Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2020

Oddam głos na Dudę

W drugiej turze wyborów oddam głos na Andrzeja Dudę. Obecny prezydent nie jest kandydatem moich marzeń, tak jak rządząca koalicja nie jest rządem, jakiego bym pragnął. Andrzej Duda zawiódł moje pokładane w nim nadzieje. Nie podjął zdecydowanej inicjatywy w obronie życia nienarodzonych, choć głosi, że jest za jego ochroną.

Nie dotrzymał też obietnic danych frankowiczom – w rzeczywistości są oni zdani na długoletnie batalie sądowe z bankami, a więc też ogromne ryzyko, jakie się z tym wiąże. Zostali pozostawieni samym sobie, a sądy, jakie są, każdy widzi. Jest to w gruncie rzeczy uprawomocnienie lichwy, choć trzeba uczciwie przyznać, że są już przypadki wyroków na korzyść oszukanych pożyczkobiorców. Państwo zamiast chronić obywateli, wydaje się być po stronie banksterów, a może też i w ich kieszeni.

Andrzej Duda sugerował także w pewnym momencie możliwość legalizacji tzw. „związków partnerskich”, co kłóci się z deklarowanym przez niego katolicyzmem. Kościół katolicki nie uznaje prawnej legalizacji „związków partnerskich”, a więc nie można popierać takich inicjatyw i jednocześnie być wiernym nauce Kościoła.

Można by pewnie przytoczyć też i wiele innych działań i inicjatyw Andrzeja Dudy, których żadną miarą poprzeć nie sposób, jak na przykład słynny pomysł wpisania do Konstytucji członkostwa Polski w Unii Europejskiej, co nasuwa jak najgorsze skojarzenia z czasami PRL-u.

Mimo tych i innych wad, jest to w obecnej chwili jedyny sensowny wybór. Rafał Trzaskowski jako prezydent Polski oznaczałby przyspieszenie degrengolady naszej ojczyzny. Prezydent RP stojący na czele kolejnej parady LGBT-coś tam to wizja z najkoszmarniejszego snu. Blokowanie inicjatyw ustawodawczych, to z kolei zaostrzenie sporów i faktyczny paraliż funkcjonowania państwa. Jeśli Trzaskowski wygrałby te wybory, mógłby w pierwszej kolejności złożyć podziękowania Konfederacji, o czym piszę z prawdziwą przykrością. Mam wrażenie, że dla tej partii niskie podatki, małostkowa zemsta na wrednych „pisiorach”, którzy wyzywali ich od „ruskich onuc”, liczenie na to, że im gorzej, to tym lepiej dla Konfederacji i tym podobne, są ważniejsze, niż dobro Ojczyzny. Fałszywa też jest symetria mówiąca o wyborze między dżumą o cholerą. Przy wszelkich swoich wadach, Andrzej Duda nie jest jednak rzecznikiem cywilizacji śmierci. Z pewnością nie jest idealnym prezydentem, ale w obecnej sytuacji „beggars can’t be choosers”, jak mawiają Anglicy.


środa, 8 lipca 2020

Konfederaci oddają głos na Trzaskowskiego. Tylko Polski żal

Muszę przyznać, że jestem rozczarowany postawą Konfederacji. W pierwszych tygodniach po wyborach byłem zadowolony, że oddałem głos na tę formację. Powitałem ją jako alternatywę dla PiS-u, prawdziwy prawicowy głos. Przestałem też ulegać szantażowi, który mówił o tym, że jeśli nie Zjednoczona Prawica, to wygra PO. Liczyłem na to, że politycy Konfederacji, którzy dostali się do Sejmu, będą punktować różne absurdy rządzącej koalicji, a jednocześnie wyróżniać się pozytywnie od całej reszty opozycji i broniąc fundamentów cywilizacji europejskiej, do jakich należy obrona nienarodzonych. Niestety wraz z upływem czasu mój entuzjazm do Konfederacji słabł. Chyba znaczącym przełomem był tutaj okres epidemii. Zamiast merytorycznej, konserwatywnej opozycji, ujrzałem ludzi nieodpowiedzialnych, którym ewidentnie sukces, jakim było wprowadzenie 11 posłów do Sejmu, uderzył do głowy.

Co gorsza, zwolennicy Konfederacji, którzy zabierają głos na różnych forach, wydają się po prostu nieodpowiedzialnymi małolatami, którym bliżej do „palikociarni” niż ideowej prawicy. Emocje, które wyrażają, niewiele odbiegają od tych, które widzimy u przeciwników PiS-u z lewej strony. Najlepszym wyrazem tych odczuć była słynna już wypowiedź pana Wilka, na którego w życiu bym nie zagłosował. Moje ogólne wrażenie jest takie, że zarówno politykom pokroju Wilka, jak i tym zwolennikom Konfederacji, którzy najgłośniej gardłują na Twitterze i innych forach, najbardziej zależy na niskich podatkach i zemszczeniu się na rządzących niż na Polsce.

Konfederaci nie dorośli do polityki. Zamiast prawdziwych facetów, którzy wykorzystują okazję, by negocjując i targując się (co nie oznacza wcale „sprzedawania się”, jak sugerował jeden z polityków Konfederacji), ugrać dla Polski i Polaków jak najwięcej, ujrzałem histeryczne baby, które czują parszywą satysfakcję, że oto mogą zemścić na „pisiorach” za zniewagi i „ruskie onuce” (jaki jest mój stosunek do tego tematu – łatwo sprawdzić na tym blogu). Pozytywnym wyjątkiem okazał się tutaj jedynie Robert Bąkiewicz.

Co gorsza, nie wyrażając poparcia dla żadnej strony, tzn. ani dla Andrzeja Dudy, ani dla Rafała Trzaskowskiego, tak naprawdę Konfederacja oddaje głos na Trzaskowskiego. Tak bowiem zagłosuje jedna część jej zwolenników (jak już wcześniej sugerowały badania opinii publicznej i wypowiedzi pana Wilka), a druga część zostanie w domu lub odda głosy nieważne, dający tym samym szanse Trzaskowskiemu na zwycięstwo. Jakaś grupa – myśląca rozsądnie i odpowiedzialnie, tak jak pan Robert Bąkiewicz – odda głos na Dudę, zaciskając zęby, ale wiedząc, o co toczy się gra. Pytanie – jak duża ona będzie.

