Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 9 lipca 2020
poniedziałek, 9 grudnia 2019
wtorek, 22 października 2019
poniedziałek, 21 października 2019
sobota, 21 września 2019
piątek, 20 września 2019
środa, 18 września 2019
poniedziałek, 16 września 2019
czwartek, 22 sierpnia 2019
Azbestowe gacie na ławce w Sandomierzu
Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, spędziliśmy parę
dni wśród lasów i gór, gdzie dostęp do Internetu był kiepski. Była za to
telewizja i kilkadziesiąt programów do wyboru. Ponieważ nie mamy telewizji w
domu, więc z ciekawością zacząłem przeglądać dostępny repertuar. Moja małżonka
oczywiście domagała się jakiegoś dobrego filmu. Cóż z tego. Wśród tych
wszystkich kanałów znalezienie jakiegoś dobrego filmu i to w „długi łykend”
graniczyło z cudem.
Jednego wieczora z braku laku zdecydowaliśmy się obejrzeć
odcinek polskiego serialu, w którym polski ks. Brown rozwiązywał kryminalną
zagadkę. Autorom tego serialu chyba brakowało już pomysłów na wiarygodną
fabułę, bo wszystko było tak kiepsko pozszywane, że ciężko było w to uwierzyć,
a niezaradnym policjantom pomagał nie tylko polski ks. Brown, ale też
szczęśliwe zbiegi okoliczności. Zresztą może taka to uroda tej produkcji od
samego początku – nie wiem, bo jeśli coś z tego oglądałem, to już bardzo dawno
temu. Żeby unaocznić poziom tego badziewia, przytoczę jedną scenkę. Otóż pada
deszcz. Ojciec z synem rozmawiają pod parasolem. W pewnym momencie, jakby nigdy
nic, siadają na odsłoniętej ławce i dalej kontynuują rozmowę. Pod tym parasolem
i w tym deszczu. Spodnie widać mają z azbestu.
Mizeria oferty programowej przy tak bogatym wyborze była też
niestety widoczna wówczas, gdy zdecydowaliśmy się obejrzeć film fabularny na
podstawie powieści kryminalnej pewnego popularnego skandynawskiego pisarza.
Autorzy tego filmu mieli z pewnością dużo większy budżet niż twórcy polskiego
ks. Browna, a jednak nie potrafili znaleźć autora, który napisałby im
wiarygodny scenariusz (a może po prostu bał się poprawić znanego pisarza?).
Pomijam już ten interesujący szczegół, że chyba nikt w tym filmie nie miał
normalnej rodziny. To, co ów zagraniczny obraz jako tako ratowało, to
skandynawskie klimaty i krajobrazy. To jednak za mało, by ograny motyw
seryjnego zabójcy uczynić naprawdę wciągającym. Trudno też było uwierzyć w co
bardziej absurdalne pomysły, jak np. ten, że morderca potrafił
przetransportować niezauważony przez nikogo z hotelowego pokoju ciało swojej
ofiary, którą najpierw w tymże hotelu zamordował, by potem w malowniczej pozie
umieścić je w aucie na ulicy. Chyba miał czapkę niewidkę (w którą ubrał też
zwłoki), o czym jakoś w filmie nie wspomniano ani razu. W każdym razie ów film
skutecznie wybił mi z głowy pomysł (gdyby taki mi strzelił), żeby którąś z
książek owego skandynawskiego pisarza dla rozrywki przeczytać. Wolałbym już
raczej Muminki.
Skoro już narzekam, to ponarzekam sobie też i na współczesne
monitory. Z jednej strony fajnie jest mieć w pokoju olbrzymi ekran, bo wrażenie
jest takie, jakby siedziało się w kinie. Jednak z tymi nowoczesnymi ekranami
wyraźnie coś jest nie tak. Zetknąłem się z tym już kiedyś i tłumaczono mi, że
to tylko pierwsze wrażenie, które potem mija. Nam przez te kilka dni „prób,
błędów i wypaczeń” nie minęło. W czym rzecz? Cokolwiek byśmy oglądali,
nieustannie towarzyszyło nam wrażenie sztuczności. Jakby były to inscenizacje
Wołoszańskiego albo tzw. teatr telewizji. Światło było po prostu płaskie,
sztuczne – jakby cały czas wszystkie oglądane filmy były kręcone w studio, bez
odrobiny światła dziennego. To wrażenie towarzyszyło nam zarówno w przypadku
filmów, które już znaliśmy, jak i przy oglądaniu filmów nowych. To dodatkowo nieustannie
irytowało i psuło (oprócz faktu, że i tak nic nie było do wyboru) przyjemność
oglądania. Po prostu obojętnie, czy w filmie był słoneczny letni dzień, czy
zimowe pochmurne popołudnie – różnica była prawie żadna.
Oprócz faktu, że mogliśmy się odprężyć i zrelaksować w
otoczeniu pięknej przyrody, nasz wyjazd miał zatem jeszcze i tę korzyść, iż
skutecznie utwierdził nas w przeświadczeniu, że brak telewizji nie jest dla nas
żadną stratą.
wtorek, 18 czerwca 2019
poniedziałek, 17 czerwca 2019
sobota, 15 czerwca 2019
piątek, 14 czerwca 2019
czwartek, 13 czerwca 2019
piątek, 21 grudnia 2018
piątek, 26 października 2018
środa, 24 października 2018
wtorek, 16 października 2018
poniedziałek, 15 października 2018
piątek, 5 października 2018
Subskrybuj:
Posty (Atom)


