucenie wszelkich związków z zabójstwem byłego prezydenta Gdańska.

Z drugiej strony jednak jest to pozbawienie wyborców ich prawa do podjęcia decyzji poprzez głosowanie, kto będzie zarządzał miastem w ich imieniu. Ktoś, kto wybrał śp. Pawła Adamowicza na prezydenta miasta (pomińmy tutaj samą kwestię zasadności takiego wyboru), niekoniecznie musi chcieć głosować na panią Aleksandrę Dulkiewicz. Tragedia jest tragedią, ale czy gdyby pan Adamowicz zginął w wypadku samochodowym lub zmarł z przyczyn naturalnych, to również zrezygnowano by z wystawienia swojego kandydata?

Postawienie wyborców w sytuacji, w której mają do czynienia z plebiscytem, jest po prostu nie fair, jest pozbawieniem ich elementarnego prawa, które gwarantuje im rzekomo demokracja. Co więcej, w obecnej sytuacji tak naprawdę jest stwierdzeniem, że nie liczy się jednostka, że ważna jest jedynie partia. Jak wołał tow. Majakowski: „Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą”.

Okazuje się, że całą sytuację może uratować... monarchista, czyli Grzegorz Braun, który nie tylko wystawił swoją kandydaturę w wyborach, ale także wytknął nieprawidłowości w rejestracji komitetu wyborczego pani Dulkiewicz. W związku z tym złożył zawiadomienie do PKW o naruszeniu procedury wyborczej. Państwowa Komisja Wyborcza przyznała mu rację, ale... Sprawa będzie miała dalszy ciąg. Jaki? To się okaże, bo Grzegorz Braun złożył skargę do Sądu Najwyższego. Sądzę, że wynik powie nam wiele o stanie tzw. „demokracji” w Polsce. Jest to też pole do popisu dla wszelkich organizacji pozarządowych dbających o uczciwość wyborów. Zresztą posłuchajcie:


wtorek, 5 lutego 2019

Kto nam szyje garnitur grubymi nićmi?

Obserwując wydarzenia ostatnich tygodni, widać narastającą gorączkę przedwyborczą. Ci, którzy niegdyś kpili sobie z „politycznej nekrofilii”, teraz na morderstwie dokonanym przez psychopatę próbują zbudować swój polityczny kapitał. Notabene zestawianie Smoleńska z zabójstwem prezydenta Gdańska ma sens o tyle, o ile się pamięta, że ta pierwsza sprawa była od samego początku polityczna, ta druga stała się polityczna jedynie za sprawą wykorzystania jej przez opozycję i sam fakt, że akurat polityka wybrał na swoją ofiarę chory umysłowo przestępca. Oczywiście nie należy wykluczać, że tak naprawdę ręką szaleńca kierowały inne siły, co wskazywałoby na to, że Grzegorz Braun i Pan Nikt są znakomitymi analitykami obecnej sytuacji politycznej, skoro przepowiedzieli możliwość takiego zdarzenia już w roku 2018. A wówczas i ta sprawa miałaby ukryte motywy polityczne.

Przyznanie nagrody Donaldowi Tuskowi za przeciwstawianie się narodowi polskiemu, to już robienie z nas durniów kompletnych i granie nam na nosie. Nie wiem, czy w tych wszystkich gremiach przyznających te nagrody i wyróżnienia zasiadają te same osoby, czy po prostu są to te same loże.

Wiosna jeszcze nie nadeszła, a już mamy próbę jej inicjacji i powtórzenia sukcesu Nowoczesnej (na którą już jej dawni mocodawcy i twórcy raczej liczyć nie mogą). Przy tym forsowanie agendy homoseksualnej jest tutaj wyraźnie częścią większego planu i projektu. Choć pan Biedroń gra na to, by przebić PiS w rozdawnictwie, to prędzej uszczknie głosów lewicowym dinozaurom, które sprzymierzyły się z liberałami. Nie wykluczone jednak, że może być zaskoczenie, jak w przypadku Petru. Ważne jednak jest, że będzie głośno i „wesoło”. Biedroń będzie pokazywał „ludzką”, „nowoczesną” i uśmiechniętą twarz Polski – tej „lepszej”, „oświeconej”, z której naród zrobiłyby różne Meduzy.