Co więcej, symetryczne traktowanie Dudy i Trzaskowskiego jest fałszowaniem alternatywy, przed jaką stoją Polacy. Nie jest to wcale wybór między dżumą a cholerą, ale co najwyżej między ciężką grypą a cholerą. „Ciężka grypa” to Duda rzecz jasna. Do czego zdolny jest Trzaskowski, każdy mógł się przekonać, obserwując jego działania w Warszawie. Trzaskowski jako prezydent to wprowadzenie do Polski zarazy, przy której koronawirus to pikuś. Duda, przy wszystkich swoich wadach (jak np. sugestiach, że można by zalegalizować tzw. „związki partnerskie”), których mam świadomość, to jednak powstrzymanie najazdu barbarii na Polskę. Ba! Może ośmielony tym, że byłaby to jego ostatnia kadencja, zdecydowałby się na ostrzejsze posunięcia w paru fundamentalnych kwestiach (wiem, być może jestem naiwny).

Jeśli Trzaskowski wygra te wybory, będzie mógł w pierwszym rzędzie podziękować Konfederacji. Jeśli wygrana Trzaskowskiego w Warszawie, zamiast Jakiego, który chciał wprowadzać tę samą zarazę bocznymi drzwiami, mogła się okazać pewnym otrzeźwieniem dla Polaków, to jego wygrana w wyborach na prezydenta Polski, może się okazać katastrofalna. Konfederacja zdaje się liczyć na to, że pogorszenie sytuacji w Sejmie, przyczyni się do jej wygranej w przyszłych wyborach. Tym samym jej polityka zdaje się być taka: im gorzej dla Polski, tym lepiej dla nas. Może jednak się okazać tak, że brutalnie się pomyli i utraci głosy tych, którzy liczyli na jej ideowość i odpowiedzialność za Polskę.





wtorek, 11 lutego 2020

Taka Kidawa Pucka, czyli Kali pokazuje brzydką twarz

Wydarzenia z Pucka, gdzie objazdowy cyrk robił bydło, wyraźnie pokazują, jakiej „tolerancji” i „demokracji” możemy się spodziewać, gdyby do władzy doszła pani Kidawa-Błońska z jej przyjaciółmi.

Nie kwestionuję prawa do wyrażania swoich opinii także protestem w czasie różnych spotkań i uroczystości, choć można się zastanawiać, czy upamiętnienie pewnych wydarzeń to właściwy moment do gwizdów, krzyków i tym podobnych... Co innego jest jednak gwizdanie czy domaganie się ustąpienia kogoś, a co innego wykrzykiwanie wulgaryzmów pod adresem urzędującego prezydenta, choćby się go bardzo nie lubiło.

Do tej pory nie usłyszałem, aby pani kandydatka, która potem z tymi ludźmi się witała przy nagrywającej to wszystko kamerze, odcięła się od takiego zachowania czy je potępiła. No tak, ale to przecież nie był prezydent Komorowski. Już kiedyś pisałem o mentalności Kalego na tej stronie. Sami sobie, drodzy Państwo, dopowiedzcie.

Tymczasem brzydką twarz pokazali „tolerancjoniści” także w Poznaniu, gdzie przyjęto tzw. „Europejską Kartę Równości w Życiu Lokalnym”. Dziwi mnie nieco, że można takie rzeczy robić na poziomie lokalnym. Przydałaby się jakaś ustawa, która by blokowała tego typu inicjatywy.

Mniejsza jednak o to. Takie rzeczy robią „kochający inaczej” w aglomeracjach miejskich, próbując rozsadzić państwo od środka, skoro nie mogą zrobić tego na poziomie państwowym. Oni kochają tolerancję mniej więcej tak, jak Kali swoje krowy albo objazdowy cyrk do robienia bydła pani Kidawy demokrację. My mamy ich kochać, ale oni nas już niekoniecznie. A to oznacza, że mieszkańcy Poznania będą musieli za ich pomysły płacić z własnej kieszeni i wbrew sobie. To znaczy oni nauczą dzieci tęczowej „tolerancji” i „miłości”, choćby rodzice tego nie chcieli. Bo jeśli rodzice czegoś nie chcą, to źle. Ale jeśli tęczowi czegoś nie chcą, to dobrze. I tyle.


Photo by Josua De on Unsplash

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Czy ruscy agenci mówią płynnie po angielsku?

Ostatnio w mediach społecznościowych pojawiły się kpiny z prezydenta Dudy z powodu jego znajomości języka angielskiego. Nagranie z jakiegoś spotkania – mniejsza teraz o które spotkanie chodzi – spotkało się z drwiącymi komentarzami zwolenników Konfederacji i dziennikarza, który wspiera tę partię medialnie. Rozumiem, że taka reakcja jest próbą propagandowego zdyskredytowania urzędującego prezydenta i jakąś odpowiedzią na ataki na Konfederację, której zarzuca się bycie „ruską agenturą”.

Nawet jeśli przyjmiemy, że w ustach niektórych „ruska agentura” to tak naprawdę skrót myślowy, który oznacza, że działania Konfederacji de facto sprzyjają Rosji, to w większości przypadków szermujący tym argumentem wydają się naprawdę sądzić, że mamy do czynienia z ruskimi szpiegami. Wspomniałem już w jednym ze swoich poprzednich wpisów, że skądinąd inteligentni ludzie wydają się naprawdę wierzyć w to, iż np. Grzegorz Braun jest „ruskim agentem”, a sam fakt przebywania na terenie Rosji w trakcie robienia filmów ma ten fakt potwierdzać. Ba! Oni wręcz twierdzą, że świetne kino dokumentalne Brauna, które obnaża zarówno system komunistyczny, jak i postsowiecki w Rosji, jest tak naprawdę „legendowaniem agenta”!

Tak oto siermiężna propaganda, która uwłacza inteligencji przeciętnego wyborcy i której celem jest zdyskredytowanie konkurencji PiS-u, która może odebrać mu część konserwatywnego elektoratu, mającego dość niepoważnego traktowania pryncypiów, uderzyła niektórym na mózg.

Oczywiście kpiny z umiejętności językowych Dudy nie tylko są reakcją na bzdurny (ale i też poważny) zarzut agenturalności Konfederacji. To także rozwijająca się kampania prezydencka. Tyle tylko, że oczekiwałbym od zwolenników Konfederacji czegoś lepszego. Nabijanie się z czyichś umiejętności językowych jest po prostu nędzne. Chyba większość polskich polityków nie mówi za dobrze po angielsku, a ci, którzy mówią, robią to z błędami. Chciałoby się, aby ich znajomość obcych języków była lepsza, ale jest jak jest. To może uderzyć rykoszetem w samą Konfederację, gdyż ich kandydat mówi wprawdzie po angielsku, ale i jego angielszczyzna pozostawia wiele do życzenia. Jeśli ktoś ma wątpliwości, a wykazuje się świetną albo chociaż przeciętną znajomością tego języka, niech sobie znajdzie w sieci nagrania, na których Bosak w nim mówi (nie ma tego za wiele). Jeśli to jest świetna znajomość języka obcego, to ja jestem Szekspirem.

Photo by Kyle Glenn on Unsplash

środa, 6 listopada 2019

Czerwona panienka z okienka i alternatywny polityk-muzyk w samobójczym locie

Muszę powiedzieć, że z dużym zainteresowaniem, rozbawieniem i niesmakiem obserwuję lot piosenkarza, który niegdyś śpiewał „Jak ja was, ku...wy, nienawidzę”. Nawet nie chodzi o to, by do tej pory ten lot był nieposzlakowany, bo przecież co starsi pamiętają jeszcze z pewnością np. piosenkę „ZChN się zbliża”, w której autor wykorzystał znaną melodię kościelną, i kontrowersje wokół tamtego wyskoku. Sam zresztą do najbystrzejszych nie należy. Ale w końcu to też nie jest powód do rozpaczy. Sam do bystrzejszych nie należę i jakoś żyję.

Zasługą twórcy partii/ruchu swojego imienia było – przy wszelkich zastrzeżeniach –wpuszczenie do Sejmu poprzedniej kadencji ludzi, którzy normalnie nie mieliby szansy tam zaistnieć i którzy wprowadzili tam trochę zdrowego fermentu, rozbijając dwupartyjny monopol. I w gruncie rzeczy to by było na tyle...

Najpierw alternatywny muzyk postanowił uratować przefarbowaną na zielono postkomunistyczną partię (ratując swoje miejsce w Sejmie?), w której schroniły się również różne stwory wyrzucone z PO. A teraz wygaduje głupoty w programie czerwonej panienki, która panienką już nie jest, ale której panieńskie nazwisko kojarzy się nieodmiennie z najgorszą komunistyczną swołoczą.

Sama czerwona panienka może sobie robić programy, jakie zechce, jeśli robi to za swoje pieniądze. Można by też powiedzieć, że nie jest jej winą, że takiego, a nie innego, miała ojca. Choć mam wrażenie, że z tego akurat powodu wstyd jej nie jest. Ale czy musi u niej pojawiać się człowiek, który chciał rozwalić skostniały system? I przy tym jeszcze wygadywać bzdury usprawiedliwiające jej ojca i stan wojenny? Gdzie go teraz zobaczymy? W programie Urbana? Popijającego wódeczkę w towarzystwie starych komuchów i planującego „nowe rozdanie”? Aż tak zmienia wejście w politykę?


środa, 30 października 2019

Kompromis eksterminacyjny albo niech żyje prawo i sprawiedliwość!

Nie oglądam telewizji, o czym wiedzą czytelnicy tego bloga, jednak ostatnio mnie pokusiło, by odnaleźć w Internecie stronę Telewizji Polskiej i obejrzeć obszerne fragmenty zarejestrowanego programu, w którym prowadzący rozmawiał z przedstawicielami partii, które dostały się do Sejmu w ostatnich wyborach. Po lewej stronie prezentera znalazły się panie z lewicy, jedna skrajniejsza, druga nieco bardziej powściągliwa. Naprzeciwko byli panowie z prawicy, a ze studia chyba w Radomiu łączył się Grzegorz Braun.

Muszę przyznać, że było to żałosne widowisko. Głównie za sprawą pań z lewicy, które reprezentowały jednocześnie mocny nurt bezmyślności w polskiej (i nie tylko) polityce, nurt, który można by też określić jako emocje bez wsparcia rozumu. To zresztą nie pierwsza i nie ostatnia kompromitacja tych pań, o czym świadczy niedawny głośny wyskok innej ich reprezentantki, a mianowicie pani, która ubolewała nad spaleniem na stosie Brunona Schulza.

Znaczna część programu, którą można było sobie odpuścić, miała charakter bardziej kabaretowy niż poważny. Cóż bowiem myśleć o dywagacjach językowych pani z lewicy, która domagała się żeńskich form rzeczowników, które zwyczajowo są w języku polskim używane w formach męskich? Może tyle tylko, że było to specyficzne zaklinanie rzeczywistości? A poza tym bicie piany, w którym prowadzący program usiłował przekonać lewaczkę, że trzeba by było również zmienić treść odpowiednich dokumentów państwowych, łącznie z samą Konstytucją.

Zgrozę natomiast wywoływała u mnie następna część programu, w którym zaczęto dywagować nad tematem aborcji. Panowie, słusznie zresztą, dowodzili, że zgodnie z nauką nienarodzone dziecko jest człowiekiem. Pani z lewicy uważała natomiast, że kiedy była w ciąży, to była po prostu... w ciąży i nie było mowy o żadnym „noszeniu dziecka pod sercem” – który to termin zresztą uznała za „kościelną mowę” – bo to, co nosiła, nie było dzieckiem. Nawet nie próbuję się domyślić, dlaczego wobec tego ta pani uważała, że zabijanie nienarodzonych – nazywane dla zmyłki „aborcją” – może być dopuszczalne do dwunastego tygodnia ciąży. Skoro to nie jest dziecko, to po co te ograniczenia? Logiki w tym nie było żadnej, a zasada niesprzeczności była pewnie tak obca tej pani, jak przeciętnemu człowiekowi życie na obcej planecie w innym systemie słonecznym.

To, że owa pani miała mózg w doskonałym stanie, bo nieużywany, było aż nadto widoczne, więc szkoda poświęcać na nią więcej czasu. Zdumienie natomiast wywoływali panowie – z wyjątkiem samotnego w tym towarzystwie Grzegorza Brauna – którzy z zasadą niesprzeczności wydawali się też mieć widoczny problem, choć z początku stwarzali pozory, że z szarych komórek mózgowych korzystają. Pomijam już nawet uleganie mowie-trawie pani z lewicy i pozwolenie na to, by wpuściła ich w kanał, jakim były dywagacje o tzw. „średniowieczu”.