Trudno nie uciec przed pytaniem: Skąd się biorą na to wszystko pieniądze?


środa, 30 stycznia 2019

Rodzina Adamsów wchodzi w politykę

Czytając o wystąpieniu pewnej rodziny w Brukseli, która prawiła tam o nienawiści w Europie, oraz o wcześniejszym wywiadzie dla postępowego tygodnika reprezentantki tejże rodziny, która po tragedii musi pełnić rolę jej głowy, zastanawiam się, czy doczekamy się teraz ze strony postępowej i oświeconej (zarówno polityków, intelektualistów, dziennikarzy, jak i celebrytów) całej serii kpin, wyrazów oburzenia, szyderstw, żartów i złośliwości typu: „polityczna nekrofilia”, „taniec na grobie”, „pull up!” (tutaj trzeba by to zastąpić czymś innym, może np. „światełkiem do nieba”?) itp. A może jacyś Obywatele Rzeczpospolitej pojawią się przed bazyliką i będą blokować drogę rodzinie udającej się na grób? Albo jakaś legenda „Solidarności” wda się w awanturę z policją chroniącą żałobników, a znana pani reżyser zamieści pełne zadumy zdjęcie sprzed barierek ochronnych ustawionych przez policję?

Nie? Nikt nawet nie zaprotestuje przeciwko politycznemu wykorzystaniu tragedii? Nic? A przecież to taki znakomity temat! Gdzie ci wszyscy znani i lubiani? Ich nazwisk wymieniać nie będę, bo mi się robi niedobrze.


poniedziałek, 28 stycznia 2019

Trupi odór nad Ewą Kopacz

Szeroko komentowane słowa pani Kopacz o naftalinie i Europie mają tak naprawdę dwa podstawowe wymiary, jeśli w ogóle o jakichś wymiarach można przy takim pokazie buty i głupoty mówić.

Pierwszy, to stosowanie kryterium czasowego. Argument taki z miejsca panią Kopacz skreśla z listy poważnych oponentów i partnerów do dyskusji. Pani Kopacz wychodzi z założenia, że czas określa, co jest moralne i niemoralne, co postępowe, a co wsteczne. Pani Kopacz nie dostrzega, że już jest reakcjonistką, która nie tylko śmierdzi naftaliną, ale wręcz trumiennym odorem dla następnych pokoleń. Byłej pani premier wydaje się, że jest szalenie nowoczesna, a w rzeczywistości to, co głosi, to mówiąc słowami arcybiskupa Fultona J. Sheena jedynie „stare błędy i nowe etykiety”.

Drugi dotyczy dokładnie jej słów o tym, byśmy „nauczyli się żyć w Europie”. Gdyby pani Kopacz rozumiała, co oznacza słowo Europa, co się kryje za tym tak często używanym i nadużywanym wyrazem, to pojęłaby, że to ona jest w tej Europie barbarzyńcą i że musi nauczyć się żyć w Europie, jeśli chce być prawdziwą Europejką. Jak powiedział Hilaire Belloc: „Europa to Kościół, a Kościół to Europa”. Nic więcej dodawać tu nie trzeba.


sobota, 26 stycznia 2019

Głupi i głupszy przejmują władzę

Nie oglądałem nigdy filmu „Idiokracja” (Idiocracy), ale z dostępnych na YouTube fragmentów nie trudno się domyślić fabuły. Oto w przyszłości rządzą głupcy, którzy oddają się mało wyszukanym rozrywkom: pornografii i nabijaniu kabzy. Ich poziom umysłowy sprawia, że społeczeństwo stacza się w totalną degrengoladę, a na jego czele stoi niezgorszy głupek piastujący funkcję prezydenta. Im mniejszy iloraz inteligencji, tym lepsza pozycja w państwie.