Otóż pan z PiS-u nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że nienarodzone dziecko jest po prostu człowiekiem. Jednocześnie jednak obstawał przy tzw. „kompromisie” aborcyjnym, zarzucając Grzegorzowi Braunowi i ogólnie Konfederacji ekstremizm. Rzecz jasna pojawiły się argumenty zgodne z linią partii, że ten zgniły „kompromis” pozwala ocalić dzieci, które inaczej byłyby mordowane w wyniku zmiany przepisów.

Aby uświadomić sobie całą grozę takiego rozumowania, wyobraźmy sobie sytuację z rzeczywistości alternatywnej. Oto Europa po kontrolowanym upadku III Rzeszy. W jednym z państw europejskich (podobnie jak i w pozostałych) ciągle obowiązują jeszcze pozostałości prawa hitlerowskich Niemiec. Eksterminacja Żydów istnieje, ale w ograniczonym zakresie. W wyniku tzw. „kompromisu eksterminacyjnego” Żydów można mordować jedynie w ściśle określonych przypadkach. Na przykład wówczas, kiedy Żyd stanowi zagrożenie życia lub zdrowia. Albo wówczas, kiedy Żyd ma wrodzone wady, które uniemożliwią mu normalne funkcjonowanie.

W kolejnych wyborach do parlamentu tego kraju dostaje się partia konserwatywna, która jako jedyna stoi na stanowisku, że Żydzi jako ludzie mają prawo do życia i w związku z tym obowiązujące przepisy należy zmienić. Partia prawicowa, która po raz drugi wygrała wybory stoi na stanowisku podobnym, ale twierdzi, że niestety wszelka zmiana prawa doprowadzi do przesunięcia wahadła i w następnych wyborach ustawodawstwo zostanie zmienione tak, by dopuścić eksterminację Żydów bez ograniczeń. Dlatego regulacji nie zmieni i będzie bronić „kompromisu eksterminacyjnego”. Dodam, że w tej rzeczywistości alternatywnej owa partia prawicowa, która broni sprawiedliwości i prawa, również nie robi nic, by zmienić mentalność obywateli swego kraju. Straszy natomiast ekstremizmami.


sobota, 26 października 2019

Nie karmić trolla! Czyli prawicowy Internet w służbie zła

Czasami na różnych portalach pojawia się komunikat od któregoś z uczestników dyskusji: „Nie karmić trolla!” Chodzi generalnie o to, by nie odpowiadać na zaczepki kogoś, kto nie respektuje zasad kulturalnej dyskusji, a ma na celu jedynie jątrzenie i wywoływanie wściekłej reakcji. Nie odpowiadanie na zaczepki „trolla” ma go zniechęcić do zamieszczania kolejnych wpisów, bo przecież nie o brak reakcji mu chodzi, ale o rozwścieczenie innych komentatorów. Jeśli więc nikt nie będzie go dostrzegał, jest szansa, że przestanie swoje chamskie wpisy zamieszczać.

Do sejmu dostała się pani, która mimo protestów z powodu swoich chamskich występów pozostała na liście kandydatów KO. Było w zasadzie wiadomo od samego początku, że nikt tej pani nie usunie, bo zamiarem jest wprowadzenie do Sejmu Sztukmistrza z Lublina w spódnicy, który będzie prowokował Prezesa do jakiejś wściekłej reakcji w podobny sposób, w jaki robią to trolle na różnych forach internetowych. Pani ta zresztą (cały czas się zastanawiam, czy można ją w ogóle określać „panią”) zdążyła jeszcze przed wejściem do Sejmu wytrącić z równowagi osoby zasłużone dla polskiej kultury.

Okazuje się, że pani ta (albo czymkolwiek ona jest) święci triumfy nie tylko wśród elektoratu o niskim poziomie moralnym, ale również na prawicowych portalach i forach internetowych. Oto np. „prawicowa” telewizja puszcza w całości jej filmik. Oto ktoś ze zwolenników PiS-u zamieszcza w całości jej produkt medialny i pyta retorycznie, kto mógł w ogóle na kogoś takiego zagłosować. Oto „konserwatywny” tygodnik na swoim portalu publikuje w całości jej „szoł”, a jakby ktoś nie potrafił zrozumieć albo nie chciał oglądać, co ta pani powiedziała, to jeszcze poniżej otrzymujemy streszczenie tego nagrania. Pytanie: Po co?

Przecież wiadomo, że im więcej reakcji, tym większy bodziec dla tej pani do dalszego działania. Z immunitetem będzie mogła sobie poszaleć nawet jeszcze bardziej. Pojawi się więcej nagrań, a mównica sejmowa pewnie też stanie się dla niej okazją do kolejnych chamskich wystąpień. A i jeszcze do tego dojdą rozliczne wywiady, w których będzie mogła zatruwać atmosferę dalej.

Być może ta pani nie zdaje sobie sprawy z tego, że jakiś wytrącony z równowagi człowiek może jej w końcu rozbić butelkę na głowie albo walnąć w nią kamieniem. Z pewnością jednak biorą to pod uwagę jej mocodawcy – ci, którzy dopuścili, by w ogóle zaistniała w polityce. Jeśli poleje się krew, to dla nich tym lepiej – będzie można obsmarować przeciwnika, bo przecież ta pani tylko uprawia „satyrę”, a jakiś zwolennik PiS-u okaże się zwykłym brutalnym bandytą oraz ponurakiem, który nie docenia „sztuki” i „zdrowego śmiechu”.

Dlatego, by uniknąć jakiegoś nieszczęścia po jednej czy po drugiej stronie, dobrze radzę: Nie karmcie trolla!

Aha! I nie porównujcie tej pani do Grzegorza Brauna. Ona mu poziomem wykształcenia, wiedzy i intelektu nawet do pięt nie dorasta.


wtorek, 15 października 2019

Dwa sukcesy Grzegorza Schetyny

Niewątpliwym sukcesem Grzegorza Schetyny jest wejście do Sejmu komunistów. Najpierw zostali oni wprowadzeni dzięki liderowi PO na brukselskie salony (ciekawe za co taka nagroda?), a następnie fakt ten bez wątpienia umożliwił im powrót do Sejmu. Sam powrót tych ludzi do polityki po czterech latach nieobecności jest policzkiem wymierzonym pokoleniom Polaków walczących z komuną, tak jak były nim zarówno pozostawanie ich przy władzy, jak i możliwość kandydowania do Sejmu i Senatu po roku 1989.

Drugim niewątpliwym sukcesem Grzegorza Schetyny jest wprowadzenie do Sejmu pani, której imienia tutaj nie wymienię, a której zachowanie zasługuje na określenie jej najgorszymi epitetami. Założenie jest z pewnością takie, iż pani ta będzie nowym „Sztukmistrzem z Lublina” w spódnicy i podobnie jak on będzie psuć atmosferę polskiego życia politycznego, paląc koty i dążąc jednocześnie do sprowokowania Jarosława Kaczyńskiego albo innych członków jego partii do jakiejś gwałtownej reakcji. Świadczy to niestety jak najgorzej o liderze PO, bo mógł po prostu ją ze swojej listy usunąć, a więc ponosi także odpowiedzialność za to, co będzie się działo.

Wybór tej pani do Sejmu również świadczy jak najgorzej o wyborcach, którzy oddali na nią swój głos. Jakże bowiem trzeba być zaślepionym w swej nienawiści, by zagłosować na kogoś, kto nie ma elementarnego poczucia wstydu i godności, nie mówiąc już o szacunku dla drugiego człowieka i majestatu śmierci?


poniedziałek, 14 października 2019

Worek cebuli i Internet koniecznie potrzebne!

Jeszcze nie podano pełnych wyników wyborów, a już się pojawili pierwsi męczennicy za demokrację i tolerancję. Oto dwaj bracia – grubszy i chudszy – z pogardą spoglądają zbliżającej się kaźni prosto w oczy. Ba! Przeciwstawiają jej kamerę, którą zarejestrują każdy cios i każdy kopniak! Nie cofną się ani o krok! Przyjmą uderzenie prosto na klatę i nie ustąpią! Przydałby się im tylko worek cebuli albo dwa, by przetrwać niesprawiedliwe ciosy losu albo PiS-u, gdy będą gnić w więzieniu.

Maja Ostaszewska natomiast pewnie ostatnie zapasy Internetu chowa i upycha do zakamarków i skrytek, by choć jeszcze przez chwilę radować się świeżym powiewem wolności, która za chwilę stanie się towarem reglamentowanym albo zgoła zupełnie niedostępnym.

Spazmów oczywiście dostała Krystyna Janda. Myli się tylko w jednym, kiedy mówi, że „druga strona ma tylko siebie, wspomnienia i internet”. Owszem siebie i wspomnienia – tak. Ale Internet z pewnością nie, bo przecież to już ostatnie godziny, może minuty. Mówiła o tym już i wieszczyła inna wybitna aktorka (vide wyżej).

Są i tacy, którzy są twardzi jak stal albo ich nazwisko: siedzą na barykadzie i rozdają twarde ciosy i opinie. Krzywda ich za to nie spotka, ale zyskają sławę i podziw (link litościwie pominę).

I tak to wygląda za każdym razem: histeria bab i „twarde, męskie”, odważne do szaleństwa komentarze pupilków losu.


poniedziałek, 7 października 2019

Nie będę głosował na tchórzy!

Choć wspierałem działania Prezesa przez wiele lat i konsekwentnie oddawałem głos najpierw na PC, a potem na PiS, to tym razem – tak jak w wyborach samorządowych – nie oddam głosu na PiS. Nie mogę z czystym sumieniem zagłosować na tchórzy, którzy nie potrafią bronić ludzkiego życia od chwili poczęcia. Opowiadanie się za utrzymaniem obecnego zgniłego „kompromisu aborcyjnego”, to głosowanie za segregacją ludzi (na co zwrócił uwagę ksiądz Isakowicz-Zaleski). Co te biedne dzieci, szlachtowane w ludzkich rzeźniach tylko z tego powodu, że zdiagnozowano u nich wady genetyczne, zawiniły członkom PiS-u, że nie chcą ich bronić?

Zabijanie nienarodzonych to nie jest kwestia poboczna. To nie jest problem drugorzędny. Akceptacja jakiegokolwiek „kompromisu” w tej kwestii, to godzenie się na negowanie praw Bożych, to banie się bardziej ludzi niż Boga. Przyjdzie nam za to zapłacić. Wcześniej czy później. Krew niewinnych woła do nieba!


sobota, 10 sierpnia 2019

Jak Kukiz uratował albo zatopił PSL

Kukiz startujący z list PSL? Gdyby ktoś coś takiego powiedział cztery lata temu, pewnie wszyscy, łącznie z samym liderem partii/ugrupowania swojego imienia, popukaliby się w czoło. A jednak!

Jaką wiarygodność może mieć zatem ów muzyk, który wszedł w politykę (jak w masło), by rozbić kształtujący się dwupartyjny układ? Chyba zerową. Domyślam się, że jacyś zagorzali fani lidera zespołu Piersi pewnie pójdą za nim w ciemno i byle gdzie, ale ci, którzy serio traktowali go jako działacza antysystemowego, chyba już nie bardzo.

To już nie chichot historii, to wręcz rechot i to diabelski. Bo gdybyż, gdybyż Kukiz dogadał się z Konfederacją, to choć nie wszyscy naiwni, którzy za nim szli, poparliby ten wybór, to jednak w dalszym ciągu byłby uznawany za antysystemowca, który stara się rozbić istniejący układ. Ale Kukiz wspierający PSL, które tkwi korzeniami tak naprawdę w komuszym ZSL?

Dlaczego wspierający? Bo istniała szansa, że PSL już do Sejmu nie wejdzie. A teraz, uwzględniwszy ślepotę zagorzałych fanów muzyka, może się okazać, iż Kukiz wyciągnął farbowanym zielonym pomocną dłoń, nawet jeśli sam do PSL nie wstąpił, a tylko korzysta z ich list.

Może się jednak okazać, że ten „ożenek” z rozsądku doprowadzi do wyeliminowania obu formacji, bo tyleż zyskają, co więcej stracą. I to chyba byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć osobiście wolałbym raczej oglądać Kukiza w Sejmie niż tęczową Wiosnę Biedronia.


sobota, 3 sierpnia 2019

YouTube cenzuruje i usuwa konto niezależnej telewizji!