Otóż wydaje się, że żyjemy w początkowym okresie takiej idiokracji. Aczkolwiek wydarzenia rozwijają się w takim tempie, że być może za chwilę będziemy w apogeum rządu głupców. Różnica może jest taka, że w filmie (jak wywnioskowałem z dostępnych fragmentów) społeczeństwo stacza się w degrengoladę w wyniku mnożenia się jak króliki klasy niższej albo właściwiej byłoby powiedzieć – marginesu społecznego. Klasa wyższa – ta bardziej wykształcona i wychowana – natomiast odkłada spłodzenie potomstwa na potem, aż w końcu jest za późno i ostatecznie wymiera. To swoją drogą najbardziej idiotyczny pomysł w fabule „Idiokracji” – powiązanie mądrości z przekazywanym genetycznie ilorazem inteligencji.

Tymczasem w rzeczywistości tytułową idiokrację wprowadzają nam ludzie, którzy uważają siebie akurat za elitę, za inteligencję – politycy i wspierający ich „eksperci”. Jednak „ekspertem” może być niekoniecznie profesor czy doktor wyższej uczelni. Takim „ekspertem” może być gwiazdka pop lub wielka korporacja. Bo to przecież gwiazdki pop zajmują się dzisiaj etyką i moralnością. To one domagają się poszanowania „praw kobiet” i aborcji na życzenie, czyli prawa do zamordowania własnego dziecka zgodnie z własnym widzimisię. Ksiądz czy biskup nie może już być żadnym autorytetem, to przecież albo „pedofil”, albo chciwa hiena, która kolekcjonuje worki pieniędzy. Prawdziwej miłości do homoseksualistów i transwestytów nauczą nas natomiast wielkie korporacje.

Co ciekawe, idiokracja coraz bardziej zaczyna przypominać słyną dystopię George’a Orwella. Orędownicy idiokracji w Polsce unieśli w górę kolejny baner: domagają się walki z „mową nienawiści”. Rozumiem, że w swoim programie wyborczym będą postulować utworzenie Ministerstwa Prawdy, do którego zadań będzie między innymi należeć walka z „mową nienawiści”. Władze idiokracji będą też dbać od dobre samopoczucie obywateli, tak, aby każdy „czuł się u siebie”. Dokonają tego przez delegalizację „Młodzieży Wszechpolskiej i wszystkich organizacji nawołujących do agresji”. Ci przecież nie należą do tych „każdych”, więc nie muszą się „czuć u siebie”.

Co ciekawe, w idiokracji telewizja już nie będzie „partyjna”, ale zostanie oddana „twórcom i dziennikarzom”, czyli stanie się naprawdę „niezależna” i „bezstronna” i z pewnością nazywać będzie „kłamstwo kłamstwem, podłość podłością, a zbrodnię zbrodnią”. Jak jednak nowe władze zdecydują o tym, kto jest godny zaliczenia do tych prawdziwych „twórców i dziennikarzy”? Jak to jak? Roli tej zapewne podejmą się „niezależne sądy”. Można nawet już określić na jakich fundamentach i na jakiej moralności będzie się opierał ten „niezależny” i „bezstronny” sąd. Otóż takim kryterium będzie... „smród naftaliny”! Tak, tak! To nie żart. Tako rzecze nowy ekspert od etyki – dr Ewa Kopacz (wyjątkowo nie gwiazdka pop). „Śmiesznie nieaktualni” pójdą w odstawkę, na odsiadkę lub trafią zapewne do obozów reedukacyjnych, by poczuli się jak każdy „u siebie”. Ciekawe tylko, czy te ostatnie będą prowadzić przybysze z tolerancyjnej cywilizacji arabskiej, czy zajmą się tym już nasi spece?


środa, 16 stycznia 2019

Pozytywny i negatywny bohater opozycji

Nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę na ten fakt, ale wygląda na to, że zarówno pozytywny, jak negatywny bohater obecnej opozycji to osoby psychicznie niezrównoważone. Jeśli dodamy do tego, że pewien prowokator spod pałacu prezydenckiego, który najpierw bronił krzyża i krzyczał: „Nienawidzę!”, a potem brał udział w homoseksualnej paradzie w Warszawie, też ma ewidentnie nierówno pod sufitem, zaczyna się robić dziwnie...