Kolejne działania cenzorskie medialnego giganta, który właśnie usunął kanał niezależnej telewizji wRealu24.pl. O sprawie można przeczytać tutaj. Natomiast tutaj można się przekonać, że kanał wRealu24.pl przestał istnieć. Wygląda na to, że po wzmożeniu aktywności ruchu homobolszewików przyszedł czas na cenzurowanie prze wyborami niezależnych mediów i portali.

wtorek, 28 maja 2019

Pogarda i goła prawda

Pogarda naszych nieszczęsnych „elit” wobec przeciętnych ludzi w Polsce jest zatrważająca. Mentalnie ci ludzie tkwią chyba w czasach głębokiej komuny. Albo po prostu w rzeczywistości wirtualnej, którą tworzą pewne główne media opiniotwórcze. Mogę zrozumieć jeszcze ich rozgoryczenie, że do europarlamentu nie dostali się ci, na których głosowali. Ale wyrażać je w taki sposób, w jaki wyrażają to ci aktorzy, celebryci, „dziennikarze”, „intelektualiści”, „autorytety moralne”!?! Oni po prostu gardzą Polakami, brzydzą się nimi, czują do nich wstręt. Aż dziwne, że w ogóle tutaj jeszcze mieszkają. No cóż, może po prostu nie znają języków, a w tej ich cudownej „Europie” pewnie nie mieliby takich warunków, jakie mają żyjąc tutaj i plując.

Żeby nie było tak różowo po „naszej” stronie: zadziwia mnie również buńczuczność niektórych reprezentantów władzy i sprzyjających im dziennikarzy („dziennikarzy”?), którzy z niemniejszą pogardą i chełpliwą butą odnoszą się do przegranej Konfederacji.

Panowie i Panie, Wy również gardzicie wyborcami, którzy na nich zagłosowali. Chciałbym zauważyć, że wśród nich znajdują się także ci, którzy wcześniej głosowali na Was, ale rozczarowali się Waszym stosunkiem do tak ważnych (wręcz ważniejszych od pomnażania dobrobytu) kwestii jak ochrona życia ludzkiego czy wystawieniem do wiatru frankowiczów. Potraficie w jeden dzień zmienić ustawę, by uspokoić lobby żydowskie, nie potraficie od wielu miesięcy zrobić nic, by uchronić niewinne dzieci przed śmiercią! Kiedyś przyjdzie Wam za to zapłacić. Utrata głosów nie będzie jeszcze największą karą. Każdy z nas wcześniej czy później musi spotkać się ze swoim Stwórcą. Wtedy nie będzie już żadnych wykrętów, tylko goła prawda.


poniedziałek, 27 maja 2019

Idą po nas sodomici albo kto zamienił leśniczówkę na apartament w Brukseli?

Wyniki wyborów w gruncie rzeczy nie są dużym zaskoczeniem. Osobiście nie wierzyłem w możliwość zwycięstwa Koalicji Europejskiej. Chyba trzeba było być pozbawionym jakiegokolwiek rozeznania politycznego albo być zacietrzewionym, ślepym anty-PiSowcem, by na nią głosować. Co ciekawe, to postsolidarnościowa partia, jaką jest PO, przyczyniła się do reanimacji PZPR. Jeśli się nie mylę, Grzegorz Schetyna swego czasu nie głosował w kontraktowych wyborach 4 czerwca. Teraz osobiście doprowadził do tego, że dinozaury z PZPR będą wciąż brylować na salonach i bezczelnie pouczać naród i polityków wywodzących się z Solidarności. No i trzepać kasę, bo posadka eruodeputowanego to okazja do napchania sobie kabzy. Zwłaszcza, gdy się dobrze pokombinuje. Niektórzy będą sobie mogli zrekompensować z nawiązką utraconą leśniczówkę.

Rozczarowuje wynik Konfederacji, która była o włos od zdobycia przynajmniej trzech miejsc w europarlamencie. Ale to też może być bodziec do przemyślenia strategii. Wydaje mi się, że Konfederaci powinni jednak trochę popracować nad retoryką, bo niebezpiecznie staczali się momentami w leperiadę, a przecież nie brak wśród nich ludzi inteligentnych, którzy wiedzą, jak właściwie posługiwać się językiem.

Na słabszy wynik (choć i tak lepszy od wielu sondaży) Konfederacji zaważyła też pewnie decyzja prawicowych wyborców, być może nawet w ostatnim momencie przed wrzuceniem kartki wyborczej do urny, że oddając na nią głos, daje się szansę na wygraną lewakom. I to pewnie będzie czynnik, który zadecyduje również o ostatecznym wyniku wyborów do Sejmu i Senatu jesienią. Wizja powrotu PO do władzy i to jeszcze w towarzystwie towarzyszy z PZPR będzie dla wielu wystarczającym argumentem do oddania głosu na PiS. Zwłaszcza w kontekście deklaracji Prezesa wykluczającej wszelką koalicję z Konfederatami.

Smuci przekroczenie progu wyborczego przez homoseksualną Wiosnę. Partia homoseksualna reprezentująca katolicką Polskę w europarlamencie to dość przykra sprawa. Nawet jeśli to tylko 3 eurodeputowanych, którzy sobie w ten sposób zapewnią bezkarne głoszenie antykatolickiej (a tym samym antyeuropejskiej) propagandy. Widać jest spora grupa antyklerykalnych wyborców, być może wychowanków urbanowego „Nie” i innych antykatolickich pism. To – wbrew niektórym komentarzom bagatelizującym wygraną Wiosny – duży sukces środowisk homoseksualnych, które ewidentnie nasiliły ofensywę w Polsce, robiąc wszystko, by o nich było głośno. Nie łudźmy się – ich celem jest zniszczenie Kościoła katolickiego, a tym samym cywilizacji europejskiej w Polsce. Mimo tarć, mają one też sojusznika w PO, a generalnie w Koalicji Europejskiej.

  

czwartek, 23 maja 2019

W nadchodzących wyborach oddam głos na Konfederację

Mimo swoich wątpliwości co do niektórych ludzi w Konfederacji, na których prawdopodobnie normalnie bym nie zagłosował, postanowiłem oddać swój głos w wyborach do parlamentu UE właśnie na tę nową siłę na prawicy. To już drugi raz, kiedy nie oddam głosu na PiS. Jakoś nie przerażają mnie ataki na Konfederatów i brednie o „ruskich agentach”. PiS-owi należy się czerwona kartka i postanowiłem w tym roku nie ulegać szantażowi, że jeśli nie zagłosuję na PiS, to wygra lewica.

Pisałem już na tym blogu, że wygrana Zjednoczonej Prawicy w wyborach prawie cztery lata temu mnie cieszyła. W dalszym ciągu uważam, że był to ważny przełom, a kolejne lata tylko potwierdziły, że dobrze się stało. Śmieszą mnie też próby zwracania się przez liderów PO do wyborców PiS-u. Nie miejmy złudzeń – normalny wyborca PiS-u nigdy na PO nie zagłosuje. Prędzej już chyba oddałby głos na skrajnych nacjonalistów, gdyby tacy mieli jakąkolwiek szansę. PO skompromitowała się do cna, a fasada, jaką tworzyła ta partia, już dawno się pokruszyła i rozpadła. Jeśli ktoś tego nie widzi, to jest po prostu bardzo naiwny. Wzięcie na pokład postkomuchów, coraz wyraźniejsze deklaracje o wprowadzaniu związków partnerskich, ukłony w stronę lobby homoseksualnego – to wszystko wyraźnie świadczy o tym, że nie mamy tutaj żadnej „chrześcijańskiej demokracji”, żadnego „Kościoła łagiewnickiego”, ale po prostu coraz radykalniejszą lewicę.

Ale moje sympatie do PiS-u, które żywiłem przez długie lata, nie mogą przesłonić faktu nie wywiązania się z pewnych istotnych obietnic wyborczych i robienia prawicowych wyborców w konia. Uważam zatem, że np. ochrona życia nienarodzonych jest wręcz ważniejsza niż wszelkie projekty poprawiający dobrobyt i zamożność społeczeństwa. Podważanie podstaw cywilizacji europejskiej, a tym jest brak pełnej ochrony nienarodzonych, skończy się wcześniej czy później totalitaryzmem i nie ukryją tego najpiękniejsze słowa o tolerancji i braterstwie. Tchórzostwo PiS-u w tej sprawie jest czymś, co szczególnie mnie bulwersuje. Nie jest to też jedyna kwestia.

Konfederacja nie jest dla mnie ideałem. Gdyby odniosła nawet sukces umożliwiający w przyszłości rządzenie, z pewnością doszłoby do spięć i konfliktów w paru sprawach. Jednak jest tam paru ludzi, na których spokojnie mogę oddać głos. Jest jakaś szansa, że pojawią się tam wcześniej czy później jacyś młodzi, którzy mają poukładane w głowach i może w jakiejś przyszłości, jeśli ta formacja przetrwa, poprowadzą ją do zwycięstwa, broniąc prawdziwej cywilizacji europejskiej i Kościoła katolickiego.
Tymczasem PiS-owi należy się czerwona kartka. Zamiast wstrzymać się od głosu albo głosować z zaciśniętymi zębami na PiS (bo wygra lewica), moim zdaniem lepiej oddać ten głos na Konfederację. Po tych wyborach pomyślimy, co dalej. Może też liderzy Zjednoczonej Prawicy przemyślą sprawę.


poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Myszkując po Internecie: Ukraina – komedia czy tragedia?

To chyba jedna z ciekawszych (jeśli nie najciekawsza) analiz sytuacji na Ukrainie, uwzględniająca kontekst historyczny. Dlatego polecam, jeśli ktoś chce coś z tego zrozumieć:

środa, 20 marca 2019

Na poprzednie i kolejne wybory

Patrzcie, do jakich nieprzystojności i prawie dziecinnych i śmiechu godnych postępków i zagmatwania przyszli. Naprzód obieranie posłów na sejmikach takie jest, iż możniejszy a śmielszy czynią, co chcą: abo się sami obierają, i drudzy mało nie dożywotny sobie ten urząd czynią, abo takie wystawiają, którzy ich myślom i przedsięwzięciu służą. A szlachta, w prostocie nie wiedząc, co się dzieje, przyzwala i wrzaskiem wszystko odprawuje. Ci co się sami obierają i wtrącają, ze swymi złemi chciowościami, a nie z powinnym ku dobru Rzeczypospolitej sercem, do tego urzędu przystępują.

Piotr Skarga, Kazanie sejmowe.


sobota, 16 marca 2019

Dlaczego Trzaskowski jest lepszy od Jakiego?

Patrząc na poczynania Rafała Trzaskowskiego w Warszawie mam pewną satysfakcję. Jeszcze w trakcie wyborów samorządowych pisałem:

pan Trzaskowski nie ukrywa, że chce z Warszawy zrobić Sodomę. Mówi to wystarczająco jasnym językiem, by dotarło to nawet do najbardziej tępego człowieka. Patryk Jaki natomiast stwierdza, że nie chce „Warszawy ideologicznej” i w taki sposób szykuje nam ów koszmar – ów korowód, o którym pisze Chesterton w powieści Człowiek, który był czwartkiem.

(...)

Otwieranie szeroko drzwi Sodomie jest rzecz jasna złe. Ale czy wpuszczanie jej bocznymi drzwiami jest lepsze? W tym pierwszym przypadku przynajmniej ludzie mogą się od razu przekonać, co się szykuje i zareagować. W tym drugim – kiedy się zorientują, co się stało, może być już za późno – ich dom otoczą sodomici, by poobcować z aniołami.

Dlatego zdecydowanie wolę Trzaskowskiego. Choć nie znaczy, bym na niego głosował. W końcu zło jest złem. Również i to przebrane w skórę „nieidologicznej” owcy.

Moja satysfakcja wynika oczywiście nie ze skandalicznych poczynań pana Trzaskowskiego i jego świty, ale z tego, że ludzie zareagowali. A więc miałem rację, że wprowadzanie Sodomy wprost spotka się z oporem. Zareagowali rodzice, zareagowały organizacje pro-rodzinne, zareagował PiS, zareagowali nawet biskupi, choć wcześniej milczeli, kiedy Patryk Jaki głosił poglądy, za jakie powinna spotkać go ekskomunika. Zaprotestowali liderzy protestanckich zborów.

Gdyby Patryk Jaki został prezydentem, pomysły, jakie otwarcie zaczął realizować Trzaskowski, byłyby wprowadzane stopniowo – kropla drążyłaby skałę. On „tylko” pozwalałby na sodomickie parady, „tylko” podpisałby się pod dofinansowywaniem in vitro, może nawet „tylko” wyasygnowałby jakieś pieniądze na hotelik dla homoseksualistów, gdyby jego wiceprezydent go o to poprosił. A to wszystko przy milczeniu duchowieństwa, bo to przecież „nasz” prezydent. Kto wie, może nawet po zakończeniu kadencji odprawiono by Mszę dziękczynną za te wszystkie „zbożne” dzieła.

Na szczęście mamy jednak otwartą wojnę.


poniedziałek, 4 marca 2019

Wybory w Gdańsku: Sukces czy klęska?