środa, 12 września 2018

Kto naprawdę jest za wolnością, czyli Acta 2

Jeśli będziecie kiedyś się zastanawiać, dlaczego nie ma już takiej wolności słowa w Internecie jak dawniej, to przypomnijcie sobie nazwiska europosłów PO, którzy głosowali za Acta 2. Oni są nie tylko przeciw Polsce, oni są generalnie przeciw prawdziwej wolności. A jeśli coś obiecują, to po to, aby tego nie zrealizować. PiS-owi wiele można zarzucić, ale w większości realizuje swój program wyborczy (z wyjątkiem zakpienia sobie z frankowiczów).

czwartek, 6 września 2018

Czy Patryk Jaki zaciągnął na siebie ekskomunikę? Biskupi milczą


Pisałem już parę razy na tym blogu o Patryku Jakim i o jego dziwnym, jak na „konserwatywnego” polityka poparciu dla in vitro. Gdybym mieszkał w Warszawie, jako wyborca prawicowy nie oddałbym głosu na Jakiego. Nie mógłbym zrobić tego z czystym sumieniem.

W całej tej sprawie jednak dziwi mnie jedno: milczenie Kościoła. Patryk Jaki – tak przynajmniej wynika z doniesień medialnych – jest za in vitro, a jednocześnie twierdzi, że jego pogląd nie różni się od stanowiska Episkopatu. Wprowadza więc po pierwsze zamieszanie w głowach ludzi prostych albo takich, którzy może z racji braku czasu albo własnych ograniczeń intelektualnych, nie wgłębiają się w naukę moralną Kościoła i są w związku z tym gotowi przyjąć, że faktycznie polscy biskupi popierają in vitro. Tym bardziej, że Episkopat – powtórzę – milczy w sprawie wypowiedzi Jakiego.

Po drugie, jeśli się nie mylę, Patryk Jaki jest politykiem katolickim. W związku z tym jest na bakier z nauką Kościoła jako katolik. Dlaczego zatem Kościół ustami swoich hierarchów lub księży nie skoryguje wypowiedzi Jakiego, nie potępi ich i nie upomni samego polityka? Przecież ten człowiek może w stanie grzechu ciężkiego przyjmować sakrament Komunii św.! Dlaczego nikt z biskupów, dlaczego ksiądz proboszcz z parafii Jakiego, dlaczego jakikolwiek ksiądz nie powie głośno, że Patryk Jaki swoimi wypowiedziami zaciąga na siebie ekskomunikę i powinien albo publicznie odwołać swoje poglądy jako osoba publiczna właśnie, albo wziąć pod uwagę, że dopóki nie odwoła swoich poglądów na in vitro, nie może przystępować do sakramentu Eucharystii?

Nie chciałbym, aby potraktowano to tak, że uwziąłem się szczególnie na tego polityka. To samo dotyczy innych polityków zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i PiS-u oraz innych partii, którzy publicznie uczestniczą we Mszy św., przyjmują Komunię św., a jednocześnie są w swoich wypowiedziach na bakier z nauką Kościoła. Dlaczego biskupi pozwalają na świętokradcze przyjmowanie Ciała i Krwi naszego Pana? Przecież powinni nazwać tych polityków po imieniu – to są, podkreślę to raz jeszcze, osoby publiczne! Sama spowiedź nie wystarczy, oni muszą odwołać swoje poglądy publicznie, inaczej sieją zgorszenie i być może popełniają świętokradztwo!

A może popieranie in vitro i sama procedura in vitro nie jest takim strasznym grzechem? Bo jako osoba o ograniczonych zdolnościach intelektualnych zaczynam mieć wątpliwości. Biskupi przecież milczą, kiedy ktoś popiera in vitro, a jednocześnie twierdzi, że ma pogląd na tę sprawę taki sam, jak Episkopat Polski.