Prawie dwunastoprocentowy wynik Grzegorza Brauna w wyborach na prezydenta Gdańska wydaje się być całkiem niezłym rezultatem. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę okoliczności, w jakich przyszło kandydatowi startować i utrudnienia, jakie napotykał niemal od samego początku tych wyborów (problemy z uznaniem dokumentów rejestracyjnych, odwoływanie wcześniej zarezerwowanych sal na spotkania itp.).

Z drugiej strony nie byłbym tak optymistycznie nastawiony, jak zdają się być niektórzy komentatorzy. Było przecież tylko trzech kandydatów, a zatem częściowo swój wynik Grzegorz Braun pewnie zawdzięcza tym, którzy w innych okolicznościach oddaliby głos na przykład na kandydata PiS-u, gdyby partia ta startowała w wyborach, albo np. na Piotra Walentynowicza, gdyby udało mu się zebrać wystarczającą ilość podpisów.

Pytanie, czy gdyby Marek Skiba nie zebrał wymaganych podpisów albo zrezygnował z kandydowania, to Grzegorz Braun uzyskałby dodatkowe pięć procent głosów, zdobywając wynik ok. 17 procent albo wyższy? Trudno udzielić zdecydowanej odpowiedzi. Być może wyborcy ci zostaliby w domu. Trudno jednak też na podstawie wyniku, jaki udało się osiągnąć, dojść do wniosku, że oznacza on dwucyfrowy rezultat dla koalicji narodowo-wolnościowej w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Myślę, że wątpię.

Przytłaczający wynik Dulkiewicz pokazuje, że obecne status quo w dużych miastach w dalszym ciągu będzie ciężkie do naruszenia. Ale też trudno było się spodziewać wyniku innego, wszak od wyborów samorządowych upłynęło zaledwie parę miesięcy (a było w nich kilka spektakularnych zwycięstw osób o raczej szemranej reputacji), zaś z byłego prezydenta Gdańska uczyniono niemal świętego męczennika i to niestety przy wydatnym udziale Kościoła katolickiego i w atmosferze masowej histerii.

Podsumowując: jakikolwiek byłby wynik w wyborach do parlamentu koalicji narodowców, partii Korwina i Pobudki, dla Grzegorza Brauna – niezależnie od okoliczności – wybory w Gdańsku to mimo wszystko duży sukces. Dwucyfrowego wyniku nie da się zbyć pogardliwym prychnięciem, choć budzi on zdumienie u salonowych dziennikarzy. Miejmy nadzieję, że rezultat Brauna będzie procentować dla sprawy polskiej i ruchu konserwatywnego – dając nadzieję wyborcom rozczarowanym PiS-em na stworzenie jakieś sensownej alternatywy.


sobota, 2 marca 2019

Totalitaryzm „zbliża się na łapkach kota”

Tak można by powiedzieć parafrazując fragment wiersza Czesława Miłosza o tym, co dzieje się obecnie w cywilizacji Zachodu. To prawdziwy zamordyzm w białych rękawiczkach, który coraz bardziej zaczyna pokazywać swoje groźne oblicze. Cenzura, utrata pracy, a nawet więzienie, to już rzeczywistość. Wielu ludzi chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że np. na szaleńcze pomysły prezydenta Warszawy zareagowała tylko jedna kurator oświaty – Barbara Nowak? A co z resztą kuratorów? Nie obchodzi ich los dzieci, czy może sądzą po prostu, że Warszawa to gdzieś daleko, nie ich rejon i w ogóle: „nasza chata z kraja”?

I czy tylko jedna Zofia Klepacka ma odwagę (to już trzeba odwagi???!!), by wyrazić sprzeciw wobec działań Trzaskowskiego? A co z resztą środowiska sportowego? Przecież widzimy już, co dzieje się w sporcie i do czego prowadzą takie inicjatywy, jakie podejmuje prezydent Warszawy. Mężczyźni walczą w zawodach jako kobiety. Jakiś nieudacznik, któremu nie udało się w rywalizacji z mężczyznami może zadeklarować, że jest kobietą i zacząć odnosić sukcesy w walce, którą trudno nazwać „fair play”.

Wprawdzie Zofia Klepacka, jeśli dobrze się orientuję, nie podnosiła akurat problemu nieuczciwej rywalizacji w sporcie, tylko wyraziła swój sprzeciw wobec promocji LGBT-coś-tam, ale konsekwencje podobnych kart, jakie wprowadza w życie Trzaskowski, przecież wcześniej czy później w sporcie też będą widoczne. A jaka jest „tolerancja” środowisk LGBT-coś-tam widać po tej fali „miłości”, jaka zalała Klepacką i Barbarę Nowak. Przy okazji Facebook ocenzurował wpisy Klepackiej, a na jednym z portali informacyjnych dowiedziałem się, że Nowak „znowu szokuje” (sic!). Wyobraźcie sobie, Państwo, że to nie Trzaskowski szokuje, ale krakowska kurator! Wynika z tego, że zdrowy rozsądek jest dzisiaj czymś, co zdumiewa, a szaleństwo tak już wyjałowiło mózgi, że ludzie nie widzą rzeczywistości.

W tych działaniach Trzaskowskiego dobra jest jedna rzecz: są one na tyle nachalne, na tyle głośne, że ludzie – a przynajmniej ich część – widzą, co się dzieje. To w zasadzie bardziej słoń w składzie porcelany niż miękko stąpający kotek. Pisałem już zresztą o tym na swoim blogu w czasie kampanii samorządowej, że jeśli wygra Trzaskowski, to przynajmniej będzie widać, że Sodomę wprowadza do Warszawy wprost. Gdyby wygrał Patryk Jaki, czyli „nasz”, ta Sodoma wchodziłaby gdzieś bocznymi drzwiami, przy równoczesnym milczeniu hierarchii Kościoła (notabene, czy teraz też hierarchia milczy, czy ma poważniejsze problemy niż „reformy” prezydenta Warszawy?).

Dziwi natomiast bardzo również jedna rzecz: że w kraju, który miał doświadczenie dwóch morderczych totalitaryzmów, działania takie, jakie podejmuje Trzaskowski mogą w ogóle uchodzić mu na sucho. Wydawałoby się, że co jak co, ale to Polska powinna być w stopniu szczególnych odporna na takie idiotyzmy, jak „gender studies”, „tęczowa rewolucja”, cała ta lewacka mentalność, która w ostateczności prowadzi wcześniej czy później do zbrodni. Nie jest. Historia magistra vitae non est – trzeba stwierdzić ze smutkiem.